Jeszcze nie wszystko. Jeszcze jeden odcinek będzie, ale to jeszcze chwilę.
Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16790
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 601 razy
- Otrzymał podziękowań: 309 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16790
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 601 razy
- Otrzymał podziękowań: 309 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Zapraszam na ostatni już odcinek serialu z Jasienia. Tym razem w roli głównej Zotowicze.
XXII Forowy Zlot Szachownicowy Glisno 2025 odcinek 11 Księga strachów
XXII Forowy Zlot Szachownicowy Glisno 2025 odcinek 11 Księga strachów
- Yvonne
- Moderator

- Posty: 13298
- Rejestracja: 09 lip 2013, 16:01
- Miejscowość: Bydgoszcz
- Płeć: Kobieta
- Podziękował;: 11 razy
- Otrzymał podziękowań: 273 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Cudny ten filmik, Czesio!
Jakie to piękne, że nasza młodzież czerpie tyle radości i frajdy z tych scenek!
Brawo!
Jakie to piękne, że nasza młodzież czerpie tyle radości i frajdy z tych scenek!
Brawo!
- Za ten post autor Yvonne otrzymał podziękowania (total 2):
- Czesio1 (18 sty 2026, 10:07) • panna Monika (05 lut 2026, 10:47)
- TomaszL
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 2192
- Rejestracja: 14 lip 2016, 10:19
- Miejscowość: wielkopolskie
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 791 razy
- Otrzymał podziękowań: 258 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Co ludzie we wsi pomyślą ? Że przyjechali tu ....
To kiedy ten kolejny zlot? I jaka to wieś będzie?

To kiedy ten kolejny zlot? I jaka to wieś będzie?
- Za ten post autor TomaszL otrzymał podziękowania (total 2):
- Czesio1 (18 sty 2026, 10:07) • panna Monika (05 lut 2026, 10:47)
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16790
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 601 razy
- Otrzymał podziękowań: 309 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Młodzież super się pokazała przed kamerą, a końcowa scenka przed kościołem w Dolsku, gdzie razem bawią się Złotowiczowie w różnym wieku, robi naprawdę fajne wrażenie.
-
TomaszK
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 9302
- Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 82 razy
- Otrzymał podziękowań: 615 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Przejrzałem półkę z albumami, żeby powspominać ostatni zlot i nie mam z czego !
Co jest Czesiu ? Bardzo proszę podaj mi te brakujące relacje, napiszę w dwa dni.
-
Konfiturek
- Zlotowicz

- Posty: 553
- Rejestracja: 10 lip 2013, 20:25
- Tytuł: Degustator porzeczek
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 21 razy
- Otrzymał podziękowań: 51 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Kultowa biała seria, jedna z niewielu w Polsce pełna kolekcja
Zrobiłeś mi smaka na przypomnienie sobie Bieszczad. Już wiem, co będę robił dziś wieczorem.
- Za ten post autor Konfiturek otrzymał podziękowanie:
- TomaszL (03 lut 2026, 13:43)
- TomaszL
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 2192
- Rejestracja: 14 lip 2016, 10:19
- Miejscowość: wielkopolskie
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 791 razy
- Otrzymał podziękowań: 258 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Dorównuje oryginałowi. Może nawet jest lepsza ?
-
TomaszK
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 9302
- Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 82 razy
- Otrzymał podziękowań: 615 razy
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16790
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 601 razy
- Otrzymał podziękowań: 309 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
W weekend mobilizuję maruderów i jak nie napiszą to pojadę po premii.
- panna Monika
- Zlotowicz

- Posty: 909
- Rejestracja: 04 sie 2013, 14:53
- Miejscowość: Łódź
- Płeć: Kobieta
- Podziękował;: 95 razy
- Otrzymał podziękowań: 87 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Zadrżałam. Jestem na urlopie egzotycznym i autentycznie dziś na plaży weszłam na forum i się zmobilizowałam. Do niedzieli napiszę.
- Yvonne
- Moderator

- Posty: 13298
- Rejestracja: 09 lip 2013, 16:01
- Miejscowość: Bydgoszcz
- Płeć: Kobieta
- Podziękował;: 11 razy
- Otrzymał podziękowań: 273 razy
- johny
- Moderator

- Posty: 12058
- Rejestracja: 09 lip 2013, 14:30
- Miejscowość: Łódź
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 384 razy
- Otrzymał podziękowań: 303 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Dobrze, że mnie nie było na tym zlocie...
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
- Yvonne
- Moderator

- Posty: 13298
- Rejestracja: 09 lip 2013, 16:01
- Miejscowość: Bydgoszcz
- Płeć: Kobieta
- Podziękował;: 11 razy
- Otrzymał podziękowań: 273 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Nie martw się.
Mam sprawdzoną informację od Czesia, że z żeglarskiego dostaniesz do napisania tyle rozdziałów, ile zlotów ominąłeś
- panna Monika
- Zlotowicz

- Posty: 909
- Rejestracja: 04 sie 2013, 14:53
- Miejscowość: Łódź
- Płeć: Kobieta
- Podziękował;: 95 razy
- Otrzymał podziękowań: 87 razy
- johny
- Moderator

- Posty: 12058
- Rejestracja: 09 lip 2013, 14:30
- Miejscowość: Łódź
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 384 razy
- Otrzymał podziękowań: 303 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Yvonne pisze: ↑06 lut 2026, 12:33Nie martw się.
Mam sprawdzoną informację od Czesia, że z żeglarskiego dostaniesz do napisania tyle rozdziałów, ile zlotów ominąłeś
No to jest jeszcze czas na podjęcie rozsądnej, jedynie słusznej w tym układzie decyzji!
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16790
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 601 razy
- Otrzymał podziękowań: 309 razy
- panna Monika
- Zlotowicz

- Posty: 909
- Rejestracja: 04 sie 2013, 14:53
- Miejscowość: Łódź
- Płeć: Kobieta
- Podziękował;: 95 razy
- Otrzymał podziękowań: 87 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
12. panna Monika
Relaks w Lubniewicach
Pierwszego dnia zlotu nasz „proces wchodzenia w przygodę” (jak określił to ładnie Krzysztof Arbiszewski w artykule pokonferencyjnym Pan Samochodzik: fantazje o nowoczesnej przygodzie) rozpoczął się od podróży z Łodzi do Glisna, gdzie po spotkaniu z Hanką, Czesiem i Mają, zachwyceniu się pałacem i otoczeniem postanowiliśmy posilić się w Lubniewicach.Nie było to takie proste, w centrum miejscowości otwarte były bowiem 2 lokale gastronomiczne. W jednym panował duch czasów samochodzikowych – mimo pustek w lokalu pani z obsługi poinformowała nas (kiedy już ją odnaleźliśmy), że za szybko niczego do jedzenia nie dostaniemy. Postanowiliśmy nie testować jej prawdomówności i wybraliśmy drugi lokal.
A był to mieszczący się również przy rynku Enjoy Doner Kebab Lubniewice. Gdzie z kolei zostaliśmy powitani przez pana zainteresowanego klientami, wyglądającego na napływowego mieszkańca Lubniewic. Poprzez niezwłoczne podanie całkiem niezłych posiłków pan ten uratował nam popołudnie.

Taras w Enjoy Doner Kebab
fot. panna Monika
W sobotę postanowiliśmy poczuć się jak pan Tomasz na letnim urlopie, szczególnie, że lato w tym roku nie rozpieszczało. Jak napisał Mistrz: Było popołudnie, słońce świeciło upalnie, woda jeziora zachęcała do kąpieli. Ośrodek znowu wyglądał, jak wymarły, albowiem wczasowicze gnieździli się na maleńkiej plaży, skąd dochodziły krzyki kąpiących się.

