W poszukiwaniu Sowiego Zakątku
: 26 sie 2013, 15:20
Wakacje się kończą dlatego musiałem udać się na Podlasie po mego starszego syna, który wcale nie miał zamiaru wracać do Łodzi. Ale po co jechać najkrótszą drogą do domu, no poco! Przecież można przejechać jeszcze przez Mazury, tak ukochaną przeze mnie krainę i zobaczyć co nieco! W niedzielny poranek wsiedliśmy zatem w auto i zamiast w stronę domu skierowaliśmy się do Pisza.
Czytam ostatnio Dzieci Jerominów i wiem, że akcja książki w znacznym stopniu koncentruje się właśnie w tym miasteczku. Niedaleko też stamtąd do mitycznego dla mnie, nieistniejącego już Sowirogu. Nieopodal są również umocnienia niemieckiej pozycji piskiej także czego chcieć więcej...
Po ok 2 jazdy godzinach jazdy zaparkowaliśmy samochód w centrum Pisza. Od razu uwagę moją zwrócił niemalże centralnie położony średniowieczny kościół.

Akurat trwało nabożeństwo także nie mieliśmy okazji zwiedzić go wewnątrz.
Po drugiej stronie ulicy znajduje się centralny plac Pisza wraz z ratuszem, w którym mają siedzibę władze miejskie, prokuratura powiatowa i Muzeum Ziemi Piskiej.
Ratusz został wybudowany w 1900 roku z kontrybucji jaką Francuzi zapłacili Prusom w wyniku przegranej wojny lat 1870 - 1871.
Aktualnie trwa w nim remont. Od tyłu natomiast wygląda on tak.

W tej części znajduje się muzeum, o którym wspominałem wyżej i biblioteka miejska.
Muzeum jest nadzwyczaj skromne i koncentruje się na historii Pisza z początku XX wieku i tuż po zakończeniu XX w.ś.
Mnie osobiście zainteresowały eksponaty w postaci polskojęzycznych gazet z lat 20. i 30. To dowód na to, że mimo silnej niemieckiej obecności zachowała się tam polska kultura i język.


Pisz muszę powiedzieć urzekł mnie.


Wyobrażałem sobie, jak po tych właśnie pięknych uliczkach spaceruje Jons Jeromin - główny bohater powieści Wiecherta - szukając swego miejsca w życiu...
Po zjedzeniu obiadu w miejscowej restauracji udaliśmy się zwiedzać położone tuż przy wylocie z miasta schrony.
Dojazd jest dobrze oznakowany także nie mieliśmy większych problemów z dotarciem na miejsce. Cóż za zaskoczenie na miejscu! Pierwszy na trasie historycznej schron jest w doskonałym stanie! Dzięki inwencji, pomysłowości i upartości dwóch panów został zrekonstruowany w stanie takim jakim był podczas wojny!

W środku wszystko czego dusza - prawdziwego fana militariów - zapragnie! Broń, odznaki, umundurowanie, hełmy. Nie omieszkałem zainscenizować sceny, w której odbieram informację o zbliżających się siłach nieprzyjaciela!

Widać, że alarm był niespodziewany bo zdążyłem nałożyć tylko mundur i hełm!
Na wszelki wypadek trzeba było przygotować się na każdą ewentualność i wziąć do ręki MG -34
Po odwołaniu alarmu można było udać się na dalszy odpoczynek.
Takich bunkrów w bliskiej odległości jest kilka

Trwają starania aby rozszerzyć skansen o kolejne obiekty, które na razie oglądać można tylko z zewnątrz.
Przy odjeździe zapytałem sympatycznego pana o Sowiróg. Nie ukrywam Dzieci Jerominów mocno zawładnęły moją głową i bardzo chciałbym dotrzeć do tego miejsca! uzyskałem informację, że bez dokładnej mapy będzie to bardzo trudne a ponadto sporo trzeba iść pieszo. Na to niestety nie było już czasu dlatego stwierdziłem, że taką eskapadę odłożę na przyszły rok.
Pożegnaliśmy Pisz...
... i ruszyliśmy w stronę domu kierując się na Ruciane- Nida.
i oto nagle przy wjeździe do Rucianego strzałka ----> Sowiróg 9 km!!! Nie mogłem przepuścić takiej okazji! Skręciłem w boczną drogę.
Tu od razu wyłonił się widok na cudowne Jezioro Nidzkie


