Śladami Pana Samochodzika

"Wyspa złoczyńców" - inspiracje


W dniach od 30 kwietnia do 3 maja 2014 roku grupa miłośników Pana Samochodzika skupiona na forum „Z przygodą na ty” (www.pansamochodzik.org.pl) postanowiła poszukać książkowego Antoninowa. Miasteczka w którym dzieje się akcja pierwszej przygody Pana Tomasza czyli „Wyspy złoczyńców”. Zanim ruszyliśmy swoimi wehikułami na spotkanie przygody nasz nieoceniony TomaszK popełnił swoje kolejne już, niezwykle interesujące i intrygujące inspiracje. Być może to właśnie te fakty, osoby, miejsca, o których wspomina TomaszK natchnęły Zbigniewa Nienackiego do napisania „Wyspy złoczyńców”?

Inspiracje podzielone są na dwie części. Na te pisane przed zlotem, gdy większość materiałów TomaszK wyszukiwał w Internecie, książkach i gazetach, oraz na te napisane po zlocie, w czasie którego kilka faktów zweryfikowaliśmy na miejscu. W Brześciu Kujawskim, Brzeziu, Wieńcu, Otłoczynie i okolicach. Odnaleźliśmy tam wiele śladów przygód Pana Tomasza z kart „Wyspy złoczyńców”. Dzięki kilku poznanym na miejscu osobom dowiedzieliśmy się wielu interesujących szczegółów, potwierdzających, że znaleźliśmy się we właściwym miejscu. I tylko upływ czasu dokonał tam nieodwracalnych zmian, nawet spustoszeń, próbując ukryć przed nami ślady bytności Pana Samochodzika w okolicach Ciechocinka.

Czesio1

Inspiracje przedzlotowe

Antoninów nad Wisłą, to Brześć Kujawski. Oczywiście tylko częściowo, bo jak wiemy Nienacki, każde miejsce akcji swoich książek, składał wielu miejsc rzeczywistych. W Brześciu Kujawskim nie płynie Wisła, a zatem miejsce biwakowania Tomasza, które dzielił z antropologami, musiało być gdzie indziej. Miejsce w którym działa się leśna część przygód Tomasza szukającego zbiorów dziedzica Dunina, ustalił Piotr Szymczak ze strony ZNHP poświęconej Nienackiemu. W Otłoczynie koło Ciechocinka znalazł las z charakterystycznymi poniemieckimi bunkrami i przeprawę przez Wisłę, stanowiącą nawiasem mówiąc część starożytnego szlaku bursztynowego. Przy przeprawie przez kilkaset lat stała karczma przewijająca się w akcji książki, a w pobliżu przebiegała granica między dwoma zaborami, która ukształtowała przemytnicze charaktery mieszkańców książkowego Antoninowa. Na pewno jednak Brześć Kujawski był miejscem z którego pochodzi wiele pomysłów wykorzystanych w „Wyspie Złoczyńców”. W jednym licznych felietonów Nienackiego, można znaleźć informację, że lato 1962 roku spędził z badającą stare cmentarzyska ekspedycją antropologiczną Uniwersytetu Łódzkiego. A to lato, podobnie jak kilka poprzednich, łódzcy antropolodzy i archeolodzy spędzili właśnie w Brześciu i w kilku okolicznych miejscowościach.

BRAK ZDJĘCIA

Rynek w Brześciu Kujawskim

Brześć Kujawski, senne trzytysięczne miasteczko z cukrownią (obecnie już nieczynną), małym rynkiem i linią kolejki wąskotorowej, leży 40 kilometrów na południe od Otłoczyna i Ciechocinka. Obok kilku zabytkowych kościołów jest tu piękny XIX-wieczny ratusz projektu Marconiego.

BRAK ZDJĘCIA

Ratusz w Brześciu Kujawskim

…i są też małe sklepiki, tak stare, że na pewno któryś z nich należał kiedyś do Pilarczykowej i gdyby nie współczesne szyldy, wyglądałby zupełnie jak na początku lat sześćdziesiątych.

BRAK ZDJĘCIA

Uliczki w Brześciu Kujawskim

Czytając publikacje naukowe z badań ekspedycji antropologicznej w Brześciu Kujawskim, możemy znaleźć szereg zbieżności z tym co opisał w swojej książce Nienacki. Opisy są jednak nieco odmienne, co pozwala przypuszczać, że nasz Autor nie korzystał z tych publikacji, ale był naocznym świadkiem znalezisk.