Jezioro Lubiąż
fot. panna Monika
Woda w jeziorze była dosyć rześka, ale słoneczko operowało całkiem nieźle. Ruszyliśmy na plażę, gdzie zażywaliśmy kąpieli oraz pływaliśmy na wypożyczonych SUP-ach, co szczególnie przypadło do gustu naszej starszej młodzieżówce, tj. Mai, Dominikowi oraz Oli i Ninie. Dostępność sprzętu pływającego znacznie wzrosła od czasów opisanych przez autora, nie trzeba się było męczyć ze sklejaniem salamandry, żeby bardzo przyjemnie pośmigać po jeziorze.

SUPem w nieznane
fot. panna Monika

SUPem w nieznane
fot. panna Monika

Zaliczka na wodzie
fot. panna Monika

SUP w wersji zespołowej
fot. panna Monika
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16790
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 601 razy
- Otrzymał podziękowań: 309 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
6. Czesio1
Gdy dzień był sceną, a wieczór opowieścią
Już od kilkunastu lat, wzorem poprzednich zlotów, sól naszych spotkań stanowią nie tylko konkursy i wieczorne rozmowy przy ognisku, ale także scenki książkowe – odgrywane w terenie fragmenty powieści, które na czas zlotu ożywają dzięki wyobraźni i zaangażowaniu uczestników. To one sprawiają, że książka przestaje być tylko lekturą, a staje się przygodą przeżywaną wspólnie, krok po kroku, scena po scenie. W tym roku szczególną rolę odegrali w nich najmłodsi — to dzieci stały się prawdziwymi bohaterami dziennej części zlotu.
Z entuzjazmem i odwagą w role książkowych postaci wcieliły się dzieci, które z naturalną swobodą przejęły scenę. Zaliczka została Zenobią, Kika – Hildą, Sonia – Kasią, Matylda – Wilhelmem Tellem, Antek – Tomaszem, Celina – Sokolim Okiem, Zdenek Blaha – Wiewiórką, a każda kolejna rola szybko nabierała życia, temperamentu i własnej interpretacji. Dziecięcym aktorom towarzyszyli także dorośli, którzy z przyjemnością weszli w swoje role, wspierając młodszych na scenie – Barabasz jako ojciec Tella oraz Adam w roli Fryderyka.

Za chwilę scena ożyje — młodzież i dzieci w rolach książkowych bohaterów
fot. TomaszK

Ostatnie instrukcje, chwile napięcia i dużo uśmiechu przed scenką
fot. TomaszK
Scenki rozgrywane były na trasie niczym kolejne rozdziały powieści. Było zdobywanie góry Czcibora, podczas którego Tomasz chwytem judo powalił Zenobię na ziemię, ku ogromnej radości obserwujących wszystko harcerzy.
„Zenobia westchnęła:
— Och, gdyby tu był Fryderyk...
— Pani sądzi, że on zaniósłby tam panią na rękach? — zakpiła Hilda.
A mnie nagle ułożył się w głowie żartobliwy wierszyk. Coś mnie podkusiło, żeby go wyrecytować:
Zachciało się raz Zenobii
Rzucić swoje stare hobby.
Bo to chyba pachnie nudą
Ciągle się zajmować dżudo.
Na tym kończy się limeryk
Jej hobby stał się Fryderyk.
(…)
— Pan naprawdę myśli, że ja przestałam się zajmować dżudo? — powiedziała, zachodząc mnie od tyłu.
(…)
Zenobia nosiła spodnie. Lewą ręką chwyciłem ją za nogawki na wysokości kolana i zrobiłem obrót w lewo, jednocześnie postawiłem lewą nogę za jej lewą nogą.
Potem już tylko wystarczyło nacisnąć kolanem na jej nogę i ramieniem na ramię...
Nie spodziewała się kontrataku. Do tej pory tak łatwo przychodziło jej przewracać mnie na ziemię. A teraz tylko chwila i... jak długa leżała na miękkiej łączce.”

"To tam! Z tej góry brat Mieszka, Czcibor, uderzył na wojska Hodona"
fot. kadr z filmu zlotowego

"Pan naprawdę myśli, że ja przestałam się zajmować dżudo?"
fot. kadr z filmu zlotowego

"Do tej pory tak łatwo przychodziło jej przewracać mnie na ziemię. A teraz tylko chwila i... jak długa leżała na miękkiej łączce"
fot. kadr z filmu zlotowego
Była kradzież pamiętnika przez Fryderyka w czasie zejścia bohaterów spod mauzoleum Haubitza.
„Hilda ucięła dyskusję:
— Ja wezmę puszkę z pamiętnikiem, a pan doktor i pan Tomasz będą moją asystą i konwojem. Wy także — uśmiechnęła się do chłopców, na co oni z powagą kiwnęli głowami. — Przyjechałam do Polski po pamiętnik, a skoro znalazł się on już w moich rękach, nie mogę go nikomu oddawać. Uważam, że jeśli ktoś się powinien narażać w tej sprawie, to właśnie ja. Tym bardziej że mam z Haubitzem i prywatne porachunki.
(…)
Urwałem. Pośliznąłem się na błotnistej i stromej ścieżce. Fiknąłem kozła i zjechałem kilka metrów w dół. Zjeżdżając podciąłem nogi Sokolego Oka, który również fiknął kozła i począł się zsuwać w dół. On podciął z kolei nogi schodzącej niżej Hildzie. Niemka krzyknęła i przewracając się wypuściła z ręki pudełko z pamiętnikiem, które zaczęło zjeżdżać po mokrej od mgły ścieżce.
(…)
Usiłowałem podnieść się z mokrej trawy, gdy jakaś potężna siła zwaliła mnie z nóg. Ktoś przewrócił mnie i zbiegł w dół.
„Fryderyk!” — przemknęło mi przez mózg okropne podejrzenie.
Zerwałem się z ziemi i znowu ktoś przewrócił mnie, z ogromnym rozpędem spadając na mnie z góry. Przebiegł ślizgając się na trawie i błotnistej ścieżce.
Trzy wystrzały z pistoletu jak ostre uderzenie bicza przeszyły mgłę.”

"Och, Boże, pozostawiłam pamiętnik!"
fot. kadr z filmu zlotowego

"Jesteście wstrętni! Wstrętne chłopaki! Moja ciocia nigdy nie była podejrzana! Nigdy, nigdy, nigdy!"
fot. kadr z filmu zlotowego

"Usiłowałem podnieść się z mokrej trawy, gdy jakaś potężna siła zwaliła mnie z nóg. Ktoś przewrócił mnie i zbiegł w dół."
fot. kadr z filmu zlotowego
Nie zabrakło też scenki pierwszego spotkania Zenobii i Tomasza — zakończonej, zgodnie z książkowym pierwowzorem, dwukrotnym użyciem chwytów judo — oraz pełnej humoru lekcji judo, podczas której Tomasz poznawał kolejne tajniki tej sztuki walki.
„— Cześć! — zawołała do Kasi. — Nie wiesz, czy obiad już gotów? Strasznie jestem głodna.
— Właśnie przed chwilą dzwonili na obiad. Czekamy tu na ciocię.
— Po co? Tyle razy ci mówiłam, żebyś sobie mną głowy nie zawracała. Ja sama trafię do stołówki.
— A to jest nasz nowy sąsiad. Pan Tomasz — przedstawiła mnie Kasia.
— Halo! — zakrzyknęła radośnie ciotka i podeszła do mnie z wyciągniętą ręką. — Bardzo mi miło pana poznać.
— Mnie również — odrzekłem.
Ledwie tylko moja dłoń znalazła się w jej ręce, nagle poczułem, że dzieje się ze mną coś niezwykłego. Wystarczył jej jeden ruch, a już leciałem na ziemię. Tuż nad samą ziemią przytrzymała mnie jednak i silnym chwytem postawiła z powrotem na nogi.
— Mięczak z pana — orzekła. — A już miałam nadzieję, że jakiś prawdziwy mężczyzna przyjechał.
— Bo pani mnie zaskoczyła — tłumaczyłem się zarumieniony ze wstydu.
— Prawdziwy mężczyzna nie daje się nigdy zaskoczyć. A zresztą możemy spróbować jeszcze raz.
To mówiąc znowu wyciągnęła do mnie rękę. Podałem jej swoją, tym razem jednak silniej wparłem się nogami w ziemię i tułów trochę pochyliłem do przodu. I znowu nie wiem, jak to się stało, ale nie wypuszczając mojej dłoni, ciotka Zenobia nagle znalazła się za moimi plecami. Wykręcona do tyłu ręka zaczęła piekielnie boleć i aby uniknąć bólu, grzecznie dałem się położyć na trawie.
— Powinien pan się uczyć dżudo — powiedziała Zenobia, podnosząc mnie z trawy.”

