Strona 1 z 1

Dzieci Jerominów

: 04 wrz 2014, 10:54
autor: johny
Wczoraj było o Wańkowiczu, dzisiaj chciałbym pokusić się o przedstawienie moich wrażeń z lektury Dzieci Jerominów.

Minął już ponad rok, od momentu kiedy wziąłem do ręki „Dzieci Jerominów” Ernsta Wiecherta. Nie ukrawam, że impulsem do przeczytania tej książki był oczywiście "Pan Samochodzik i Niewidzialni". Nienacki tak sugestywnie komplementował to dzieło, że postanowiłem osobiście sprawdzić jak się to ma do realiów. Nie ukrywam, że nie oczekiwałem nie wiadomo czego. Ot pomyślałem kolejna książka z historią Mazur w tle.

Bardzo byłem zdziwiony, że w żadnej stacjonarnej czy wirtualnej księgarni nie była ona dostępna. W końcu udało mi się wylicytować wydanie bodajże z 1971 roku, za które zapłaciłem ok. 80 zł.

Gdy przesyłka do mnie dotarła i zobaczyłem ok. 800 pożółkłych stron zapisanych drobnym maczkiem mój entuzjazm co do przeczytania "Dzieci Jerominów" nieco ostygł.

W końcu stwierdziłem jednak, że muszę spróbować czy mi się podoba czy też nie. Początek był trudny i po przeczytaniu ok. 20 stron odłożyłem książkę ad acta. Cały czas jednak cos w środku mówiło mi, że muszę do niej wrócić.

Drugie podejście było już udane. Oczywiście początek znów był trudny, pierwsze kilkadziesiąt stron wymagało samozaparcia i przyzwyczajenia się do specyficznego języka i specyficznej narracji. Im dalej w las jednak tym było lepiej i lepiej. W końcu doszło do tego, że nie mogłem doczekać się chwili kiedy znów będę mógł śledzić losy - jak to ja określiłem - The Chosen One czyli Jensa Jeromina.

Co mnie tak urzekło? Po trosze chyba wszystko. Pięknie sportretowane Mazury z Sowirogiem na czele, pięknie naszkicowane postacie, w końcu wciągająca historia chłopca, który ma być tym wybranym.

Wraz z Jensem uczęszczałem zatem najpierw do szkoły podstawowej, potem gimnazjum i na studia. Wraz z Jensem przezywałem jego pierwszą miłość tak fantastycznie opisaną przez Wiecherta. Wraz z nim byłem w końcu na wojnie.

I tu krótka dygresja. Nigdy nie spodziewałem się tego, że spod pióra niemieckiego pisarza może wyjść tak na wskroś pacyfistyczne dzieło. W żadnym razie nie widać w nim tej przysłowiowej pruskiej buty, niemieckiego militaryzmu i dążenia do panowania nad światem. Wojna w oczach Wiecherta to tragedia, która niszczy przyjaźnie, miłości, która degeneruje człowieczeństwo. Co więcej wojna jest jakby z boku tego wszystkiego, z boku zycia. To nieproszony gość, który siłą wdziera się do naszego domu. Czytając wojenne rozdziały w głowie szumiało mi One Metalliki a przed oczami miałem nakręcony do tej piosenki teledysk.

Cieszyłem się w końcu tym, że marzenie nauczyciela Jensa spełniło się i po wielu perturbacjach Jens został tym kim miał zostać czyli wielkim doktorem, człowiekiem wokół którego koncentrowało się życie w Sowirogu.

Kolejnym atutem książki jest przedstawienie skomplikowanych stosunków etnicznych Mazurów. Podzielam te wszystkie zachwyty Nienackiego co do tej kwestii. Faktycznie w Sowirogu żyją i Piontki i Gongły i inni. Żyją razem tworząc swój własny heimat/małą ojczyznę, żyją w pokoju i przyjaźni. Pojawia się nawet wątek plebiscytowy, który w żadną stronę nie jest przerysowany. Tak po prostu musiało być w rzeczywistości.

W świetle tego co wyżej w ogóle nie dziwi fakt, że "Dzieci Jerominów" były dla hitlerowskich Niemiec solą w oku a sam pisarz na jakiś czas znalazł się w obozie koncentracyjnym.

"Dzieci Jerominów" to cudowna, magiczna książka, która sprawia że na wiele rzeczy w życiu spogląda się z innej perspektywy, to książka która pokazuje nam co jest dobre co złe, co powinno być w życiu najważniejsze, uczy nas tolerancji i szacunku do drugiego człowieka bez względu na to kim ten człowiek jest.

Lektura tej książki sprawia, że chce się wsiąść w samochód i jechać tam hen daleko do tych miejsc, które były opisane na jej kartach. Dokładnie tak było w moim przypadku. Ona spotęgowała moją fascynację Mazurami i sprawiła, że gdy ujrzałem w okolicach Rucianego drogowskaz Sowiróg, serce zabiło szybciej. Tym bardziej żal, że po Sowimrogu zostało praktycznie tylko wspomnienie.

