Śladami Pana Samochodzika
"Wyspa złoczyńców" - ku przygodzie
Analizując na forum www.pansamochodzik.org.pl treść książki „Wyspa złoczyńców” próbowaliśmy naszkicować w terenie miejsca gdzie Pan Tomasz zostawił ślad swojej bytności. Niektóre z nich udało się odnaleźć bez problemu, inne z trudnością a do odkrycia kilku musieliśmy puścić wodze fantazji. Co z tego wyszło oceńcie sami:1) Początek przygody czyli Tomasz rusza po wehikuł
Wszystko zaczęło się w Łodzi, gdzie główny bohater mieszkał. Tam też pewnego czerwcowego dnia zapukał do niego listonosz przynosząc zapieczętowaną kopertę z nadrukiem „Zespół Adwokacki Numer 3 w Krakowie„. Tomasz otrzymał w spadku wehikuł wraz z murowanym garażem w Krakowie. Rusza zatem do Krakowa by załatwić formalności. Jaką trasą jechał? Jakim środkiem lokomocji? Tego w książce nie napisano, można więc tylko snuć domysły, że w podróż udał się pociągiem relacji Łódź-Kraków:
„(...) mieszkałem bowiem w Łodzi. (…) I rad nierad zmuszony zostałem „wejść w posiadanie murowanego garażu samochodowego i znajdującego się w nim pojazdu mechanicznego”. Pojechałem w tym celu do Krakowa.” (Rzdz 1)
Drogę powrotną przebył już wehikułem, nie wiemy natomiast jaką obrał trasę. I znowu możemy się domyślać że była to droga najczęściej uczęszczana. Za radą TomaszaK nakreśliłem trasę z Krakowa do Łodzi przez Zawiercie, Częstochowę i Piotrków Trybunalski. Wtedy bowiem właśnie tą trasą jeździło się z Krakowa nad morze.
„Nalałem wody do chłodnicy, sprawdziłem poziom oleju silnikowego i stwierdziłem, że oprócz paliwa pojazdowi nie brakuje niczego do odbycia podróży z Krakowa do Łodzi.”(Rzdz 1)
2) Za Nieszawą, miejsce przeróbki wehikułu na amfibię
Współrzędne GPS: 52°52'17.471„N, 18°50'31.127„E
„Dzień był bezchmurny, upalny, od rozgrzanej nawierzchni szosy bił żar. Za Nieszawą droga zbliżyła się do Wisły, przyjemnie powiało chłodem i kwaśnym zapachem wody.” (Rzdz 2)
„Zjechałem z szosy aż na sam brzeg rzeki, który w tym miejscu był bardzo niski. Koła samochodu zatrzymały się tuż przy wodzie.” (Rzdz 2)
„Po Wiśle z prądem płynął statek. Na pokładzie brzmiała muzyka, przy burtach stali podróżni, na najwyższym pokładzie na leżakach wypoczywali wczasowicze.” (Rzdz 2)
„Wisła w tym miejscu płynęła w dolinie, jakby w niecce głębokiej, której wysokie, urwiste brzegi rozciągały się po obydwu stronach rzeki. Po prawej - wysoki brzeg porastał sosnowy las, po lewej - były wzgórza pokryte uprawnymi polami; na horyzoncie malowniczo zarysował się kościółek z wysmukłą wieżą. Tuż przy samej wodzie zieleniły się łąki przegrodzone wałami przeciwpowodziowymi, a za nimi sterczały kanciaste łby starych wierzb i wysokie topole. Rzeka wydawała się ruchliwa i przez to bardzo wesoła. Od czasu do czasu pojawiały się mielizny i piaszczyste łachy, złociste i białe od wymytego przez wodę piasku.” (Rzdz 2)
3) Brześć Kujawski czyli pierwsza część książkowego Antoninowa