"Pan nie zna ciotki Zenobii. To nie jest zwykła ciotka"
fot. kadr z filmu zlotowego

"A to jest nasz nowy sąsiad. Pan Tomasz."
fot. kadr z filmu zlotowego

"Ledwie tylko moja dłoń znalazła się w jej ręce, nagle poczułem, że dzieje się ze mną coś niezwykłego. Wystarczył jej jeden ruch, a już leciałem na ziemię."
fot. kadr z filmu zlotowego

"Jednym ruchem ciotka Zenobia zdjęła z twarzy okulary, ściągnęła z głowy kask motocyklowy. Zobaczyłem przed sobą śliczną dwudziestoparoletnią dziewczynę o delikatnych rysach twarzy i pięknych kasztanowych włosach."
fot. kadr z filmu zlotowego
„W pewnej chwili, uwolniwszy się od zdradliwego „krawata”, tak osłabłem, że upadłem na trawę i przez jakiś czas nie miałem sił podnieść się na nogi.
I właśnie wtedy z krzaków wikliny rozległ się głośny chichot. A potem ujrzałem ogromny nochal Sokolego Oka i chłopak wyszedł z ukrycia.
— No, panie Tomaszu — powiedział, nie przestając się śmiać — zdaje mi się, że tym razem pan jednak został pokonany. Rozłożył pana na obie łopatki.
— Kto? — burknąłem.
— Jak to: kto? — udał zdumienie Sokole Oko. — No ten, co pana przewrócił.
— Przecież widzisz, że tu nie ma nikogo.
— Nie ma? — znowu zdumiał się chłopak. — Chce mi pan wmówić, że walczył pan z panem Nikt? I tak się pan zziajał?
— Od dawna siedzisz w tych krzakach?
— Najpierw usłyszałem okropne sapanie i przybiegłem z pomocą. Wkrótce jednak zorientowałem się, że pan sobie sam poradzi ze swoimi wrogami, i pozostałem w krzakach. Pięknie pan walczył. Szkoda tylko, że na sam koniec dał się pan pokonać.
Postękując, z trudem podniosłem się z trawy.
— Może byś tak przestał kpić sobie ze mnie? — zaproponowałem. — Czy nie widzisz, że ledwo żyję?
— Niech pan nie traci ducha, panie Tomaszu. Następnym razem pan będzie zwycięzcą.
Machnąłem lekceważąco ręką i spojrzałem na zegarek.
— Boże drogi — westchnąłem. — To ja już dwie godziny trenuję? I ty przez cały ten czas obserwowałeś moje ćwiczenia?
— A tak — bezczelnie przyznał Sokole Oko. — Takiego kina jak żyję nie widziałem.”

"Na maleńkiej polance wśród wikliny staczałem jakieś okropne bitwy z wyimaginowanym przeciwnikiem"
fot. kadr z filmu zlotowego

"Pięknie pan walczył. Szkoda tylko, że na sam koniec dał się pan pokonać."
fot. kadr z filmu zlotowego
Szczególnie zapadła w pamięć także zabawna scenka odegrana przed kościołem w Dolsku, gdzie bohaterowie skakali po kamiennej szachownicy niczym najprawdziwsze koniki szachowe.
„I Wiewiórka odskoczył od nas jak konik szachowy.
— Ej, Wiewiórka! — krzyknął za nim Sokole Oko. — Czy ty już tak zawsze będziesz skakał?
— A tak! — odkrzyknął Wiewiórka. — Bardzo fajnie się tak skacze. Spróbujcie, chłopaki. Może gdy tak będziemy skakali, wpadnie nam do głowy jakiś świetny pomysł rozwiązania zagadki?
Tell i Sokole Oko poszli za przykładem Wiewiórki. Trójka chłopców skakała przed kościołem jak polne koniki. Dołączyła się do nich i Kaśka, a obok niej, w podskokach biegał Sebastian, któremu ta zabawa bardzo się spodobała.
— Co oni robią? — zdumiała się Zenobia.
— Próbują rozwikłać zagadkę szachownicy — odpowiedziałem z powagą. — No, co pani Zenobio, może i my spróbujemy?
Rozpocząłem skoki, dwa do przodu i jeden w bok.
— Powariowali! — zawołała Zenobia.
— Panie doktorze, zapraszamy do skoków — kiwnąłem ręką na ojca Tella.
Doktor przykucnął i podskakując, dwa kroki w przód i jeden w bok, usiłował się do mnie zbliżyć. Więc ja, podobnie skacząc, uciekłem za Zenobię, potem za Fryderyka, Hildę, a wreszcie za pana Kuryłłę.
— Ja jestem czarny koń! — zawołał doktor. — Zaraz pana sprzątnę z szachownicy. Uwaga: atakuję! — i śmiesznie podskakując pędził w moim kierunku.
Tell i Sokole Oko narobili wrzasku, bo jeden drugiego usiłował wypchnąć przez furtkę cmentarną, czyli usunąć z szachownicy. Wiewiórka złapał za kark Sebastiana, twierdząc, że Sebastian jest hetmanem, którego on, konik szachowy, właśnie „sprzątnął”. Kasia wyrwała Sebastiana z rąk Wiewiórki i upierała się, że jest „królową”, więc ma prawo do „ruchu w każdą stronę”. Ja w dalszym ciągu uciekałem, a gonił mnie doktor. Zenobia pogroziła nam pięścią.
— Miejcie szacunek dla zabytków. Co ludzie we wsi pomyślą? Że przyjechali tu wariaci.”

"Tell i Sokole Oko poszli za przykładem Wiewiórki. Trójka chłopców skakała przed kościołem jak polne koniki. Dołączyła się do nich i Kaśka."
fot. kadr z filmu zlotowego

"Doktor przykucnął i podskakując, dwa kroki w przód i jeden w bok, usiłował się do mnie zbliżyć. "
fot. kadr z filmu zlotowego

"Miejcie szacunek dla zabytków. Co ludzie we wsi pomyślą? Że przyjechali tu wariaci."
fot. kadr z filmu zlotowego
Wszystkie scenki reżyserowała panna Monika, operatorem kamery był Czesio, a publiczność stanowili pozostali uczestnicy zlotu, którzy tym razem nie wcielili się w role aktorów. Śmiechu było co niemiara, a scena szybko stała się jednym z tych momentów, do których wraca się we wspomnieniach jeszcze długo po zakończeniu zlotu.

Scenki książkowe pod czujnym okiem reżyserki i operatora
fot. TomaszK

Panna Monika wyznacza sceny, Czesio łapie je w kadrze
fot. TomaszK
Tak właśnie dzień stawał się sceną — pełną ruchu, emocji i dziecięcej radości — a gdy słońce chyliło się ku zachodowi, scena powoli cichła, ustępując miejsca innemu rodzajowi przygody.
Wieczorem przy ognisku rozgrywały się rozmowy, które były nieodłączną częścią każdego zlotu – taką, bez której cały wyjazd wydawałby się niepełny. Gdy kończyło się dzienne wędrowanie śladami „Księgi strachów”, słońce znikało za linią drzew, przy ognisku zaczynają tańczyć płomienie, czas jakby przestaje płynąć. Rozmowy toczą się lekko, śmiech niesie się w ciepłym powietrzu, a na stołach pojawia się to, co każdy przywiózł z serca. Jest trójniak TomaszKa, dwójniak Mysikrólika, smalczyk i ogóreczki od Czesia, pieczona kiełbaska i dziesiątki smaków, które najlepiej smakują właśnie tu – w towarzystwie przyjaciół, w ciepły czerwcowy wieczór.
I właśnie wtedy było najlepiej widać, że ten zlot to nie tylko trasa, miejsca i literackie tropy, ale przede wszystkim ludzie. Bo choć przyjechaliśmy tu śladami Pana Samochodzika, to wieczorami tworzyliśmy własną opowieść.

