TomaszK pisze:Brunhilda pisze:I żółw. Chyba spreparowany bo w tej szklanej gablocie był dehumidifier czy coś takiego.
W Wikipedii znalazłem, że to chyba ostatni okaz żółwia, który występował w tym jeziorku, a legenda związana z tym gatunkiem dała początek świątyni na wyspie.
Właśnie, ze podono jeszcze żyje kilk tych żółwi! Ale tak. W tym jeziorku niby jest zatopiony święty miecz. Żółw Ho Guom go jakby strzeże. I czasami się ukazuje ludzkim oczom, żeby przypominać o waleczności Wietnamczykow. No wypatrywałam ale jakos nic. Natomiast żyją tam ryby co jest ciekawostka, zważywszy stan zanieczyszczenia. Wiem , ze ryby są tam na pewno bo przechodziłam sobie bulwarem ( no może niezupełnie to był bulwar ale niech tak zostanie) nadbrzeżnym , patrzę a tam na wybetonowanym nadbrzeżu, balansuje pani z chłopczykiem. Chwieją się dosłownie na wąskiej krawędzi betonu i coś chcą z wody wydostać. Nawet pomyślałam , ze nie będzie fajnie jak wpadną do tej wody. Wyraźnie ona doszła do wniosku, ze nic z tego, wiec stanęła na powierzchni bulwary, chłopca wzięła za rękę i on , teraz już ze wsparciem , wychylony do ostateczności starał się sięgać do wody bo tam pływała pusta puszka. Chciał ja złapać. A ona odpływała trochę. Już, już myślałam,, ze ręka mu z ramienia wypadnie a tu! Złapał . Pochwaliłam go, ze tak stara się o czystość jeziora i, ze w ogóle jest WOW. Ale czar prysł, bo inny pan , który obserwował wyjaśnił mi, ze oni łowią ryby! :shock: :shock: istotnie, do tej puszki była przyczepiona żyłka, do żyłki haczyk. I chcieli puszkę, żeby zwinąć żyłkę bo coś się złapało. Mam nadzieje, ze nie te piękna czerwona ryaba...
Oto cześć akcji. Chłopczyk za panią
