Saigon 2015
: 20 mar 2015, 18:28
Na prośbę Brunhildy zakładam temat z Jej kolejnej wyprawy. Brunia tęskni za nami, ale niestety nie może ani w Wietnamie ani w Kambodży wbić się na nasze forum, podesłała zatem do mnie maila:
Zacznę od sensacyjnej, dla mnie samej najbardziej pewnie, wiadomości, ze mimo, ze sie zapierałam, ze nie, mimo, ze okropny pomysł itp, to jednak,,,,,spróbowałam tych jajek. W Saigonie. Tak, tak. Mam na myśli te pół wyklute jajka, czy jak sie tu w Saigonie nazywają, zapłodnione jajka. No cóż. Oto geneza jak do tego doszło.
Otóż w Saigonie na kolacje spotkałyśmy sie z przyjaciółmi jednej z moich towarzyszek podróży. To para, ona Australijka, on Wietnamczyk. Przenieśli sie chwilowo, ot tak, na rok, dwa a moze na zawsze do Saigonu . Sa na emeryturze, dzieci dorosłe, on troche chory. Podziwiałam ta zonę, ktora nie rozstaje sie z reczniczkiem do ocierania płynącego z ńiej non-stop potu z twarzy, ktora porzuciła swoje wygodne, australijskie zycie
dla niego! Bo on jest troche niezdrowy, a tam błyszczą mu z radości oczy. Wsród swoich jest po prostu. On z kolei, dziecko, któreś z bardzo wielu zreszta, pułkownika wojsk wietnamskich. Hmmmm... Wygrał konkurs jeszcze w szkole średniej i mogl przyjechać na studia do Australii. Wiec przyjechał. Skończył studia, zrobił doktorat, zakochał sie, ożenił no i tak....
A teraz sa tam, w Saigonie. Mieszkają w District 1 czyli najlepszym jakby, blisko centrum, no w samym centrum wlasciwie. Centrum Saigonu imponujące zreszta bardzo! Nie spodziewałam sie takiego ładnego miasta! I z nimi wlasnie, poszłyśmy na kolacje. Zabrali nas do restauracji w hotelu Palace, restauracja w stylu bufet ale bardzo elegancka a co najważniejsze z nieprawdopodobnym wyborem potraw! ślimaki, małże, kraby, wieprzowina z cudownym sosem... Ach czego tam nie
było! To w kropki, które trzymam to suchy chlebek z ziarenkami sezamowymi, prażonymi.
[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/i ... 550372.jpg medium= large= group=glr25564][/gimg]
No i zobaczyłam te jajka! Kacze dla odmiany. Chew, ten Wietnamczyk, powiedział, ze te zapłodnione jajka to jest taki rarytas, ze jemu ślina leci na sama myśl. Takie pyszne. A jakie zdrowe! Przeszłam koło nich dwa razy... A za trzecim podjełam decyzje. A co tam! Wzięłam wszystko co potrzebne, czyli sól z pieprzem zmieszane, listki persicaria, czyli zioła, które należy zaraz po jajku przeżuwać, a które jest... No cóż...w lokalnej medycynie tradycyjnej środkiem antykoncepcyjnym w pewnym sensie. Działa na mężczyzn co ciekawe! Nie jestem facetem wiec mi
nie zależało. Zainteresowanym moge na PRiv wyjaśnić działanie. No cóż.... Interesująca kombinacja zważywszy to zapłodnione jajko.... No i samo jajko.
[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/i ... 844035.jpg medium= large= group=glr25564][/gimg]
To zielone nie należy do jajka, to słodki ryż na zielono. A brązowe to pyszny sosik, o którym juz wspomniałam. Wzięłam to razem z jajkiem z łakomstwa i... dla pocieszenia smakowego w razie szoku pojajkowego.
Tu jajko juz roztluczone. To z wierzchu to wbrew pozorom nie jest ciało kaczuszki ani jej mózg. To takie jakby stwardniałe białko, które mysle, ze służy jako rezerwuar żywieniowy dla płodu. Jest pioruńsko twarde i nie nadaje sie do jedzenia.
[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/i ... 923131.jpg medium= large= group=glr25564][/gimg]
Otóż ta czapę białkowa łatwo sie wyjmuje. Acha! Całość jest na ciepło. Podaje sie w takim jakby kieliszku na jajko , całkiem jak jajko na miękko. Od spodu tej czapy przyczepione jest przerośnięte zółtko, jakby na twardo. I to jest pyszne. Naprawde. Na kolejnym zdjeciu czapa juz wyjęta i widać to zółtko, które nie ma juz standardowego koloru, szaro-bury jakiś. W skorupce widać resztę, a wlasciwie sedno sprawy czyli płód kaczy. Po wyjęciu wyglada jak ubranie zdjęte z kaczki mokre. Bez kostek jeszcze. No jakos zjeść tego nie mogłam. Ale spróbowałam. Kąsek. No
cóż... Niestety to nie jest zjadliwe. Tzn nie smakowo tylko ta myśl.... Wody płodowe sa podobno delikatesem ale niestety podobna sytuacja. Spróbowałam. Zagryzlam zielonym ryżem bo jednak nie do przeskoczenia dla mnie. Ten koncept nie do przeskoczenia.
[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/i ... 955653.jpg medium= large= group=glr25564][/gimg]
Chew był zachwycony. Fotografował każda fazę mojego spożywania tego jajka. Nie wiem czy te fotografie nie skończą w głównym wydaniu lokalnego dziennika sadzać po wrażeniu. Ha! Przede mna jeszcze szczur z rusztu na to nie wiem czy sie zdecyduje.