Pod koniec książki, Tomasz odwiedza z harcerzami miejsce wykopalisk archeologicznych, uzyskując ciekawe informacje od pani magister Aliny, prowadzącej badania na średniowiecznym cmentarzu. Pani Alina opisując harcerzom znaleziska, opowiada m.in.: Przy szkieletach znaleźliśmy wiele ozdób, jakie zmarli nosili za życia, a więc kabłączki skroniowe czyli kolczyki, pierścionki z brązu, żelazne sprzączki od pasów, paciorki szklane. W jednym z grobów dziecięcych była doskonale zachowana tasiemka z oryginalnym ornamentem geometrycznym. W publikacji dr Zdzisława Kapicy „Dotychczasowy stan badań antropologicznych regionu Brześcia Kujawskiego”, przy opisie stanowiska nr 4 w Starym Brześciu, czytamy: „Wyposażenie zmarłych bardzo skąpe, najczęściej znajdywano noże żelazne, kabłączki brązowe – niektóre posrebrzane, pierścienie z brązu, koraliki szklane, diademy brązowe, krzesiwa żelazne. W jednym tylko przypadku znaleźliśmy doskonale zachowaną krajkę lnianą z trójkątnym ornamentem”.

BRAK ZDJĘCIA

Tak wyglądają kabłączki brązowe, sfotografowane w 1962 roku na cmentarzysku w Brześciu Kujawskim. Dalej magister Alina opowiada o znalezionych reliktach wierzeń pogańskich, Odnaleźliśmy monety, które z całą pewnością leżały w ustach zmarłego…na przykład w tym grobie w rogu cmentarza w ogóle nie było szkieletu, a w miejscu gdzie powinna się znajdować czaszka, stało gliniane naczynie, w nim zaś kosteczki kury. Tak opisuje to Zdzisław Kapica: „W tej części cmentarzyska wystąpił również grób symboliczny (bez szkieletu) z naczyniem pochodzącym z początku XIV wieku. Prawdopodobnie były to groby o charakterze kultowym, nawiązujące do dawnych zwyczajów i wierzeń. Do nich zresztą można zaliczyć również trzykrotne znaleziska monet w ustach zmarłego”.

Wizyta Tomasza i harcerzy na tym stanowisku archeologicznym, nie ma żadnego wpływu na bieg akcji książki, wprowadzenie tej relacji miało prawdopodobnie cel dydaktyczny, podobnie jak wykład na temat ras ludzkich. Opisy tego rodzaju pojawiają się we wszystkich książkach o przygodach Pana Samochodzika. W przeciwieństwie jednak do krótkiego opisu wizyty na średniowiecznym cmentarzysku, autor dużo więcej uwagi poświęca relacjom z badania „studni Barabasza”. Antropolodzy najpierw odkrywają prostokąt ułożony z płaskich kamieni, a następnie w jego wnętrzu, zasypany resztkami skorup glinianych szkielet ludzki. Tomasz odwiedza to miejsce jeszcze kilka razy w dwóch następnych dniach, dowiadując się o odkrywaniu w głębi kolejnych szkieletów. Znalezisko zostaje zinterpretowane jako studnia, do której wrzucano zwłoki zamordowanych ofiar, a znający historię Antoninowa nauczyciel, domyśla się, że są to ofiary Barabasza – właściciela karczmy, ściętego kilkaset lat wcześniej za rabowanie i zabijanie klientów. Barabasz z kolei, użyczył swojego imienia XX-wiecznemu bandycie, wokół którego działalności toczy się akcja książki.

Latem 1962 roku, czyli w czasie kiedy Nienacki towarzyszył ekspedycji antropologicznej, w leżącej kilka kilometrów od Brześcia w miejscowości Wolica Nowa, archeolodzy odkopali prostokątną kamienną konstrukcję, w której wnętrzu spoczywało pięć szkieletów osób różnej płci i wieku. Bardzo szczegółowe opisy zawarte w „Wyspie Złoczyńców” pozwalają przypuszczać, że autor rzeczywiście był świadkiem rozkopywania domniemanej studni, chociaż później miejsce to zinterpretowano jako grób tzw. kultury trzcinieckiej. Wyposażenie grobu było bardzo skąpe i być może rzeczywiście w czasie samych wykopalisk rozważano teorię zwłok ukrytych w studni. Dopiero późniejsza analiza towarzyszących szkieletom nielicznych zabytków wykazała, że był to grób z 1700 lat p.n.e. Nienackiemu trzeba jednak oddać sprawiedliwość, bo w usta Zaliczki włożył wątpliwość „może to grób skrzynkowy?”, wyrażoną po odkryciu pierwszego szkieletu. W publikacji antropologów można także doszukać się pierwowzoru karczmarza Barabasza. Na cmentarzu badanym przez dr Zdzisława Kapicę, znaleziono szkielet ludzki z odciętą głową leżącą między stopami, który zinterpretowano jako grób ofiary egzekucji wykonanej przez ścięcie katowskim mieczem.

