"Skałbana się nazywam – dodał, jakby to miało znaczyć, że powinienem stanowczo kupić szczupaka.
(..)
Bo ja, panie, mieszkam po tamtej stronie rzeki (1), mały domek kryty czerwoną dachówką, i niejedno tu widziałem.
(...)
Zabrałem się do smażenia szczupaka. Gdy skończyłem tę pracę i zjadłem chyba połowę usmażonej ryby - było już południe. Teraz powędrowałem za rzeczkę, gdzie pracami wykopaliskowymi kierowała Zaliczka (2).
(...)
O czternastej skończył się dzień pracy na wykopaliskach, pomaszerowaliśmy wszyscy do obozu antropologicznego. Ułożyłem się w swym namiociku na popołudniową drzemkę, a gdy się obudziłem i wyszedłem na dwór, zobaczyłem Zaliczkę w gronie Łuczników. Siedzieli gromadką na skraju lasu. Zaliczka opowiadała chłopcom o antropologii.
(…)
Nie słuchałem dalej wywodów Zaliczki. Oto bowiem na skraju lasu pojawiła się Hania i kiwnęła na mnie ręką. Przyniosła mi płaszcz.
(...)
- Czy nie sądzi pan, że moglibyśmy pojechać do Ciechocinka?
(...)
Wyprowadziłem „sama” z płóciennego garażu. Zaprosiłem dziewczynę do auta. Pojechaliśmy (3).
(...)
Ulice miasteczka wyprowadziły nas właśnie na szosę do Ciechocinka (4).
(...)
Zatrzymałem samochód na brzegu szosy, sięgnąłem do portfela i wyjąłem z niego arkusik papieru (5).
- Proszę sobie przeczytać. Jest to pismo z Muzeum Narodowego, stwierdzające, że zlecono mi poszukiwania zaginionych zbiorów starożytności dziedzica Dunina.
(...)
Schowałem pisemko do portfela i ruszyliśmy w dalszą drogę (6). Hanka milczała, ja także nie odzywałem się."






























.










