Iryckiego zabawy z grafiką

Dział poświęcony twórczości własnej Forowiczów
Awatar użytkownika
irycki
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 2393
Rejestracja: 22 cze 2016, 12:05
Tytuł: Pan Motocyklik
Miejscowość: Legionowo
Podziękował;: 1 raz
Otrzymał podziękowań: 11 razy

Re: Iryckiego zabawy z grafiką

Post autor: irycki »

Na modzie to ja się nie znam. Możliwe że masz rację :), ale nie o to mi chodziło.
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Nie chcę pani schlebiać, ale jest pani uosobieniem przygody. Gdy patrzę na panią łowiącą ryby, pływającą po jeziorze, nie wyobrażam sobie, aby istniała bardziej romantyczna dziewczyna.
Fantomas
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 1811
Rejestracja: 30 lip 2018, 09:44
Podziękował;: 8 razy
Otrzymał podziękowań: 17 razy

Re: Iryckiego zabawy z grafiką

Post autor: Fantomas »

A naszyjnik Starków?
Awatar użytkownika
irycki
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 2393
Rejestracja: 22 cze 2016, 12:05
Tytuł: Pan Motocyklik
Miejscowość: Legionowo
Podziękował;: 1 raz
Otrzymał podziękowań: 11 razy

Re: Iryckiego zabawy z grafiką

Post autor: irycki »

Dobra. Myślę że starczy. Kto chciał pozgadywać to już zrobił  :)

Świadomie umieściłem na obrazku 7 elementów nie pasujących do całości. Znaleźliście oczywiście więcej, co było do przewidzenia :)
Oto moje. Można je roboczo podzielić na dwie grupy - anachronizmy i rzeczy „nie z tej bajki”. Choć formalnie te drugie też można traktować jako anachronizmy.

Grupa pierwsza:
  1. Tomasz trzyma w ręku plastikową butelkę PET. Jakby kogoś interesowało, jest to „Kropla Beskidu”;
  2. Karen ma zegarek kwarcowy z lat `80-tych;
  3. Karen ma na piersiach naszywkę z logiem zespołu Metallica także z lat `80-tych.

Grupa druga - „rzeczy nie z tej bajki”
  1. Tomasz ma na piersi medalion talizman wilka z „Wiedźmina” (niektórzy uznali to za medalion rodu Starków - też może być i też by nie pasowal, więc ok);
  2. Na ścianie na przeciwko widnieje logo Hogwartu - szkoły magii ze świata Harry`ego Pottera;
  3. Nad głową Karen znajduje się Białe Drzewo - herb Gondoru, państwa z tolkienowskiej sagi o Śródziemia;
  4. Na dwojakach znajdują się napisy Tengwarem - alfabetem elfów z w.w. uniwersum Tolkiena. W transkrypcji na alfabet angielski to „Masta” i „Nen”, co w języku quenya oznacza „Chleb” i „Woda”. Żeby się nie myliło, co gdzie trzymać ;)
Co do jeansów i glanów:
Generalnie to ja ni cholery nie znam się na modzie. I tak się trochę bałem że mi ktoś wypomni, że dajmy na to taki krój czapki to wszedł dopiero w marcu  `71-go :D. Nawet miałem zrobić odpowiednie zastrzeżenie, ale zapomniałem.

Niemniej wydaje mi się, że jeansy to co najmniej lata `50-te, więc Karen chyba mogła je nosić. Co do Tomasza - jakieś bazary, kupno od marynarzy - mam wrażenie że w tych czasach już w PRL-u jeans też dawało się dostać. Pomijam kwestię czy Tomasz chodziłby w jeansie, czy poszedłby do lochów w marynarce :P

Jeśli chodzi o glany, to nie wiem. W drugiej połowie lat `70-tych w glanach się chadzało, choć wojskowe glany były trudne do zdobycia. Nawet w czarnych, były dużo trudniejsze do zdobycia (milicyjne, brązowe to były wojskowe) ale były. Czy dekadę wcześniej ktoś chodził w glanach, nie mam pojęcia. Ale Tomasz jako ORMOwiec mógł mieć jakiś przydział z magazynów milicyjnych :).
 
