Śladami Pana Tomasza

"Uroczysko" - inspiracje

Uroczysko to debiutancka książka Zbigniewa Nienackiego. Główny bohater nie ma jeszcze superszybkiego samochodu, nie pracuje w Ministerstwie Kultury i Sztuki, a w pierwszej wersji nie pada nawet jego imię. Ale to on, a przygody ma bardziej samochodzikowe niż w niejednej późniejszej książce cyklu. Pierwowzór miejsca akcji - Tum pod Łęczycą, Nienacki ujawnił w zakończeniu książki, ale pozostawił czytelnikom przyjemność poszukiwania źródeł innych inspiracji do tej powieści.

W 1948 roku w Tumie pod Łęczycą, rozpoczęła prace ekipa archeologów z Uniwersytetu Łódzkiego, badająca wczesnośredniowieczne grodzisko, położone nieopodal kolegiaty.

BRAK ZDJĘCIA

Grodzisko z wieży kolegiaty,

zdjęcie z artykułu Andrzeja Nadolskiego

Archeolodzy zawszy byli bliscy sercu Tomasza, bohatera książek Zbigniewa Nienackiego. Nasz Autor nie brał jednak udziału w tamtych wykopaliskach, w pracach w Tumie uczestniczył natomiast znany mu osobiście archeolog Andrzej Nadolski, późniejszy kierownik Katedry Archeologii Uniwersytetu Łódzkiego.

BRAK ZDJĘCIA

Andrzej Nadolski, zdjęcie

ze strony Instytutu Archeologii

Prawdopodobnie to Nadolski był pierwowzorem profesora Nemsty. Oprócz ważnej zgodności pierwszej litery nazwiska ("któryś ze studentów zdążył już na drzwiach wejściowych napisać kredą N4") i tego, że naprawdę kierował pracami prowadzonymi w Tumie tuż po wojnie, przemawia za tym jeszcze jedno - błyskawiczna kariera. W 1957 roku, kiedy ukazało się pierwsze wydanie "Uroczyska", miał już stopień docenta, podczas gdy w czasie powojennych prac w Tumie, podobnie jak książkowy Nemsta był jeszcze magistrem. Andrzej Nadolski był postacią znaną nie tylko w archeologii, napisał kilka popularnych książek o rycerstwie średniowiecznym, był konsultantem filmów "Krzyżacy", "Gniazdo" i popularnego pod koniec lat 80-tych serialu dokumentalnego "Biała broń". Wyniki badań w Tumie, Nienacki poznał prawdopodobnie od Andrzeja Nadolskiego albo od jego młodszego kolegi, a swojego przyjaciela, Jerzego Kmiecińskiego, również łódzkiego archeologa.

BRAK ZDJĘCIA

Zdjęcie z artykułu Andrzeja Nadolskiego

O tym, że Zbigniew Nienacki znał dobrze przebieg badań grodziska, świadczy zaczerpnięty z nich, a opisany w "Uroczysku" sposób otwarcia kurhanu - wyznaczenie szerokiej dwumetrowej dróżki, którą pogłębiono w chodnik-przekop i dotarto do środka kurhanu. Kurhanów nie bada się w ten sposób, co bardzo złośliwie wytknął mu autor recenzji pierwszego wydania "Uroczyska", która ukazała się w 1958 roku w czasopiśmie archeologicznym "Z Otchłani Wieków". Złośliwy publicysta, w swojej ociekającej jadem recenzji podsumował tę kwestię: "Autor więc wprowadza w błąd czytelnika przez opisywanie metod wykopaliskowych, których nie stosuje się w Polsce od kilkudziesięciu lat". Może rzeczywiście kurhany bada się inaczej, ale jak wynika z publikacji Andrzeja Nadolskiego, tak właśnie badano tumskie grodzisko.

BRAK ZDJĘCIA

Rzymskie denary znalezione

w grodzisku tumskim, zdjęcie

z artykułu Anatola Gupieńca.

W obrębie grodziska znaleziono m.in. dwa rzymskie denary, zapewne te same, które w książce pokazał Tomaszowi kościelny Just, jako kuwasowe talary. "Tak, chyba takie widziałem u Barczewskiego. Na monetach wizerunek otyłej twarzy mężczyzny. Czy to nie Neron? Barczewski akurat taki samiutki denar mi pokazywał i mówił: "Przyjrzyj się jak wyglądał Neron, jaka ordynarną miał gębę".

W tym samym czasie co archeolodzy, pracowali w Tumie konserwatorzy i historycy sztuki, ratujący kolegiatę ze zniszczeń wojennych. Ta grupa zawodowa musiała być jeszcze bliższa Zbigniewowi Nienackiemu, skoro w późniejszych książkach zrobił Tomasza właśnie historykiem sztuki. Zespołem badającym i odbudowującym kolegiatę kierował profesor Jan Koszczyc-Witkiewicz, architekt i konserwator zabytków. Swoją relację z kilkudziesięcioma zdjęciami i szkicami różnych przekrojów kolegiaty, opublikował w piśmie specjalistycznym "Teka Konserwatorska" w 1952 roku.