BRAK ZDJĘCIA

W największym jednak stopniu lato spędzone z antropologami, wpłynęło na treść „Wyspy Złoczyńców”, przez zapoznanie się autora z tzw. metodą Gierasimowa. Metoda ta, opracowana w latach 40-tych przez rosyjskiego antropologa M. Gierasimowa, polega na nakładaniu na badaną czaszkę warstw masy plastycznej, odpowiadającej najpierw mięśniom, a potem skórze twarzy. Pozwala to na odtworzeniu wizerunku osoby z której pozostały już tylko kości, co jest wykorzystywane m.in. do rekonstruowania wyglądu znanych postaci historycznych (np. ostatnio Mikołaja Kopernika), ale także do identyfikacji nieznanych zwłok, znalezionych w stanie daleko posuniętego rozkładu. W książce Nienackiego metodę tę prezentuje magister Opałko, rzeźbiarz–antroplog, małomówny badacz czaszki znalezionej w bunkrach. Jest to postać opisana tak barwnie, iż nie sposób oprzeć się wrażeniu że autor opisał realną osobę, co zresztą często czynił w swoich książkach. Pierwowzorem tej postaci był najprawdopodobniej Wieńczysław Pławiński. Specjalista ten, z zawodu plastyk, był na początku lat 60–tych zatrudniony w Katedrze Antropologii Uniwersytetu Łódzkiego, i zapewne razem z innymi pracownikami Katedry spędzał lato 1962 roku w Brześciu Kujawskim, gdzie mógł go poznać nasz Autor. W przeciwieństwie do wykopaliskowych prac antropologów, których znaczenie jest w książce raczej marginalne, działalność naukowca odtwarzającego twarz zmarłego na podstawie jego czaszki, ma przełomowe znaczenie dla biegu akcji Wyspy Złoczyńców. To właśnie ustalenie, że szkielet znaleziony w bunkrach należał do Pluty, dawnego członka bandy Barabasza, pomogło wyjaśnić tajemnicę skarbu dziedzica Dunina. Wieńczysław Pławiński był jedną z pierwszych w Polsce osób, wprowadzających metodę Gierasimowa, jego publikacje z tamtego okresu można znaleźć zarówno w „Problemach Kryminalistyki” jak i „Wiadomościach archeologicznych”. Być może pokazał Nienackiemu swoje publikacje, bo zdjęcie zrekonstruowanego „osobnika NN” z publikacji Pławińskiego, wydaje się podobne do opisu odtworzonego wizerunku Pluty – Twarz płaska, trochę mongolska, szeroki nos i oczy osadzone głęboko w oczodołach, jak u Skałbany.

BRAK ZDJĘCIA

A tak wygląda efekt pracy antropologa:

BRAK ZDJĘCIA

Widok takiej gipsowej, stojącej na podstawce głowy, sklepikarka Pilarczykowa skomentowała: „a tego cudaka to ja znam”. Nie jest to dzieło Pławińskiego, ale również pochodzi z lat 60–tych i jest zrobione tą samą techniką – Pan Opałko mrugnął do mnie porozumiewawczo, uśmiechnął się, przyniósł ze swego namiotu farby, domalował twarzy niebieskie oczy, zaróżowił usta i policzki, a bladość gipsu złagodził żółcią. Obecnie wykonuje się to z wykorzystaniem techniki komputerowej.

Być może to Pławiński, tak jak książkowy magister Opałko, dał Nienackiemu do przeczytania rosyjską książkę „Za siedmioma pieczęciami”, wprowadzającą Tomasza w świat antropologii. Książka jest prawdziwa, została wydana w Leningradzie w 1958 roku i nosi podtytuł „Eseje o archeologii”. Nie miała polskiego wydania, ale można ją czasem znaleźć na stronach internetowych rosyjskich antykwariatów. Przeczytanie tej książki w oryginale nie stanowiło dla Nienackiego większego problemu. Język rosyjski znał na tyle biegle, że pod koniec lat 40–tych studiował w moskiewskiej Szkole Filmowej, skąd, jak wspomina jego biograf Mariusz Szylak, został wyrzucony za romansowanie z piękną pracownicą włoskiej ambasady.

BRAK ZDJĘCIA

Pierwowzorem skarbu dziedzica Dunina, mógł być ukryty majątek Kronenbergów, bogatego rodu mającego posiadłości w okolicach Brześcia Kujawskiego. Majątek Kronenbergów pochodził głównie z działalności bankowej, senior rodu Leopold Kronenberg był założycielem instytucji, do której historycznie nawiązuje Bank Handlowy, działający aktualnie pod marką Citi Handlowy.