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Nie chcę pani schlebiać, ale jest pani uosobieniem przygody. Gdy patrzę na panią łowiącą ryby, pływającą po jeziorze, nie wyobrażam sobie, aby istniała bardziej romantyczna dziewczyna.
Awatar użytkownika
VdL
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 4425
Rejestracja: 29 maja 2014, 23:05
Miejscowość: dokąd
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 40 razy
Otrzymał podziękowań: 22 razy

Re: Iryckiego zabawy z grafiką

Post autor: VdL »

irycki pisze: 18 wrz 2021, 09:19  trudne do zdobycia (milicyjne, brązowe to były wojskowe) ale były. Czy dekadę wcześniej ktoś chodził w glanach, nie mam pojęcia. 

 
Tu nawet nie chodzi o to czy były trudne do zdobycia. Posiadanie na sobie umundurowania,było i chyba do tej pory jest zabronione. Sprzęt tego typu jak Moro czy buty , nie można było kupić bez książeczki wojskowej czy milicyjnej. Tomasz oczywiście mógł je posiadać.
Chodziłem w Moro, ale miałem model już wycofany ze służby, więc miałem spokój.
 
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 5484
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 20 razy
Otrzymał podziękowań: 18 razy
Kontakt:

Re: Iryckiego zabawy z grafiką

Post autor: PawelK »

VdL pisze: 19 wrz 2021, 13:30 Sprzęt tego typu jak Moro czy buty , nie można było kupić bez książeczki wojskowej czy milicyjnej.

 
 Tak się tworzy mity.
a. książeczkę wojskową posiada każdy mężczyzna, który ukończył 18 lat i był na tzw. komisji wojskowej.
b. posiadając stosowne uprawnienia można było kupić w specjalnych sklepach ale...
c. poza sklepami (czyt. na bazarze albo od żołnierzy) można było kupić mając stosowne uprawnienia w postaci odpowiedniej ilości środków. To samo dotyczyło bardzo popularnych pasów skórzanych, raportówek i plecaków.
VdL pisze: 19 wrz 2021, 13:30 Chodziłem w Moro, ale miałem model już wycofany ze służby, więc miałem spokój.

 
 Milicjanci raczej nie byli fachowcami w dziedzinie aktualności i historii umundurowania i jeśli by chcieli się przyczepić i skonfiskować to by to zrobili.

BTW, te same elementy umundurowania (moro, pasy, buty) można było kupić bez uprawnień w sklepach ze sprzętem strażackim, wizualnie, dla laików nie różniły się niczym.
Za oknem skoro świt Kilimandżaro...
Awatar użytkownika
VdL
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 4425
Rejestracja: 29 maja 2014, 23:05
Miejscowość: dokąd
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 40 razy
Otrzymał podziękowań: 22 razy

Re: Iryckiego zabawy z grafiką

Post autor: VdL »

Strażacy mieli inna grafikę i krój.

Nie o tę książeczkę chodzi. Każdy zawodowy żołnierz miał legitymację wojskową. Legitymował się nią wtedy kiedy np. kontrolowani byli przez wsw lub milicję. 
milicjant nie mógł np. wystawić mandatu żołnierzowi .
Właśnie na podstawie tej legitymacji mógł zamówić mundur, raportowke , czy buty.
 
 
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 5484
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 20 razy
Otrzymał podziękowań: 18 razy
Kontakt:

Re: Iryckiego zabawy z grafiką

Post autor: PawelK »

VdL pisze: 19 wrz 2021, 18:32 Nie o tę książeczkę chodzi.

