Na tropach Smętka.
: 03 wrz 2014, 19:32
Jako że, zbliża się nieuchronnie konkurs z Niewidzialnych a akcja toczy się na Mazurach to chcę przedstawić Wam wrażenia z lektury "Na tropach Smętka" Melchiora Wańkowicza. Co prawda zamieszczałem to już kiedyś na nieszczęsnym ok1 ale pomyślałem sobie, ze może nie każdy mógł to przeczytać. Z tego co pamiętam to tylko Kustosz włączył się do dyskusji a ja chciałbym poznać opinię innych na temat tej książki. Cytuję zatem dosłownie cały mój post:
"Tak jak obiecałem piszę – choć nie ukrywam bardzo późno – parę słów refleksji na temat tej lektury. Na samym początku chcę powiedzieć, że nie dziwię się, iż po wybuchu wojny, we wrześniu 1939 roku Niemcy usilnie starali się schwytać Wańkowicza. Ta książka deprecjonowała ich tezę, że Mazury i ludność tam mieszkająca to rdzenni Niemcy z dziada pradziada.
Sentymentalna podróż autora po tamtych terenach pokazuje nam to, jak wielu ludzi tam mieszkających czuło się związanych z Polską , jak wiele Niemcy zrobili żeby ich wynarodowić a właściwie zgermanizować, w końcu jak mało zrobiła dla nich ówczesna Polska żeby polskość tamtych ziem utrzymać.
„Na tropach smętka” to tak jak napisałem wyżej wakacyjna podróż ojca z córką po Prusach Wschodnich, w czasach kiedy brunatna dyktatura mocno już się zakorzeniła w przedwojennych Niemczech. Wycieczka ta była przyczynkiem do tego aby przy okazji zwiedzania tamtych terenów rozmawiać z ludźmi tam zamieszkującymi, o historii zamieszkałych przez nich ziem i wzajemnych międzyludzkich relacjach.
Z początku Wańkowiczowi trudno było nawiązać kontakt ze swoim rozmówcami. Cechowała ich duża nieufność i podejrzliwość co do niego. Jednak po już dosłownie kilku zdaniach wielu z tych ludzi przełamywało się i dawało świadectwo tego w jaki sposób byli traktowani przez Niemców. Tak więc na porządku dziennym były szykany ludzi, którzy mówili po polsku, którzy chcieli posyłać dzieci do polskich szkół, którzy wydawali polskie gazety i kultywowali polskie tradycje. Jeżeli nie skutkowała metoda marchewki czyli na przykład próby przekupienia takich osób w postaci: twoje dzieci pójdą do naszej (niemieckiej szkoły), Ty dostaniesz od nas lepszą posadę i pewność zatrudnienia, wtedy pojawiała się metoda kija. Pojawiały się utrudnienia w prowadzeniu własnej działalności, przeprowadzano nieustanne kontrole, nakładano kolejne obostrzenia, kolejne warunki do spełnienia, które do spełnienia były bardzo trudne. Szykanowano i nakładano restrykcje na wydawców polskich gazet. Jeżeli i te formy nacisku nie odnosiły skutku w wielu przypadkach posuwano się do przemocy. Pobicia polskich aktywistów były na porządku dziennym. Kilka z nich zakończyło się niestety śmiercią. Wszystko po to aby zniechęcić ludzi do kultywowania polskich tradycji i polskiego języka aby wykorzenić jakiekolwiek związki Mazurów z Polską.
Pytanie po co te wszystkie działania władz niemieckich? Przecież to były rdzennie niemieckie tereny. Otóż jak pisze Wańkowicz sami Niemcy de facto nie czuli się komfortowo na Warmii i Mazurach. Wielu z nich emigrowało w głąb Rzeszy, czuli po prostu, że nie są do końca u siebie. Zresztą świadczy o tym akcja jaką zrobili w czasie plebiscytu, który miał rozstrzygnąć o przynależności Prus do Niemiec lub Polski. Na masową skalę importowano z zachodu ludzi, którzy mieli jakiekolwiek korzenie sięgające Mazur, Niemcy czuli się po prostu zagrożeni porażką.