Zacznę od sensacyjnej, dla mnie samej najbardziej pewnie, wiadomości, ze mimo, ze sie zapierałam, ze nie, mimo, ze okropny pomysł itp, to jednak,,,,,spróbowałam tych jajek. W Saigonie. Tak, tak. Mam na myśli te pół wyklute jajka, czy jak sie tu w Saigonie nazywają, zapłodnione jajka. No cóż. Oto geneza jak do tego doszło.
Otóż w Saigonie na kolacje spotkałyśmy sie z przyjaciółmi jednej z moich towarzyszek podróży. To para, ona Australijka, on Wietnamczyk. Przenieśli sie chwilowo, ot tak, na rok, dwa a moze na zawsze do Saigonu . Sa na emeryturze, dzieci dorosłe, on troche chory. Podziwiałam ta zonę, ktora nie rozstaje sie z reczniczkiem do ocierania płynącego z ńiej non-stop potu z twarzy, ktora porzuciła swoje wygodne, australijskie zycie
dla niego! Bo on jest troche niezdrowy, a tam błyszczą mu z radości oczy. Wsród swoich jest po prostu. On z kolei, dziecko, któreś z bardzo wielu zreszta, pułkownika wojsk wietnamskich. Hmmmm... Wygrał konkurs jeszcze w szkole średniej i mogl przyjechać na studia do Australii. Wiec przyjechał. Skończył studia, zrobił doktorat, zakochał sie, ożenił no i tak....
A teraz sa tam, w Saigonie. Mieszkają w District 1 czyli najlepszym jakby, blisko centrum, no w samym centrum wlasciwie. Centrum Saigonu imponujące zreszta bardzo! Nie spodziewałam sie takiego ładnego miasta! I z nimi wlasnie, poszłyśmy na kolacje. Zabrali nas do restauracji w hotelu Palace, restauracja w stylu bufet ale bardzo elegancka a co najważniejsze z nieprawdopodobnym wyborem potraw! ślimaki, małże, kraby, wieprzowina z cudownym sosem... Ach czego tam nie
było! To w kropki, które trzymam to suchy chlebek z ziarenkami sezamowymi, prażonymi.
[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/i ... 550372.jpg medium= large= group=glr25564][/gimg]
No i zobaczyłam te jajka! Kacze dla odmiany. Chew, ten Wietnamczyk, powiedział, ze te zapłodnione jajka to jest taki rarytas, ze jemu ślina leci na sama myśl. Takie pyszne. A jakie zdrowe! Przeszłam koło nich dwa razy... A za trzecim podjełam decyzje. A co tam! Wzięłam wszystko co potrzebne, czyli sól z pieprzem zmieszane, listki persicaria, czyli zioła, które należy zaraz po jajku przeżuwać, a które jest... No cóż...w lokalnej medycynie tradycyjnej środkiem antykoncepcyjnym w pewnym sensie. Działa na mężczyzn co ciekawe! Nie jestem facetem wiec mi
nie zależało. Zainteresowanym moge na PRiv wyjaśnić działanie. No cóż.... Interesująca kombinacja zważywszy to zapłodnione jajko.... No i samo jajko.
[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/i ... 844035.jpg medium= large= group=glr25564][/gimg]
To zielone nie należy do jajka, to słodki ryż na zielono. A brązowe to pyszny sosik, o którym juz wspomniałam. Wzięłam to razem z jajkiem z łakomstwa i... dla pocieszenia smakowego w razie szoku pojajkowego.
Tu jajko juz roztluczone. To z wierzchu to wbrew pozorom nie jest ciało kaczuszki ani jej mózg. To takie jakby stwardniałe białko, które mysle, ze służy jako rezerwuar żywieniowy dla płodu. Jest pioruńsko twarde i nie nadaje sie do jedzenia.
[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/i ... 923131.jpg medium= large= group=glr25564][/gimg]
Otóż ta czapę białkowa łatwo sie wyjmuje. Acha! Całość jest na ciepło. Podaje sie w takim jakby kieliszku na jajko , całkiem jak jajko na miękko. Od spodu tej czapy przyczepione jest przerośnięte zółtko, jakby na twardo. I to jest pyszne. Naprawde. Na kolejnym zdjeciu czapa juz wyjęta i widać to zółtko, które nie ma juz standardowego koloru, szaro-bury jakiś. W skorupce widać resztę, a wlasciwie sedno sprawy czyli płód kaczy. Po wyjęciu wyglada jak ubranie zdjęte z kaczki mokre. Bez kostek jeszcze. No jakos zjeść tego nie mogłam. Ale spróbowałam. Kąsek. No
cóż... Niestety to nie jest zjadliwe. Tzn nie smakowo tylko ta myśl.... Wody płodowe sa podobno delikatesem ale niestety podobna sytuacja. Spróbowałam. Zagryzlam zielonym ryżem bo jednak nie do przeskoczenia dla mnie. Ten koncept nie do przeskoczenia.
[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/i ... 955653.jpg medium= large= group=glr25564][/gimg]
Chew był zachwycony. Fotografował każda fazę mojego spożywania tego jajka. Nie wiem czy te fotografie nie skończą w głównym wydaniu lokalnego dziennika sadzać po wrażeniu. Ha! Przede mna jeszcze szczur z rusztu na to nie wiem czy sie zdecyduje.