 
 Napisałeś "książeczkę wojskową", nie znam "drugiej" książeczki. Pewnie funkcjonariusze mieli legitymacje służbowe ale to nie były książeczki wojskowe.
Za oknem skoro świt Kilimandżaro...
Awatar użytkownika
irycki
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 2393
Rejestracja: 22 cze 2016, 12:05
Tytuł: Pan Motocyklik
Miejscowość: Legionowo
Podziękował;: 1 raz
Otrzymał podziękowań: 11 razy

Re: Iryckiego zabawy z grafiką

Post autor: irycki »

A gdyby kogoś interesowało, jak takie zabawy w fotoszopki wyglądają „od kuchni”, to:
- bazą dla postaci Karenki była fotka nr.1. Dodatkowo użyte są fragmenty kilkunastu innych zdjęć i kilka warstw pomocniczych z cieniowaniem, uzupełnianiem ubytków itp. Całość postaci to w projekcie 26 warstw.
- bazą dla Tomasza były fotki nr. 2 (kurtka) i nr. 3 (spodnie,. Koszula z jeszcze innego zdjęcia, ale już zgubiłem oryginał. Plus zdjęcia pomocnicze. Cały Tomasz to 18 warstw (z tego wniosek, że kobiety są bardziej skomplikowane :D ).
- W roli lochów w Kortumowie wystąpiły gościnnie podziemia zamku w Lidzbarku Warmińskim, głównie fotka nr. 4 (przy tej środkowej kolumnie siedzi Tomasz). Musiałem dobudować ścianę :D. Cienie zrobiłem sam.
 
 
 
Załączniki
k1.jpg
k2.jpg
k3.jpg
k4.JPG
Za ten post autor irycki otrzymał podziękowanie:
VdL (21 wrz 2021, 20:16)
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Nie chcę pani schlebiać, ale jest pani uosobieniem przygody. Gdy patrzę na panią łowiącą ryby, pływającą po jeziorze, nie wyobrażam sobie, aby istniała bardziej romantyczna dziewczyna.
Awatar użytkownika
VdL
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 4425
Rejestracja: 29 maja 2014, 23:05
Miejscowość: dokąd
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 40 razy
Otrzymał podziękowań: 22 razy

Re: Iryckiego zabawy z grafiką

Post autor: VdL »

Super
Awatar użytkownika
irycki
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 2393
Rejestracja: 22 cze 2016, 12:05
Tytuł: Pan Motocyklik
Miejscowość: Legionowo
Podziękował;: 1 raz
Otrzymał podziękowań: 11 razy

Re: Iryckiego zabawy z grafiką

Post autor: irycki »

A może Nienacki nie napisał nam całej prawdy? Może to było tak:




Powoli, krok za krokiem, szedłem wraz z Karen podziemnym chodnikiem. Było chłodno i w powietrzu unosiła się para wodna z naszych oddechów. Co kilka metrów stawaliśmy i starannie omiataliśmy światłem latarek ściany i podłogę, szukając podejrzanych szczelin lub zmiany w kolorze cegieł czy spoin. Nie mogliśmy pozwolić sobie na najmniejszy błąd. Oboje wpadliśmy już wcześniej w pułapkę templariuszy, ale wtedy każde z nas mogło liczyć na ratunek. Ja - bo wiedziałem, że po dziesięciu godzinach moi młodzi przyjaciele podniosą alarm. Z kolei Karen mogła mieć nadzieję, że nawet jeśli Kozłowski przepadł w lochach, ja domyślę się, co się z nią stało. Znałem przecież wejście przez chrzcielnicę.
 
Tym razem nikt by nas nie wyratował, bo nikt nie wiedział, gdzie jesteśmy. Kapitan Petersen, przygotowujący się do poszukiwań zatopionej niemieckiej łodzi podwodnej, był przekonany, że córka przebywa w Paryżu i szykuje się do kolejnego roku akademickiego. Moim młodym przyjaciołom powiedziałem, że będę zajęty pisaniem bardzo nudnych recenzji sztuk teatralnych i nie należy mi przeszkadzać. A koledzy i przełożeni byli pewni, że spędzam z przyjaciółmi czas na Mazurach, żeglując na wypożyczonej omedze. A my tymczasem szliśmy coraz dalej w głąb lochów.