BRAK ZDJĘCIA

Portret Jana Koszczyc-Witkiewicza

ze strony internetowej wkazimierzudolnym.pl

Postać profesora Koszczyc-Witkiewicza w tajemniczy sposób splata się z losami powieści "Uroczysko" i jej autora. Jak wiemy prawdziwe nazwisko autora brzmiało Zbigniew Nowicki, i tak podpisywał swoje najstarsze felietony. Pod tym nazwiskiem złożył też do druku swoją pierwszą książkę, która jednak z przyczyn politycznych została odrzucona. Wtedy przybrał pseudonim "Nienacki" pod którym książkę opublikował. Pytany później o pochodzenie tego pseudonimu podawał różne wersje, ale jego żona, Helena Nowicka utrzymuje, że wyłuskał go ze spuścizny literackiej po Żeromskim. Tak pisze Mariusz Szylak, autor biografii "Zbigniew Nienacki, życie i twórczość".

Stefan Żeromski rzeczywiście napisał książkę "Walka z szatanem", której głównym bohaterem jest młody architekt próbujący bezskutecznie naprawić niedoskonały świat - Ryszard Nienaski. I w tej właśnie formie - "Nienaski", pseudonim pojawił się po raz pierwszy, tak podpisywał swoje felietony w 1956 roku (podaję za Mariuszem Szylakiem), przechodząc z czasem na formę "Nienacki". Zdobyłem trylogię "Walka z Szatanem"; Żeromskiego i próbowałem znaleźć podobieństwa do naszego Autora. Ryszard Nienaski rzeczywiście ginie walcząc o lepszy świat, bo kiedy otrzymuje duże pieniądze i zamierza wydać je na rzecz społeczeństwa finansując geologiczne poszukiwania węgla, społeczeństwo w osobach towarzyszy partyjnych (1916 rok!) domaga się żywej gotówki, a wobec odmowy zabija Nienaskiego wrzucając go do Wisły. Na upartego można to powiązać z sytuacją Nienackiego któremu "towarzysze partyjni" odrzucili książkę, ale trochę to za mało. Przeglądając archiwalne numery archeologicznego kwartalnika "Z otchłani wieków", w numerze z 1960 roku znalazłem nekrolog Jana Koszczyc-Witkiewicza. Wynika z niego, że Jan Koszczyc-Witkiewicz, prywatnie przyjaciel i zięć Stefana Żeromskiego, był pierwowzorem postaci Nienaskiego. Czy to tylko przypadek?

BRAK ZDJĘCIA

Badania prowadzone przez zespół Jana Koszczyc-Witkiewicza, potwierdziły fakt ustalony już przez wojną przez innego historyka sztuki - Michała Walickiego, że lewa nawa boczna kolegiaty jest dłuższa od prawej o jeden metr. Zbigniew Nienacki wykorzystał to jako główną intrygę swojej książki. Tym którzy nie czytali "Uroczyska" albo czytali dawno temu przypominam, że dwaj archeolodzy - Narkuski i Nietajenko, odkrywają iż jedna z bocznych ścian kolegiaty jest dłuższa od drugiej o dwa kroki. Zgłębiający tę zagadkę Tomasz odkrywa wewnątrz kolegiaty w jej bocznej nawie epitafium wmurowane w ścianę. Po zdjęciu kamiennej tablicy okazuje się, że jest za nią ukryte wejście do podziemnego korytarza kryjącego szkielety rycerzy i zakonników - ofiary potyczki sprzed kilkuset lat oraz staurotekę - bezcenny romański relikwiarz.

Tumska kolegiata naprawdę ma asymetryczne nawy boczne. Północna nawa kolegiaty (czyli lewa patrząc w kierunku ołtarza), została w sposób celowy zbudowana jako dłuższa, chociaż widać to dopiero na planach. Osoba oglądająca kościół zarówno od zewnątrz jak i od środka, nie widzi żadnej różnicy. Co ciekawe, w żadnej publikacji na temat kolegiaty w Tumie, nie ma próby wytłumaczenia tej asymetrii chociaż szeroko analizowano mnóstwo innych problemów, np. dlaczego filary są ośmiokątne a nie kwadratowe, albo czy tamtejsze empory to triforia Wygląda to, jakby kolejni naukowcy badający kolegiatę pomijali ten problem bo nie umieli znaleźć odpowiedzi.