Wspólne chwile przy jedzeniu i napitku
fot. Czesio1

Rozmowy przy stole pełnym smaków i radości
fot. Czesio1

Smakołyki, napitek i niekończące się opowieści
fot. TomaszK
W tym czasie młodsza część zlotowiczów zbierała się w sali balowej, wypełniając ją wesołymi rozmowami i zabawami, które, choć inne niż przy ognisku, niosły tę samą radość wspólnego przeżywania przygody.

Śmiech, zabawa i przygoda – w sali balowej też tętni życie zlotu
fot. TomaszK
Przy ognisku wędrowaliśmy już nie tylko śladami bohaterów książek, ale i własnych wspomnień. Wracały obrazy dawnych zlotów – tych sprzed lat i tych całkiem niedawnych, anegdoty, które z każdym kolejnym opowiedzeniem obrastały w nowe szczegóły, śmiechy i dopowiedzenia, a wszystko to układało się w ciąg dalszy naszej wspólnej kroniki.
Rozmowy wybiegły też w przyszłość. Co chwila zerkało się myślami ku następnemu wieczorowi i konkursowi, który w sali balowej dopinała w szczegółach Yvonne – pojawiały się domysły, żarty, nieśmiałe typowania i zapewnienia, że „to tylko zabawa” … choć wszyscy wiedzieliśmy swoje.
Nie mogło zabraknąć planów kolejnych wypraw. Przy ogniu kreśliliśmy już mapy przyszłorocznego zlotu żeglarskiego na Jezioraku, snuliśmy wizje portów, wiatrów i wieczorów na pokładzie, a obok tego rodziły się dziesiątki mniejszych i większych planów wyjazdowych – tych całkiem realnych i tych jeszcze na granicy marzeń.

Ognisko, które łączy przygody dnia z rozmowami wieczoru
fot. Czesio1

Pieczone kiełbaski przy zlotowym ognisku
fot. Czesio1

Uczestnicy zlotu przy ognisku
fot. Barabasz

Zlotowicze przy ogniu i w świetle płomieni
fot. Barabasz

Przy ognisku – wspólne chwile zlotu
fot. Barabasz

Uczestnicy zlotu przy ognisku na tle pałacu w Gliśnie
fot. Barabasz

Młodzież przy ognisku
fot. Barabasz
Takie rozmowy to esencja zlotu: bez pośpiechu, bez scenariusza, z myślami krążącymi między tym, co było, tym, co za chwilę, i tym, co dopiero przed nami.
- panna Monika
- Zlotowicz

- Posty: 909
- Rejestracja: 04 sie 2013, 14:53
- Miejscowość: Łódź
- Płeć: Kobieta
- Podziękował;: 95 razy
- Otrzymał podziękowań: 87 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Rzeczywiście esencja zlotu. Fantastyczna relacja. I żywy dowód na to, że dzieci mogą żyć bez telefonu i internetu, jak dawniej.
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16790
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 601 razy
- Otrzymał podziękowań: 309 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
11. Czesio1
Zlotowy konkurs samochodzikowy
Konkurs to od lat jeden z najważniejszych punktów każdego zlotu. To właśnie on odróżnia spotkania nieformalne od oficjalnych zlotów forum – bez konkursu samochodzikowego zlot po prostu nie mógłby się tak nazywać.
Tegoroczną rywalizację przygotowała Yvonne, proponując konkurs w wersji drużynowej. Uczestnicy mierzyli się z kilkudziesięcioma pytaniami, w większości punktowanymi za jeden punkt, choć nie brakowało również trudniejszych wyzwań wycenionych na dwa i trzy punkty. Całość uzupełniały cztery zadania tematyczne, a o wyborze zarówno pytań, jak i zadań decydowali kapitanowie drużyn, losując kolejne numery.
Organizatorka podzieliła uczestników na trzy drużyny, nawiązujące do świata „Księgi strachów”. Pierwszą z nich była Młodzież, w której skład weszli Sokole Oko, Wilhelm Tell, Wiewiórka i Kasia. Drugą drużynę stanowiła Załoga Tomasza, tworzona przez Tomasza, Hildę i doktora, natomiast trzecią - Czarne charaktery, reprezentowane przez Klausa, Fryderyka i Kuryłłę. O tym, kto wcieli się w poszczególne postacie, zdecydowało losowanie karteczek z tajemniczego woreczka, co już na starcie wprowadziło sporo emocji i uśmiechów. Ponieważ chętnych do udziału w konkursie było więcej niż wylosowanych ról, każdą z drużyn zasiliły dodatkowo osoby gotowe wspierać swoich książkowych bohaterów wiedzą, pamięcią i dobrą podpowiedzią.
Po krótkim wprowadzeniu i przedstawieniu drużyn nadszedł moment, na który wszyscy czekali – konkurs został oficjalnie rozpoczęty.

Yvonne zadaje pierwsze konkursowe pytanie
fot. kadr z filmu zlotowego
Sala balowa szybko wypełniła się emocjami, gwarą i skupieniem, które towarzyszyły kolejnym losowaniom pytań. Drużyny pochylały się nad odpowiedziami, trwały krótkie, czasem burzliwe narady, a co chwilę wybuchały śmiech lub westchnienia ulgi – zwłaszcza wtedy, gdy los okazywał się łaskawy. Kapitanowie z uwagą losowali numery, a każde kolejne pytanie niosło ze sobą niepewność, czy przyniesie łatwy punkt, czy zmusi do intensywnego sięgania w zakamarki pamięci.
Po pierwszych emocjach przyszedł czas na właściwą próbę pamięci i uważnej lektury „Księgi strachów”. Pytania obejmowały zarówno drobne szczegóły fabuły, jak i bardziej złożone wątki, a ich punktacja rosła wraz z poziomem trudności. Za jeden punkt padały pytania pozornie proste, takie jak: kto pisał relacje w harcerskiej księdze strachów, jaki samochód miał Fryderyk, kiedy zaczyna się akcja książki czy jaki sport uprawiali rodzice Kasi. Były też takie, które wymagały sięgnięcia pamięcią głębiej — choćby o imię von Haubitza zafascynowanego astronomią. Wiele z tych odpowiedzi padało niemal natychmiast, a drużyny imponowały doskonałą pamięcią i znakomitą znajomością książki.
Wraz z pytaniami za dwa i trzy punkty poprzeczka wyraźnie się podnosiła. Kto palił papierosy w książce? - to jedno z pytań za dwa punkty, które na chwilę zatrzymywało rozmowy przy stolikach i skłaniało do szybkich narad. Jeszcze więcej emocji budziły pytania najwyżej punktowane: o wszystkie pływające pojazdy pojawiające się podczas akcji książki, o szczegółowy opis motocykla Zenobii czy o imię zaufanego lokaja Johanna von Haubitz, jego więzienną przeszłość i długość odbytej kary. Tu odpowiedzi rodziły się już zespołowo - wśród szeptów, wymiany argumentów i nerwowego liczenia punktów w myślach.