Wczoraj w południe odebrałem Karen na warszawskim lotnisku Okęcie. Wcześniej, przed jej wyjazdem do Danii, udało mi się z nią przez chwilę porozmawiać na osobności. Błysk w oczach dziewczyny powiedział mi, że aprobuje moją propozycję. Parę dni później dostałem telegram z Paryża, podający termin jej powrotu do Polski. Dwa tygodnie, które musiałem odczekać, dłużyły mi się jak nigdy.

Od razu po jej przylocie wsiedliśmy do wehikułu i ruszyliśmy na północ. Przed wieczorem byliśmy już w Kortumowie. Rozstawiliśmy namiot na miejscu mojego niedawnego obozowiska. A potem długo siedzieliśmy przy ognisku, rozmawiając o templariuszach i ich legendarnych bogactwach.

Templariusze zabezpieczyli skarby na wiele sposobów. Zapadnie czy tajne komnaty to tylko jeden z nich. Kto pokonał te niebezpieczeństwa, wpadał w drugą pułapkę. Był nią niewielki skarb, podrzucony tylko po to, by zaspokoić chciwość naiwnego poszukiwacza, gdy tymczasem prawdziwy depozyt dalej czekał gdzieś na prawowitego właściciela. By go odnaleźć, trzeba było nie tylko ominąć pułapki, nie tylko prawidłowo odczytać pozostawione znaki, ale także wykazać się nieszablonowym myśleniem. To był właśnie klucz do sukcesu i tego mi zabrakło ostatnim razem.

Najpierw oboje z Karen daliśmy się zwieść i poszliśmy górnym korytarzem, mimo iż znak wyraźnie głosił „dziewięć metrów”, a górny korytarz był na głębokości zaledwie sześciu. Potem ja - pozornie zgodnie ze wskazówkami - zjechałem na dziewięć metrów, gdzie znalazłem kolejny korytarz. Ale i to był błędny trop. Żeby odnaleźć depozyt, należało powędrować jednak górnym chodnikiem! Dziewięć metrów? Ale kto powiedział, że w linii prostej? A może sześć metrów w głąb studni i trzy od wylotu korytarza?

Tu, wmurowany w ścianę, tkwił w pozycji pionowej ogromny głaz narzutowy, wyższy od człowieka. I ja, i Karen minęliśmy go w drodze do komnaty-pułapki, nie poświęcając mu więcej niż jedno spojrzenie. Dzisiaj zatrzymaliśmy się właśnie przy nim i zbadaliśmy go dokładnie. Między kamieniem a cegłami widniała szczelina. Mogła powstać w naturalny sposób, gdy ceglany mur osiadał. Ale w jednym miejscu była podejrzanie szeroka. Ostrze mojej finki szczęknęło metalicznie, gdy je tam wepchnąłem. Gmerając nim na oślep, namacałem coś w rodzaju zapadki. Uniosłem ją i naparłem z całej siły na kamień. Obrócił się niespodziewanie lekko, jak na zawiasach. Okazało się, że nie był to lity głaz, a tylko stosunkowo cienka, kamienna płyta. Za nią niezliczone stopnie prowadziły w dół, na poziom dolnego korytarza, a może jeszcze głębiej.

I oto szliśmy powoli przed siebie. Chodnik co kilka metrów zmieniał nieco kierunek. Próbowałem szkicować jego przebieg, ale szybko straciłem orientację. Po jakimś czasie nie wiedziałem nawet, czy zbliżamy się do jeziora, czy idziemy w przeciwną stronę. Busola, choć powinna działać pod ziemią, zupełnie oszalała. 

