Ale ad rem. Samo zawiązanie akcji jest poprowadzone genialnie i z miejsca zyskało moją przychylność. Nie chcę tutaj wnikać w szczegóły żeby nie psuć innym zabawy (np Konfiturkowi). Jeżeli na początku jest super to i później za bardzo nie ma się do czego przyczepić. co prawda troszkę trzeba trochę poznać pana prokuratora od wewnątrz ale absolutnie podane jest to w takiej formie, ze czytelnikowi się nie nudzi. Co więcej parę razy na mej facjacie pojawił się szeroki uśmiech, a także radość na przykład w momencie gdy dowiedziałem się, ze Teo podziela moje gusta muzyczne w postaci Metalliki czy Iron Maiden.
To są jednak tylko didaskalia. Akcja z każdą kartą nabiera rumieńców i powoduje, że nie chce się odłożyć książki na półkę. Nastrój jest mroczny i tajemniczy. Parę razy wydało mi się, że autorowi bardzo spodobał się chyba film Seven Davida Finchera.
Końcówka to już prawdziwa jazda bez trzymanki. Tak sobie w pewnym momencie pomyślałem, ze Teo ma wiele cech naszego ulubionego bohatera czyli Pana Samochodzika.
Do tego pięknie sportretowany Sandomierz, którego opisy sprawiają, że chce się tam z miejsca jechać i zwiedzać... Czegóż chcieć więcej?!
Ta książka to również przykład na to, ze w świetnej formie można przedstawić trudne relacje polsko - żydowskie, bez żadnego nadęcia i obiektywnie. Dla mnie rozmowa Teo z rabinem to jeden z najlepszych fragmentów powieści. Cóż oby więcej takich pozycji. Z wielką radością stwierdzam, że mamy swojego Jo Nesbo. Dlatego wczoraj za 8,99 PLn nabyłem Gniew...
Jaki jest film nie wiem, bo nie udało mi się go zobaczyć i wiem, że może to być trudne bo powoli znika z ekranów kin.






























