(spośród poniższych zdjęć tylko jedno jest moje, resztę wygrzebałem w internecie, jak autor się podpisał to uwzględniłem to pod zdjęciem)
Niziurski, podobnie jak Nienacki często nie podawał nazw miejscowości w których toczyła się akcja jego książek. Próbowałem kiedyś przed laty ustalić, czy Niekłaj to fikcyjne miasteczko, czy rzeczywista miejscowość. Oprócz „Awantury w Niekłaju”, toczy się tam akcja całej serii moich ulubionych opowiadań – „Jutro klasówka”, „Nikodem czyli tajemnica gabinetu”, „Alarm na poddaszu”. Jedyna geograficzna wzmianka pada z ust kasjerki na stacji kolejowej, kiedy Piraci próbują kupić Bosmanowi bilet do Gdyni.
—Dzieciom nie sprzedajemy biletów nad morze i w góry – powiedziała kasjerka.
—Dlaczego?
—Takie jest zarządzenie… Sprzedaje się tylko do Końskich, do Skarżyska i do Opoczna – powiedziała kasjerka i zatrząsnęła okienko.

Skarżysko, Końskie i Opoczno leżą blisko siebie, a jedyne miasteczka znajdujące się w pobliżu, to Szydłowiec i Przysucha. Sprawdziłem jedno i drugie pod kątem podobieństwa do książkowego Niekłaja, ale żadnych nie znalazłem. Natomiast znalazłem takie podobieństwa w Końskich. Przede wszystkim jest tam duży park sąsiadujący ze starym zakładem przemysłowym.

Kto czytał, ten pamięta, że osią intrygi był dziki ogród, ogrodzony murem i strzeżony przez złośliwego stróża, o który to ogród rywalizowały ugrupowania Piratów, Kolonistów i Związku Zielonej Jaszczurki. Do ogrodu przylegał zakład przemysłu metalowego, infiltrowany przez szpiegów, którzy chcieli wykraść projekt jakiegoś wynalazku.
Na prawo wesołe, kolorowe bloki z dużymi oknami i balkonami. Podobne z góry do niedbale rozrzuconych klocków bloki, pełne dzieci, młodzieży, rówieśników. Naprzeciw stara i nowa fabryka, a po lewej stronie tajemniczy, niezbadany Ogród - wielki jak puszcza.

Park widoczny na zdjęciu, to Zespół Pałacowo-Parkowy w Końskich. Pałac przez kilkadziesiąt lat niszczał, odbudowano go dopiero po 1990 roku. W czasie kiedy toczy się akcja książki był ruinie, tak jak pałac wymieniony w „Awanturze”. I tak jak w książce, bezpośrednio przy parku położony jest duży zakład przemysłowy – Koneckie Zakłady Odlewnicze.
…fabryka przechodziła na inną produkcję, koło starej odlewni budowano nową fabrykę .W tym czasie w ruinach pałacu urządzono skład materiałów budowlanych i Ogród znów był strzeżony, nawet mur uzbrojono wtedy dodatkowo nowym drutem kolczastym.

Zakłady są bardzo stare, tu na zdjęciach z monografii wydanej na 120-lecie zakładów. Myślę, że takie zestawienie – zabytkowy rozległy park i duży zakład przemysłowy w centrum miasta, jest spotykane raczej rzadko, co moim zdaniem przemawia za tym, że Końskie to Niekłaj.
Istotną częścią książki jest czołg. Szpiedzy odkryli podziemny kanał łączący kiedyś pałac z fabryką, zawalony przez wrak niemieckiego czołgu, który ugrzązł tu w czasie wyzwalania miasta.
Poznał, że zbliża sie do Polany Ostów. Tak nazywali szerokie zbocze pagórka, z którego biło źródło dające początek strumieniowi i gdzie ugrzązł wrak rozbitego niemieckiego czołgu…
— Zaraz. . . coś mi chodzi po głowie. . . To przecież było pewnie tak. . . „tygrys”, uciekając z ogrodu, wjechał na wylot kanału. Wylot nie wytrzymał ciężaru i zawalił się. „Tygrys” ugrzązł i tu rozbiły go działa przeciwpancerne albo bomba. A może wylot nie załamał się pod czołgiem, ale został razem z czołgiem zbombardowany i wtedy dopiero sie zawalił?
Czołg też znalazłem, pierwszy raz przeczytałem o nim w kieleckiej gazecie na początku lat 90-tych, teraz w internecie jest więcej szczegółów. Został wydobyty z bagna, w wiosce leżącej 15 km od Końskich. I tu jest najlepsze: ta wioska nazywa się Niekłań !