Za kolejnym zakrętem oboje przystanęliśmy. Dalej nie dało się pójść, korytarz kończył się ślepą ścianą. Wymieniliśmy zawiedzone spojrzenia. 


- Następna porażka? - westchnąłem ciężko. - Może to jeszcze jeden poziom zabezpieczeń dla jeszcze bardziej dociekliwych poszukiwaczy? Może jednak źle zinterpretowaliśmy znaczenie znaku „dziewięć metrów”? Albo też po prostu nie ukończono budowy tego korytarza i prowadzi on donikąd? Nie możemy przecież zapominać, że Cor Tuum zostało porzucone. Może skarb ostatecznie ukryto gdzie indziej?

Karen zmrużyła oczy.

- Zbyt łatwo traci pan ducha, mister Samochodzik. Może nie jest tak źle. Proszę się przyjrzeć tej ścianie! 

Posłusznie spojrzałem na mur, ale nie zauważyłem nic szczególnego. Ot, ściana z gotyckich cegieł, wzniesiona na podwalinie z wielkich otoczaków. 

- Ściana jak ściana - mruknąłem.

„Ściana jak ściana” - przedrzeźniała mnie Karen. - Ale może jednak dostrzeże pan, że wymurowano ją innym rodzajem cegieł, niż ściany boczne? Albo to, że nie jest z nimi przewiązana, co najprawdopodobniej oznacza, że postawiono ją, gdy korytarz był już gotowy?

- Rzeczywiście - wyszeptałem.

Z podziwem spojrzałem na Karen. Przypomniałem sobie, jak szybko odnalazła wejście do lochów w kortumowskim kościele, łącząc ze sobą pozornie odległe fakty. Naprawdę, to była najbardziej spostrzegawcza dziewczyna, jaką kiedykolwiek poznałem!

Zrzuciłem plecak z ramion i wyciągnąłem z niego mały geologiczny młoteczek. Przyłożyłem ucho do ślepej ściany i mocno w nią uderzyłem. Dźwięk, który usłyszałem, był czysty i głęboki. Dla pewności zrobiłem to samo z boczną ścianą. Tym razem dźwięk młotka był głuchy, stłumiony przez warstwy ziemi napierające po drugiej stronie na mur.

- Karen przyglądała mi się z napięciem.

- Za tą ścianą jest wolna przestrzeń - oznajmiłem. - A sama ściana jest dość cienka, prawdopodobnie na jedną warstwę cegieł.

Z nową energią kucnąłem przy plecaku i zacząłem odplątywać przytroczony do niego oskard. Ale gdy wstałem, Karen dalej stała nieruchomo w tym samym miejscu, marszcząc brwi, jakby nad czymś głęboko myślała.

- Niech się pan jeszcze wstrzyma z kuciem. Jedna rzecz mi się nie podoba.

- Jaka?

- Brakuje znaków. Jeśli tu jest skarb, powinien być przecież mówiący o tym znak! Dlaczego templariusze nie oznaczyli tego miejsca?

Roześmiałem się.

- Pani naprawdę uważa, że templariusze nie mieli nic lepszego do roboty, tylko wszędzie stawiać te swoje znaki?

Karen tupnęła nogą.

- Proszę zacząć myśleć logicznie! - zbeształa mnie. - Przywódcy templariuszy, oddając skarb w depozyt, mieli przecież nadzieję, że ktoś kiedyś zgłosi się po ich odbiór. Ale gdzie ów ktoś miałby ich szukać? Wskazówka na krzyżu mówiła jedynie o Cor Tuum. Ale Cor Tuum miało być potężnym zamczyskiem, takim jakim ostatecznie stał się Malbork. Proszę sobie wyobrazić, że szuka pan na oślep skarbu w Malborku. Życia by panu nie starczyło! Dlatego właśnie templariusze stawiali znaki. Niewiele o nich wiemy, a znaczenie niektórych z nich nie jest pewne. Przede wszystkim jednak, podejrzewamy, że znaczenie to mogło zależeć od kontekstu. Innymi słowy, co innego mówił znak umieszczony na przykład nad portalem, a co innego ten sam znak  wyryty w rogu pomieszczenia. Templariusza, który znał dobrze symbolikę, znaki prowadziły od jednego do drugiego jak po sznurku. Prowadziły do studni. Ale co dalej? Mamy tutaj kilkaset metrów korytarzy! Nie sposób kuć ścian metr po metrze. Dlatego w lochach też powinny być znaki, wskazujące na drogę do skarbu. A w chodniku, którym szliśmy, nie było żadnego. Żadnego! - powtórzyła ze złością.