BRAK ZDJĘCIA

Plan kolegiaty na poziomie przyziemia,

zdjęcie z artykułu Jana Koszczyc-Witkiewicza

Kolegiata ma więcej tajemnic. W czasie badań archeologicznych wnętrza kolegiaty, prowadzonych przez archeologów z Uniwersytetu Łódzkiego , odkryto fundamenty budowli powstałej kilkadziesiąt lat przed kolegiatą, prawdopodobnie opactwa benedyktynów. W fundamentach ostatniego pomieszczeniu nowoodkrytej budowli określanego jako aneks, odkryto wmurowaną w podłoże, obrobioną starannie kamienną płytę, o wymiarach 200x65cm. Po podniesieniu płyty znaleziono pod nią niewielką przestrzeń, o ścianach i dnie wyłożonych kamieniami.

BRAK ZDJĘCIA

Tajemnicza wnęka, schemat z publikacji

"Łęczyckie Opactwo Panny Marii"

Co ciekawe płyta nie była zlokalizowana wewnątrz pomieszczenia, ale w obrębie jego grubej na ponad metr ściany. Kiedy wraz z Milady i michaŁem odwiedziliśmy uczestnika tamtych badań, profesora Tadeusza Poklewskiego i spytaliśmy go o tę zagadkową wnękę, powiedział tylko, że na pewno nie był to grobowiec. Profesor opowiedział nam także, że Zbigniew Nienacki w 1955 roku odwiedził archeologów pracujących w Tumie. Można domyślać się, że opowiedzieli mu wtedy o różnicach w długości naw kolegiaty i zapewne także o niepotwierdzonych podejrzeniach istnienia podziemi. Poznana historyczna tajemnica natchnęła go do napisania "Uroczyska". Każdy kto czytał "Uroczysko" domyśli się, że naukowcy pokazali mu także tę kamienną płytę, którą również wykorzystał w książce. Taka właśnie kamienna płyta zostaje odkopana w tajemniczej budowli, której ruiny odkryli archeolodzy, a Narkuski i Nietajenko dochodzą do wniosku, że to kamienna podstawa ołtarza. Za płytą autor książki umieścił wyjście z korytarza zaczynającego się wewnątrz kolegiaty. Płyta znaleziona w fundamentach opactwa nadal uznawana jest za zagadkową, a przynajmniej tak ją określa uczeń profesora Poklewskiego, Jerzy Sikora w publikacji z 2002 roku "Uwagi na temat tzw. opactwa Panny Marii w Tumie pod Łęczycą".

BRAK ZDJĘCIA

Płyta przykrywająca tajemnicza wnękę,

Pzdjęcie z publikacji

"Łęczyckie Opactwo Panny Marii"

Inspiracją do pomysłu podziemnego korytarza biegnącego z kolegiaty na bagna, mogła być z kolei informacja o dziwnej studni odkrytej kilka lat wcześniej przez tych samych archeologów, kiedy badali grodzisko. Studnia miała obudowę z dranic i wyglądała jak głęboka sztolnia. W publikacji Andrzeja Nadolskiego z wykopalisk w tumskim grodzisku czytamy, że studnia miała dziwną konstrukcję, w postaci jakby "skrzyń" włożonych jedna w drugą i zwężających się w głąb. Z treści artykułu wynika, że taka budowa studni była dla archeologów pewnym zaskoczeniem. Możemy sobie wyobrazić, jak kopiąc w dół i odkrywając kolejną skrzynię przypominającą wejście do szybu, zastanawiali się, dokąd to wszystko dąży i czy całość gdzieś głęboko nie skręci w kierunku kolegiaty. Niestety studnia kończyła się na głębokości 4 metrów, nie dało się jej zresztą dokładnie zbadać bo wykop podchodził wodą.

BRAK ZDJĘCIA

Studnia odkryta w tumskim grodzisku,

prace wykopaliskowe i schemat rekonstrukcji,

z artykułu Andrzeja Nadolskiego

A stauroteka istniała naprawdę. Bezcenny romański relikwiarz wykładany klejnotami, z relikwią Krzyża świętego, był przechowywany w kolegiacie tumskiej od czasu jej wybudowania, aż do 1939 roku, kiedy został zrabowany. Nie odnalazł się do dziś.

BRAK ZDJĘCIA

Zdjęcia stauroteki z książki Michała Walickiego.