Burza mózgów w drużynie Czarnych Charakterów
fot. kadr z filmu zlotowego

Trzy punkty w grze – emocje rosną
fot. kadr z filmu zlotowego

Skupienie przed kolejnym pytaniem
fot. kadr z filmu zlotowego

Głos Załogi Tomasza – PiTT
fot. kadr z filmu zlotowego
Gdy pytania sprawdziły pamięć i znajomość szczegółów „Księgi strachów”, przyszedł czas na zadania tematyczne, które pozwalały wykazać się wyobraźnią, pomysłowością i aktorskim zacięciem. Każde z nich miało swój tytuł i własny charakter, a o tym, które zadanie trafi do danej drużyny, ponownie decydował los. Yvonne odczytywała wylosowane zadania kolejno poszczególnym drużynom, a już po pierwszych słowach było wiadomo, że łatwo nie będzie.
Wśród zadań znalazły się m.in.: narysowanie i opisanie mauzoleum wraz z jego otoczeniem, przedstawienie ośrodka wczasowego, w którym mieszkał Pan Samochodzik, odegranie sceny nauki judo na polance między krzakami, a także wspólne zadanie polegające na inscenizacji momentu, w którym napastnik obezwładnia Pana Samochodzika niedaleko ruin obserwatorium, połączone z opisem tej sceny.
Po ogłoszeniu treści zadania każda z drużyn otrzymywała kilka, a czasem nawet kilkanaście minut na przygotowanie swojej odpowiedzi — graficznej lub aktorskiej, w zależności od charakteru wyzwania. W sali balowej natychmiast robiło się gwarno: jedni pochylali się nad kartkami i długopisami, inni próbowali ustawić role, gesty i ruchy sceniczne, a wszystko to w atmosferze skupienia, śmiechu i twórczego chaosu, który najlepiej świadczył o tym, że konkurs wkroczył w swoją najbardziej barwną odsłonę.

Zadanie tematyczne w wykonaniu Czarnych Charakterów
fot. Czesio1

Twórcze wyzwanie drużyny Młodzieży
fot. Czesio1

Przygotowania Załogi Tomasza do zadania tematycznego
fot. Czesio1

Zadanie tematyczne w wykonaniu Czarnych Charakterów – mauzoleum i jego okolice odtworzone rysunkiem i słowem
fot. Czesio1

Zadanie tematyczne w wykonaniu drużyny Młodzieży – ośrodek wczasowy Pana Samochodzika narysowany i opisany słowem
fot. Czesio1

Zadanie tematyczne Załogi Tomasza – judo Pana Samochodzika wśród krzaków i trawy
fot. Czesio1

Zadanie tematyczne Załogi Tomasza – judo Pana Samochodzika wśród krzaków i trawy
fot. Czesio1

Ukłon Załogi Tomasza po wykonaniu zadania tematycznego
fot. Czesio1
Yvonne przygotowała o jedno zadanie tematyczne więcej niż było drużyn, i postanowiła, by żadne z nich nie pozostało niewykorzystane. Zaproponowała więc, aby tym razem wszystkie zespoły połączyły siły i wspólnie zmierzyły się z dodatkowym wyzwaniem. Drużyny wybrały swoich przedstawicieli, którzy mieli wystąpić w imieniu całej zlotowej społeczności. Odegrali oni scenę, w której napastnik obezwładnia Pana Samochodzika w pobliżu ruin obserwatorium, jednocześnie opisując jej przebieg. Wspólna inscenizacja wymagała szybkiego porozumienia i sprawnego podziału ról, lecz efekt końcowy pokazał, że współpraca między drużynami przebiegła bez zarzutu. Scenka była czytelna, dynamiczna i - co najważniejsze - dostarczyła zarówno wykonawcom, jak i widzom mnóstwo dobrej zabawy.

Przedstawiciele wszystkich drużyn przygotowują się do kolejnego zadania tematycznego – odegrania sceny, w której napastnik obezwładnia Pana Samochodzika niedaleko ruin obserwatorium, i opisania tej sceny
fot. kadr z filmu zlotowego

"Tajemniczy osobnik szedł dość szybko, wkrótce znalazł się za trzecim zakrętem ścieżki. Wtedy ostrożnie opuściłem krzaki i zacząłem skradać się za nim."
fot. kadr z filmu zlotowego

"Tajemniczy osobnik zapewne szukał dogodnego przejścia przez mur. Potem zgasił latarkę, wspiął się na kamienie i zniknął po drugiej stronie."
fot. kadr z filmu zlotowego

"Zrobiłem dokładnie to samo co on. W tym samym, miejscu wspiąłem się na kamienie i przeskoczyłem przez mur."
fot. kadr z filmu zlotowego

"Lecz gdy stanąłem po drugiej stronie, raptem silne ręce chwyciły moją głowę, czyjaś dłoń przycisnęła mi coś do ust."
fot. kadr z filmu zlotowego

"Panie Tomaszu! Panie Tomaszu! Niech się pan zbudzi!"
fot. kadr z filmu zlotowego
Na zakończenie Yvonne ogłosiła wyniki konkursu. Bezapelacyjnym zwycięzcą okazała się Załoga Tomasza, która przez całą rywalizację imponowała świetną znajomością książki i doskonałą współpracą. Drugie miejsce zajęła ekipa Młodzieży, a tuż za nią, dosłownie o włos, uplasowała się drużyna Czarnych Charakterów.

Finał konkursu i chwila prawdy - Yvonne podaje wyniki
fot. kadr z filmu zlotowego

Zwycięska drużyna – Załoga Tomasza
fot. kadr z filmu zlotowego
Po ogłoszeniu rezultatów przyszedł czas na nagrody. Organizatorka zadbała o to, by nikt nie wyszedł z pustymi rękami — na uczestników czekały przypinki z bajek z czasów PRL-u, zakładki do książek, długopisy, a dla najmłodszych także kolorowe widokówki, które stały się miłym i sentymentalnym zwieńczeniem konkursowych emocji.

Nagrody dla zwycięzców: kolorowe przypinki z bajek PRL-u
fot. kadr z filmu zlotowego

Marysia, pomoc organizatora, z przypinką z bajek z czasów PRL-u
fot. kadr z filmu zlotowego

Zwycięzcy z konkursowymi trofeami - przypinki z bajek PRL-u, które wywołały niejeden uśmiech
fot. kadr z filmu zlotowego

Drużyna Młodzieży zdobywa drugie miejsce w konkursie i nagrody w postaci zakładek do książek
fot. kadr z filmu zlotowego

Czarne Charaktery zdobywają trzecie miejsce w konkursie i otrzymują zakładki do książek
fot. kadr z filmu zlotowego
Konkurs zakończył się wspólnym zdjęciem uczestników z organizatorką, które na długo pozostanie miłą pamiątką tego wieczoru.

Uczestnicy konkursu z organizatorką, Yvonne
fot. TomaszK
-
TomaszK
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 9302
- Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 82 razy
- Otrzymał podziękowań: 615 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
13. TomaszK
Kostrzyn nad Odrą
Kostrzyn nad Odrą to miasto jakich wiele, ale Stary Kostrzyn, to unikat na skalę europejską. Kiedyś samodzielne miasteczko, zostało zniszczone w takim stopniu, że nie opłacało się go odbudowywać. Gruzów jednak nie wywieziono na odbudowę Warszawy, jak stało się z innym, podobnie zniszczonym miasteczkiem Forst-Berge, 100 kilometrów na południe, w którego miejscu obecnie rośnie las. Zniszczona Starówka Kostrzyna znalazła się na nieużytkowanym terenie należącym do radzieckiej bazy wojskowej, co poniekąd ocaliło ją od zniknięcia.
Wejście na teren muzeum obejmującego Stary Kostrzyn, znajduje się tuż przy nieczynnym, ale zachowanym przejściu granicznym, chyba jednym z większych w PRL-u.

