Na początek Valcavskie Namesti

"Dziś jest to po prostu bardzo szeroka i dość długa ulica o współczesnym, wielkomiejskim charakterze - wysokie domy, wielkie hotele, bogate sklepy i wystawne restauracje. Na placu stoi konny posąg świętego Wacława."
A tu współczesna rzeźba św. Wacława, wzorowana na powyższym pomniku. Czesi mają dość luźne podejście do historii

W książce kilkakrotnie pojawia się hotel Jałta, położony właśnie na Valcavskim Namesti

"- To pan Skwarek mieszkał w „Jałcie”? - zdumiałem się. - Ile tam kosztuje pokój, panie Smith?"
Jak czytamy w przewodniku, hotel został wybudowany w latach 50-tych w stylu socrealistycznym. Smith zaprosił tam naszych bohaterów na obiad, nie pamiętam co jedli, ale my poszliśmy na typowe czeskie jedzenie do lokalu Ceska Koruna

To są knedliki, smażeny syr i kapusta zasmażana na słodko. Wstyd powiedzieć ale knedliki jadłem pierwszy raz w życiu. Pycha.
Następny w programie był cmentarz żydowski na Josefowie

"Na niewielkiej przestrzeni sterczało z ziemi dwanaście tysięcy kamieni nagrobkowych. Duże i małe, wznoszące się wysoko ponad grunt cmentarza albo już zupełnie zapadłe w ziemię, jedne obok drugich, niemal wchodzące na siebie, sczepione z sobą. Spiczaste lub półokrągłe, rzeźbione misternie lub prosto ociosane kamienne tablice."
Na zdjęciach w przewodnikach tego nie widać, ale cmentarz jest wtłoczony między wysokie kamienice. Z odnalezieniem grobu rabina Lӧw Ben Becalela nie ma większych problemów, jest oznakowany i otoczony wianuszkiem zwiedzających

"I wreszcie sarkofag rebego Löwe. Przód i tył stanowią dwa ogromne, pięknie rzeźbione kamienie z ornamentem kolumn, tablic Mojżeszowych. W wyrytym owalu pręży się wspaniały lew, oznaczający imię rebego - Jehuda."
W popkulturze, rabin Lӧw funkcjonuje głównie jako twórca Golema – glinianej figury ożywionej mocą słów Tory.

Najbardziej popularny wizerunek Golema pochodzi z czeskiego filmu z 1951 roku : „Cesarski Piekarz”.

Kiedy działania Golema wymknęły się spod kontroli, stwórca usunął kartkę ze świętymi słowami i figura zamarła. Podobno został ukryty na strychu Synagogi Staronowej, która pojawia się też w książce Nienackiego.

"Pan Dohnal zajmował trzypokojowe mieszkanie na drugim piętrze secesyjnej kamienicy, prawie naprzeciw Staronovej Synagogi."
(to zapewne ta zielona kamienica po lewej stronie)
W przedłużeniu ulicy Paryskiej, przy której mieszkali Dohnalowie jest most Svatopluka Czecha, a nad nim góruje ogromny, ruchomy metronom

Metronom stoi na podeście, na którym stał kiedyś największy na świecie pomnik Stalina, rozebrany w 1962 roku

Następny na naszej trasie był Most Karola, tu na zdjęciu zrobionym podczas rejsu Wełtawą

Most przyozdobiony jest kilkudziesięcioma barokowymi figurami świętych, najważniejsza z nich to rzeźba św. Jana Nepomucena.

Według legendy, Jan Nepomucen został zrzucony z mostu do rzeki, bo nie chciał wyjawić królowi Wacławowi IV tajemnic jego żony, które znał ze spowiedzi. W czeskiej Wikipedii jest napisane, że ta historia powstała z połączenia dwóch osób o tym samym imieniu, żyjących w tamtych czasach. Jeden z nich był przeciwnikiem politycznym Wacława i zmarł na torturach, a ciało wrzucono do Wełtawy. Drugi był spowiednikiem jego żony, zmarł z przyczyn naturalnych 10 lat później.
Dotkniecie tablicy na pomniku świętego, ma przynosić szczęście, tak jak nosa Tuwima na Piotrkowskiej w Łodzi.

To nie jest jedyny pomnik, którego turyści chcą dotykać

Tu np. kolejka pań pragnących nawiązać bliski kontakt z inną rzeźbą.
No i na koniec Hradczany. Oto najładniejszy widok jaki udało mi się uchwycić.

