W weekend byłam w kinie na długo przeze mnie oczekiwanym filmie
„Twój Vincent”.
Wrażenia?
Wizualne – wspaniałe. Jestem zachwycona tym, jak ten film został namalowany. Coś niesamowitego. Człowiek dosłownie przenosi się w obrazy van Gogha. Chodzi po uliczkach Auvers-sur-Oise, idzie na spacer na pole wraz z Vincentem i jego sztalugami, biesiaduje w gospodzie i maluje, maluje, maluje ...
Niestety – fabularnie i "głosowo" już dużo gorzej. Niby głos podkładają profesjonalni aktorzy, ale wyszło to bardzo słabo, moim zdaniem. Dość sztucznie.
I jeszcze jedno – mam ochotę napisać do reżyserki z pytaniem, jak można przygotowywać film kilka lat i nie skonsultować się w tym czasie ze specjalistą od języka francuskiego??? JAK??? Jest to dla mnie niepojęte! Ogromne zaniedbanie ze strony twórców filmu.
Jak usłyszałam wymowę nazwiska doktora Gachet jako „GASZET” to stwierdziłam, że powinnam wyjść z kina. Nie wyszłam, bo byłam z koleżanką.
Ale pewnych rzeczy nie powinno się tolerować, między innymi takiego niedbalstwa.
I za to ode mnie duży, duży minus
