Wywiad ze Zbigniewem Nienackim

Dział poświęcony sprawom ogólnym dotyczącym twórczości Zbigniewa Nienackiego
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Barabasz
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 3882
Rejestracja: 25 sie 2015, 10:43
Miejscowość: Antoninów
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 115 razy
Otrzymał podziękowań: 137 razy

Wywiad ze Zbigniewem Nienackim

Post autor: Barabasz »

W archiwalnym "Płomyku" z 1977 r. znalazłem krótki wywiad z autorem związanym z drukiem Niewidzialnych w odcinkach. W sumie nic odkrywczego ale może kogoś zaciekawi:

Z WIZYT¡ U PANA SAMOCHODZIKA

Domek pisarza własnymi rękami odbudowany i wyposażony w meble też własnoręcznie wykonane, znajduje się we wsi Jarzwałd niedaleko Iławy. Jako jeden z pierwszych z brzegu rozpoczyna kompleks domków z czerwonej cegły stojących po sąsiedzku. Idziemy do przystanie, gdzie nad kanałem łączącym dwa jeziora stoi w hangarze żaglówka "Mobby Dick" Towarzyszy nam wspaniały, królewski, błękitnoskóry dog noszący dostojne imię "Protazy". trochę się go lękam, ale okazuje się, że jest przyjacielski i gościnny jak jego pan.

-Żeglarstwo to Pana hobby? - pytam patrząc na jacht.
-Tak. Trudno zresztą nie żeglować mieszkając wśród jezior Wypływam na poszukiwania przygód, które później na kartach książki przeżywać będą moi bohaterowie. W ten sposób sprawdzam, czy zadania, jakie w powieści zlecam bohaterom, będą w stanie sami wykonać. W swoich wyprawach żaglówką zawijam do małych zatoczek, tam gdzie auto nie może dotrzeć. Obserwuję las i zwierzęta, słucham opowieści leśniczych i leśnych robotników, podglądam życie obozów młodzieżowych licznie biwakujących w tym wspaniałym zakątku, uczę się przyrody.

Chciałam spytać pana Nienackiego - dlaczego sie tu osiedlił, ale wystarczy rozejrzeć sie wokół. Ziemia mazurska urzeka pięknem swego krajobrazu. pisarz przyjechał tu przed 10 laty i już został. Nie żałuje swojego wyboru. Tutaj powstały jego najpiękniejsze powieści, w których "Pan Samochodzik" - właściciel przedziwnego wehikułu, sfabrykowanego własnym przemysłem, przeżywa na Warmii i Mazurach większość swoich przygód.

-Przygoda często puka do drzwi mojego domu - mówi Zbigniew Nienacki. -Zagladają tu młodzi ludzie, czytelnicy moich książek, wycieczki harcerskie, a także miejscowi przychodzą tu ze swoimi kłopotami po radę lub po pomoc. Kiedy trzeba zawieżć chorego do szpitala czy młoda parę do ślubu - mój samochód jest zawsze do dyspozycji.

-Czy pisarstwo też traktuje pan jako przygodę?

-Początkowo potraktowałem to jako przygodę, ale z czasem stało się moim zawodem, pełnym zresztą przygód, bo dla pisarza pisanie książki jest wielką przygodą. Zresztą przygodę można znaleźć wszędzie, tyko trzeba umieć ja przeżyć. Ten, kto potrafi patrzeć, ma ciekawość świata, ludzi, znajdzie ją wokół siebie. Przygodą może być spotkanie z ciekawą książką, interesującym człowiekiem, przygoda mogą być sprawy innych ludzi. A więc nawyk rozglądania się - to warunek pierwszy. Drugi najważniejszy - to wiedza. Każdy zawód, byle uprawiany z pasją, ma w sobie element przygody pod warunkiem, że się o nim wie wszystko i chciałoby się wiedzieć jeszcze więcej.

-Nawet zawód historyka sztuki?
-Tak, świadomie wybrałem na bohatera swoich książek historyka sztuki. Gdyby nie jego wiedza, zresztą nie tylko z dziedziny historii, nie mógłby on przeżywać pasjonujących przygód i rozwiązywać zawiłych zagadek przeszłości. Każdy człowiek nosi w sobie jakiś ideał, jakim chciałby być. Gdy zastanawiam się, jakim ja chciałbym być, co chciałbym robić, jak postępować, czym się zajmować- narodziła się w mojej wyobraźni postać, której nadałem imię Tomasz, zwany potem Panem Samochodzikiem.

-A więc spotkania z Panem Samochodzikiem są spotkaniami z Panem?
-W pewnym stopniu tak. Ale przecież zawsze czytanie książki jest jakby składaniem wizyty jej autorowi.

-Czeka więc Pana mnóstwo wizyt, które co dwa tygodnie skłądać będą panu setki tysięcy Czytelników "Płomyka", biorąc do ręki nowy numer i szukając dalszego ciągu powieści, którą zaczynamy drukować
-Bardzo się cieszę. Pan Samochodzik bardzo sobie ceni przyjaźń z młodymi ludźmi.