Jest teraz wyeksponowany w Muzeum Orła Białego w Skarżysku Kamiennej. Niewiele z niego zostało, może kiedy oglądał go Niziurski było go więcej ?
Następna część moich poszukiwań dotyczyła „Księgi urwisów” z 1954 roku, książki w której grupa chłopców penetruje starą sztolnię, walcząc jednocześnie z dywersantami próbującymi zalać nowo powstająca kopalnię miedzi. Tu poszukiwania były łatwiejsze, bo od dawna wiadomo, że pierwowzorem książkowego Wilczkowa, jest Zajączków w gminie Chęciny, w świętokrzyskiem.

Między wioskami Zajączków a Miedzianka, znajduje się góra, również o nazwie Miedzianka, kryjąca w sobie sztolnie nieczynnej kopalni miedzi sprzed dwustu lat. Miejsce nie jest zamknięte, w internecie można znaleźć dużo relacji z penetrowania podziemnych chodników.

Wejście do Dzikiego Szybu, tu wpadła piłka, znaleziona w głębi kopalni dopiero pod koniec książki.
W pewnej chwili kopnięta przez któregoś piłka przeleciała nad głowami chłopców i poszybowała prosto w kierunku, gdzie czernił się otwór Dzikiego Szybu. Joniec i Miksa zastygli w przerażeniu. Potem rzucili się do szybu. Piłki ani śladu. Musiała stoczyć się w głąb… Otwór szybu zagradzały złomy skalne większe od chłopców. Pochlipując i dygocąc ze strachu, Miksa i Joniec przeleźli przez te głazy i zaczęli czołgać się w głąb jaskini. Natychmiast ogarnęła ich ciemność i cisza, wśród której słychać było wyraźnie monotonny szelest wody spływającej po ścianach.

Tu inne wejście do sztolni. Może to tu stała Stara Chałupa, w której przez piec wchodziło się do piwniczki kryjącej wejście do podziemi ?
Zobaczyli, że znajdują się w małej piwniczce wykutej w litej skale, mokrej, o dnie nierównym i spadzistym. ściekająca ze ścian woda spływała do kąta, gdzie znajdował się lejkowaty otwór, z którego przed chwilą wyszli. Zdawało im się, że kiedyś już coś podobnego widzieli. — Chłopcy — zawołał Wiktor — przecież to jest piwnica pod Starą Chałupą!
Chodniki wyglądają jak opisane w książce.

Są też pionowe szyby.
Pośrodku czerniał otwór wewnętrznego szybu, w który z szumem i hukiem wpadała struga wody… Gdzieś tutaj w pobliżu ma się znajdować podziemne jezioro. Wiktor zbliżył się do szybu i zajrzał, czy jest drabina. Była. W świetle latarki błyszczały złowrogo oślizgłe szczeble, wiodące gdzieś... zdawało się, w nie kończący się dół.

forum.outdoor.org.pl
Ten akurat naprawdę jest zalany, ale są też inne, suche, z resztkami drabin. O kopalni można poczytać tutaj http://www.sktj.pl/epimenides/inne/jwsznm_p.html . W czasie kiedy Niziurski pisał „Księgę urwisów”, podejmowano próby przemysłowego wydobycia miedzi, ale okazało się, że pokłady są wyczerpane. Zostały tylko ogromne hałdy. Byłem tam przed laty, w hałdach ciągle można znaleźć drobne kawałki niebieskiego azurytu i zielonego malachitu, które tworzyły żyły kruszcowe, opisane także w "Księdze urwisów".
Chodnik był bardzo obszerny, ale nierówny, pełen bocznych wyrw i zakamarków, jakby próbowano w kilku miejscach robić rozgałęzienia i zaniechano. - O, tu dawniej odchodziła robota! — mruknął Rudniok. — Widać, że gwarkowie szli za żyłami. Tu kiedyś musiało im się trafić całe gniazdo — pokazał na nieckowate wgłębienie w chodniku.