BRAK ZDJĘCIA

Leopold Kronenberg

Do potomków Leopolda Kronenberga należały m.in. cukrownia w Brześciu Kujawskim (pojawiająca się w tle na samym początku „Wyspy złoczyńców”) oraz pałace w sąsiednich miejscowościach, Wieniec i Brzezie. W 1945 roku wszystkie posiadłości zostały przejęte przez socjalistyczne państwo, ziemia została rozparcelowana, w pałacu w Brzeziu umieszczono Dom Dziecka, w Wieńcu – szpital przeciwgruźliczy.

BRAK ZDJĘCIA

Pałac Kronenbergów w Brzeziu

Ostatnim z rodu był Leopold Jan Kronenberg, który po przemianach ustrojowych opuścił kraj w 1946 roku, wyjeżdżając najpierw do Wielkiej Brytanii, a potem do Stanów Zjednoczonych. Na jego ówczesnym dowodzie tożsamości wpisany jest zawód „rolnik”, ponieważ zawód „przedsiębiorca” został odesłany w niebyt, a z wykształcenia był hodowcą koni.

BRAK ZDJĘCIA

Tymczasowy dowód tożsamości

Leopolda Jan Kronenberga

W czasie kiedy wyjeżdżał, majątek Kronenbergów już nie istniał, a zatem gdzie skarb? Skarb pojawił się w 1972 roku, kiedy po śmierci Leopolda Jana, jego żona podjęła pertraktacje z Muzeum Historycznym m.st. Warszawy, dotyczące pamiątek rodowych. W 1973 roku Janina Kronenberg przekazała muzeum zbiór kilkudziesięciu medali, orderów, miniatur, fragmentów srebrnej złoconej zastawy stołowej, znakowanej herbem rodowym oraz rękopisu „Starej Baśni” Kraszewskiego i „Quo vadis” Sienkiewicza. Oficjalnie przywiozła je ze Stanów Zjednoczonych, ale czy tak było naprawdę? Być może przeleżały prawie 30 lat ukryte gdzieś w nieznanym miejscu, jako „Skarb Kronenbergów”?

BRAK ZDJĘCIA

Pałac Kronenbergów w Wieńcu

Niezależnie od tego czy „Skarb Kronenbergów” istniał naprawdę, czy też cenne przedmioty zostały przez Janinę przywiezione z Ameryki, na pewno ludzie w okolicach Brześcia Kujawskiego byli przekonani o istnieniu skarbu. Wiedzieli, że pałacach w Wieńcu i Brzeziu był przed wojną duży majątek, po którym nie zostało śladu. Mogli zatem snuć teorie, że cenne przedmioty zostały gdzieś ukryte, może nawet wiedzieli, że zostały ukryte. Nienacki mógł usłyszeć tę historię zarówno od antropologów jak i kogoś z miejscowej ludności. W 1962 roku, kiedy odwiedzał tamtejszych archeologów, jedno z wykopalisk na którym badano cmentarz z okresu lateńskiego, znajdowało się właśnie w Wieńcu.

BRAK ZDJĘCIA

Ten pozłacany talerz (wg. metryczki 0,5kg czystego srebra) pasuje do opisu przedmiotów odebranych Hertlowi : „stara srebrna zastawa stołowa i pozłacana misa”. W skład skarbu dziedzica Dunina miała także wchodzić kolekcja zabytkowej broni. Wśród zdjęć przekazanych warszawskiemu muzeum były dwa, na których widoczne są fragmenty takiej właśnie kolekcji. Dwóch „rycerzy w tenisówkach” prezentuje elementy historycznego uzbrojenia, pozując na tle herbu Kronenbergów, przy którymś z pałaców.

BRAK ZDJĘCIA

Na zakończenie trzeba jednak podkreślić, że o ile domniemany „Skarb Kronenbergów” mógł być pierwowzorem skarbu z „Wyspy Złoczyńców”, o tyle Leopold Jan Kronenberg na pewno nie był pierwowzorem dziedzica Dunina. Książkowy dziedzic miał uciekać przed Armią Czerwoną, bo wcześniej splamił się współpracą z Niemcami. Ostatni z Kronenbergów, syna, żołnierza stracił w potyczce z Niemcami, córka zginęła w Powstaniu Warszawskim, a sam musiał opuścić kraj jako wróg ludu.

Wszystkie zdjęcia pochodzą z książki „Kronenbergowie”, wydanej w 1998 roku przez Muzeum Historyczne w Warszawie i fundację im. Leopolda Kronenberga.

