Zepchnął mnie z chmurki marzeń...
A tak miło było polatać i pomarzyć ...







Czytało się kiedyś Edigey'aPawelK pisze:Pomysł za siedem milionów, Jerzy Edigey, kryminał z 1982 roku. Klasyczna inżynieria socjalna, napad "na milicjanta", dobrze dopracowany napad, wartka akcja, nieźle opisane śledztwo, bez zbędnych ozdobników. Mi się dobrze czytało.

To napisz jakąś opinię. Mi się podobał ten kryminał, to może bym gdzieś znalazł pozostałe.Maj pisze:Czytało się kiedyś Edigey'a "Pomysł ..." , "Sprawa dla jednego" , "Pensonat nad Strandvagen", "Zolta koperta" i in., ale najbardziej lubiłem "Jedna noc w Carltonie" - i w Zakopanem jest rzeczywiscie pensjonat Carlton.

Dobrze. Na początek: Jedna noc w Carltonie.PawelK pisze: To napisz jakąś opinię. Mi się podobał ten kryminał, to może bym gdzieś znalazł pozostałe.



No zobacz, zupełnie inne odczucia niż moje.irycki pisze:Niestety, jestem totalnie rozczarowany. Edigey w moim przypadku nie wytrzymał próby czasu.
Może. Będę musiał się nad czymś tego autora. jeszcze pochylić to sprawdzę czy mamy inne spojrzenie czy rzeczywiście pisał nierówno.irycki pisze:A możę trafiłem na wyjątkowo kiepską pozycję?


Edigey pisał nierówno i masowo.irycki pisze: Zastanawiam się, czy dać Edigeyowi kolejną szansę, skoro moje odczucia tak bardzo odbiegają od odczuć innych recenzujących w tym wątku. A możę trafiłem na wyjątkowo kiepską pozycję?

Przeczytałem. Sympatyczny pomysł z młodym oficerem milicji prowadzącym śledztwo z gwiazdą milicyjnej kryminalistyki na urlopie za plecami. Poza tym nieudolna kopia Agaty Christie. Skopiowane idee zarówno grupy ludzi zamkniętych w jednym budynku, prowadzenia śledztwa, wskazania winnego no i standard znany z tego typu scenariuszy czyli scena finałowa - wszyscy podejrzani w salonie słuchają historii śledztwa, próba ucieczki winnego (bo czytelnik już wie kto jest winnym) i wreszcie wskazanie winnego.Maj pisze:Na początek: Jedna noc w Carltonie.
Pamiętam tę książkę jako lekką i z nieskomplikowaną intrygą, dobrze się czytało.

Uff. Uporałem się z 'Królem Babilonu'. Z jednej strony wchodziło mi to powoli i miarowo, i tak jest tez wg mnie ta powieść napisana, z drugiej nie żałuję, bo dawka historii, przybliżenie odległej w czasie i przestrzeni krainy, i zostało mi w głowie trochę obrazów, scen, nazw i informacji. To jest powieść dla młodzieży więc bez drastycznych opisów, jest trochę akcji, ale chyba więcej opowiadania o wydarzeniach historycznych.Mysikrólik pisze:Jako dzieciak dostałem w wymianie gwiazdkowej, książkę Edigeya. Rzecz działa się na bliskim wschodzie i wtedy bardzo mi się podobała, zwłaszcza że był to dla mnie nowy nieznany zupełnie klimat orientalny.
Ciekawe czy "Król Babilonu" dzisiaj też byłby strawny.

Jedno miejsce i towarzystwo - to częsty motyw - Christie tez pewnie go nie wynalazła.PawelK pisze:Poza tym nieudolna kopia Agaty Christie. Skopiowane idee zarówno grupy ludzi zamkniętych w jednym budynku, prowadzenia śledztwa, wskazania winnego no i standard znany z tego typu scenariuszy czyli scena finałowa - wszyscy podejrzani w salonie słuchają historii śledztwa, próba ucieczki winnego (bo czytelnik już wie kto jest winnym) i wreszcie wskazanie winnego.

Nie wiem kto wynalazł, ale jednoznacznie kojarzy się z Christie. Może od kogoś skopiowała ale ten ktoś nie przetrwał sto lat w świadomości szerokiej publiczności a może doprowadziła ten scenariusz do perfekcji. Nie wiem, wiem że jeśli ktoś używa takiego scenariusza to gdzieś w głowie siedzi HP i z nim porównuję. IMO "Carlton" nie jest tym czego bym oczekiwał od takiej powieści.Maj pisze:Jedno miejsce i towarzystwo - to częsty motyw - Christie tez pewnie go nie wynalazła.

Myślę, że kwestia oczekiwań jest kluczowa. Edigey to nie Christie.PawelK pisze: IMO "Carlton" nie jest tym czego bym oczekiwał od takiej powieści.



Ja bez uff i bez uporałemMaj pisze:Uff. Uporałem się z 'Królem Babilonu'. Z jednej strony wchodziło mi to powoli i miarowo, i tak jest tez wg mnie ta powieść napisana, z drugiej nie żałuję, bo dawka historii, przybliżenie odległej w czasie i przestrzeni krainy, i zostało mi w głowie trochę obrazów, scen, nazw i informacji. To jest powieść dla młodzieży więc bez drastycznych opisów, jest trochę akcji, ale chyba więcej opowiadania o wydarzeniach historycznych.

To posłowie, też uważam za fajny element książki.PawelK pisze:Fajnie, że na końcu autor dodał posłowie wyjaśniając z grubsza gdzie dołożył swoją cegiełkę do historii.

Też właśnie przeczytałem. Dawno temu pochłonąłem ten kryminał chyba w 2 wieczory (a moze w jeden) i miałem jakąś frajdę ze zgadywania kto jest winny. Teraz trwało to dłużejPawelK pisze:Przeczytałem. Sympatyczny pomysł z młodym oficerem milicji prowadzącym śledztwo z gwiazdą milicyjnej kryminalistyki na urlopie za plecami. Poza tym nieudolna kopia Agaty Christie. Skopiowane idee zarówno grupy ludzi zamkniętych w jednym budynku, prowadzenia śledztwa, wskazania winnego no i standard znany z tego typu scenariuszy czyli scena finałowa - wszyscy podejrzani w salonie słuchają historii śledztwa, próba ucieczki winnego (bo czytelnik już wie kto jest winnym) i wreszcie wskazanie winnego.Maj pisze:Na początek: Jedna noc w Carltonie.
Pamiętam tę książkę jako lekką i z nieskomplikowaną intrygą, dobrze się czytało.