Agatha Christie - Królowa kryminału
: 15 lut 2016, 19:31
Czy to możliwe, że Królowa kryminału nie ma jeszcze swojego wątku?
Jak doszło do tego zaniedbania? :shock:
Zatem zakładam i mówię od razu: uwielbiam kryminały Agathy Christie. Uwielbiam Herkulesa Piorot. Uwielbiam pannę Marple.
Sam życiorys Agathy Christie zasługuje na przeniesienie na ekran, takie ciekawe i bogate w zaskakujące wydarzenia miała życie.
Do jej książek wracam co jakiś czas i mam kilka ulubionych.
Wczoraj przeczytałam ponownie „Wczesne sprawy Poirota”. Są to krótkie opowiadania, których lektura dostarczyła mi zarówno rozrywki, jak i była bodźcem do zmobilizowania do pracy moich szarych komórek, w których moc i siłę tak wierzy Poirot.
Herkules Poirot to mój książkowy detektyw numer jeden. Bezapelacyjnie. Uwielbiam jego pedantyczność i systematyczność. Cenię jego elegancję i dbałość o wygląd i estetykę w każdym momencie. Nieodmiennie mnie to bawi. Bo przecież nie można się nie uśmiechnąć, czytając:
„Wyjął z kieszeni grzebyk oraz miniaturowe lusterko i przystąpił do odtwarzania symetrii wąsów, która została zaburzona podczas biegu na stację”
Lub:
„Jeżeli już musisz wpinać szpilkę w krawat, Hastings, niech chociaż będzie ona dokładnie na środku. Teraz masz ją co najmniej jakieś dwanaście milimetrów za daleko na prawo.”
Historie wymyślane przez Christie są niesamowicie spójne, logiczne i wciągające. Postaci przez nią kreowane barwne i wiarygodne. Postać Poirota i jego sposób dedukcji jest majstersztykiem literackim.
I na koniec: uwielbiam nawet jego zarozumiałość. Kiedyś słyszałam zdanie, że lepiej jest mieć trochę zbyt wysokie mniemanie o sobie, niż udawać fałszywą skromność. Coś w tym jest.
Co prawda, Poirot nie ma sobie równych, jeśli chodzi o poczucie własnej wartości. Słowo „skromność” raczej nie występuje w jego słowniku.
Najtrafniej zobaczyć to można w opowiadaniu pt. „Projekt okrętu podwodnego”:
„- Panie Poirot… przysięgam, że zrobię, co będę mógł. To może moja wada, a może zaleta, ale wierzę w siebie.
- Jak każdy wielki człowiek. Ja jestem taki sam – odrzekł zadowolony Poirot.”
I na koniec mam do Was pytanie.
Otóż w opowiadaniu „Przygoda Johnniego Waverly” jest mowa o „księżej dziurze” w starym domu, która to „księża dziura” jest niczym innym jak kryjówką znaną tylko mieszkańcom. Znacie takie określenie? Ja nie znam. Próbowałam coś wyszukać na ten temat, ale bez skutku. A może to jakieś dziwne, dosłowne tłumaczenie z angielskiego, tzw. kalka? Zna ktoś dobrze angielski, żeby mi to wyjaśnić?
Po polsku brzmi to dziwnie ...
Jak doszło do tego zaniedbania? :shock:
Zatem zakładam i mówię od razu: uwielbiam kryminały Agathy Christie. Uwielbiam Herkulesa Piorot. Uwielbiam pannę Marple.
Sam życiorys Agathy Christie zasługuje na przeniesienie na ekran, takie ciekawe i bogate w zaskakujące wydarzenia miała życie.
Do jej książek wracam co jakiś czas i mam kilka ulubionych.
Wczoraj przeczytałam ponownie „Wczesne sprawy Poirota”. Są to krótkie opowiadania, których lektura dostarczyła mi zarówno rozrywki, jak i była bodźcem do zmobilizowania do pracy moich szarych komórek, w których moc i siłę tak wierzy Poirot.
Herkules Poirot to mój książkowy detektyw numer jeden. Bezapelacyjnie. Uwielbiam jego pedantyczność i systematyczność. Cenię jego elegancję i dbałość o wygląd i estetykę w każdym momencie. Nieodmiennie mnie to bawi. Bo przecież nie można się nie uśmiechnąć, czytając:
„Wyjął z kieszeni grzebyk oraz miniaturowe lusterko i przystąpił do odtwarzania symetrii wąsów, która została zaburzona podczas biegu na stację”
Lub:
„Jeżeli już musisz wpinać szpilkę w krawat, Hastings, niech chociaż będzie ona dokładnie na środku. Teraz masz ją co najmniej jakieś dwanaście milimetrów za daleko na prawo.”
Historie wymyślane przez Christie są niesamowicie spójne, logiczne i wciągające. Postaci przez nią kreowane barwne i wiarygodne. Postać Poirota i jego sposób dedukcji jest majstersztykiem literackim.
I na koniec: uwielbiam nawet jego zarozumiałość. Kiedyś słyszałam zdanie, że lepiej jest mieć trochę zbyt wysokie mniemanie o sobie, niż udawać fałszywą skromność. Coś w tym jest.
Co prawda, Poirot nie ma sobie równych, jeśli chodzi o poczucie własnej wartości. Słowo „skromność” raczej nie występuje w jego słowniku.
Najtrafniej zobaczyć to można w opowiadaniu pt. „Projekt okrętu podwodnego”:
„- Panie Poirot… przysięgam, że zrobię, co będę mógł. To może moja wada, a może zaleta, ale wierzę w siebie.
- Jak każdy wielki człowiek. Ja jestem taki sam – odrzekł zadowolony Poirot.”
I na koniec mam do Was pytanie.
Otóż w opowiadaniu „Przygoda Johnniego Waverly” jest mowa o „księżej dziurze” w starym domu, która to „księża dziura” jest niczym innym jak kryjówką znaną tylko mieszkańcom. Znacie takie określenie? Ja nie znam. Próbowałam coś wyszukać na ten temat, ale bez skutku. A może to jakieś dziwne, dosłowne tłumaczenie z angielskiego, tzw. kalka? Zna ktoś dobrze angielski, żeby mi to wyjaśnić?
Po polsku brzmi to dziwnie ...