    Oprócz artykułów ze strony ZNHP, które uzyskałem dzięki uprzejmości Piotra Szymczaka, korzystałem z następujących publikacji:

TomaszK

Inspiracje pozlotowe

Brześć Kujawski – miejsce akcji „Wyspy złoczyńców”

Tomasz, bohater książek Zbigniewa Nienackiego o przygodach Pana Samochodzika - historyk zatrudniony w Ministerstwie Kultury, tropi zagadki z przeszłości, odnajduje ukryte skarby i walczy ze złodziejami dzieł sztuki. Każda z książek serii toczy się w innym miejscu, a ich autor jak sam podkreślał, zawsze dbał o realia, opisując prawdziwe miejsca i realnie istniejące osoby. Akcja „Wyspy Złoczyńców”, została umiejscowiona w miasteczku o nazwie Antoninów nad Wisłą, położonym gdzieś między Włocławkiem a Toruniem.

BRAK ZDJĘCIA

źródło: kadr z filmu „Wyspy złoczyńców”

W rzeczywistości na Kujawach nie ma miejscowości o takiej nazwie, ale realia Antoninowa opisane w książce, jednoznacznie wskazują, że jego pierwowzorem był Brześć Kujawski.

Taki opis Antoninowa daje autor: „Miasteczko Antoninów posiada około 3000 mieszkańców i cztery ulice krzyżujące się ze sobą. W środku miasteczka znajduje się prostokątny rynek wybrukowany „kocimi łbami”, przy rynku mieści się najokazalszy gmach, dwupiętrowy dom, w którym urzęduje Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Po drugiej stronie stoi kościół zbudowany z czerwonej cegły… O pół kilometra za miastem przechodzi tor wąskotorowej kolejki, po którym w okresie jesiennym kursują wagony z burakami, dowożonymi do niedalekiej cukrowni.”. Mieszkańcy Brześcia, jak zresztą wszystkie osoby znające to miasto wiedzą, jak bardzo ten opis jest zbieżny z jego wyglądem. Ale to nie jedyny dowód.

W 1962 roku, w felietonie w społeczno–literackim tygodniku „Odgłosy”, Zbigniew Nienacki napisał: „Co roku w lecie biorę udział w jakiejś ekspedycji wykopaliskowej – tak powstało „Uroczysko” i „Skarb Atanaryka”. W tym roku przebywałem w terenie z ekspedycją antropologiczną. Z tą tematyką zwiążę swoją nową powieść dla starszej młodzieży, którą przeznaczę dla „Naszej Księgarni”. Autor nie napisał gdzie odwiedził tę ekspedycję, ale antropolodzy z Uniwersytetu Łódzkiego, już od kilku lat wraz z archeologami prowadzili rozległe badania terenowe w Brześciu Kujawskim. W publikacjach naukowych powstałych po tych badaniach, można znaleźć szereg zbieżności z tym co opisał w swojej książce Nienacki. Opisy są jednak nieco odmienne, co pozwala przypuszczać, że nie korzystał z tych publikacji, ale był naocznym świadkiem znalezisk.

Swoim zwyczajem z poprzednich lat, Nienacki uwiecznił w książce jednego z naukowców. Osobą bardzo istotną dla fabuły książki, był magister Opałko, antropolog specjalizujący się w odtwarzaniu metodą Gierasimowa, wizerunku zmarłej osoby, na podstawie jej czaszki. Czaszka znaleziona przez harcerzy w starych bunkrach posłuży mu do odtworzenia twarzy nieżyjącego mężczyzny, który zostaje następnie rozpoznany przez właścicielkę sklepu w Antoninowie – Pilarczykową. Pierwowzorem magistra Opałko był prawdopodobnie Wieńczysław Pławiński, plastyk pracujący w Katedrze Antropologii, wcześniej Żołnierz Wyklęty i Sybirak, pionier stosowania metody Gierasimowa w Polsce.

BRAK ZDJĘCIA

Wieńczysław Pławiński, pierwowzór

magistra Opałki

BRAK ZDJĘCIA

Jak wiadomo, dotychczas nie udało się znaleźć pierwowzoru tytułowej Wyspy Złoczyńców. Spotkałem się z teorią, że pierwowzorem miała być „Dzikowska Kępa” z Ciechocinka, ale to mało prawdopodobne, bo jest to wyspa bardzo duża (właściwie fragment lądu oddzielony odnogą rzeki) i do niedawna zamieszkała. Natomiast wyspa bez nazwy wskazana nam w Brześciu Kujawskim wydaje się dość prawdopodobna. Nie mówię oczywiście o prawdziwej wyspie na której pochowano oddział Barabasza, bo taka zapewne nie istnieje, ale o takiej, która mogła być inspiracją dla Nienackiego.