„Miasteczko Antoninów posiada około 3000 mieszkańców i cztery ulice krzyżujące się ze sobą. W środku miasteczka znajduje się prostokątny rynek wybrukowany „kocimi łbami”, (...)” (Rzdz 4)
„(...) przy rynku mieści się najokazalszy gmach, dwupiętrowy dom, w którym urzęduje Prezydium Miejskiej Rady Narodowej.(...)” (Rzdz 4)
„(...) Po drugiej stronie stoi kościół zbudowany z czerwonej cegły. Jego historia sięga XIV wieku, ale od tamtego czasu został on wielokrotnie przebudowany, tak że teraz stanowi brzydką mieszaninę najróżniejszych stylów. (...)” (Rzdz 4)
„(...) W miasteczku znajduje się stacja benzynowa i gospoda ludowa, mieszcząca się obok niewielkiego skwerku, koło którego zatrzymują się autobusy PKS–u. Przy głównej ulicy w małym i obskurnym drewniaku jest kawiarnia o nazwie „Kolorowa”, ale wnętrze jej ma kolor brudnoszary, z zielonkawymi zaciekami na suficie. (...)” (Rzdz 4)
„Później przybyłem przed stację benzynową i napełniłem bak. Teraz znowu skierowałem się w stronę lasu.” (Rzdz 4)
„(...) O pół kilometra za miastem przechodzi tor wąskotorowej kolejki (...)” (Rzdz 4)
„(...) po którym w okresie jesiennym kursują wagony z burakami, dowożonymi do niedalekiej cukrowni (...)” (Rzdz 4)
„Minęliśmy wioskę, potem przesunęły się obok nas budynki cukrowni.” (Rzdz 11)
„(...) rozciąga się duży park ze stawem pokrytym zieloną rzęsą. Nad stawem są piękne wierzby płaczące (...)” (Rzdz 4)
„(...) w głębi parku znajduje się renesansowy pałacyk dworski. Właściciel tego pałacyku, hrabia Dunin, uciekł stąd w 1945 roku, miał bowiem na swym sumieniu współpracę z okupantem i zląkł się nadchodzących wojsk radzieckich i polskich. Dwór hrabiego rozparcelowano, a ziemię rozdano byłym dworskim fornalom oraz podmiejskiej biedocie. W pałacyku zaś znalazła pomieszczenie szkoła rolnicza.” (Rzdz 4)
„W okresie poprzedzającym tę datę, o pięć kilometrów od miasteczka przebiegała granica między zaborem pruskim i rosyjskim. Obywatele Antoninowa zajmowali się przemytem słynnej rosyjskiej herbaty, miasteczko miało kilku niekoronowanych „królów herbacianych”, którzy na przemytniczym procederze dorobili się dużych fortun.” (Rzdz 4)
„W powrotnej drodze rzucił mi się w oczy mały prywatny sklepik, mieszczący się w odrapanym drewniaku. (...) Obok leżało kilkanaście drewnianych cygarniczek. Kiedyś paliłem papierosy w podobnej cygarniczce i bardzo mi smakowały. Wszedłem więc do sklepiku, aby kupić dwie drewniane „lufki”.” (Rzdz 4)
„W południe odwiedziłem w miasteczku sklepik pani Pilarczykowej – bo takie nazwisko widniało na szyldzie nad drzwiami.” (Rzdz 6)
„W drodze powrotnej do obozu wstąpiłem do piekarni i kupiłem bochenek świeżego chleba.” (Rzdz 4)
„Wróciłem do „sama”, uruchomiłem silnik i pojechałem drogą do miasteczka. Zatrzymałem się obok studni w rynku, napełniłem wodą pięciolitrową banieczkę, którą miałem wśród turystycznego sprzętu.” (Rzdz 5)
„– A był pan na Wyspie Barabasza? – zapytał mnie Borówka. – Nie słyszałem o takiej wyspie – rzekłem. – Ona jest na Wiśle. Tam zginęła banda Barabasza. Na środku wyspy znajduje się wspólna mogiła bandytów.” (Rzdz 5)
