Ale te stroje to były obciachowe.

W życiu bym czegoś takiego nie założył. Dopiero w epoce Bruce'a i dalszym rozwoju HM, weszły jeansy i białe sportowe buty. Nie było to zbyt gustowne, ale lepsze niż te obcisłe, gejowskie(przepraszam gejów, jeśli tu są

), leginsy, czy coś takiego. Mówcie co chcecie, ale tak naprawdę, to Metallica pokazała całkowitą pogardę dla rodzaju stroju. Ich ascetyczne, czarne koszulki i spodnie, bez loga czy napisów, dawały możliwość zmiany "mundurka" na coś normalnego. Oczywiście oldsculowcy i nawiedzeni dalej chodzili w barwach ulubionych kapel, z wysmarowanymi na plecach Levisek(kupionych przez bogatych rodziców) logami AC/DC, czy Motorhead, znając najwyżej Ace of Spades

. Ale generalnie nastąpiła odwilż odnośnie stroju, wymagany był jednak emblemat albo znaczek na ubraniu, ulubionej kapeli, ot tak, żeby było wiadomo kogo lać, a kogo zostawić w spokoju. Dodatkowym utrudnieniem było to, że jeśli nosiło się emblemat jakiejś kapeli, to trzeba było znać jej skład i płyty. Nie było miejsca na pozerów, co chwalę sobie do dziś. Ja miałem ten problem, że lubiłem nie tylko Heavy Metal, ale również Punk Rock(Wańka Wstańka, Sedes, Defekt Mózgu, Dezerter itd), więc musiałem kryć się przed metalowcami(bo była ich większość) z moimi preferencjami. Pomimo konspiracji i tak metalowcy wiedzieli, że lubię też PR, więc kazali mi głośno krzyczeć na korytarzach, że nienawidzę PN. Z kolei punkrockowcy, za taką obelgę ganiali mnie po całej szkole, zresztą, nie tylko mnie. Generalnie, w 80' było zajebiście i z wykopem. Jak dostałeś łomot od punków, to zawsze mogłeś na nich napuścić metali i odwrotnie. Sztuką było przekonać wariatów, że jesteś wariatem jeszcze większym. Zawsze mi się to udawało....o dziwo.