Brama Berlińska
fot. Czesio1
Po przekroczeniu masywnej ceglanej bramy dawnego wejścia do fortu, po drugiej stronie ukazuje się gęsto zadrzewiony park. Jednak już po chwili widać, że pagórki parku to sterty gruzu ze zwalonych kamienic, porośnięte drzewami i krzakami, między którymi przebiegają równo rozmieszczone, wybrukowane uliczki, wszystkie podpisane dawnymi nazwami starówki Kostrzyna. Miejscami spod ziemi ukazują się fragmenty murów z okienkami piwnicznymi. W pewnym miejscu główna ulica przechodzi w szeroką, prostokątną polanę – dawny rynek miasteczka, z betonowym postumentem na środku. To resztki pomnika miejscowego bohatera sprzed kilkuset lat. W innym miejscu, też nieporośniętym drzewami, widać fundamenty dużej budowli, podpisane jako resztki dawnego kościoła, a tuż obok fundamenty zamku z widocznymi wejściami do podziemi.

Ruiny Kościoła na ulicy Św. Klemensa
fot. Barabasz

Ulica Berlińska
fot. Barabasz

Ulica Jatki
fot. Czesio1
Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie podjęli próby penetracji zakazanych podziemi, chociaż prawdę mówiąc, nigdzie nie było napisane „zakaz wstępu”. Kilkoro chętnych weszło przez okienko piwniczne do częściowo zagruzowanego pomieszczenia, a najbardziej zapalony badacz podziemi ukazał się po dłuższej chwili w okienku na drugim końcu stery gruzu. Jak się okazuje piwnice są ze sobą połączone, co rodzi nadzieję, że kiedyś powstania tu trasa turystyczna podobna do tej w Kłodzku.

Zaułek kościelny
fot. Barabasz

Tajemnicze wejście do podziemi
fot. Barabasz

Zaułek kościelny
fot. Barabasz

Plac ratuszowy
fot. Czesio1
W pewnym momencie główna aleja dochodzi do wysokiego ceglanego muru – dawnej granicy fortu, za którym płynie Odra. Tuż przy murach znajduje się niewielka przystań, a po drugiej stronie rzeki już Niemcy. Daleko po prawej stronie było widać most, dawną drogę do Europy Zachodniej.

Odra
fot. Czesio1

Odra
fot. Czesio1

Przystań Twierdza nad Odrą
fot. Czesio1

Tablica pamiątkowa Hansa Hermanna von Katte
fot. Czesio1
Idąc koroną muru doszliśmy do bastionu, w którym mieście się muzeum gromadzące pamiątki znalezione w gruzach i przypominające dawnych mieszkańców miasta. Obok licznych przedmiotów codziennego użytku, można tu zobaczyć dawne zdjęcia miasta, wcześniejsze zabytki z wykopalisk archeologicznych oraz broń z okresu drugiej wojny światowej.

Bastion Filip
fot. Czesio1

Bastion Filip
fot. Czesio1

Bastion Filip
fot. Barabasz

Bastion Filip
fot. Barabasz

Bastion Filip
fot. Barabasz

Bastion Filip
fot. Barabasz

Bastion Filip
fot. Barabasz

Ruiny zamku
fot. Barabasz

Ruiny zamku
fot. Barabasz

Ruiny zamku
fot. Barabasz

Ruiny zamku
fot. Barabasz

Ruiny zamku
fot. Barabasz

Ruiny zamku
fot. Barabasz

Pomnik Jana Markgraf von Brandenburg
fot. Barabasz

Ulica księcia Szałka
fot. Barabasz
-
TomaszK
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 9302
- Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 82 razy
- Otrzymał podziękowań: 615 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
12. TomaszK
Tajemnice pałacu Lubomirskich w Lubniewicach
Zamek w Lubniewicach, właściwie pałac, ale wystylizowany na dawny zamek, nie jest tak stary jak wygląda. Początki zamku sięgają XVIII wieku, ale obecną formę uzyskał w pierwszych latach XX wieku jako siedziba rodu von Waldow. Używając stylu Nienackiego z opisu Niesamowitego Dworu, jest to neorenesansowa dwukondygnacyjna budowla w kształcie litery L, z wnętrzem dwutraktowym i poddaszem mieszkalnym, całkowicie podpiwniczona, nakryta wysokim dwuspadowym dachem z licznymi facjatkami i centralną wieżą. Wejście główne zwieńczone jest tarczą herbową rodu von Waldow i datą „1909”. Pałac otoczony jest zabytkowym parkiem, którego teren przylega do jeziora i łączy się bezpośrednio z pobliskim campingiem i kąpieliskiem.

Zlotowicze zmierzają ku pałacowi Lubomirskich, który powoli wyłania się zza drzew
fot. TomaszK

Pałac Lubomirskich niczym zza kurtyny wyłania się z parkowej zieleni
fot. Czesio1

TomaszK u bram pałacu Lubomirskich
fot. TomaszK

Wejście do Pałac Lubomirskich w Lubniewicach
fot. Czesio1

Dniepr K-750 - motoryzacyjny akcent w pałacowym otoczeniu
fot. Czesio1

Powóz typu landauer na pałacowym dziedzińcu
fot. Czesio1

Schody, które zapraszają do wnętrz pałacu Lubomirskich
fot. TomaszK

Chwila zadumy przy pałacowej balustradzie
fot. TomaszK
Pałac jest udostępniony do zwiedzania, ale tylko po wcześniejszym umówieniu. Tym co nas tu przywiodło była informacja, że po wojnie przez 30 lat pełnił funkcje luksusowego domu wypoczynkowego, przeznaczonego głównie dla turystów dewizowych, czyli przyjeżdżających z Europy Zachodniej. Spędzała tu wczasy Michalina Wisłocka, więc być może nasz Autor, jako ówczesny celebryta też spędził tu lato, co zaowocowało wieloma wątkami umieszczonymi w „Księdze strachów”.

Uczestnicy zlotu podczas wizyty w Pałacu Lubomirskich
fot. TomaszK

Zwiedzanie Pałacu Lubomirskich przez uczestników zlotu
fot. TomaszK

Uczestnicy zlotu w historycznych wnętrzach pałacu
fot. TomaszK
Obecnie zamek jest po gruntownym remoncie, a jego właścicielami jest fundacja rodu Lubomirskich, która uzupełniła zabytkowe wyposażenie wnętrz. Architektoniczną ozdobą pałacu jest ogromny centralny hol z dwukondygnacyjną klatką schodową. Biblioteka prezentuje zbiory Lubomirskich i ich portrety, a jadalnia zastawiona XIX-wieczna zastawą, zawiera także zachowany bar dawnego ośrodka wypoczynkowego. To tu zapewne tutaj Kuryłło i Klaus sączyli whisky knując przeciwko Tomaszowi, a Zenobia tańczyła z Fryderykiem na wieczorku zapoznawczym.

Pałacowa biblioteka z kolekcją książek i portretami Lubomirskich
fot. Czesio1

Pałacowa komnata z przytulnym stolikiem i krzesłami - miejsce dawnych spotkań
fot. Czesio1

Pałacowa komnata z historycznymi fotografiami na stoliku
fot. Czesio1

Jadalnia Pałacu Lubomirskich z XIX-wiecznym nakryciem stołu
fot. TomaszK

Bar, który pamięta dawne spotkania i letnie przygody gości ośrodka
fot. kadr z filmu zlotowego

Pałacowy sufit ozdobiony zabytkową lampą
fot. Czesio1

Rycerska tarcza Ryszarda Lwie Serce
fot. Czesio1

Pałacowa komnata z przytulnym zakątkiem wypoczynkowym
fot. Czesio1

Sekretera w pałacu Lubomirskich
fot. TomaszK

Tajemnicza płyta w jednej z komnat pałacu
fot. Czesio1

Pałacowy żyrandol z poroża jelenia, świadek dawnych wieczorów i spotkań
fot. Czesio1

Historia rodziny Lubomirskich uwieczniona w portretach
fot. Czesio1

Portrety Lubomirskich - spojrzenia dawnych mieszkańców pałacu
fot. Czesio1
Na zakończenie wyszliśmy na taras z widokiem na jezioro i ośrodek campingowy, a nasz przewodnik opowiedział o ponurym końcu ostatnich niemieckich mieszkańców zamku, zastrzelonych przez Rosjan w 1945 roku.