„Z daleka Wyspa Złoczyńców wydawała się jakby dużą, jednolitą kępą starych topoli i krzaków wikliny. Miała brzegi wysokie, strome, podmyte przez nurt rzeki; tu i ówdzie obsuwały się do wody oberwane kawały ziemi wraz z rosnącymi na nich krzakami. Gałęzie ich tonęły w rzece i tworzyły jakby wiry pokryte białą pianą. (...) Kryła ona w sobie dwie duże polany, na których rosła ostra, wydmowa trawa. Polany przecinała wąska ścieżka wijąca się od brzegu odnogi aż do brzegu głównego nurtu rzeki, do miejsca, gdzie stała zbudowana z desek szopa. Obok szopy leżały stare rozbite boje rzeczne, spostrzegłem oparte o ścianę znaki ostrzegawcze i informacyjne dla statków. Na pierwszej polanie sterczało samotnie kilka starych cienistych topoli, a między topolami był ów grób, o którym wspomnieli harcerze. (...) Druga polana, znacznie większa od poprzedniej, leżała najbliżej głównego nurtu rzeki. Od wody oddzielał ją tylko wąski pas wikliny.” (Rzdz 6)
4) Otłoczyn czyli druga część książkowego Antoninowa
„Przebyłem jeszcze może z półtora kilometra i dopiero teraz skierowałem się ku lewemu brzegowi. Zgodnie z mapą, jaką mi wyrysowano przed przyjazdem w tę okolicę, właśnie w tym miejscu powinna się znajdować droga schodząca do Wisły, do dawnego promu. Odnalazłem drogę – żółciła się wśród traw porastających brzeg. Wyjechałem na nią swym „samem”, przesiadłszy się za kierownicę samochodową. „Sam”, jak ociekający wodą psiak, pomaleńku powlókł się po piasku wyżłobionymi przez wozy koleinami.” (Rzdz 4)
„Następnie pojechałem przez las aż do miejsca, gdzie ongiś przybijał prom rzeczny. Tu wjechałem „samem” w wodę, czyniąc z niego motorówkę.” (Rzdz 6)
„Żwirówka skończyła się, dalej był piasek i łagodny zjazd do Wisły.” (Rzdz 11)
„Droga rozwidlała się, obydwie jej odnogi prowadziły w las. Wysokopienny, sosnowy bór, który zaczynał się tam, gdzie stał mój namiot, i rozciągał się na przestrzeni kilkunastu kilometrów wzdłuż brzegu rzeki. Zapaliłem światła reflektorów. W ich blasku zamigotały srebrzyście robaczki świętojańskie. Skręciłem w drogę na lewo i po krótkim czasie znowu znalazłem się na rozstaju. Stał tu wysoki, trochę pochylony krzyż drewniany.” (Rzdz 4)
„Znalazłem się na rozstaju, gdzie stał pochylony drewniany krzyż. Gdybym skręcił w prawo – dojechałbym do Wisły. Droga na lewo doprowadziła mnie do głębokiego wąwozu. Jego brzegi porastała trawa i niskie krzaki jeżyn, a tylko na szczytach był wysokopienny las. Po lewej stronie w wysokiej ścianie lasu była jakby duża wyrwa. „To chyba tutaj” – pomyślałem. Wyjąłem z kieszeni kartkę papieru, na której w Łodzi jeden z mych przyjaciół naszkicował mapkę okolicy.” (Rzdz 5)
„Tu, gdzie stanąłem, wykarczowano ongiś kawałek lasu i zbudowano niewielką zagrodę. Był tu chyba i ogród, bo pozostało kilka zdziczałych jabłoni i wielka, stara grusza. Otaczał to miejsce gęsty las, ślady domu pokryła trawa. Lecz mieszkańcy tej zagrody – wnioskowałem – chyba nie wspinali się po urwistej krawędzi wąwozu? W lesie odnalazłem bez trudu wąską przesiekę. „Zapewne droga na dnie wąwozu zatacza łuk i wspina się na wzgórze – myślałem – a na wzgórzu łączy się z nią przesieka”.” (Rzdz 5)