Wyspy w Brześciu Kujawskim szukałem już dawno temu, ale na jedynym zbiorniku wodnym w okolicy, żadnej wyspy nie było. Wyspa na jeziorze Cmentowo, które było kiedyś nieco większe, widoczna jest obecnie jako duża kępa drzew, otoczona trzcinami zarastającymi jezioro. Książkowa Wyspa Złoczyńców jest mrocznym miejscem, na którym dokonanych zostaje kilka zbrodni, a tuż po wojnie został na niej osaczony oddział Barabasza poszukujący skarbów dziedzica Dunina. Dla autora książki, wyspa na jeziorze Cmentowo (wtedy Smętowo) też mogła być miejscem mrocznym, chociażby z uwagi na nazwę jeziorowa, nawiązującą do staropolskiego określenia cmentarza i rozkopywane w jego otoczeniu stare cmentarzyska. Najsłynniejsze odkrycia archeologiczne w grodzie Łokietka, zostały dokonane właśnie na brzegu jeziora. Pan Samochodzik odbywa jednak swoim pływającym samochodem długie pościgi za przestępcami i dlatego autor przeniósł Antoninowo w pobliże Wisły, na której umieścił tytułową wyspę.

Tak wygląda obecnie jezioro Cmentowo (dawniej Smętowo), to zdjęcie z Google Earth. Jezioro stopniowo zarasta trzciną, tylko miejscami widoczne jest lustro wody.

BRAK ZDJĘCIA

źródło: Google Earth

Ale kiedy w czasie zlotu powiedziano nam, że wyspa kiedyś była, zacząłem jej szukać na starych mapach i rzeczywiście znalazłem. Tutaj widać ją na mapie niemieckiej z 1944 roku (z portalu Archiwum Map Zachodniej Polski).

BRAK ZDJĘCIA

źródło: Archiwum Map Zachodniej Polski

A tu na rysunku z pracy doktorskiej Lidii Gabałówny „Ze studiów nad grupą brzesko-kujawską kultury lendzielskiej” z 1966 roku.

BRAK ZDJĘCIA

Pozwolę sobie przypomnieć, że Lidia Gabałówna mogła być pierwowzorem Babiego Lata z „Uroczyska”, i Nienacki odwiedzając w 1962 roku Brześć Kujawski, pojechał tam być może na jej zaproszenie. Zespół łódzkich archeologów prowadził w tym okresie badania na stanowisku oznaczonym na powyższym planie numerem „4”, a zatem tuż obok jeziora. Późniejsze badania, wykazały na wyspie ślady dawnego osadnictwa oraz groby innej starożytnej kultury. Być może właśnie znajdywane tam od dawna kości (groby były płytkie), były przyczyną nazwania całego jeziora „Smętowo”, co opowiedziane Nienackiemu, natchnęło go do pochowania tutaj książkowej bandy Barabasza.

A tak wygląda jezioro obecnie, to zdjęcie z miejsca widokowego przy dworcu autobusowym. Wyspa, to ta kępa drzew w głębi po lewej stronie.

BRAK ZDJĘCIA

Wyspa na jeziorze Cmentowo

(prawdopodobny pierwowzór

wyspy złoczyńców)

Postać Pilarczykowej jest opisana w książce tak realistycznie, że też musiała być wzorowana na jakiejś realnej osobie. Anna Kozicka z Biblioteki Publicznej w Brześciu Kujawskim przypuszcza, że jej pierwowzorem mogła być Zofia Jabłońska, która w okresie kiedy miasto odwiedził Nienacki, prowadziła prywatny sklep. Budynek w którym przez 30 lat mieścił się sklep „U Zosi” już nie istnieje, został rozebrany, a w jego miejscu jest obecnie niewielki skwerek, przylegający do północnej ściany placu Władysława Łokietka.

BRAK ZDJĘCIA

Pozostałości po domniemanym

pierwowzorze sklepiku Pilarczykowej

fot. Athenais

Zbigniew Nienacki pisze w „Wyspie Złoczyńców”, że po ucieczce dziedzica Dunina, w jego pałacu urządzono szkołę rolniczą. I właśnie w jej pobliżu dokonano pierwszych odkryć archeologicznych. Tak jest to opisane w książce: „Przed kilkuset laty tutaj właśnie, na niewielkim wzgórzu nad jeziorem, rozciągał się cmentarz. Teraz oczywiście po cmentarzu nie pozostało żadnego widocznego śladu, urosła trawa i stare drzewa ... zbudowano pałac, w którym zamieszkali Duninowie. I dopiero, gdy w pałacu Dunina umieszczono Szkołę Rolniczą i zaczęto kopać w parku rowy do przewodów kanalizacyjnych, odnaleziono w ziemi stare szkielety ludzkie …. Na wiosnę, gdy odkryto szkielety podczas budowy kanalizacji do dawnego pałacu Dunina, miejscowe władze zawiadomiły o znalezisku Zakład Antropologii. I przyjechał tu nasz profesor, żeby zbadać sprawę na miejscu. Profesor rozmawiał tu w miasteczku z wieloma ludźmi, próbując ustalić, gdzie przed laty znajdowały się w tej okolicy stare cmentarze.”.