-A więc do zobaczenia w Płomyku!
-Do miłego spotkania

Rozmawiała Grażyna Minkowska
Fot. Gerard Puciato
Załączniki
plomyk2.jpg
plomyk1.jpg
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
Prot
Uwielbia przygody
Uwielbia przygody
Posty: 62
Rejestracja: 25 cze 2017, 20:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 0
Otrzymał podziękowań: 0

Post autor: Prot »

troszke cieniutki ten wywiad jak na rok 1977 by przypadalo :-P
Awatar użytkownika
Yvonne
Moderator
Moderator
Posty: 13005
Rejestracja: 09 lip 2013, 16:01
Miejscowość: Bydgoszcz
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 6 razy
Otrzymał podziękowań: 176 razy

Post autor: Yvonne »

Podoba mi się ten wywiad. Zdecydowanie wolę krótkie wywiady, niż długie lanie wody.
Szczególnie podoba mi się to zdanie: "Ale przecież zawsze czytanie książki jest jakby składaniem wizyty jej autorowi."

Dziękuję, Barabaszu :-)
Awatar użytkownika
Barabasz
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 3882
Rejestracja: 25 sie 2015, 10:43
Miejscowość: Antoninów
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 115 razy
Otrzymał podziękowań: 137 razy

Post autor: Barabasz »

Dodam ,że Zbigniew Nienacki został uhonorowany nagrodą ORLE PIÓRO 1977 w plebiscycie czytelników Płomyka.
Załączniki
Płomyk 10/1977
Płomyk 10/1977
nienacki.jpg
Ostatnio zmieniony 01 lis 2017, 22:44 przez Barabasz, łącznie zmieniany 1 raz.
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
johny
Moderator
Moderator
Posty: 11646
Rejestracja: 09 lip 2013, 14:30
Miejscowość: Łódź
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 244 razy
Otrzymał podziękowań: 198 razy

Post autor: johny »

Yvonne pisze:Podoba mi się ten wywiad.
Mnie również! :-)
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
Awatar użytkownika
Eksplorator63
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 1650
Rejestracja: 16 maja 2016, 18:45
Miejscowość: Bydgoszcz
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 1 raz
Otrzymał podziękowań: 7 razy

Post autor: Eksplorator63 »

johny pisze:
Yvonne pisze:Podoba mi się ten wywiad.
Mnie również! :-)
Mi też :-)
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16393
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 389 razy
Otrzymał podziękowań: 195 razy

Post autor: Czesio1 »

Super wywiad.
A gdyby ktoś chciał poczytać i pooglądać "Niewidzialnych" w "Płomyku" to w załączeniu jeden z numerów tego czasopisma z 1977 roku.
Załączniki
Płomyk nr.15 (10.VIII.1977).pdf
(35.76 MiB) Pobrany 447 razy
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
johny
Moderator
Moderator
Posty: 11646
Rejestracja: 09 lip 2013, 14:30
Miejscowość: Łódź
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 244 razy
Otrzymał podziękowań: 198 razy

Post autor: johny »

Czesio1 pisze:A gdyby ktoś chciał poczytać i pooglądać "Niewidzialnych" w "Płomyku" to w załączeniu jeden z numerów tego czasopisma z 1977 roku.
Genialne! :564:
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
Awatar użytkownika
Eksplorator63
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 1650
Rejestracja: 16 maja 2016, 18:45
Miejscowość: Bydgoszcz
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 1 raz
Otrzymał podziękowań: 7 razy

Post autor: Eksplorator63 »

johny pisze:
Czesio1 pisze:A gdyby ktoś chciał poczytać i pooglądać "Niewidzialnych" w "Płomyku" to w załączeniu jeden z numerów tego czasopisma z 1977 roku.
Genialne! :564:
Super :564:
Awatar użytkownika
Barabasz
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 3882
Rejestracja: 25 sie 2015, 10:43
Miejscowość: Antoninów
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 115 razy
Otrzymał podziękowań: 137 razy

Post autor: Barabasz »

Kolejny wywiad z Z. Nienackim tym razem audio z 1976 r.:
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 8841
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 49 razy
Otrzymał podziękowań: 367 razy

Post autor: TomaszK »

Gdyby Czesio tego nie dosłyszał, to Mistrz mówi, że postać jego bohatera powstawała już od "Uroczyska", "Atanaryka" i "Lwa".

A przy okazji, swego czasu Milady poprosiła mnie o pytania dla prof. Kmiecińskiego, z którym umówiła się na wywiad o Nienackim. Tego też bym chętnie posłuchał.
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16393
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 389 razy
Otrzymał podziękowań: 195 razy

Post autor: Czesio1 »

TomaszK pisze:Gdyby Czesio tego nie dosłyszał, to Mistrz mówi, że postać jego bohatera powstawała już od "Uroczyska", "Atanaryka" i "Lwa".
Oj tam oj tam na pewno się przejęzyczył :-D
TomaszK pisze: A przy okazji, swego czasu Milady poprosiła mnie o pytania dla prof. Kmiecińskiego, z którym umówiła się na wywiad o Nienackim. Tego też bym chętnie posłuchał.
Pewnie jeszcze Milady nie zmontowała wywiadu bo przecież chyba by go opublikowała na forum?
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
Barabasz
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 3882
Rejestracja: 25 sie 2015, 10:43
Miejscowość: Antoninów
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 115 razy
Otrzymał podziękowań: 137 razy

Re: Wywiad ze Zbigniewem Nienackim

Post autor: Barabasz »

