Kolejny punkt programu to pokaz flamenco. Trpiadvisor podpowiedział, że najlepszym miejscem jest Kelipe Centro de Arte Flamenco. Wejściówki można kupić w necie, były dwie opcje - drinki no limit za trzydzieści parę euro, albo dwa drinki za 24 euro. W momencie gdy się zdecydowaliśmy była tylko druga opcja i... jeśli chodzi o ilość drinków, to jest to całkowicie wystarczająca liczba. Co innego, to to, że te droższe wejściówki dawały miejsce w pierwszym rzędzie stolików.
Swoją opinię nazwałbym "It's a kind of magic", trochę to wszystko podobne do Brzydkiego Kaczątka.
Boczna uliczka, wąziutka, ciemna. Bez witryny, reklama na ścianie, białe, emaliowane drzwi. W środku, przy wejściu, za kontuarem siedzi facet z nadwagą, obok stoi dwóch młodych facetów, jeden śniady z długimi włosami, drugi blondyn. Gadają sobie, śmieją się. Ten za kontuarem wymienia nasze bilety z kodem qr na ręcznie wypisaną karteczkę z numerem stolika i ilością drinków i mówi, żebyśmy wrócili za pół godziny, bo wtedy zaczyna się pokaz. Przed budynkiem już stoi parę osób, ale wszyscy jeszcze mają w łapkach wydruki.
Wracamy za 20 minut, wchodzimy do środka - ciemna sala, 10-12 stolików, drewniana obskurna scena, na scenie pięć siedzisk. Sadzają nas przy stoliku w drugim rzędzie, na którym jest naklejona karteczka z napisem Anna 2

Z głośników leci muzyka flamenco, przychodzi kelner, zamawiamy dos copas de sangria, zabiera karteczkę. Sala się powoli wypełnia. Wszystkie miejsca przy scenie są zajęte, co wyjaśnia powód braku droższych wejściówek gdy my kupowaliśmy swoje. Przy stoliku obok siada starszy (ca 70+) facet w stroju flamenco (kapelusz z szerokim ronderm, biała koszula, czarna kamizelka, czarne wyprasowane w kant spodnie, czarne, błyszczące buty. Wchodzą do sali kolesie, którzy byli przy kontuarze. Cały czas nie widzę lasek w kolorwych sukienkach, jakie widać na straganach z gadżetami dla turystów. Facet, który wymieniał nam bilet na karteczkę wyjmuje z futerału, który leżał na krzesłach za nami, gitarę i idzie na scenę. Zaczyna się. Na siedziskach siadają: kobieta (40+) w wytwornej czarnej sukni i czterech facetów. Jeden z gitarą, jeden z fletem, pozostali bez nic. Gitarzysta zaczyna grać. Flecista wtóruje, pani klaszcze, facet na środku zaczyna klaskać, kolejny, okazuje się, że nie siedzi na krzesełku tylko na pudle rezonansowym - jest perkusistą flamenco. Pokaz powoli się rozkręca, kobieta zaczyna tańczyć na siedząco, wybija rytm nogami, tańczą jej ręce, środkowy facet bez nic jest wokalistą z wielkim głosem. Dalej nie ma co opowiadać. Niepozornie wyglądająca grupka ludzi tworzy. Wokalista rozmawia piosenkami z tancerką, obydwoje tworzą niesamowitą historię przy pomocy śpiewu, tańca i gestów, wszystko to wkomponowane w muzykę gitara, flet, perkusja. Ciarki przechodzą po plecach, finały utworów to ekstaza, nie widać dłoni perkusisty, tak szybko uderza w pudło, obcasy tancerki prawie robią dziury w deskach sceny a wokalista z zamkniętymi oczami wyciąga dźwięki. Nie potrzebują mikrofonów ani playbacku. Owacje na stojąco. Czujemy się jak w filmie z dawnych czasów. Półtorej godziny grania i śpiewu mija jak z bicza strzelił. Finał, główny organizator - gitarzysta, przedstawia artystów. Tancerka okazuje się być żoną śpiewaka (chyba dobrze zrozumiałem) i... niespodzianka. Starszy pan, o którym wspominałem na początku relacji jest ojcem śpiewaka i tancerzem flamenco. Tata wchodzi na scenę i do rytmu gitary, którą przejął flecista krzesze iskry pokazując, jak tańczą flamenco panowie. Chwilę później wszyscy schodzą ze sceny pomiędzy stoliki. Można pogadać z artystami, my uciekamy, bo mamy ostani pociąg do domu o 23:30, a jeszcze chwilę trzeba dojść do dworca.
Później jeszcze zajrzałem do Internetu - tancerka, to cyganka, wnuczka znanej tancerki flamenco "La Chata, nauczycielka flamenco, która projektowała układy dla Cirque du Soleil - Susana Alcaron Manzaon, znana jako "La Yedra", gitarzysta i główny animator pokazu to Shane Gonzalez zwany "El Indio", urodzony w hiszpańskiej rodzinie w Stanach, wychowanek mistrza Juana Serrano, obecnie profesor muzyki na uniwersytecie we Fresno w Kaliforni.
[timg small=
http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/h ... 219373.jpg medium=
group=glr29428][/timg] [timg small=
http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/h ... 249882.jpg medium=
group=glr29428][/timg]
[timg small=
http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/h ... 740385.jpg medium=
group=glr29428][/timg] [timg small=
http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/h ... 819878.jpg medium=
group=glr29428][/timg]
[gimg small=
http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/h ... 953080.jpg medium=
large=
group=glr29428][/gimg] [gimg small=
http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/h ... 100690.jpg medium=
large=
group=glr29428][/gimg]
[timg small=
http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/h ... 135305.jpg medium=
group=glr29428][/timg] [timg small=
http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/h ... 217398.jpg medium=
group=glr29428][/timg]
[timg small=
http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/h ... 251072.jpg medium=
group=glr29428][/timg]
[gimg small=
http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/h ... 331214.jpg medium=
large=
group=glr29428][/gimg] [gimg small=
http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/h ... 409454.jpg medium=
large=
group=glr29428][/gimg]