BRAK ZDJĘCIA

fot. kasiaN www.jakleci.pl

Ciekawa zbieżność, bo wszystkie odkrycia archeologiczne w Brześciu i okolicach, zaczęły się rzeczywiście od szkoły rolniczej. Konrad Jażdżewski, nestor łódzkich archeologów, tak opisuje początek odkryć w Brześciu Kujawskim: "Poszukiwania rozpoczęto na skutek doniesienia p. inż. Wł. Kamińskiego, o odkryciu przezeń grobu skrzynkowego kultury grobów megalitycznych na terenie Szkoły Rolniczej w Starym Brześciu, w powiecie włocławskim" (Z otchłani wieków, 1933 nr 4-5). Ryszard Grygiel w książce "Przygody archeologa pod starobrzeską lipą", pisze, że odkrycie zostało dokonane na polach należących do szkoły, położonych między szkołą a jeziorem Cmentowo, a wkrótce potem okazało się że jest tam całe cmentarzysko kultury amfor kulistych.

BRAK ZDJĘCIA

źródło: Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa

Ryszard Grygiel pisze też, że przez wiele lat archeolodzy pracujący w Brześciu, byli zakwaterowani w szkole, z której poddasza był widok na jezioro Cmentowo i znajdujące się wokół niego wykopaliska. Budynek, pomimo majestatycznego wyglądu, nie był wcześniej pałacem, ale od razu powstał jako szkoła rolnicza, wybudowany w latach dwudziestych z inicjatywy władz lokalnych. Prawdopodobnie jednak stał się dla Nienackiego pierwowzorem pałacu dziedzica Dunina.

    Źródła informacji i zdjęć.

TomaszK



Pierwowzór Wyspy Złoczyńców (aktualizacja grudzień 2021r.)

Poszukując w Internecie odpowiedzi na pytanie, gdzie jest Wyspa Złoczyńców, albo inaczej - skąd Nienacki zaczerpnął pomysł na taką wyspę, najczęściej napotyka się odpowiedź, że zainspirowała go Dzikowska Kępa z Ciechocinka. Zwolennicy tej teorii dają pierwszeństwo kryterium geograficznemu, bo rzeczywiście jest to wiślana wyspa najbliższa miejscom akcji książki.

BRAK ZDJĘCIA

Dzikowska Kępa jednak w żaden sposób nie pasuje do opisów w książce. Przede wszystkim do niedawna była zamieszkała, są na niej pola uprawne, na które można było dojechać wozem konnym, obecnie po grobli, dawniej pewnie brodem. Zresztą wyspa oddalona od brzegu o kilka metrów, nie nadawałaby się na kryjówkę bandy Barabasza.

BRAK ZDJĘCIA
BRAK ZDJĘCIA

Oczywiście Nienacki mógł wyspę zwyczajnie wymyślić, ale wiemy już że wolał opisywać realne miejsca, tyle że zbierał je po całej Polsce i sklejał w jedną lokalizację.Próbowałem szukać wyspy, która miałaby legendę o zagrzebanych w piasku tratwach flisackich. Jak dla mnie to przytoczona przez książkową Hankę legenda, jest ludową próbą wytłumaczenia znajdywania w rzekach pni czarnego dębu. Niestety czarny dąb jest znajdywany głównie w południowej części kraju (San, Raba, początkowy bieg Wisły), a tam wysp jest raczej niewiele. Te pnie sfotografowałem w głębokim wykopie, co prawda nie na brzegu rzeki, ale kilkaset metrów od Wisły i kilkadziesiąt metrów od mojego domu

BRAK ZDJĘCIA

Inne kryterium, to grób na wyspie. Przeszukując internet w poszukiwaniu takich grobów natknąłem się nawet na całe cmentarze, ale znów były to wyspy raczej formalnie jak Dzikowska, stanowiąc jedynie fragment lądu odcięty odnogą rzeki. Tak jest np. na wyspie Karsibór koło Świnoujścia, albo na Lipowym Ostrowie na Jezioraku.