Sam będąc w ubiegłym roku na wakacjach na Mazurach widziałem pomnik żołnierzy Niemieckich poległych w I W.ś. Na pomniku było wypisanych jakieś 30 nazwisk z czego ok. 20 było polsko brzmiących.
Autor zwraca także uwagę na to, że ówczesne władze polskie nie robiły zbyt wiele aby upomnieć się o prawa ludności, która identyfikowała się z Polską i jej kulturą, zostawiając ją osamotnioną w swoich działaniach. Każdy zaś kontakt z Polską czy też Polakami był dla tych ludzi bardzo ważny. Dlatego właśnie tak serdecznie witali oni Wańkowicza. Mogli porozmawiać z kimś z poza granicy, która była tak blisko, mogli opowiedzieć o swoich problemach i potrzebach.
Nie tylko ludzie światli, wykształceni kultywowali polską tradycję i polski język. Najlepszym przykładem jest postać Michała Kajki – sędziwego ludowego poety, piszącego wiersze w języku polskim. W momencie kiedy Wańkowicz rozmawiał z nim ten człowiek miła już skończone ponad 70 lat. Dzisiaj w jego gospodarstwie znajduje się muzeum jego imienia, które w te wakacje miałem możliwość zobaczyć.
Podsumowując należy stwierdzić, że „Na tropach smętka” jest książką, którą warto a może nawet trzeba koniecznie przeczytać – szczególnie ważne jest to myślę dla nas fanów twórczości Nienackiego, człowieka który ukochał tamte tereny. Książka ta daje zupełnie inny ogląd, spojrzenie na to co się działo w latach 30 – ych na Warmii i Mazurach i nie jest tak jak nam się stara wmówić, że Polska nie miała praktycznie żadnych związków z tamtymi stronami. My sami musimy teraz dbać o to żeby nie pozwolić Niemcom przeinaczać historii i wmawiać nam, że stracili swoje rdzennie niemieckie terytoria. Wielkie zadanie także przed naszą władzą i urzędnikami. NIE MOŻE SIę ZDARZYć TAKA SYTUACJA JAK W PRZYPADKU NIEJAKIEJ PANI AGNES TRAWNY!!! Paniusia w latach 70 dobrowolnie wyemigrowała do Niemiec , tam dostała odszkodowanie za pozostawiony w PL majątek a teraz z powrotem odzyskała swoją posiadłość wraz z domem i w majestacie prawa eksmitowała 2 rodziny.
Stało się to dlatego, że nikt z polskich urzędników nie potrafił dokonać przez prawie 40 lat stosownych zapisów w księdze wieczystej… NO COMMENTS."
"Tak jak obiecałem piszę – choć nie ukrywam bardzo późno – parę słów refleksji na temat tej lektury. Na samym początku chcę powiedzieć, że nie dziwię się, iż po wybuchu wojny, we wrześniu 1939 roku Niemcy usilnie starali się schwytać Wańkowicza. Ta książka deprecjonowała ich tezę, że Mazury i ludność tam mieszkająca to rdzenni Niemcy z dziada pradziada.
Sentymentalna podróż autora po tamtych terenach pokazuje nam to, jak wielu ludzi tam mieszkających czuło się związanych z Polską , jak wiele Niemcy zrobili żeby ich wynarodowić a właściwie zgermanizować, w końcu jak mało zrobiła dla nich ówczesna Polska żeby polskość tamtych ziem utrzymać.
„Na tropach smętka” to tak jak napisałem wyżej wakacyjna podróż ojca z córką po Prusach Wschodnich, w czasach kiedy brunatna dyktatura mocno już się zakorzeniła w przedwojennych Niemczech. Wycieczka ta była przyczynkiem do tego aby przy okazji zwiedzania tamtych terenów rozmawiać z ludźmi tam zamieszkującymi, o historii zamieszkałych przez nich ziem i wzajemnych międzyludzkich relacjach.
