Kilka obiecanych słów o
"Kamforze".
To dość ciekawy, dobrze napisany, przyzwoity kryminał, którego akcja wciąga od początku, a bohaterowie są żywi. I tutaj duży plus dla autorki. Wierzę w tych bohaterów i ich zachowanie, ich emocje i wzajemne relacje. Nie zawsze udaje się autorowi sprawić, że wierzę w jego bohaterów. Pani Małgorzacie Łatce się to udało. Naprawdę im kibicowałam w ich trudnym zadaniu złapania przestepcy.
Historia jest interesująca, akcja wartka, a zakończenie niespodziewane.
Jako kryminał bardzo mi się
"Kamfora" podobała.
Jedyny mius książki, jaki znalazłam, to brak Krakowa w książce, której akcja dzieje się w Krakowie.
Wszystkie bardzo dobre kryminały, które ostatnio czytałam, wspaniale osadzały akcję w mieście, w którym ta akcja się działa. Czy to była Warszawa Kalinowskiego, czy Ciszewskiego Lwów, Kijów i Warszawa, czy Oslo u Nesbo - czytelnik wiedział, w jakim mieście znajduje się wraz z bohaterami i wraz z nimi to miasto przemierzał.
Tutaj Krakowa nie widać. Poza nazwami trzech parków, w których zabójca podrzuca zwłoki, poza nazwami czterech czy pięciu ulic podanych jako suche fakty, poza informacją o smogu - nie ma KOMPLETNIE atmosfery Krakowa i jego specyfiki. Wielka, wielka szkoda.
Dlatego zamiast piątki daję czwórkę.
Wczoraj wieczorem zaczęłam już czytać kolejną książkę autorki
: "Matnia", po której spodziewam się jeszcze więcej, jako że konsultantem (uwielbiam to słowo od czasu, kiedy pierwszy raz przeczytałam "Mistrza i Małgorzatę"

) przy jej pisaniu był nasz kochany
Tomaszek 