"Stawiam na Tolka Banana" - książka i serial
: 16 kwie 2014, 21:18
Jak widać z moich statystyk bytności na forum, z moim wolnym czasem ostatnio jest nieciekawie. Nie oznacza to jednak, że nie udaje mi się czasami, gdzieś w przerwie między sprawami dnia codziennego, nie uszczknąć chwilki na zagłębienie się w lekturze. Ostatnio mój wybór padł na książkę, którą czytałem tylko raz w życiu. I było to wieeele lat temu.
"Stawiam na Tolka Banana" - zapewne większości z nas tytuł znany bardziej jako serial. Ja postanowiłem ponownie zmierzyć się z książką. Przyznam się, że serial ogladałem wielokrotnie, co sprawiło, że to właśnie scenariusz stał się dla mnie obowiązującą fabułą tej historii. Okazuje się jednak, że pierwowzór książki dosyć znacząco różni sie od tego, co zaserwował nam (świetny i ponadczasowy) Stanisław Jędryka. I na tych zmianach chciałem się skupić. Nie jest moim zamiarem wypunktowywanie wszystkich różnic pomiędzy pierwowzorem książkowym i fabułą filmu. Zaznaczę tylko te zmiany, których wprowadzenie jest dla mnie nie do końca zrozumiałe, i o które z chęcią zapytałbym reżysera/scenarzystę, gdybym tylko mógł.
Pierwsza rzecz, która rzuca sie w oczy, to charakter postaci. O ile filmowy Tolek Banan, Julek, Filipek i Cegiełka stanowią dokładne odzwierciedlenie swoich książkowych odpowiedników, o tyle Karioka i Cygan już nie bardzo. W książce Karioka nie jest taka, hmmm... pyskata. Owszem, stara się imponować chłopakom. Czasami pokazuje "charakterek". Ale w gruncie rzeczy bardzo szybko czytelnik przekonuje się, że jest to osoba wrażliwa, można rzec - romantyczna. Z nieznanych powodów w serialu w ogóle pominięto wątek relacji pomiędzy Julkiem i Karioką (jeśli się mylę, niech mnie ktoś poprawi - ostatni raz serial oglądałem kilka lat temu). W powieści Karioka zaproponowała wręcz Julkowi wspólne wyjście do kina. Generalnie spędzali ze sobą dużo więcej czasu niż to pokazano w serialu. Czyżby wątek pierwszych fascynacji damsko-męskich ukazany w książce okazał się zbyt ciężki dla potencjalnych odbiorców serialu? Nie sądzę, żeby sam temat był za trudny dla reżysera. Znakomicie pokazał go przecież w innym swoim filmie młodzieżowym pt."Koniec wakacji"...
Jeszcze bardziej zawiła historia jest z Cyganem. Serialowa postać pozostała w mej pamięci jako osoba doświadczona przez życie (mieszkał z niewidomym opiekunem, zarabiał na życie grając na skrzypcach w podrzędnych spelunach). W książce nie ma żadnej wzmianki o życiu osobistym Cygana. Zaś swoim postępowaniem objawia się nam jako osobnik egocentryczny i cyniczny... Nie dostrzegłem w nim żadnej cechy, żadnego czynu, mogących ukazać go w pozytywnym świetle. W ogóle nie potrafiłem odnaleźć w nim jakiejkolwiek cechy łączącej go z postacią serialową.
Tutaj też jest najciekawsza rozbieżność pomiędzy fabułą serialu i książki. Zapewne wszyscy pamiętają słynną scenę potrącenia Cygana przez samochód i powołaną później do życia akcję "Garbus", w trakcie której członkowie gangu namiętnie poszukują Volkswagena Garbusa z zielonym listkiem na szybie. Tak było w serialu. O dziwo, w książce było zupełnie inaczej. Owszem. Miał miejsce wypadek. Tyle tylko, że jego ofiarą padł... Cegiełka. Tu rodzi się pytanie, dlaczego zdecydowano się na tak dużą zmianę w fabule. Pamiętam, jak S. Jędryka w swoim filmie dokumentalnym "Tolek Banan i inni" wspominał m.in. proces naboru aktorów do swojego serialu. Sporo uwagi poświęcił osobie Cygana. Stwierdził, że jak tylko zobaczył Andrzeja Kowalewicza, od razu wiedział, że jest to rola dla niego. Czy to dla niego zmieniono charakter oryginalnej postaci? Z drugiej zaś strony pojawił się inny problem. Serialowy Cygan jest postacią mniej barwną od swojego pierwowzoru. Z punktu widzenia atrakcyjności fabuły - niewiele wnosi. Obok niego na planie pojawia się Henryk Gołębiewski, czyli Cegiełka - świetna wyrazista rola, znakomicie zresztą zagrana. Zgodnie z fabułą książki należałoby tą postać "uziemić" w szpitalu już w połowie serialu (od momentu wypadku praktycznie nie pojawia się już w głównym nurcie narracyjnym). Czy to ze względu na potencjał tkwiący w tej postaci oraz grającego go H. Gołębiewskiego zdecydowano się na tak dramatyczną zmianę treści książki? Takie jest moje zdanie. Jak było naprawdę? Chyba tylko pan Jędryka mógłby odpowiedzieć na to pytanie.