„– Na cmentarz wojskowy. Tam jest tak pięknie - zachwycał się Wilhelm Tell. Należało najpierw skierować się drogą prowadzącą przez wąwóz, nad którym stał mój namiot. Potem, zgodnie ze wskazówkami chłopców, skręciłem w dość szeroką przesiekę po lewej ręce. I oto po kilkunastu minutach jazdy ukazała się nieduża polana pokryta krzakami. Sterczały tu pochylone krzyże brzozowe, na kilku z nich wisiały stare, poprzestrzelane, wojskowe hełmy polskie. (...) Cmentarzyk był bardzo zaniedbany. Rosła na nim trawa po pas, gęste krzewy pokrywały zapadłe w ziemię mogiłki, których naliczyłem około sześćdziesięciu. Tu i ówdzie krzyże przewrócił wiatr.” (Rzdz 5)
„– Tu w pobliżu (…) jest stara, na wpół rozwalona szopa. Gromadzi się w niej siano, które gajowy zbiera na polanach leśnych, a potem w zimie karmi nim leśną zwierzynę. Tam będziemy mogli schronić się przed deszczem.” (Rzdz 9)
„Przed dwoma miesiącami znaleziono rankiem w lesie kilka przedmiotów, prawdopodobnie zgubionych przez kogoś, kto je niósł w nocy. Podobno był to stary kindżał wysadzany drogimi kamieniami, jakaś sprzączka pozłacana, stara srebrna łyżka. Nietrudno się chyba domyślić, że były to rzeczy ze zbiorów dziedzica Dunina. Ktoś je zabrał z kryjówki i przenosił nocą.
(…)
– A gdzie leżały te zguby?
– Tuż koło kładki, gdzie miałam przyjemność wpaść do wody i skręcić nogę.
– No, tak – mruknąłem – oczywiście kryjówka była w jednym z bunkrów.” (Rzdz 9)
„Wyprowadziłem „sama” z płóciennego garażu. Zaprosiłem dziewczynę do auta. Pojechaliśmy. – No, słucham panią – odezwałem się po kilkunastu minutach jazdy. Ulice miasteczka wyprowadziły nas właśnie na szosę do Ciechocinka.” (Rzdz 10)
„W pewnej chwili usłyszeliśmy kroki – drogą przeszło trzech ludzi obarczonych jakimiś żelastwami, które pobrzękiwały cichutko. (…) Trzech ludzi z żelastwami zeszło nad Wisłę, ale nie w tym miejscu, gdzie piaszczysta droga stykała się z rzeką i gdzie kiedyś przybijał prom, lecz nieco dalej. Rosły tam krzaki, usłyszeliśmy ich szelest i potem stuk wiosła o burtę łódki.” (Rzdz 11)
„Hanka poprowadziła mnie w krzaki wikliny aż nad samą wodę. Zaświeciłem latarkę elektryczną i zobaczyłem łódkę wyciągniętą na brzeg i pochyloną na lewy bok. W łódce leżały wiosła. - Proszę spojrzeć tu na tabliczkę. To jest łódka Skałbany - wskazała mi dziewczyna.” (Rzdz 13)
„Odstawiłem chłopców aż pod zbudowaną z brzozowych żerdzi wysoką bramę obozu harcerskiego. Był on dość rozległy, rozłożony w pobliżu Wisły, na polanie leśnej - dwadzieścia wielkich harcerskich namiotów. Cały obóz ogradzało coś w rodzaju płotka z gałęzi i chrustu, a przed bramą stało na warcie dwóch harcerzy uzbrojonych w drewniane tyczki. Na środku obozu spostrzegłem kwadratowy plac do zbiórek, tam także sterczał w górę wysoki maszt, na który była wciągnięta chorągiew.” (Rzdz 12)