- Może brak znaków też jest znakiem - powiedziałem zamyślony.

Dziewczyna uśmiechnęła się ironicznie.

- Bardzo ładny bon mot.  Tylko do niczego nas nie prowadzi. Możemy oczywiście zrobić dziurę w tej ścianie. A co, jeśli to jest kolejna pułapka? Mur, który aż „prosi się”, żeby go rozebrać. A wtedy może zaleje nas woda albo zawali się gdzieś korytarz, którym przyszliśmy? Templariusz, widząc, że nie ma znaków, wiedziałby, jak to rozumieć. My nie wiemy. Nie potrafimy myśleć tak jak oni.

To mówiąc, cały czas wodziła wzrokiem po ścianach. Ja też poszedłem jej śladem. Przez dłuższy czas badaliśmy pomieszczenie w całkowitej ciszy.

Nagle światło mojej latarki znieruchomiało, skupione na kamieniu w podwalinie muru. Zamrugałem, żeby się upewnić, że wzrok mnie nie myli.

- A ja jednak sądzę, że skarb jest za tą ścianą - powiedziałem cicho. - I gotów jestem zaryzykować. A jeśli pani się obawia, odprowadzę panią do studni i poczekam, aż wyjdzie pani na powierzchnię.

Karen zmarszczyła brwi i przyjrzała mi się uważnie.

- Na jakiej podstawie pan tak uważa?

Podążyła wzrokiem za promieniem mojej latarki i przykucnęła przy kamieniu.

- Zaraz… tu jest coś wyryte! Ale to nie są przecież znaki templariuszy. To litery, układające się w kwadrat… ta pierwsza to chyba „S”, tylko wykuta odwrotnie. „S”, „A”, „T”… - zaczęła odczytywać, wodząc palcem po kamieniu.

- SATOR AREPO TENET OPERA ROTAS - wyrecytowałem powoli.

- Skąd pan wie? I co to znaczy? - spytała niecierpliwie dziewczyna.

Przyklęknąłem przy kamieniu. 

- To jeden z najsłynniejszych literowych kwadratów magicznych. Proszę spojrzeć: zaczynając od lewego górnego rogu, możemy czytać albo poziomo, wierszami, albo pionowo, kolumnami, i odczytamy to samo. Tak samo będzie, jeśli zaczniemy czytać wspak od prawego dolnego rogu, bo tekst jest palindromem. Niektórzy sądzą z kolei, że być może należy go jednak czytać z prawej do lewej, jak w alfabecie hebrajskim, czyli od prawego górnego rogu, co da następujący tekst: ROTAS OPERA TENET AREPO SATOR, który także jest palindromem.

- Ale w jaki sposób te słowa prowadzą nas do skarbu?

- Same słowa raczej w żaden - powiedziałem, prostując się. - O ile pamiętam, dosłownie znaczą coś w rodzaju „Siewca Arepo z trudem wstrzymuje koła”. Dużo sensu w tym nie ma, choć niektórzy dopatrują się symboliki także tutaj. Ale to nie o słowa chodzi. Średniowiecze fascynowało się kwadratami magicznymi, a ten miał mieć wyjątkową moc. Niektórzy przypisują mu też znaczenie kabalistyczne. A przecież wiemy, że Templariusze byli podejrzewani o zainteresowanie  czarną magią i kabałą. Moim zdaniem, niebezpodstawnie. 