"Stawiam na Tolka Banana" - zapewne większości z nas tytuł znany bardziej jako serial. Ja postanowiłem ponownie zmierzyć się z książką. Przyznam się, że serial ogladałem wielokrotnie, co sprawiło, że to właśnie scenariusz stał się dla mnie obowiązującą fabułą tej historii. Okazuje się jednak, że pierwowzór książki dosyć znacząco różni sie od tego, co zaserwował nam (świetny i ponadczasowy) Stanisław Jędryka. I na tych zmianach chciałem się skupić. Nie jest moim zamiarem wypunktowywanie wszystkich różnic pomiędzy pierwowzorem książkowym i fabułą filmu. Zaznaczę tylko te zmiany, których wprowadzenie jest dla mnie nie do końca zrozumiałe, i o które z chęcią zapytałbym reżysera/scenarzystę, gdybym tylko mógł.
Pierwsza rzecz, która rzuca sie w oczy, to charakter postaci. O ile filmowy Tolek Banan, Julek, Filipek i Cegiełka stanowią dokładne odzwierciedlenie swoich książkowych odpowiedników, o tyle Karioka i Cygan już nie bardzo. W książce Karioka nie jest taka, hmmm... pyskata. Owszem, stara się imponować chłopakom. Czasami pokazuje "charakterek". Ale w gruncie rzeczy bardzo szybko czytelnik przekonuje się, że jest to osoba wrażliwa, można rzec - romantyczna. Z nieznanych powodów w serialu w ogóle pominięto wątek relacji pomiędzy Julkiem i Karioką (jeśli się mylę, niech mnie ktoś poprawi - ostatni raz serial oglądałem kilka lat temu). W powieści Karioka zaproponowała wręcz Julkowi wspólne wyjście do kina. Generalnie spędzali ze sobą dużo więcej czasu niż to pokazano w serialu. Czyżby wątek pierwszych fascynacji damsko-męskich ukazany w książce okazał się zbyt ciężki dla potencjalnych odbiorców serialu? Nie sądzę, żeby sam temat był za trudny dla reżysera. Znakomicie pokazał go przecież w innym swoim filmie młodzieżowym pt."Koniec wakacji"...
Jeszcze bardziej zawiła historia jest z Cyganem. Serialowa postać pozostała w mej pamięci jako osoba doświadczona przez życie (mieszkał z niewidomym opiekunem, zarabiał na życie grając na skrzypcach w podrzędnych spelunach). W książce nie ma żadnej wzmianki o życiu osobistym Cygana. Zaś swoim postępowaniem objawia się nam jako osobnik egocentryczny i cyniczny... Nie dostrzegłem w nim żadnej cechy, żadnego czynu, mogących ukazać go w pozytywnym świetle. W ogóle nie potrafiłem odnaleźć w nim jakiejkolwiek cechy łączącej go z postacią serialową.
Tutaj też jest najciekawsza rozbieżność pomiędzy fabułą serialu i książki. Zapewne wszyscy pamiętają słynną scenę potrącenia Cygana przez samochód i powołaną później do życia akcję "Garbus", w trakcie której członkowie gangu namiętnie poszukują Volkswagena Garbusa z zielonym listkiem na szybie. Tak było w serialu. O dziwo, w książce było zupełnie inaczej. Owszem. Miał miejsce wypadek. Tyle tylko, że jego ofiarą padł... Cegiełka. Tu rodzi się pytanie, dlaczego zdecydowano się na tak dużą zmianę w fabule. Pamiętam, jak S. Jędryka w swoim filmie dokumentalnym "Tolek Banan i inni" wspominał m.in. proces naboru aktorów do swojego serialu. Sporo uwagi poświęcił osobie Cygana. Stwierdził, że jak tylko zobaczył Andrzeja Kowalewicza, od razu wiedział, że jest to rola dla niego. Czy to dla niego zmieniono charakter oryginalnej postaci? Z drugiej zaś strony pojawił się inny problem. Serialowy Cygan jest postacią mniej barwną od swojego pierwowzoru. Z punktu widzenia atrakcyjności fabuły - niewiele wnosi. Obok niego na planie pojawia się Henryk Gołębiewski, czyli Cegiełka - świetna wyrazista rola, znakomicie zresztą zagrana. Zgodnie z fabułą książki należałoby tą postać "uziemić" w szpitalu już w połowie serialu (od momentu wypadku praktycznie nie pojawia się już w głównym nurcie narracyjnym). Czy to ze względu na potencjał tkwiący w tej postaci oraz grającego go H. Gołębiewskiego zdecydowano się na tak dramatyczną zmianę treści książki? Takie jest moje zdanie. Jak było naprawdę? Chyba tylko pan Jędryka mógłby odpowiedzieć na to pytanie.
