Słuchając jednego z nagranych przez nas rozdziałów Templariuszy zwróciłem uwagę na pewien fakt. Być może już to gdzieś kiedyś poruszaliśmy ale nawet jeśli to nie zaszkodzi odświeżyć temat.
Otóż zaciekawił mnie fragment:
"- A pewnie - roześmiała się Karen. - Benzyny jest w moim wozie najwyżej na sto kilometrów. Czy wie pan, ile pali lincoln? Dwadzieścia litrów na setkę.
- I pod tym względem nie zaimponuje mi pani - roześmiałem się. - Mój wehikuł połyka przy tej szybkości aż dwadzieścia cztery litry na setkę. Tylko że ja mam pełny bak. Można zbankrutować przez taki samochód."
Warto by było pogrzebać w internecie i poszukać jakie to miało przełożenie na ceny w tamtych czasach i w jakim stopniu obciążało budżet Tomasza, skądinąd jak wiemy bardzo skromny.
A dalej mamy jeszcze:
"- O, samochód chyba odzyskamy - powiedziała Karen – Jeszcze kilkadziesiąt kilometrów i facetowi zabraknie benzyny."
Dla Karen zapewne owo "kilkadziesiąt" nie robi wielkiej różnicy ale Tomasz przy takim zużyciu paliwa powinien odczuć te dodatkowe kilometry w swoim portfelu.
Orientujecie się może jak to wygląda?






























