A pamiętacie tą maszkarę (mówię o aucie)?
Okazało się, że stoi sobie teraz spokojnie w szczecińskim muzeum:
Jak widać, pojazd oszpecono, demontując zeń parasolkę, komputer pokładowy Bajtek oraz rakiety-dopalacze. Rozkładanej paralotni też nie znalazłem...

Zwróćcie uwagę na licznik. Liczby sugerują, że auto to może nosić godne miano "auta Pana Samochodzika".
Z opisu znajdującego się przy aucie stojącym w muzeum:
Lekki pojazd terenowy pana Samochodzika
W 1978 r. Wojskowy Instytut Techniki Pancernej i Samochodowej w Sulejówku zbudował sześciokołową amfibię z napędem na 4 koła.
-
Ponieważ inne armie miały takie pojazdy, skonstruowaliśmy własny - wspomina Stanisła Kukla z Instytutu, jeden z konstruktorów. -
Miał służyć do wywożenia rannych z pola walki. Dlatego można było nim kierować idąc obok. Mógł też być wykorzystany do dowożenia amunicji w trudnym terenie. Bez kłopotu pokonywał niewielkie przeszkody wodne. Wyprodukowaliśmy 10 pojazdów i pieniądze nam się skończyły. Armia nie była zainteresowana naszą amfibią. No i tak się zakończyła historia LPT.
Pojazd zbudowano w oparciu o podzespoły małego fiata. Wykorzystano zawieszenie, sprzęgło, silnik, koła jezdne i półosie. Pod kierownictwem nieżyjącego już prof. Zbigniewa Burdzińskiego pracowali nad nim także dr Leszek Orłowski oraz inżynierowie Ryszard Mościcki i Władysław Bohuszewicz.
Nasz egzemplarz, zamiast służyć w armii, zagrał w dwóch filmach o Panu Samochodziku.
-
Wyciągał góra 65 km/h - wspomina aktor Piotr Krukowski, odtwórca głównych ról w obu filmach reżyserowanych przez Janusza Kidawę.