Z początku Wańkowiczowi trudno było nawiązać kontakt ze swoim rozmówcami. Cechowała ich duża nieufność i podejrzliwość co do niego. Jednak po już dosłownie kilku zdaniach wielu z tych ludzi przełamywało się i dawało świadectwo tego w jaki sposób byli traktowani przez Niemców. Tak więc na porządku dziennym były szykany ludzi, którzy mówili po polsku, którzy chcieli posyłać dzieci do polskich szkół, którzy wydawali polskie gazety i kultywowali polskie tradycje. Jeżeli nie skutkowała metoda marchewki czyli na przykład próby przekupienia takich osób w postaci: twoje dzieci pójdą do naszej (niemieckiej szkoły), Ty dostaniesz od nas lepszą posadę i pewność zatrudnienia, wtedy pojawiała się metoda kija. Pojawiały się utrudnienia w prowadzeniu własnej działalności, przeprowadzano nieustanne kontrole, nakładano kolejne obostrzenia, kolejne warunki do spełnienia, które do spełnienia były bardzo trudne. Szykanowano i nakładano restrykcje na wydawców polskich gazet. Jeżeli i te formy nacisku nie odnosiły skutku w wielu przypadkach posuwano się do przemocy. Pobicia polskich aktywistów były na porządku dziennym. Kilka z nich zakończyło się niestety śmiercią. Wszystko po to aby zniechęcić ludzi do kultywowania polskich tradycji i polskiego języka aby wykorzenić jakiekolwiek związki Mazurów z Polską.
Pytanie po co te wszystkie działania władz niemieckich? Przecież to były rdzennie niemieckie tereny. Otóż jak pisze Wańkowicz sami Niemcy de facto nie czuli się komfortowo na Warmii i Mazurach. Wielu z nich emigrowało w głąb Rzeszy, czuli po prostu, że nie są do końca u siebie. Zresztą świadczy o tym akcja jaką zrobili w czasie plebiscytu, który miał rozstrzygnąć o przynależności Prus do Niemiec lub Polski. Na masową skalę importowano z zachodu ludzi, którzy mieli jakiekolwiek korzenie sięgające Mazur, Niemcy czuli się po prostu zagrożeni porażką.
Sam będąc w ubiegłym roku na wakacjach na Mazurach widziałem pomnik żołnierzy Niemieckich poległych w I W.ś. Na pomniku było wypisanych jakieś 30 nazwisk z czego ok. 20 było polsko brzmiących.
Autor zwraca także uwagę na to, że ówczesne władze polskie nie robiły zbyt wiele aby upomnieć się o prawa ludności, która identyfikowała się z Polską i jej kulturą, zostawiając ją osamotnioną w swoich działaniach. Każdy zaś kontakt z Polską czy też Polakami był dla tych ludzi bardzo ważny. Dlatego właśnie tak serdecznie witali oni Wańkowicza. Mogli porozmawiać z kimś z poza granicy, która była tak blisko, mogli opowiedzieć o swoich problemach i potrzebach.
Nie tylko ludzie światli, wykształceni kultywowali polską tradycję i polski język. Najlepszym przykładem jest postać Michała Kajki – sędziwego ludowego poety, piszącego wiersze w języku polskim. W momencie kiedy Wańkowicz rozmawiał z nim ten człowiek miła już skończone ponad 70 lat. Dzisiaj w jego gospodarstwie znajduje się muzeum jego imienia, które w te wakacje miałem możliwość zobaczyć.
Podsumowując należy stwierdzić, że „Na tropach smętka” jest książką, którą warto a może nawet trzeba koniecznie przeczytać – szczególnie ważne jest to myślę dla nas fanów twórczości Nienackiego, człowieka który ukochał tamte tereny. Książka ta daje zupełnie inny ogląd, spojrzenie na to co się działo w latach 30 – ych na Warmii i Mazurach i nie jest tak jak nam się stara wmówić, że Polska nie miała praktycznie żadnych związków z tamtymi stronami. My sami musimy teraz dbać o to żeby nie pozwolić Niemcom przeinaczać historii i wmawiać nam, że stracili swoje rdzennie niemieckie terytoria. Wielkie zadanie także przed naszą władzą i urzędnikami. NIE MOŻE SIę ZDARZYć TAKA SYTUACJA JAK W PRZYPADKU NIEJAKIEJ PANI AGNES TRAWNY!!! Paniusia w latach 70 dobrowolnie wyemigrowała do Niemiec , tam dostała odszkodowanie za pozostawiony w PL majątek a teraz z powrotem odzyskała swoją posiadłość wraz z domem i w majestacie prawa eksmitowała 2 rodziny.