„ – Gdzie mieszka Skałbana? – spytałem. – Za nasypem. O, widzi pan ten czerwony dach? To właśnie tam. Proszę wyjechać autem na tę odrobinę piasku. Pozostawimy w tym miejscu pański samochód, a sami przespacerujemy się przez wał, aż do zagrody Skałbany. Tak zrobiliśmy. „Sam” osiadł na nabrzeżnym piasku, a ja i Hanka wdrapaliśmy się na wał przeciwpowodziowy. Za wałem biegła droga wysadzana wierzbami, a po drugiej stronie drogi rozciągała się wioska. Zagroda Skałbany znajdowała się na samym początku wsi. Był to mały dom o dwóch oknach, złożony zapewne z kuchni i pokoju. Małe podwórko oddzielało go od obórki, obok stała buda. Na grubym łańcuchu wściekle szarpał się i ujadał duży kundel.” (Rzdz 12)
5) Ciechocinek
„Ciechocinek jest bardzo ładną, choć ostatnio nie nazbyt modną miejscowością wypoczynkową. (…) pełno tu ludzi starszych, statecznych kuracjuszy, którzy przyjeżdżają, aby wypoczywać i leczyć nadwątlone zdrowie. To dla nich przede wszystkim są sanatoria i łazienki z kąpielami solankowymi i borowinowymi. To przede wszystkim dla nich zbudowano słynne ciechocińskie tężnie, po których spływa solanka, nasycając powietrze zdrowotnym jodem.” (Rzdz 11)
„Kuracjuszom wystarcza piękny park zdrojowy ze stawem, po którym pływają łabędzie, z pawiami dostojnie kroczącymi po trawnikach, wystarcza im zapach róż rozkwitających na kwietnikach, kawiarnia w parku, spacery po zadrzewionych asfaltowych uliczkach, podziwianie pięknych fontann i wodotrysków.” (Rzdz 11)
„W samym centrum Ciechocinka, tuż obok wielkiej fontanny w kształcie grzyba, jest parking strzeżony.” (Rzdz 11)
„Ten pan poszedł teraz do „Zdrojowej”. (…) Przed wejściem do „Zdrojowej” zatrzymała się. (…) Był wieczór, „Zdrojowa” dopiero zapełniała się gośćmi. Orkiestra już grała i na parkiecie kręciło się kilka par, ale wiele stolików w ogromnej sali było jeszcze pustych. Zajęliśmy mały stoliczek przy drzwiach, by obserwować stąd całą salę, a jednocześnie mieć baczenie na wychodzących i wchodzących do lokalu.” (Rzdz 11)
Współrzędne GPS: 52°52'47.207"N, 18°47'32.076"E (początek)
52°52'50.016"N, 18°47'29.687"E (punkt A)
52°52'54.048"N, 18°47'16.404"E (punkt B)
52°54'21.095"N, 18°43'41.88"E (punkt C)
52°56'26.267„N, 18°42'54.504„E (koniec)
„Pan Hertel ruszył szosą do Torunia (punkt A). Potem skręcił na drogę do Antoninowa (punkt B). (…) W pobliżu miasteczka Hertel zmniejszył szybkość (punkt C) (…) Minęliśmy Antoninów. (…) wóz Hertla nagle skręcił w drogę-żwirówkę. (…) Minęliśmy wioskę, potem przesunęły się obok nas budynki cukrowni. Wkrótce zaczął się las - wysoko-pienny, gęsty, rozległy. Był to ten sam las, który zbliżał się do Wisły i do miejsca, gdzie obozem rozłożyła się ekspedycja antropologiczna. Droga przez las obfitowała w liczne i ostre zakręty. (…) Przebyliśmy jeszcze kilkadziesiąt metrów i oto ukazała mi się dobrze znajoma okolica. Żwirówka skończyła się, dalej był piasek i łagodny zjazd do Wisły.” (Rzdz 11)
CIĄG DALSZY NASTĄPI...