BRAK ZDJĘCIA

Groby na Lipowym Ostrowie

Kolejnym kryterium poszukiwań, może być partyzancka przeszłość wyspy. Gdyby udało się znaleźć wyspę, na której ukrywał się jakiś oddział partyzancki, byłby to mocny ślad, zwłaszcza gdyby mógł o niej wiedzieć nasz autor. Nienacki jak wiemy miał w swojej przeszłości wstydliwy epizod opisania żołnierza niepodległościowego podziemia jako przestępcy, a zatem mógł też mieć dostęp do informacji o innych żołnierzach z tego okresu, ukrywających się na jakiejś wyspie.

BRAK ZDJĘCIA

Przeszukując na mapach polskie rzeki stwierdziłem, że najwięcej dużych wysp jest na Bugu. Grzebiąc w internetowych publikacjach IPN znalazłem wyspę będącą punktem zainteresowania oddziału WiN (Wolność i Niezawisłość), a konkretnie 6 Wileńskiej Brygady WiN, operującej po obydwu stronach Bugu, na Podlasiu i Mazowszu. Jeden z oddziałów tej brygady miał punkt postojowy na wyspie nieopodal miejscowości Maćkowicze, a nawet stoczył tu walkę z Oddziałem KBW, strzegącym mostu.

BRAK ZDJĘCIA

No i właśnie ten most całkowicie dyskwalifikuje to miejsce jako pierwowzór Wyspy Złoczyńców, chociaż przeszłość miała burzliwą, bo w obliczu aresztowania zastrzelił się na niej jeden z dowódców 6 Wileńskiej Brygady WiN, Stanisław Bogdaniuk „Ostoja”. Ale była jeszcze jedna wyspa z partyzancką przeszłością i to na dodatek na Wiśle, ba - w odległości 37 km od Brześcia Kujawskiego (bliżej niż Ciechocinek) ! Wyspy już niestety nie ma, na początku lat 70-tych została zalana wodami zalewu Włocławskiego.

BRAK ZDJĘCIA

Wyspa o nazwie Głowina (albo Główina), w przeciwieństwie do pobliskich, nietrwałych łach wiślanych, była bardzo stara, wspomina o niej Zygmunt Gloger w „Encyklopedii Staropolskiej” z 1900 roku. Była porośnięta wikliną i nielicznymi drzewami, a w czasie okupacji powstał na niej drewniany bunkier, czy też raczej „schron”, stanowiący miejsce ukrycia partyzantów. Inicjatorem budowy schronu, był Władysław Skrzypiński, komendant rejonu AK w pobliskim Dobrzyniu nad Wisłą.

BRAK ZDJĘCIA

Jego podwładny, Klemens Sobociński ps. „Śmigły”, tak opisuje wyspę Główina: "Kępa o powierzchni około 50 ha porośnięta była gęsto wikliną, a od strony południowej wieńczyła ją wysoka skarpa. Idealne warunki do budowy kryjówek. Brałem udział w budowie dwóch, wraz z Władysławem Skrzypińskim ps. "Czesław", Stanisławem Dropiewskim (pseudonimu nie pamiętam) i Stanisławem Gamskim ps. "Bem", który był specjalistą w zakresie inżynierii wodnej. Wejście do skrytek od strony skarpy było przez wodę, niewidoczne w gęstej roślinności. Buty gumowe i konieczny sprzęt zapewniał mój ojciec Leonard Sobociński ps. "Ryś", zatrudniony przez Niemców na kępie jako stróż nocny… Ukrywał się w nich niejeden raz komendant Rejonu III Obwodu AK na powiat lipnowski ppłk Józef Sadowski i wielu innych żołnierzy oraz osoby związane z Armią Krajową." (źródło: Przewodnik Katolicki, 19/2005 )

Niestety nie zachowało się żadne zdjęcie wyspy, ani tym bardziej bunkra. Wyspy zresztą też już nie ma, była gdzieś w miejscu napisu „Mazowieckie”, na poniższym zdjęciu z google maps.

BRAK ZDJĘCIA

Losy Władysława Skrzypińskiego podobne były do powojennych losów ocalałych członków grupy „Barabasza” – aresztowany za działalność poakowską został skazany na 12 lat więzienia, wyszedł na wolność po amnestii w 1955 roku, później pracował jako robotnik.Czy „Głowina” mogła zainspirować Nienackiego do opisania wyspy na której ukrywała się banda Barabasza ? Jeżeli jechał samochodem z Płocka do Włocławka (i dalej do Brześcia), to mógł ją zobaczyć, mógł też usłyszeć jej historię od miejscowych. Zastanawiające jest, że jadąc tą trasą, kilka kilometrów wcześniej przejeżdża się przez „Nowy Duninów”. Przypadek?

TomaszK