Absolutnie zgadzam się ze zbychowcem, że żadne zdjęcie nie potrafi oddać piękna tej krainy. Nie wiem co, ale jest coś magicznego w tych lasach, w tej tafli wody, coś co sprawia, że wszelkie troski i zmartwienia odchodzą na bok a najgorszą z perspektyw jest perspektywa powrotu do miejskiego zgiełku...
Nie chciało się opuszczać tego miejsca ale Sowiróg przecież czekał...
Droga do niego prowadziła prosto przez las...

Przy końcu asfaltu zaparkowaliśmy auto i dalej udaliśmy się pieszo. Drogowskazy pokazywały jasno


Na końcu drogi okazało się, że tenże Sowiróg to po prostu nazwa niewielkiego pola namiotowego zresztą nieczynnego już... Nie zdziwiło mnie to zbytnio bo wiem, w którą stronę jechaliśmy. Miałem po prostu cichą nadzieję, że a nóż jest jakaś leśna dróżka, która nas tam zaprowadzi. Analiza mapy pokazała jednak, że mimo wszystko byłem bardzo, bardzo niedaleko, myślę, że gdybym dalej szedł lasem udało by mi się dotrzeć do miejsca, którego szukałem.
Nie bez przyczyny tą malutką leśną polankę nazwano Sowiróg.
Rzut oka na jezioro i trzeba było wracać.

Cóż moje poszukiwania zakończyły się fiaskiem ale przecież ponoć cała zabawa polega na tym aby gonić króliczka a nie go złapać
Może w przyszłym roku uda mi się znaleźć to czego bezskutecznie szukałem z którymś/którąś z Was drogi/droga forowiczu/forowiczko??? Zobaczymy! Wiem, że ja tam na pewno wrócę.
Z Rucianego pojechaliśmy już prosto do domu. W Ciechanowie chciałem jeszcze zwiedzić zamek.

Mieliśmy jednak pecha, bo na miejscu byliśmy o 18.05 a zamek zamknięto o 18.
Po wspaniale spędzonym dniu o 21 wjechaliśmy do miejskiej dżungli, w której ciężko odnaleźć się po takich wrażeniach jakie przeżyłem wcześniej...
Czytam ostatnio Dzieci Jerominów i wiem, że akcja książki w znacznym stopniu koncentruje się właśnie w tym miasteczku. Niedaleko też stamtąd do mitycznego dla mnie, nieistniejącego już Sowirogu. Nieopodal są również umocnienia niemieckiej pozycji piskiej także czego chcieć więcej...
Po ok 2 jazdy godzinach jazdy zaparkowaliśmy samochód w centrum Pisza. Od razu uwagę moją zwrócił niemalże centralnie położony średniowieczny kościół.

Akurat trwało nabożeństwo także nie mieliśmy okazji zwiedzić go wewnątrz.
Po drugiej stronie ulicy znajduje się centralny plac Pisza wraz z ratuszem, w którym mają siedzibę władze miejskie, prokuratura powiatowa i Muzeum Ziemi Piskiej.
Ratusz został wybudowany w 1900 roku z kontrybucji jaką Francuzi zapłacili Prusom w wyniku przegranej wojny lat 1870 - 1871.
Aktualnie trwa w nim remont. Od tyłu natomiast wygląda on tak.

W tej części znajduje się muzeum, o którym wspominałem wyżej i biblioteka miejska.
Muzeum jest nadzwyczaj skromne i koncentruje się na historii Pisza z początku XX wieku i tuż po zakończeniu XX w.ś.
Mnie osobiście zainteresowały eksponaty w postaci polskojęzycznych gazet z lat 20. i 30. To dowód na to, że mimo silnej niemieckiej obecności zachowała się tam polska kultura i język.


Pisz muszę powiedzieć urzekł mnie.