W starym czasopiśmie Panorama z 1978 r. znalazłem artykuł o Zbigniewie Nienackim pt. Milioner:
 
mill1.jpg
 
Ludzie, na pytanie gdzie go szukać uśmiechali się dziwnie.
W Związku Literatów podano co prawda dwa adresy, ale nie omieszkano wtrącić, że właściwie nic nie wiadomo: mieszka tam, czy nie mieszka...
Prowadził mnie do niego ironiczny uśmiech brata i enigmatyczna wypowiedź żony, która nie zniechęcała, ale też zbytnio nie zachęcała odwiedzin.
Uprzedzano jedynie, żebym przygotowała się na metrowe zaspy, a może i towarzystwo dzikich zwierząt.
Wyjeżdżając, wiedziałam jeszcze, że w Warszawie ma ZBIGNIEW NIENACKI opinię indywidualisty, oryginała, ba, zgorzkniałego dzikusa, któremu z oczu nie najlepiej patrzy,
próżno by go szukać na stronach czołowych pism literackich.
Jego nazwisko nie pojawia się tam w żadnym — ani dobrym, ani złym kontekście.
Ale Zbigniew Nienacki istnieje, przede wszystkim jako ulubiony autor setek tysięcy młodych czytelników,
zdobywający pierwsze miejsca w plebiscytach, ankietach,
zbierający nagrody, takie jak Orle Pióro, które otrzymał ostatnio, będąc uznanym za najbardziej poczytnego pisarza książek dla nastolatków.
Popularność potwierdzają też nakłady, określane liczbą miliona egzemplarzy, nie licząc tłumaczeń.
W samym tylko 1977 roku liczba jego książek wyniosła ponad 340 tys. egzemplarzy. Czy jest ktoś, kto mógłby się z nim równać?
Czytelnicy wykupują jego książki spod lady, ale na palcach obu rąk można policzyć recenzje którejkolwiek.
Jaki właściwie jest ten Nienacki — człowiek otoczony atmosferą uśmiechów, niedomówień, a zarazem obiekt niezwykłej sympatii nastolatków?
 
mill2.jpg
 

Z Iławy droga prowadzi przez same lasy, 25 km lasów. Raz czy dwa napotyka się jaśniejące okna domów i to wszystko. Wokół ciemna ściana drzew.
Ścigają nas tylko oczy zwierząt. To dzik zwabiony światłem reflektorów przebiegnie przez szosę, to znów zamajaczy sylwetka zająca czy sarny.
 Jadąc zastanawiam się, co skłoniło Zbigniewa Nienackiego do wyjazdu na takie odludzie. Jedenaście lat temu, gdy żegnał się z rodzinną Łodzią, pisał:
Czy mam chodzić po mieście i każdemu wypłakiwać w kamizelkę, że mi się tak trudno pisze?
Całymi godzinami miotam się w swym mieszkaniu i nie potrafię wydusić z siebie nawet pół zdania.
Wydaje mi się, że mi wszystko przeszkadza. Aż w końcu wyjeżdżam...

Na skraju lasu typowy dom w melancholijnym pejzażu późnej jesieni. Jego wnętrze nosi wyraźnie ślad osobowości gospodarza.
Łowy, zydle, stoły, także ten, przy którym siedzimy, wykonane przez niego własnoręcznie, a w gabinecie kominek, na którym wesoło bucha płomień...
Jest też kolekcja własnych rzeźb, obrazów i stare ludowe świątki.
Na pierwszym plonie biblioteka z książkami z dziedziny medycyny, psychiatrii: Kępiński „Lęk”, „Schizofrenia", Masters i Johnson „Niedobór seksualny człowieka", Gize „Seksuologia", Freud „Wstęp do psychoanalizy", także Dostojewski.
A sam gospodarz - szczupły, niezbyt wysoki, o twarzy ukrytej za okularami, jest - wbrew temu, co mówiono — uśmiechnięty, serdeczny...

Mówi: - Najbardziej kocham literaturę. Dla mnie jednak szczególnie ważne są książki dla młodzieży, których pisaniem zajmuję się od dwudziestu lat.
Uważa, że sukces zawdzięcza przede wszystkim wiedzy o czytelniku.
Zdobył ją w konsekwencji wyboru między dwiema nigdy nie dającymi się pogodzić rzeczywistościami literackimi: czytelnikiem i krytyką.
Postawił na pierwszą z nich - czytelnika i wygrał.

Ale nie wystarczy mieć łatwość wypowiadania myśli i maszynę do pisania. Opowiada, jak wiele czasu spędza studiując dzieła z psychologii, psychologii rozwojowej,
medycyny, pedagogiki.
Czy mógłby się dziś pochwalić popularnością, gdyby jak nastolatek miał jedynie duszę poszukiwacza przygód i nic więcej?

Pisarz uwielbia mówić o swoim czytelniku. A zna go bardzo dobrze. Nieprzypadkowo znalazł się w tej małej mazurskiej wiosce nad jeziorem.
Każdego roku przyjeżdżają tutaj tysiące młodych ludzi na swoje wielkie spotkanie z przyrodą.
- Pani z pewnością myśli, że mój pobyt tutaj to kaprys, a może dziwactwo? To przecież mój warsztat pracy - mówi tytułem wyjaśnienia.

Rozumiem teraz co znaczyły słowa miejscowego komendanta MO Nowickiego, który powiedział: - Często widzę Pana Pisarza jak płynie od przystani do przystani,
szukając kontaktów z ludźmi. Wciska się na obozy i kolonie, rozmawia z leśnikami, wypytuje rolników. Żeby być jak najbliżej życia...

