Zgodnie z obietnicą moje pierwsze wrażenia.
Postanowiłam "lecieć" po kolei zgodnie z numeracją zeszytów.
I tak na pierwszy ogień poszedł numer 3
"Szkielet bez palców" pióra Jerzego Edigey'a.
Opisana historia jest bardzo ciekawa. Otóż pewnego dnia podczas rozbiórki starego domu zostaje znaleziony tytułowy szkielet bez palców. Sprawą zajmuje się major Krzyżewski, który zrobi wszystko, aby wyrwać się choć na chwilę ze swojego dusznego wrocławskiego biura (panuje upalne lato). Szkielet znaleziony zostaje nad Odrą i major Krzyżewski udaje się tam, skuszony widmem rześkiego powiewu znad rzeki. Sprawa okazuje się jedną z ciekawszych w jego karierze. Nie będę opowiadać więcej, bo przy tak niewielkich objętościowo książeczkach, ani się obejrzę, jak zdradzę całą fabułę łącznie z zakończeniem.
Jeden fakt mnie bardzo zaskoczył i zwrócił moją uwagę od samego początku. Mianowicie opowiadanie to napisane jest mało fabularnie, a bardziej jako suche sprawozdanie z policyjnego raportu przeplecione "łopatologicznymi" wywodami dla mniej obeznanego z tematem czytelnika. Przyznam, że raziło mnie to i nie pozwalało wgryźć się w lekturę. Zaintrygowana udałam się na stronę Wikipedii i przeczytałam coś, co wyjaśniło mi taką właśnie formę.
Otóż:
"Genezą serii była chęć przybliżenia pracy funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej czytelnikom, zapoznanie ich z kulisami służby, metodami pracy milicjantów. Na jednej z wewnętrznych narad w Komendzie Głównej MO pod koniec lat 60., stwierdzono że praca milicji nie jest dostatecznie doceniana przez społeczeństwo. Zadecydowano wtedy, że należy podjąć takie działania, które w interesujący dla odbiorców sposób przekazywać będą pożądaną propagandową treść"
Zatem wyjaśnił się charakter opowiadania, które jest chyba przedstawicielem tych bardziej propagandowych. Ponieważ następne, które do tej pory przeczytałam (numery 5, 6, 7 i 8) są o wiele ciekawsze i napisane w bardziej plastyczny sposób. Moim faworytem z dotychczas przeczytanych jest numer 5
"Skok śmierci" Adriana Czobota, ale podobał mi się też numer 7
"Telefonował morderca" Jana Bernarda.
Słowem, jest to bardzo udana seria, którą czytam z wypiekami na twarzy i zamierzam spędzić cały marzec z książeczkami od
Czesia .
Tylko mój
Wiewiórka był mocno zdziwiony, jak zobaczył mnie przy lekturze (widuje mnie raczej z obszernymi tomiskami) i zapytał: "Co Ty czytasz? Taka CHUDA książka???"