Wziąłem głęboki oddech i dokończyłem uroczyście:

- Jeśli więc wyryli tutaj ten napis, to według mnie zrobili to tylko w jednym celu: aby jego potężna magia ochroniła złożony za nim skarb przed dostępem osób niepowołanych.

Karen poderwała się na równe nogi i stanęła tuż przede mną. Jej usta znalazły się o kilka centymetrów od moich. Ogromne, zielone oczy płonęły.

- Ale my nie boimy się magii, mister Samochodzik! - wyszeptała. - Nie zatrzyma nas ona. Więc rozwalmy tę ścianę!



A co stało się dalej, można zobaczyć na załączonym obrazku :)
 
 
Załączniki
kortumowolochy2.jpg
Za ten post autor irycki otrzymał podziękowanie:
TomaszL (30 wrz 2021, 19:43)
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Nie chcę pani schlebiać, ale jest pani uosobieniem przygody. Gdy patrzę na panią łowiącą ryby, pływającą po jeziorze, nie wyobrażam sobie, aby istniała bardziej romantyczna dziewczyna.
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 7895
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 7 razy
Otrzymał podziękowań: 23 razy

Re: Iryckiego zabawy z grafiką

Post autor: TomaszK »

Jaka ona drapieżna, ta Karen   ;-)
 
 
Awatar użytkownika
TomaszL
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 953
Rejestracja: 14 lip 2016, 10:19
Miejscowość: wielkopolskie
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 15 razy
Otrzymał podziękowań: 12 razy

Re: Iryckiego zabawy z grafiką

Post autor: TomaszL »

Irycki - ja poproszę o więcej. To jest lepsze od seriali na Netflixie.
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
irycki
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 2393
Rejestracja: 22 cze 2016, 12:05
Tytuł: Pan Motocyklik
Miejscowość: Legionowo
Podziękował;: 1 raz
Otrzymał podziękowań: 11 razy

Re: Iryckiego zabawy z grafiką

Post autor: irycki »

A na marginesie, wymieniony w tekście kwadrat magiczny da się odszukać na obrazku :)
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Nie chcę pani schlebiać, ale jest pani uosobieniem przygody. Gdy patrzę na panią łowiącą ryby, pływającą po jeziorze, nie wyobrażam sobie, aby istniała bardziej romantyczna dziewczyna.
Awatar użytkownika
Yvonne
Moderator
Moderator
Posty: 12336
Rejestracja: 09 lip 2013, 16:01
Miejscowość: Bydgoszcz
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 2 razy
Otrzymał podziękowań: 17 razy

Re: Iryckiego zabawy z grafiką

Post autor: Yvonne »

Dopiero miałam chwilę, żeby przeczytać spokojnie to, co napisałeś, Irycki.
Powiem tak: jeszcze nigdy nie przeczytałam żadnej kontynuacji.
Ale jeśli wpadnie ci kiedyś do głowy, żeby jakąś napisać, to przeczytam!
To jest świetne! :)
Awatar użytkownika
VdL
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 4425
Rejestracja: 29 maja 2014, 23:05
Miejscowość: dokąd
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 40 razy
Otrzymał podziękowań: 22 razy

Re: Iryckiego zabawy z grafiką

Post autor: VdL »

A co stało się dalej, można zobaczyć na załączonym obrazku :)
 
 
 
Dalej, to na pewno zgasło światło. ;)

Dobre, masz tego więcej? 
Awatar użytkownika
johny
Moderator
Moderator
Posty: 10664
Rejestracja: 09 lip 2013, 14:30
Miejscowość: Łódź
Podziękował;: 7 razy
Otrzymał podziękowań: 14 razy

Re: Iryckiego zabawy z grafiką

Post autor: johny »

Świetne!!! Brawo!
Stop PLANDEMII COVID-1984
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
ODPOWIEDZ

Wróć do „Twórczość własna”