Cóż rzec na koniec. Polecam przeczytanie tej książki wszystkim. Bezapelacyjnie jest to jedna z najlepszych książek jakie przeczytałem w życiu!

W tym miejscu apel do naszych wydawnictw. Proszę niech ktoś pokusi się o ponowną reedycję! Polska to na prawdę dziwny kraj, mając taką perełkę nie dbać o to żeby kolejne pokolenia mogły się z nią zapoznać.

Re: Dzieci Jerominów

: 04 wrz 2014, 16:26
autor: Czesio1
johny pisze:Wczoraj było o Wańkowiczu, dzisiaj chciałbym pokusić się o przedstawienie moich wrażeń z lektury Dzieci Jerominów.
Zapomniałem wczoraj właśnie dodać do listy książek o tematyce mazurskiej, które przeczytałem po wyciecze śladami Niewidzialnych dwa lata temu właśnie tej pozycji. "Dzieci Jerominów". Dzięki johny za wspomnienie oo niej.
Mam podobne odczucia do Twoich tylko u mnie trochę inna kolejność zainteresowania była. Mianowicie mnie bardzo zaintrygował początek, pierwsze losy mieszkańców Sowirogu. Już ta droga kobiet z targu do oddalonej o kilka kilometrów wioski niosła w sobie coś intrygującego. Już ten moment opisu wioski zagubionej gdzieś w leśnych ostępach mocno mnie poruszył.
johny pisze: W tym miejscu apel do naszych wydawnictw. Proszę niech ktoś pokusi się o ponowną reedycję! Polska to na prawdę dziwny kraj, mając taką perełkę nie dbać o to żeby kolejne pokolenia mogły się z nią zapoznać.
Cóż, jeśli nie znajdzie się wydawnictwo to może my...nagramy audiobooka? Jak skończymy kanon rzecz jasna. :-)

: 02 maja 2016, 14:57
autor: Yvonne
Czesio1 pisze:Już ta droga kobiet z targu do oddalonej o kilka kilometrów wioski niosła w sobie coś intrygującego.
No właśnie. Zaczęłam czytać i widzę coś dziwnego. Mianowicie, jak długo można iść dwie mile?

"Chciały z nim wracać, gdyż droga była daleka, dwie mile ..."

"Miały przed sobą cztery godziny drogi ..."

Czy kiedyś mila to było dużo dużo więcej niż teraz? Jakim tempem trzeba iść, żeby dwie mile pokonać w cztery godziny??? A może teren był jakiś wyjątkowo trudny?

Proszę o wyjaśnienie tych, którzy już czytali, bo błądzę :-)

: 02 maja 2016, 16:07
autor: Czesio1
Yvonne pisze: No właśnie. Zaczęłam czytać i widzę coś dziwnego. Mianowicie, jak długo można iść dwie mile?

"Chciały z nim wracać, gdyż droga była daleka, dwie mile ..."

"Miały przed sobą cztery godziny drogi ..."

Czy kiedyś mila to było dużo dużo więcej niż teraz? Jakim tempem trzeba iść, żeby dwie mile pokonać w cztery godziny??? A może teren był jakiś wyjątkowo trudny?

Proszę o wyjaśnienie tych, którzy już czytali, bo błądzę :-)
Yvonne, prawdopodobnie chodzi o taką milę.
Kobiety z Sowirogu szły do miasteczka Pisz, które jest mniej więcej o takie dwie mile odległe.

: 02 maja 2016, 16:19
autor: Yvonne
Czesio1 pisze:Yvonne, prawdopodobnie chodzi o taką milę.
Kobiety z Sowirogu szły do miasteczka Pisz, które jest mniej więcej o takie dwie mile odległe.
A widzisz, teraz to wygląda zupełnie inaczej.
Dziękuję, Czesio :-)

: 02 maja 2016, 16:25
autor: Czesio1
Yvonne pisze: A widzisz, teraz to wygląda zupełnie inaczej.
Dziękuję, Czesio :-)
Nie ma za co :-)

: 05 cze 2016, 22:56
autor: johny

: 02 paź 2018, 16:54
autor: Yvonne
Patrzcie, co kupiłam dzisiaj na wyprzedaży w bibliotece :-)

: 02 paź 2018, 19:41
autor: Czesio1
Yvonne pisze:Patrzcie, co kupiłam dzisiaj na wyprzedaży w bibliotece :-)
Będąc dwukrotnie w Izbie Pamięci Ernsta Wiecherta obiecywałem sobie za każdym razem sięgnąć po powrocie do domu po inną twórczość tego Pisarza niż "Dzieci Jerominów". Ciekaw jestem Twoich wrażeń po lekturze nowej zdobyczy.