Przy wszystkich wejściach stoją strażnicy, stanowiący wdzięczy materiał fotograficzny dla turystek wszelkich nacji.

Centralna część Hradczan – Katedra św. Wita, jest tak otoczona innymi budowlami, że trudno sfotografować ją w całości. To zdjęcie zrobiłem z królewskich ogrodów.

Wnętrze też jest imponujące
]"Katedra św. Wita to potężna budowla, ma sto dwadzieścia cztery metry długości, sześćdziesiąt metrów szerokości, a jej gotyckie sklepienia zdają się unosić aż po niebo, dzieli je bowiem od ziemi aż trzydzieści trzy metry wysokości. A jednak całość, mimo swego ogromu, robi wrażenie lekkości."
Nienacki na pewno był w Pradze, ale encyklopedyczne wiadomości takie jak powyższa, pochodzą z wydanego w 1968 roku przewodnika Vaclava Hlavsy „Trzy dni w Pradze”.

Nienacki obficie czerpał z tej książeczki, można w niej znaleźć wszystkie adresy lokali cytowane w „Tajemnicy tajemnic”, nawet pola namiotowego, a niektóre opisy zabytków zostały prawie żywcem przepisane.
A to Stare Zamkowe Schody, na których Tomasz z przyklejona brodą, śledził Zdenka Blachę, również z przyklejoną brodą.

"Ale pan Smith i człowiek w prochowcu stali przed pałacem i rozmawiali. Jegomość w prochowcu zdawał się o czymś przekonywać pana Smitha, który oponował, przecząco kręcąc głową. Wreszcie jednak chyba dał się przekonać. Obydwaj nagle ruszyli w stronę Starych Zamkowych Schodów. A ja poszedłem za nimi."
A to już Złota Uliczka

"Wchodząc na Złotą Uliczkę odniosłem wrażenie, że znalazłem się w miasteczku dla krasnali, albowiem właśnie z szeregu zabawnych mini-domków składała się ta najkrótsza, licząca kilkadziesiąt metrów uliczka. Przycupnęły one wzdłuż potężnych murów zamkowych. Miniaturowe drzwiczki, okienka, niektóre domki mają nawet pięterko z prześmiesznym uroczym okienkiem, mała izdebka na parterze, na górze niziutki, maleńki pokoiczek. A wszystkie domki są kolorowe, jakby z barwnego papieru wycięte."

Domki podobno są autentyczne, powstały po wewnętrznej stronie muru obronnego Hradczan. Wszystkie mają dolną kondygnację na tym samym poziomie, bo jej strop był wyznaczany przez podest z którego dawniej prowadzono obronę murów. Kolorystyka jest natomiast współczesna, została zaprojektowana w latach 50-tych przez Jiri Trnkę, znanego reżysera filmów animowanych (to wiele tłumaczy).
To że działali tu alchemicy to oczywiście tylko legenda.

"Ale czy warto walczyć z legendą? Dlatego jeden z uroczych małych domków urządzono na wzór starej pracowni alchemicznej. Przez okienko widać palenisko, a nad nim zawieszony tygiel, w którym być może za chwilę czarnoksiężnik zacznie warzyć tajemniczy eliksir. Na półkach i stole stoją słoje pełne barwnych płynów, retorty szklane, kubki miedziane i cynowe. Wypolerowany kawałek miedzi imituje złoto, które się alchemikom marzyło..."
Pracownia alchemiczna w istocie nie znajduje się w jednym z domków, ale w baszcie na końcu uliczki.

Jest w niej słynny talizman Kelleya, można nawet zrobić sobie z nim zdjęcie.

Awers jest dokładnie taki jak opisał to Nienacki:
"Rysunek po drugiej stronie blaszki, przedstawiający ludzką postać pod czymś, co przypominało palmę, a raczej połówkę palmy, zdawał się wskazywać, że mam do czynienia tylko z połową rysunku. A jeszcze ta druga dziwna cyfra: 5357."
Ale rewers jest nieco inny

Liczby na odwrocie zostały przeniesione z drugiej części blaszki. Ale jakby się nad tym zastanowić, to chyba Nienacki się pomylił, bo na odwrocie lewej strony blaszki, powinna być prawa część kwadratu magicznego.




















