Nienacki poznał czytelnika także z setek listów i częstych odwiedzin, bo jak się okazuje, nastolatki chętnie zaglądają do domu na skarpie.
Słuchając opowieści próbuję odnaleźć klucz, który naprowadził pisarza na właściwy ślad. Mówi, że już dawno zrozumiał, iż każde młode pokolenie lubi mieć swoich idoli, swoje wzorce zachowań.
Ze zdumieniem stwierdzam, że kreując te postaci postępował zawsze wbrew rodom „znawców przedmiotu”.
Oni podsuwali na bohatera młodzieżowego dziecko, on zaś tworzył uparcie bohatera dorosłego.

Twierdzi, że najwięcej dała mu historia literatury, że sam nie wymyślił niczego. Przeczytał najsłynniejsze bestsellery światowej literatury młodzieżowej, które odkryły mu postaci kapitana Nemo, Winnetou i Old Shatterhanda, Zorro, Wilhelma Telia Wnioski z lektury ułożyły się pc prostu w pewną koncepcję literacką, na którą dotąd nikt nic wpadł.
- Dzisiejszy wzorzec musi być inny niż poprzednie, pisarze często o tym zapominają. Czytelnik ma dość bohatera cierpiącego i rozdartego ogromem cierpień a takiego proponowała dotąd literatura - słyszę.

Nienackiemu chodziło o stworzenie postaci człowieka zwykłego, jednego z wielu jakich mijamy na ulicy, w tramwaju, w sklepie, a przy tym pasjonata w sensie zawodowym Innymi słowy miał to być żywy prawdziwy człowiek.
Udało się Nastolatki piszą: Szanowni Panie Pisarzu. Jesteśmy Pam stałymi czytelnikami, znamy każdą Pana książkę... i z zapartym tchem śledzą losy sympatycznego Pana Samochodzika, „referenta do specjalnych poruczeń czyli czegoś w rodzaju detektywa, pracownika Departament Muzeów i Ochrony Zabytków"
który raz kluczy starymi uliczkami Pragi czeskiej szukając przemytników bieszczadzkich ikon to znów wędruje szlakiem zamków nad Loarą,
w poszukiwaniu złodziei obrazów, to znów szuka skarbów na dawnych ziemiach krzyżackich.

Postacią półprywatnego detektywa Nienacki trafił w dziesiątkę młodzieżowych zainteresowań,
ponawiając ją w powieściowym cyklu - osiągnął wielki sukces Jakby na przekór pewnemu reżyserowi, który filmując „Wyspę złoczyńców", powiedział:
- Panie, to znowu o poszukiwań skarbów? Ależ to będzie strasznie nudne! Jednak tak nie jest skoro młody czytelnik na zakończenie listu dodaje:
Bardzo lubię Pana Samochodziku, dlatego proszę, żeby pozwolił mu Pan poznać się jeszcze ze Świętym... Tak więc zabawa literacka trwa.

Mówimy o wszystkim. O tym, że Nienacki stara się poważnie traktować swoich odbiorców, o których wie,
że bardzo lubią znać prawdę. Nie chce, żeby przeżywali rozczarowania konfrontując literaturę z życiem.
Dlatego tak dba o bogatą dokumentację, zbiera fakty historyczne i współczesne realia.
Ktoś powiedział, że Nienackiego trzeba czytać z mapą w ręku.
Tak się też dzieje - czytelnicy jadą śladami Pana Samochodzika do Fromborka, Ostródy, Morąga, wreszcie Jerzwałdu, gdzie czeka na nich dziwny samochód i bardzo podobny do książkowego jacht, którym wypływa się na jeziora w poszukiwaniu przygód;
jest też wierny Protazy, ogromny dog, tak dobrze znany z „Tajemnicy tajemnic". Młody czytelnik naprawdę może uwierzyć,
że przygody bohaterów Nienackiego wydarzyły się naprawdę.
 
mill3.jpg
 
Rozmawiamy też o innych sprawach. Np. o problemach, jakie wiążą się z literaturą dla młodzieży. Oto propagandowy od lat „mit robinsonady",
na który we współczesnym świecie - zdaniem pisarza - nie powinno być miejsca, bowiem, to co kiedyś było zabawą, dziś jest wykroczeniem.
Młodzi ludzie dziwią się często, że rzeczywistość okazuje się inne niż przekaz literacki.
Nienacki — świadek wielu nastolatkowych dramatów oburza się na myśl o literaturze przygodowej pozbawionej znajomości realiów współczesnego świata,
sugerującej, że można przeżyć przygodę bez kontroli dorosłych.

Pisarz mówi też, w przeciwieństwie do wielu poważnych kry-tyków, że literatura dla młodzieży ma własne cele i własne funkcje.
Powinna np. odegrać właściwą rolę w tzw. procesie identyfikacji seksualnej, czyli ma uświadomić młodym ludziom ich przyszłe obowiązki w rodzinie.
— Te książki - słyszę - powinny w ogóle mówić o prawdziwych dramatach, niepokojach, troskach i lękach nastolatków.
Przecież w stresach młodych należy upatrywać coraz wyższej liczby ich samobójstw. Myślę, że w ten sposób wołają o pomoc,
o zainteresowanie, którego ciągle jest zbyt mało. Gdyby krytyka zechciała zwrócić na to uwagę, ale nie...
Jednak uważam, że zajęcie się tymi problemami to sprawa czasu. Wiem, że literatura może tu wiele pomóc.
Gdybym był przekonany, że jest inaczej - nie uprawiałbym tego rodzaju pracy.

