Sam pomysł wypady pojawił się w głowie mojego serdecznego kolegi Jarka (nie czytał Samochodzików ale jego dusza jest na wskroś samochodzikowa) jakieś 2 tygodnie temu. Plan wsiadamy z rowerami w Polregio na weekendowym bilecie i jedziemy do Kórnika i Rogalina. Mnie 2 razy nie było trzeba tego powtarzać.Jednak pojawił się problem, zapłonęła planeta. Ale tak sobie pomyślałem, za tydzień wyjeżdżamy na wakacje, jak ta planeta spłonie i zamku w Kórniku już nie zobaczę? Poza tym trzeba być twardym nie mientkim.
Także o 6.04 wsiadłem na rower i ruszyłem na dworzec Łódź – Kaliska. Tak rano było to jeszcze do przeżycia.
[/url]
Napisałem do TomaszaL sms-a, że ruszamy i że jakby miał ochotę zpotkać się z nami to będzie nam miło. Jakież było moje zdziwienie jak odpisał, że 10.23 czeka na nas na przystanku w Kórniku.

Pociąg przyjechał punktualnie i wygramoliliśmy się z rowerami. I tu było pierwsze zderzenie ze ścianą tfu, z płonącą planetą. Ok. niech sobie płonie ale mniej intensywnym płomieniem. Faktycznie TomaszL już czekał na nas i udzielał nam wskazówek jak bezpiecznie dojechać do zamku w Kórniku. No bo to niby stacja Kórnik ale do centrum to jednak ponad 5 km.
[/url]
Przyjmując zalecenia naszego pilota ruszyliśmy, a ten po trasie jeszcze był na tyle uprzejmy, że tworzył dokumentację fotograficzną naszej wycieczki.
[/url]
Kórnik to bardzo klimatyczne, pięknie położone miasteczko ze schludnym rynkiem. Sam zamek (ja raczej nazwałbym go pałacem) bardzo klimatyczny i fotogeniczny. Niestety był czas tylko na pobieżne zwiedzenie zamku i ogrodów.
[/url]
Nie spodziewałem się jednak, że biblioteka w Kórniku założona przez Tytusa Działyńskiego ma w swoich zbiorach takie skarby piśmiennictwa (pisma, książki Słowackiego, Mickiewicza, Napoleona). Część z nich była akurat udostępniana do oglądania.Czas naglił i po krótkiej chwili na zdjęcia na rynku ruszyliśmy do Rogalina (oczywiście cały czas w asyście TomaszaL, który wskazał drogę a później czekał na nas na miejscu.)
[/url]
[/url]
[/url]
Na miejscu, po chwili odpoczynku i schłodzeniu się bardzo dobrymi lodami poszliśmy obejrzeć, niestety tylko z zewnątrz (na więcej nie starczyło już czasu) pałac Raczyńskich.
[/url]
Dochodziła godzina 15. a o 16.47 planowo odjeżdżał nasz pociąg z Kórnika do Łodzi. Mieliśmy przed sobą prawie 16 km w 36* także trzeba się było zbierać. Podjechaliśmy jeszcze zobaczyć kaplicę i mauzoleum Raczyńskich (teraz to kościół parafialny). Niestety był zamknięty.

Ruszyliśmy zatem w drogę powrotną. TomaszL znów nie zawiódł i jeszcze dał radę zrobić mi zdjęcie z samochodu.
[url=https://postimg.cc/gLPcPdsZ]

Udało nam się bez większych przygód dojechać na stację (przy okazji zahaczając nawet o Mc Donaldsa).Przygoda jednak być musiała. Niby pożegnaliśmy się wcześniej, ale TomaszL raz jeszcze zadzwonił i stwierdził, że jedzie z małżonką na lody do Rogalina i jeszcze raz chce się z nami spotkać.

I dobrze, że podjechał. Pociąg zaczął się opóźniać. Po 15 minutach TomaszL na jakiejś podróżniczej aplikacji zobaczył, ze pociąg stoi w Krzesinach bo jest awaria sieci trakcyjnej. Jakby nie on to by było słabo z naszą orientacją.
Pociąg w końcu podjechał po ok. godzinie. My staliśmy na początku, a wagon rowerowy był na końcu. Trzeba było podbiec.
[/url]
Na szczęście udało się.

O 21.17 byłem w domu. Przejechane 55 km na rowerze w temperaturze 36*

Wycieczka była genialna. Wiem, że chcę zwiedzać, poznawać Polskę z pozycji siodełka rowerowego.

















