Wykorzystałem zdjęcia z publikacji:
- Michał Walicki "Kolegiata w Tumie pod Łęczycą". Łódź 1938
- Jan Koszczyc-Witkiewicz. "Kolegiata w Tumie pod Łęczycą". Teka konserwatorska, zeszyt 1, 1952
- Andrzej Nadolski "Prace wykopaliskowe w grodzisku w Tumie k. Łęczycy w latach 1948-49", Studia Wczesnośredniowieczne, tom 1, 1952
- Anatol Gupieniec "Skarb i monety odkryte w grodzisku łęczyckim", Studia Wczesnośredniowieczne, tom 3, 1955
- Andrzej Nadolski, Andrzej Abramowicz, Tadeusz Poklewski, "Łęczyckie Opactwo Panny Marii". Prace i materiały muzeum archeologicznego i etnograficznego w Łodzi, 1960
- Jerzy Sikora, "Uwagi na temat tzw. opactwa Panny Marii w Tumie pod Łęczycą", Kwartalnik Historii Kultury Materialnej, 2002, nr 3-4
oraz z artykułów zgromadzonych na stronie internetowej poświęconej Zbigniewowi Nienackiemu - www.nienacki.art.pl



guzzi: A co powiecie na to, że tym kimś, kto na "Uroczysku powiał w skrzydła" Nienackiego był sam Paweł Jasienica. To przecież P.J. na łamach "Twórczości" napisał bardzo przychylną recenzję Uroczyska. Czyżby znali się z wykopalisk? W "Odgłosach" nr 18/1962 Władysław Rymkiewicz w artykule pt. "Wizerunek dawnej Polski napisał" ...Jasienica, w którym temperament felietonisty łączy się z wiedzą erudyty, obraca się z taką samą swobodą w kręgu historii, jak - archeologii. W swych interesujących poszukiwaniach w obozie pod Łęczycą, "spotyka się" z młodym, utalentowanym pisarzem łódzkim, Zbigniewem Nienackim wykrywając elementy realne z zakresu topografii, historii i legendy, wzbogacające fikcję literacką powieści Nienackiego z życia archeologów "Uroczysko"...
A może i nazwa jeziora Jasień to też od Jasienicy?

guzzi: Odnośnie życiorysu zacytuję P. Łopuszańskiego: ...Jego namiętnością stała się historia i archeologia. Każdego lata jeździł z ekspedycjami archeologicznymi i podpatrywał pracę naukowców. Te doświadczenia stały się dla niego inspiracją. W 1950 roku Nowicki złożył w „Czytelniku" maszynopis swojej pierwszej powieści „święty relikwiarz". Redakcja „Nowej Kultury", pisma redagowanego przez stalinistów Stefana Żółkiewskiego i Pawła Hoffmana, zaprosiła autora na spotkanie. Młody pisarz dowiedział się tam, że nigdy niczego w Polsce nie opublikuje (możliwe, że z powodu epizodu moskiewskiego) i może najwyżej pracować na budowie. Autor próbował się odwoływać u Jerzego Putramenta, który poradził mu, by pisał pod pseudonimem. Tak narodził się Zbigniew Nienacki. Poradzono mu także, by zmienić tytuł książki. Nowy tytuł brzmiał „Uroczysko"...

Anna: Ale Jasienica nie byl przeciez (wbrew temu co sie powszechnie uwaza) historykiem, a tym bardziej archeologiem. On byl pisarzem historycznym. Bardzo dobrym, zgadza sie, ale jednak nie "naukowcem -historykiem". Jasienica -to nie bylo zreszta jego nazwisko, a tez -podobnie jak w przypadku Nowickiego -pseudonim, pod ktorym byl powszechnie znany,i rozpoznawany.
I Nienacki, w wywiadach ktore czytalam b. czesto powolywal sie na Jasienice wlasnie, co mnie zawsze dziwilo. Bo, zazwyczaj podkreslal tez, ze staral sie korzystac bezposrednio ze zrodel, robil kwerendy biblioteczne etc. A tutaj Jasienica byl zrodlem w najlepszym razie z drugiej jesli nie z trzeciej reki. Poddobnie jesli chodzi o same badania historyczne, od czasow Jasienicy; do powiedzmy czasow powstania Dagome... ukazalo sie wiele prac, czasem dosc wiele nowych wiadomosci wnoszacych nt. powstania, i (pre)histori utworzenia panstwa Piastow.
Wiem, ze czasami historyk i pisarz historyczny sa to pojecia tozsame, ale chyba jednak w przypadku Jasienicy tak nie bylo. Nie wiem nic o prowadzonych przez niego osobiscie badaniach historycznych, ale jesli takie byly - ciekawa bylabym jakichs dalszych szczegolow. Jesli znacie - proszę o wiadomosci!

TomaszK: Ten artykuł w "Twórczości", był kiedyś dostępny na stronie ZNHP, niestety zniknął. Pamiętam, że był tam dłuższy wywód autora na temat "Uroczyska" i Nienackiego, co oznacza, że rzeczywiście się znali. Pamiętam też esej Jasienicy (niestety wyleciał mi z głowy tytuł książki), w którym opisuje jak zwiedza kolegiatę w Tumie, na początku lat 50-tych, bezpośrednio po zakończeniu pracy przez archeologów. Nienacki nie był tam wtedy obecny, pojawił się dopiero w czasie badań pobliskiego grodziska. Być może to Jasienica zachęcił Nienackiego do zainteresowania się tym tematem?