Taki jest Nienacki jako pisarz i krytyk. Jest jeszcze jedna sfera działalności, która jest mu równie bliska.
O niej nie potrzebuje mówić, ją dostrzega się samemu. To jego obecność w środowisku.
Marcysia Mellerowa mówi: — Co byśmy zrobili bez naszego Pana Pisarza. Nie ma rzeczy, której by nie umiał załatwić. Dusza człowiek,
a jaki uczynny. Zeszłej zimy trzy razy wiózł mnie do Susza do doktora własnym samochodem i grosza nie wziął.

Sołtys dodaje: - We wszystkich ważniejszych sprawach lecą do niego. Mądry jest nasz Pisarz. Każdemu pomoże, każdemu doradzi.
Jak kowal nie mógł sobie ubrania wybrać, to go wziął w samochód i do Iławy do sklepu zawiózł.
Do ślubu wszystkie pary wozi, to już prawie zwyczaj. A przy tym żyje samotnie, skromnie, jak zwyczajny człowiek, a nie jak znany pisarz.
Rzadko wyjeżdża z Jerzwałdu. Kwiatki sadzi, kartofle.
Jak przyjechał, na podwórku można było się utopić. Postawił stodołę, garaż, obórki, wszystko własnymi rękami i teraz mieszka jak się patrzy.
Ale mówię — skromnie, jak zwyczajny człowiek.

Komendant Nowicki ma więcej do powiedzenia: - W rejonie Jerzwałdu skupia się w sezonie cały ruch turystyczny.
Pan Pisarz jako zamiłowany żeglarz dba o bezpieczeństwo na wodzie. Bardzo często spotyka się z młodzieżą przebywającą na obozach czy koloniach.
Idzie do nastolatków i opowiada o swojej twórczości, Panu Samochodziku, przygodach, a zaraz po tym - o obowiązkach, jakie spoczywają na turyście.
Jest miłośnikiem przyrody, tego się nie da ukryć. Całe noce spędza na przykład szukając kłusowników na jeziorze. Jak złapie, to przez rok jest spokój.
Ostatnio przywiózł swoim samochodem kajak, zarekwirowany dwom kłusownikom. Po dziś dzień nikt się po niego nie zgłosił. Albo akcja choinkowa.
Co roku organizuje ze służbę leśną wypad na złodziei choinek, Kiedyś sam z nim jeździłem, dużo rozmawialiśmy.
We wsi go lubią, szanują. Zaskarbił sobie sympatię wiedzą, życzliwością, gospodarnością.
A przy tym alkoholu do ust nie weźmie...

Nienacki mówi: - Gdyby mnie ktoś zapytał o receptę na szczęście odpowiedziałbym po prostu - należy żyć „od siebie”.
To jest moja filozofia życiowa, mój model życia, który proponuję też w swoich książkach. Kochać to znaczy nie tylko brać, ale i dawać.
Pisał Fromm, że nie ten bogaty, kto dużo ma, ale ten, co dużo daje.
Uważam, że człowiek musi postępować tak, by czuć się potrzebny. Wiem, ten model życia nie jest popularny,
a jednak myślenie o tym nie odbiera mi dobrego humoru. Mimo wszystko jestem zadowolony.


Barbara Zaliwska
mill4.jpg
mill4.jpg (15.9 KiB) Przejrzano 500 razy
 
Za ten post autor Barabasz otrzymał podziękowania (total 2):
Czesio1 (05 lut 2024, 12:50) • TomaszL (09 lut 2024, 17:26)
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
Barabasz
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 3882
Rejestracja: 25 sie 2015, 10:43
Miejscowość: Antoninów
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 115 razy
Otrzymał podziękowań: 137 razy

Re: Wywiad ze Zbigniewem Nienackim

Post autor: Barabasz »

Kolejna rozmowa ze Zbigniewem Nienackim. Artykuł z czasopisma Film z 1987 r..
 
20240209_090811.jpg
 
• Literatura to specyficzny rodzaj wypowiedzi o współczesnej rzeczywistości. Czy polska literatura nadąża za rzeczywistością? Jakie są uwarunkowania tego procesu?

- Uważam, że Tomasz Mann byt ostatnim pisarzem, który godził wiedzę o literaturze z wiedzą o otaczającym go świecie; kilka razy już o tym mówiłem. Od tamtego czasu nastąpił niesamowity rozwój nauk przyrodoznawczych: fizyki, chemii, biologii, farmakologii, medycyny, genetyki itp., natomiast humanistyka zaczęła dreptać w miejscu, Między humanistyką a przyrodoznawstwem wyrósł mur, jak to określił Konrad Lorenz. Pisarze polscy wychowani zazwyczaj w tradycjach humanistycznych, nie są w stanie zapoznać się z przyrodoznawstwem, choćby w sensie ogólnej orientacji, odżegnują się więc od wszelkiej wiedzy o człowieku i świecie, wybierają literacki okultyzm i szamaństwo, są przedmiotem drwin przyrodoznawców. Postacie ich utworów są nieprawdziwe, kierują się niezrozumiałymi motywacjami. Krytyka widzi tylko jedno: autorzy nie nadążają za współczesnością, ponieważ za wolno reagują na zjawiska polityczne. Tymczasem, na przykład, mnie polityka w literaturze w ogóle nie interesuje, nie czuję w tej dziedzinie żadnych powinności i nie będę pisał „ku pokrzepieniu serc”. Krytycy nie dostrzegają głównego zła: nienadążania za rzeczywistością wiedzy o człowieku jako istocie biologiczno-społecznej.