Wyobrażałem sobie, jak po tych właśnie pięknych uliczkach spaceruje Jons Jeromin - główny bohater powieści Wiecherta - szukając swego miejsca w życiu...
Po zjedzeniu obiadu w miejscowej restauracji udaliśmy się zwiedzać położone tuż przy wylocie z miasta schrony.
Dojazd jest dobrze oznakowany także nie mieliśmy większych problemów z dotarciem na miejsce. Cóż za zaskoczenie na miejscu! Pierwszy na trasie historycznej schron jest w doskonałym stanie! Dzięki inwencji, pomysłowości i upartości dwóch panów został zrekonstruowany w stanie takim jakim był podczas wojny!

W środku wszystko czego dusza - prawdziwego fana militariów - zapragnie! Broń, odznaki, umundurowanie, hełmy. Nie omieszkałem zainscenizować sceny, w której odbieram informację o zbliżających się siłach nieprzyjaciela!

Widać, że alarm był niespodziewany bo zdążyłem nałożyć tylko mundur i hełm!
Na wszelki wypadek trzeba było przygotować się na każdą ewentualność i wziąć do ręki MG -34
Po odwołaniu alarmu można było udać się na dalszy odpoczynek.
Takich bunkrów w bliskiej odległości jest kilka

Trwają starania aby rozszerzyć skansen o kolejne obiekty, które na razie oglądać można tylko z zewnątrz.
Przy odjeździe zapytałem sympatycznego pana o Sowiróg. Nie ukrywam Dzieci Jerominów mocno zawładnęły moją głową i bardzo chciałbym dotrzeć do tego miejsca! uzyskałem informację, że bez dokładnej mapy będzie to bardzo trudne a ponadto sporo trzeba iść pieszo. Na to niestety nie było już czasu dlatego stwierdziłem, że taką eskapadę odłożę na przyszły rok.
Pożegnaliśmy Pisz...
... i ruszyliśmy w stronę domu kierując się na Ruciane- Nida.
i oto nagle przy wjeździe do Rucianego strzałka ----> Sowiróg 9 km!!! Nie mogłem przepuścić takiej okazji! Skręciłem w boczną drogę.
Tu od razu wyłonił się widok na cudowne Jezioro Nidzkie


Absolutnie zgadzam się ze zbychowcem, że żadne zdjęcie nie potrafi oddać piękna tej krainy. Nie wiem co, ale jest coś magicznego w tych lasach, w tej tafli wody, coś co sprawia, że wszelkie troski i zmartwienia odchodzą na bok a najgorszą z perspektyw jest perspektywa powrotu do miejskiego zgiełku...
Nie chciało się opuszczać tego miejsca ale Sowiróg przecież czekał...
Droga do niego prowadziła prosto przez las...

Przy końcu asfaltu zaparkowaliśmy auto i dalej udaliśmy się pieszo. Drogowskazy pokazywały jasno


Na końcu drogi okazało się, że tenże Sowiróg to po prostu nazwa niewielkiego pola namiotowego zresztą nieczynnego już... Nie zdziwiło mnie to zbytnio bo wiem, w którą stronę jechaliśmy. Miałem po prostu cichą nadzieję, że a nóż jest jakaś leśna dróżka, która nas tam zaprowadzi. Analiza mapy pokazała jednak, że mimo wszystko byłem bardzo, bardzo niedaleko, myślę, że gdybym dalej szedł lasem udało by mi się dotrzeć do miejsca, którego szukałem.
Nie bez przyczyny tą malutką leśną polankę nazwano Sowiróg.
Rzut oka na jezioro i trzeba było wracać.

Cóż moje poszukiwania zakończyły się fiaskiem ale przecież ponoć cała zabawa polega na tym aby gonić króliczka a nie go złapać
Może w przyszłym roku uda mi się znaleźć to czego bezskutecznie szukałem z którymś/którąś z Was drogi/droga forowiczu/forowiczko??? Zobaczymy! Wiem, że ja tam na pewno wrócę.
Z Rucianego pojechaliśmy już prosto do domu. W Ciechanowie chciałem jeszcze zwiedzić zamek.

Mieliśmy jednak pecha, bo na miejscu byliśmy o 18.05 a zamek zamknięto o 18.
Po wspaniale spędzonym dniu o 21 wjechaliśmy do miejskiej dżungli, w której ciężko odnaleźć się po takich wrażeniach jakie przeżyłem wcześniej...