Ostatnia część inspiracji i kolejne miejsca, które można odwiedzić na kielecczyźnie w czasie ewentualnego zlotu, dotyczą książki „Klub włóczykijów”. Tu Niziurski nie ukrywał nazw i wiemy np. że jaskinia w której ukryty był skarb z Powstania Styczniowego, znajdowała się w kamieniołomie „Zygmuntówka”, na Czerwonej Górze, koło Chęcin. Nazwa pochodzi od Kolumny Zygmunta w Warszawie, którą wykuto z kamienia wydobytego właśnie w tym kamieniołomie. Kolumna znajduje się teraz obok Zamku Królewskiego w Warszawie.

Miałem kiedyś okazje odwiedzić ten kamieniołom, bo mój teść pracował w szpitalu położonym tuż obok. Kamieniołom jest od lat nieczynny, zamknięto go po odkryciu w 1964 roku Jaskini Raj, bo wybuchy zagrażały szacie naciekowej.

Czy w tym miejscu może być ukryta jaskinia ? Myślę że tak, a najlepiej świadczy o tym to zdjęcie ze strony geoportal.pgi.gov.pl, ilustrujące studnie krasowe, odsłonięte w ścianie kamieniołomu.

Przenosimy się teraz do serca Gór świętokrzyskich. Pod szczytem świętego Krzyża znajduje się gołoborze na którym miała być ukryta wskazówka prowadząca do skarbu.
„Synu, nie chciałbym, żeby tajemnica umarła ze mną, więc gdybym nagle rozstał się z tym światem, pojedź na górę świętego Krzyża. Gdy słońce lwa dogoni, jedź tam, gdzie czarownice krążą, przez gołoborze puste, kamienne. Stań w południe przy najniższym kamieniu i patrz na jarzębinę w lewo, a głowa cienia pokaże ci miejsce. Tam szukaj, a znajdziesz to, co ukryłem przed wzrokiem niepowołanych.”
Tekst okazał się być źle odczytany, ale gołoborze, na którym Wieńczysław Nieszczególny zranił się w nogę, jest imponujące.

W istocie butla z kolejna wskazówką była ukryta przy Diabelskim Kamieniu na górze Klonówce obok świętej Katarzyny, ale i tę przejął wcześniej rywal Włóczykijów – Roch.
Posługując się wręczonym narzędziem, Dionizy po dłuższych manipulacjach wyciągnął mozolnie przez szyjkę zwinięty dokument. Rozwinął go drżącą ręką i nagle twarz mu pobladła.
- A łotr! A drań spod ciemnej gwiazdy! - krzyknął oburzony.

I na koniec schronisko PTTK w świętej Katarzynie. To tutaj Nieszczególny wspinał się po dachu.
Wkrótce na dachu pojawił się Nieszczególny. Był wyraźnie spłoszony, bo na dole słychać było warkot motoru i jakieś podniecone głosy. Przez chwilę rozglądał się niezdecydowany, a potem rozwiązał gorączkowo plecak, wyciągnął z niego pękatą butlę i chował ją do otworu wentylacyjnego w kominie.
W tej samej chwili rozległ się milicyjny gwizdek.
- Obywatelu! - zawołał z dołu atletyczny milicjant.
- Słucham obywatela - powiedział grzecznie Nieszczególny.
- Co obywatel robi na dachu?
- Uprawiam ćwiczenia wysokogórskie.
- Tutaj?!
- Jadę właśnie w Tatry i po drodze zatrzymałem się tu, zwabiony urokiem Łysogór... A że muszę codziennie ćwiczyć, więc z braku innego obiektu wybrałem dach!

Gdybyśmy chcieli zorganizować zlot śladami Niziurskiego, byłoby to wspaniałe miejsce na bazę wypadową.



























