• W pana powieściach dla dorosłego odbiorcy znaleźć można wiele motywów autobiograficznych. Na ile twórczość jest twórczość jest wykładnikiem pana biografii?

- Nie ma momentów autobiograficznych w moich utworach. Wszelkie zbieżności są przypadkowe. Wielokrotnie podkreślałem, że należę do nielicznej w tym kraju garstki zawodowców. Piszę nie o swoich bólach, ale o bólach innych, zgodnie z ich zamówieniem, w tym przypadku, z zamówieniem społecznym. Z setek proponowanych mi tematów podejmuję ten, z którego, jak sądzę, wywiążę się najlepiej i do którego jestem najlepiej przygotowany intelektualnie. Zespół „Zodiak” zakupił prawa do powieści „Wielki las”, która się dopiero ukaże. To powieść o szpiegu. Nie zajmowałem się szpiegostwem...

• Czy mógłby pan wskazać najistotniejsze momenty dla kształtowania się pańskiej osobowości twórczej?

- Owszem. Mając dwanaście lat przeczytałem „Wstęp do psychoanalizy” Freuda. I choć dziś niecałkowicie go akceptuję, to przecież mojemu spojrzeniu na świat i na innych ludzi zawsze towarzyszy podejrzliwość, czy to co mówią i robią nie jest w jakiś sposób uzależnione od tego, czego sobie nie uświadamiają, a co w nich tkwi bardzo głęboko.

• W powieści „Sumienie”, której bohater - co istotne - jest dramaturgiem, padają następujące stwierdzenia: „Być pisarzem, to być sędzią sędziów”, „Prawdziwie wielka literatura powstaje z wiwisekcji siebie samego”. Czy te wypowiedzi stanowią credo pańskiej twórczości?

- I tak, i nie. Zgadzam się, że pisarz to sędzia sędziów. Wiwisekcji jednak nie dokonuję na sobie. Biorę na warsztat jakieś zdarzenie, jakiś postępek kogoś konkretnego i usiłuję dowiercić się prawdziwych motywacji. Następnie taki przypadek, już przeze mnie zbadany, opisuję.

• Słowa te nabierają innego znaczenia dzisiaj, po opublikowaniu dwóch najgłośniejszych pana powieści: „Uwodziciel” i „Raz w roku w Skiroławkach”. W obu tych utworach pojawiają się motywy występujące już wcześniej, tyle, że nie w tak dużym natężeniu. Czy wiwisekcja nie zmieniła się tu w skrajny, skandalizujący ekshibicjonizm?

- Czy można mówić o ekshibicjonizmie, skoro nie opisuję siebie? Młody pisarz, jeśli chce wejść na rynek wydawniczy, musi, chce czy nie chce, trzymać się w miarę pewnych tradycji literackich. Ale przez cały czas trwa w nim bunt, że nie dają mu powiedzieć pełnej prawdy o człowieku, tylko pół-prawdy. Gdy pojąłem, że nic już mnie zagrozi mojej egzystencji i sławie postanowiłem mówić całą prawdę o człowieku, „Uwodziciela” wysłałem do trzech wydawnictw, skąd mi go z oburzeniem zwrócono. Przebił się na rynek czytelniczy tylko dzięki temu, że byłem już uznanym pisarzem. Żadnemu debiutantowi nie pozwolono by w naszym kraju wydrukować „Uwodziciela”, że nie wspomnę o „Skiroławkach”.

• Powieść „Raz w roku w Skiroławkach” wywołała - głównie ze względu na rozbudowaną płaszczyznę erotyczną - burzliwą dyskusję. Pan niejednokrotnie zabierał w niej głos, broniąc książki i siebie jako twórcy. Przyznam, że nie jestem zwolennikiem tego typu wystąpień. Dzieło powinno bronić się samo. Jeśli towarzyszą mu dodatkowe autorskie komentarze i wyjaśnienia, źle to świadczy o nośności i randze utworu.

- O randze i nośności utworu świadczy nie to, jak zachowuje się prywatnie pisarz, ale czy traci czy zyskuje czytelników. Dla przykładu: utarło się, że pisarz powinien być skromny i nie oddawać policzków. Niby dlaczego? Skromna powinna być zakonnica, nie oddawał policzków Chrystus. A ja nie jestem skromny i policzki oddaję. Skoro w moich książkach nieustannie łamię rozmaite tabu, to może pora złamać i tabu pogardliwego milczenia? Skąd pan zresztą wie, co powinien robić pisarz? Może właśnie należy tłumaczyć swój utwór, pomagać go zrozumieć w sposób właściwy. To, że ktoś czegoś przede mną nie robił, nie jest dla mnie żadnym argumentem, a przeciwnie, właśnie zachęca mnie, abym czynił na odwrót. A teraz już serio: w dawnych latach atak felietonisty wielkonakładowego czasopisma był równoznaczny z wyrokiem cywilnej śmierci na książkę i pisarza, ponieważ także administracja liczyła się z taką sytuacją. Dużo takich „śmierci" mamy za sobą i mogę pokazać palcem tych liberalnych dziś panów, którzy te wyroki wydawali. Spróbowali tego samego ze mną. Pomylili się jednak w czasie. Mamy nową sytuację. Pisarz może od wyroku cywilnej śmierci odwołać się do opinii społecznej czy to przez inne czasopismo czy też przez telewizję. Ostateczny wyrok wydaje więc opinia społeczna, czyli czytelnik. Czy to się panu nie podoba? Czy tęskni pan do czasów, w których czyjś felieton skończyłby pańską karierę w „Filmie”?