Zlotowicze na pałacowym tarasie
fot. TomaszK

Pałacowy taras pełen uczestników zlotu
fot. TomaszK

Pałacowy taras z komfortowym zestawem wypoczynkowym
fot. Czesio1

Spojrzenie z pałacowego tarasu ku spokojnym wodom Jeziora Lubiąż
fot. Czesio1

Jezioro Lubiąż w zielonej ramie drzew i krzewów
fot. Czesio1

Uczestnicy zlotu podczas chwili relaksu na pałacowym tarasie
fot. Czesio1

Pałacowy park - cisza, zieleń i historia w jednym miejscu
fot. Czesio1

Park przy Pałacu Lubomirskich
fot. Czesio1
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16790
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 601 razy
- Otrzymał podziękowań: 309 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
16. Czesio1
Gdy przygoda dobiega końca
Przygoda chyliła się ku końcowi, lecz wciąż brzmiały w niej echa śmiechu, rozmów i wspólnych przeżyć, które sprawiły, że ten zlot zapisze się w pamięci na długo. Z jednej strony pojawiał się żal, że trzeba zamknąć ten rozdział, z drugiej — cicha tęsknota za następną przygodą, która już gdzieś na horyzoncie zaczynała się rysować. Wśród uczestników dało się już wyczuć różne rytmy powrotów. Część zlotowiczów szykowała się do wcześniejszego wyjazdu, bo przed nimi była długa droga do domu - jak choćby Czesio, którego trasa powrotna należała do najdłuższych. Inni mogli pozwolić sobie na więcej luzu, nie spiesząc się z pożegnaniami, bo dom czekał całkiem niedaleko.
Nie mogło też zabraknąć obowiązkowego punktu każdego zlotu, który przez lata urósł do rangi niepisanego rytuału - porannej jajecznicy na kiełbasie, serwowanej przez naszego kuchmistrza Mysikrólika. Tradycja ta sięga 2016 roku i Niewidzialnego Zlotu na Mazurach, kiedy to podczas noclegu pod namiotami na wyspie Śniardwy, mimo siąpiącego deszczu, Mysikrólik rozpalił ognisko i o poranku przygotował na ogromnej patelni pierwszą zlotową jajecznicę. Od tamtej pory na każdym zlocie jedno ze śniadań obowiązkowo zawiera jajecznicę w menu. W jej przygotowaniach zawsze uczestniczy kilka osób - jedni kroją cebulę, inni kiełbasę, kolejni rozbijają jajka do misek - a nad całością, niezmiennie i z czujnym okiem, czuwa Mysikrólik.

Bartolini, mamma mia, herbu Zielona Pietruszka – Mysikrólik przy patelni
fot. TomaszK

Wesołe skwierczenie kiełbaski z cebulką pod czujnym okiem Mysikrólika
fot. TomaszK

Jajka pozbawione skorupek cierpliwie oczekują w misce na swój los na patelni
fot. TomaszK

Hanka, Barabasz i Antek nie mogą się już doczekać porannej jajecznicy
fot. TomaszK

Jajka trafiają w końcu na rozgrzaną patelnię
fot. TomaszK

Wszystkie składniki razem na patelni
fot. Czesio1

Zielony akcent na patelni: szczypiorek dopełnia dzieło Mysikrólika
fot. TomaszK

Jajecznica gotowa! Smacznego!
fot. Czesio1

Zlotowicze przy porannym śniadaniu
fot. TomaszK
Po sytym i pysznym śniadaniu zlotowicze rozeszli się do swoich pokoi, by dokończyć ostatnie pakowanie bagaży i jeszcze raz sprawdzić, czy na pewno nic nie zostało w szafach, na parapetach i pod łóżkami. Jak się jednak później okazało, niektóre drobiazgi najwyraźniej postanowiły przedłużyć swój pobyt w pałacu i zostały w pokojach jako nieplanowane „pamiątki”. Na szczęście dzięki niezwykle życzliwej pani z recepcji wszystkie zagubione rzeczy szybko wyruszyły w drogę powrotną, a każda zlotowa zguba bezpiecznie trafiła do swojego właściciela.
Wkrótce nadszedł czas pożegnań z tymi, którzy ruszali w drogę jako pierwsi. Czesio z Kiką wyruszyli najwcześniej, bo przed nimi była długa, kilkugodzinna trasa do swojej stałej bazy noclegowej pod Lublinem. Niedługo potem na powrót zdecydował się także TomaszK, którego droga prowadziła aż do Krakowa. Z minuty na minutę zlotowa baza pustoszała, a kolejni uczestnicy żegnali się i wyruszali w swoje strony. Rozjazdom towarzyszyły emocje pożegnań, mocne uściski „na misia” i ta dobrze znana nadzieja, że już niedługo znów spotkamy się na szlaku kolejnej przygody.
Choć zlot dobiegł końca, wspomnienia i przeżycia pozostaną z nami na długo. Do zobaczenia na szlaku przygody!

Pożegnalna fotka uczestników zlotu na tle pałacu w Gliśnie
fot. Czesio1

Do zobaczenia na szlaku przygody...
fot. kadr z filmu zlotowego
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16790
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 601 razy
- Otrzymał podziękowań: 309 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
9. Czesio1
Dolsko
Po opuszczeniu Morynia wyruszyliśmy na poszukiwanie zagadkowych szachownic, śladem wskazówek z "Księgi strachów". Na kartach książki Zbigniew Nienacki tak ułożył trasę głównych bohaterów, że śladów tajemniczych szachownic trzeba było szukać w różnych zakątkach regionu. Jak pisał:
„Kuryłło miał jednak tę wyższość nad nami, że posiadał dodatkowe informacje od Klausa, czyli wprost od Haubitza. Powiedziano mu: w obserwatorium są dwie szachownice, po jednej — na kościele w Jasieniu, na kamieniu w Topielcu, na kamieniu w Czarnem, na kościołach w Dolsku i w Lubiechowie Górnym. A trzy szachownice znajdują się w grobowcu Hermanna von Haubitz.”
I tak, w upalne piątkowe popołudnie, kawalkadą samochodów dotarliśmy do bram kościoła w Dolsku. Otworzyliśmy je i wybrukowaną „kocimi łbami” alejką wśród drzew przeszliśmy do wrót świątyni. Podobnie jak główni bohaterowie książki, od razu zauważyliśmy szachownicę na kamiennym obramowaniu kościoła. Choć według informacji książkowych kościół w ciągu tygodnia jest zamknięty, dzięki uprzejmości naszego wspaniałego przewodnika po Gądnie, Adama Nowińskiego, drzwi do świątyni zostały dla nas wcześniej otwarte, abyśmy mogli wejść do chłodnego wnętrza i ochłodzić nasze rozentuzjazmowane głowy.
„Słońce przedarło się przez chmury i natychmiast zrobiło się upalnie, a nawet parno. Po kilku kilometrach, za zakrętem drogi, uwidoczniła się przed nami zielona, zwarta kępa drzew. Była to wieś Dolsko. Po lewej stronie na wzgórzu stał otoczony starymi drzewami romański kościółek z XIII wieku.
Zatrzymaliśmy samochody na błotnistej drodze obok cmentarza. Sam kościółek był maciupeńki, miał tylko dużą, czworoboczną wieżę romańską. Wejście do wieży obramowane było portalem. Nieco z boku widniały drzwi do krętego korytarza ze stromymi schodami prowadzącymi w górną część wieży. Czubek wieży wydawał się, jak gdyby ucięty i tam właśnie — zabawny i nigdzie dotąd przez mnie nie widziany szczegół — uwiły sobie gniazdo dwa bociany. Ich wesoły klekot powitał nas, gdy podeszliśmy pod portal.
Kościół był zamknięty. W sąsiedniej zagrodzie poinformowano nas, że otwiera się go tylko w niedzielę.
Z pobliskiej miejscowości, gdzie mieści się kościół parafialny, przyjeżdża wtedy do Dolska wikary i odprawia nabożeństwo dla wiernych. Nie zamknięte natomiast okazało się boczne wejście na wieżę.
Pierwszy zauważył szachownicę Sokole Oko. Nie darmo nosił swoje przezwisko. Należało odejść od portalu na kilka kroków i pod pewnym kątem spojrzeć na kamienne obramowanie. Z tej odległości widziało się po lewej stronie, na trzecim kamieniu od dołu — wyraźny znak szachownicy.
— Jest szachownica. I co z tego? — powiedziałem wzruszywszy ramionami.
Ogarnęło mnie rozczarowanie. Oglądanie kościołów, na których ktoś wyrzeźbił ów tajemniczy znak, wydawało mi się bezsensowne.
Pomyślałem, że być może odnajdziemy jeszcze dziesięć starych kościołów z szachownicami i nie będziemy ani o odrobinę mądrzejsi.
Wiewiórka skakał przed portalem ruchem konika szachowego. Wyglądało to zabawnie i cała sprawa z tajemniczą szachownicą nagle wydała mi się śmieszna.
(…)
— Ej, Wiewiórka! — krzyknął za nim Sokole Oko. — Czy ty już tak zawsze będziesz skakał?
— A tak! — odkrzyknął Wiewiórka. — Bardzo fajnie się tak skacze. Spróbujcie, chłopaki. Może gdy tak będziemy skakali, wpadnie nam do głowy jakiś świetny pomysł rozwiązania zagadki?
Tell i Sokole Oko poszli za przykładem Wiewiórki. Trójka chłopców skakała przed kościołem jak polne koniki. Dołączyła się do nich i Kaśka, a obok niej, w podskokach biegał Sebastian, któremu ta zabawa bardzo się spodobała.
— Co oni robią? — zdumiała się Zenobia.
— Próbują rozwikłać zagadkę szachownicy — odpowiedziałem z powagą. — No, co pani Zenobio, może i my spróbujemy?
Rozpocząłem skoki, dwa do przodu i jeden w bok.
— Powariowali! — zawołała Zenobia.
— Panie doktorze, zapraszamy do skoków — kiwnąłem ręką na ojca Tella.
Doktor przykucnął i podskakując, dwa kroki w przód i jeden w bok, usiłował się do mnie zbliżyć. Więc ja, podobnie skacząc, uciekłem za Zenobię, potem za Fryderyka, Hildę, a wreszcie za pana Kuryłłę.
— Ja jestem czarny koń! — zawołał doktor. — Zaraz pana sprzątnę z szachownicy. Uwaga: atakuję! — i śmiesznie podskakując pędził w moim kierunku.
(…)
— Miejcie szacunek dla zabytków. Co ludzie we wsi pomyślą? Że przyjechali tu wariaci.
Hilda wskazała dłonią wieżę.
— Może pójdziemy na górę? Drzwi są otwarte...
Przestaliśmy skakać.
— To jest dobry pomysł — stwierdziłem. — Tylko że tam na górze, zdaje się, osy mają swoje gniazdo.
— Wejdziemy bardzo ostrożnie. Może nas nie pogryzą — pocieszał nas Fryderyk.
Zebraliśmy się przed otwartymi drzwiami. Drzwi były wąskie, tak samo wąski okazał się mroczny korytarz ze schodami na górę.
Uformowaliśmy się w długi rząd i, prowadzeni przez Zenobię, wkroczyliśmy w mrok.
(…)
Korytarz miał dwa załomy i zaraz znaleźliśmy się na widnej platformie pierwszego piętra. Wyżej już schodów nie było. W suficie czerniał ciemny otwór, do którego można było wejść tylko po drabinie, która stała nieco z boku, oparta o ścianę.
Na platformie znajdowało się ogromne okno bez szyb. Właśnie tędy wpadały z dworu osy i niknęły w czarnym otworze. Ich gniazdo mieściło się więc o piętro wyżej.
— No co? Wchodzimy tam? — zapytała Zenobia.
Chłopcy przystawili drabinę do otworu i zaczęli piąć się po spróchniałych szczeblach.
— Nie wejdę tam za żadne skarby zdecydowanie rzekła Kasia. — Tam jest chyba milion os. Słyszycie, jak brzęczą?
Nastawiliśmy uszu. Rzeczywiście, z ciemnego otworu w suficie dochodziło nas głośne brzęczenie wielu owadów.
Chłopcy zawahali się, ale Sokole Oko pierwszy przemógł tchórzostwo i wsadził głowę w otwór. Zlękła się os także i Zenobia. Zapewne wyobraziła sobie, jak okropnie wyglądać będzie jej delikatna buzia, kiedy wbiją się w nią żądła owadów.
— Jestem pewna, że tam na górze są tylko kurz i śmiecie — odezwała się, wzruszywszy ramionami.
Hilda również zrezygnowała z wejścia na górę.
— Byłam tam z Weberem i Klausem. Nie ma nic ciekawego. Kamienny pokój bez okien i również otwór w suficie, prowadzący na strych wieży.”

Kamienny trakt okalający kościół w Dolsku zaprasza w podróż śladami Pana Samochodzika
fot. Czesio1

Kościół w Dolsku widziany z zewnątrz
fot. Czesio1

Imponująca główna wieża kościoła w Dolsku
fot. Czesio1

Widok zewnętrzny kościoła w Dolsku
fot. Barabasz

Fasada i bryła kościoła w Dolsku
fot. Barabasz

Szachownica na kamiennym obramowaniu kościoła w Dolsku
fot. Czesio1
Jak mogliśmy się spodziewać, kościół był pusty. Weszliśmy do środka, delektując się przyjemnym chłodem grubych murów. Świątynia była malutka – zaledwie cztery rzędy ławek, mieszczące nie więcej niż pięćdziesiąt osób. Czy tylu wiernych faktycznie bywa w Dolsku i okolicy, tego nie mogliśmy sprawdzić. Dość powiedzieć, że choć mały, kościół emanował niezwykłym klimatem ciszy i tajemnicy.

Wnętrze dolskiej świątyni
fot. Czesio1

Scena ukrzyżowania Jezusa Chrystusa w dolskiej świątyni
fot. Barabasz

Wnętrze dolskiej świątyni z perspektywy kilku schodków
fot. Czesio1
Tak jak w książce, drzwi na wieżę kościelną nie były zamknięte – jedynie na skoblu wisiała niezasunięta kłódka. Ostrożnie ją zdjęliśmy i kamiennymi, wąskimi schodami krok po kroku wspinaliśmy się do góry. Na pierwszej platformie schody się kończyły, dalej prowadziły już tylko drewniane, wąskie drabiny. Oczywiście nie omieszkaliśmy wspiąć się nimi na sam szczyt wieży. Na górze czekał nas m.in. ogromny dzwon - czy nadal używany, tego również nie mogliśmy sprawdzić.

Kamienne schody prowadzące na wieżę kościoła w Dolsku
fot. Czesio1

Dzwon na kościelnej wieży w Dolsku
fot. kadr z filmu zlotowego

Na wieży kościelnej
fot. Barabasz

Kościelny dzwon na wieży dolskiej świątyni
fot. Czesio1
Po eksploracji kościelnej wieży dołączyliśmy do części zlotowiczów, którzy pozostali na dole, odpoczywając na kamiennym murku przed kościołem.

Chwila wytchnienia w miejscu, gdzie czas płynie wolniej
fot. Barabasz
Ostatnim punktem tego zlotowego etapu była bardzo zabawna scenka książkowa, którą odegraliśmy właśnie przed kościołem w Dolsku. Ale o tym opowie już ktoś inny w dalszej części opowieści.













