• Problemy erotyczne były zawsze znaczącą sprawą w pana powieściach, że przypomnę choćby „Podniesienie” czy znowu „Sumienie”. W „Skiroławkach” sfera tzw. życia intymnego osiągnęła nie tylko rzadko spotykaną u nas intensywność, ale stała się absolutem, jedynym właściwie kluczem do odkrycia prawdy o kondycji człowieka i elementem determinującym jego osobowość. To przekonanie, czy zabieg spektakularny?

- Nie wydaje mi się, aby pan czytał „Skiroławki”. Nie jest prawdą, że bohaterowie „Skiroławek” są wyłącznie zdeterminowani przez swoją biologię. W równym stopniu motywy ich zachowań odnajdzie pan w historii, w ich losach uwarunkowanych przez politykę, wojnę, lata powojenne. Czy malarz Porwasz dlatego hoduje jaskółkę, że ma na nią chęć erotyczną? Czy Zygfryd Malawka dlatego broni siekierą słoika ze starymi fotografiami, że są to fotografie pornograficzne? Czy dlatego doktor Niegłowicz zabija zboczeńca, że On go podnieca seksualnie, czy też działa pod wpływem imperatywu kategorycznego, zasad moralnych, które wyznaje. Mógłbym tak cytować w nieskończoność, ale jeśli komuś tę książkę przesłonił goły zad Widłągowej, to nic na to nie poradzę. Krytycy to idioci. Najważniejszym problemem książki jest rozziew między prawem i poczuciem sprawiedliwości, fakt samosądu dokonanego na Pasemce czyli problem etyczny. Czy ktoś w ogóle zwrócił na tę sprawę uwagę? Nie. Tylko goły zad Widłągowej.
 
20240209_090756.jpg

• Jak ocenia pan sposób traktowania erotyki w polskim kinie?

- Źle oceniam sposób traktowania erotyki w polskim kinie. Erotyka nie może służyć tylko do epatowania. Jest wówczas nudna. Ona musi być elementem dramaturgicznym, zwalniającym lub popychającym akcję, dającym nam jeszcze jeden klucz do zrozumienia postępowania bohatera. Nie wolno bohaterów w sztuce kłaść do łóżka, ot tak sobie, jako przerywnik. Taki akt w filmie musi coś znaczyć, albo demaskować bohatera lub bohaterkę albo też odkrywać ich od nowej strony. Oto, na przykład, wspaniały heros superman. Idzie do łóżka i widzimy go jako nieudacznika, galaretę. Tylko wtedy taki łóżkowy „seans” ma sens.

• W „Uwodzicielu” doszły do głosu motywy autotematyczne. Czy to sposób na współczesną sztukę - literaturę, film?

- „Uwodziciel” jest kluczem do zrozumienia „Skiroławek”. W naszej sztuce i krytyce panuje w dalszym ciągu swoisty socrealizm, traktowanie człowieka wyłącznie w kategoriach klasowych, społecznych, politycznych. To uwarunkowania społeczne i polityczne mają rzekomo decydować o jego losie. Zapomina się, że istnieje coś takiego jak biologia, uwarunkowania genetyczne itd., itp. Cała twórczość współczesna jest anachroniczna, ponieważ nie uwzględnia nowych narzędzi poznania człowieka. O tym, że jakiś człowiek zajmuje się, na przykład, polityką, decyduje w takim samym stopniu jego kod genetyczny, co społeczne uwarunkowania. Można dwie osoby wychować w takich samych warunkach społecznych i klasowych, a każda z nich będzie postępować inaczej. Jeżeli pisarz lub filmowiec o tym zapomina, jest dzisiaj już tylko żałosnym głupcem.
 
20240209_090818.jpg

• Olbrzymią popularność wśród młodzieży zdobył cykl powieści o panu Samochodziku. Co sprawiło, że na młodzieżowego bohatera wybrał pan dorosłego człowieka?

- W tym czasie panowała w krytyce teoria, że dla robotników trzeba pisać o robotnikach z robotniczymi bohaterami, dla chłopów o chłopach, dla dzieci o dzieciach. Postanowiłem, wzorem Verne’a, wprowadzić bohatera dorosłego. Uczyniłem to zresztą zgodnie z wiedzą, że dziecko i młodzież to po prostu zapowiedź człowieka dorosłego, któremu ono bacznie się przygląda, ponieważ wie, że nieuchronnie stanie się dorosłe. Krytycy mieli o to do mnie pretensje, ale to zwyczajna dla mnie rzecz. Oni zawsze się mylą. Od wieków. I to jest właśnie takie cudowne...

• Obecnie Janusz Kidawa realizuje film według „Niesamowitego dworu”. Po raz trzeci więc pan Samochodzik zaistnieje na ekranie. Czy ma on jeszcze rację bytu? Czy obok tak popularnych produkcji i bohaterów Spielberga i Lucasa nie będzie wydawał się anachronizmem?

- Nie znam utworów Lucasa, natomiast znam Spielberga Otóż to, co się dzieje u niego na ekranie, jest zbyt fantastyczne, nierealne, aby widz mógł się identyfikować z bohaterem i sytuacją. Co najwyżej następuje u niego proces rekompensaty. Barwna i nieprawdopodobna akcja na ekranie rekompensuje mu szarość i monotonię własnego życia. Równie ważny jest jednak w przypadku młodzieży problem „identyfikacji”. Trudno malcowi identyfikować się z bohaterami Spielberga, ale łatwo z bohaterami Samochodzika, ponieważ oni działają w realnych sytuacjach, takich jakie może przeżyć każdy. Znam psychologię rozwojową dziecka. Nikt nie identyfikuje się z bohaterami MacLeana, natomiast wielu czytelników odwiedza mnie mówiąc, że chcieliby przeżyć przygody podobne do tych, jakie ma pan Samochodzik i wierzą, że coś podobnego spotka ich w życiu. No cóż, cała sprawa polega na tym, że ja napisałem powieść „Niesamowity dwór”, a Janusz Kidawa robi film pod tym samym tytułem. Ja odpowiadam za książkę, on za film.
 
20240209_090826.jpg
 

• Kilkakrotnie współpracował pan z kinem jako scenarzysta. Jak, zdaniem pana, przedstawia się relacja między dwiema najpopularniejszymi dziedzinami sztuki: kinem i literaturą?

- Nie jestem przygotowany intelektualnie do odpowiedzi na takie pytanie.

• Od pewnego czasu obserwujemy w kulturze ważne zjawisko - ekspansję wideo. To jeszcze jedna z przyczyn spadku zainteresowania literaturą. Czy film może kiedykolwiek ją zastąpić?

- Nie widzę spadku zainteresowania literaturą. Maleje tylko zainteresowanie literaturą anachroniczną, owymi socrealistycznymi „arcydziełami”, jak to określiłem. Marksiści głoszą tezę o nieustannej walce „nowego” ze „starym”. Obserwujemy agonię „starego”, a „nowe” święci triumfy. Wideo nie ma z tym nic wspólnego.

• Nazwał pan siebie „twórcą odrzuconym”. Wiele osób uważa pana za człowieka sukcesu. Co jest dla pana jego miarą?

- Jeśli przyjmiemy założenie, że nasi krytycy literaccy są uwikłani wciąż w socrealistyczne spojrzenie na literaturę i jej bohatera jako istotę wyłącznie społeczną, to ja ze swoją koncepcją istoty biologiczno-społecznej muszę być twórcą odrzuconym. Tak się jednak składa, że społeczeństwo nasze, w coraz większym stopniu wykształcone, przyjmuje światopogląd podobny do mojego. Nasze społeczeństwo chce nie tylko nowoczesnych samochodów, ale i nowoczesnej literatury. Stąd też niezrozumiała dla krytyków ogromna akceptacja czytelników. Moje próby, aby zburzyć mur między humanistyką a przyrodoznawstwem, spotykają się z ogólną aprobatą ludzi w naszym kraju. To odrzucenie jest więc jednocześnie miarą mojego sukcesu. Im bardziej będę odrzucony przez kręgi kołtuńskie, tym większy będzie mój sukces. Jeśli zaakceptuje mnie kołtun ze swoim pruderyjno-faryzeuszowskim spojrzeniem na świat - zginę jako pisarz. Chciałbym dodać, że wkrótce ukaże się książka Marii Kornatowskiej „Eros i film”. Otrzymałem jej egzemplarz sygnalny. Ta książka jest przykładem, że jednak już niektórzy krytycy filmowi przyjmują nową koncepcję człowieka i dają jej niezwykle ciekawą psychoanalityczną wykładnię. Tak więc jestem optymistą: nowe zwycięży.

• Nad czym pan obecnie pracuje?

- Piszę serial powieściowy pt. „Dagome iudex” o tym, jak na sto lat przed Mieszkiem I kształtowało się państwo polskie. Pragnę złamać jeszcze jedno tabu, które głosi, że dzieje Polski zaczynają się wraz z aktem chrztu. Tymczasem Chrzest Polski był tylko bardzo ważnym epizodem w kształtowaniu się naszej państwowości. Ważnym, ale nie najważniejszym. Z mroku dziejów Polska przystąpiła do chrztu już jako mocny i ukształtowany twór państwowy. Kto to zrobił i w jaki sposób - to temat mojej pracy. Będzie w niej wiele przygód, erotyki, obyczajowości, a także problemów władzy oraz próba psychoanalitycznej diagnozy tego, co nazywa się „duszą” narodu.


Rozmawiał MACIEJ MANIEWSKI
 
20240209_090845.jpg
Za ten post autor Barabasz otrzymał podziękowania (total 4):
Czesio1 (09 lut 2024, 10:20) • TomaszK (09 lut 2024, 11:21) • TomaszL (09 lut 2024, 17:27) • irycki (09 lut 2024, 20:34)
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 8841
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 49 razy
Otrzymał podziękowań: 367 razy

Re: Wywiad ze Zbigniewem Nienackim

Post autor: TomaszK »

Przeczytałem z uwagą bo szukam wypowiedzi Nienackiego, że w książkach opisuje  rzeczywiste postaci a nie wymyślone, bo bez tego bohaterowie są sztuczni. Tym razem o tym nie wspomniał. Czy ktoś pamięta gdzie to było ?  Potrzebuję jako cytat do publikacji z konferencji w Malborku "Fenomen kulturowy - Pan Samochodzik". 
ODPOWIEDZ

Wróć do „Forum ogólne Pan Samochodzik i Nienacki”