Dlatego carpe diem. Korzystać z życia ile wlezie! Nie odkładać planów na przyszłość. Nie bez przyczyny napisane jest: Nie znacie dnia ani godziny.
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
TomaszK pisze:Wczoraj zmarł nagle Władek, nasz sąsiad z Kościeliska.
TomaszKu, to nie może być prawda!! Władek, TEN Władek??????
O kurcze.. Aż nie mogę uwierzyć.
Ja go pamiętam jeszcze z naszej pierwszej wyprawy w Tatry...
Bardzo współczuję..
johny pisze:Dlatego carpe diem. Korzystać z życia ile wlezie! Nie odkładać planów na przyszłość. Nie bez przyczyny napisane jest: Nie znacie dnia ani godziny.
Coś w tym jest.
Lubimy towarzystwo, ale nie mo?emy znie?? ludzi ca?y czas ko?o siebie. Wi?c gdzie? si? gubimy, potem wracamy i znów znikamy w diab?y.
Milady pisze:
Ja go pamiętam jeszcze z naszej pierwszej wyprawy w Tatry...
Tak, mi też to najbardziej utkwiło w pamięci. Zeszliśmy z parodniowego szwendania się po górach od schroniska do schroniska. TomaszKa już wtedy nie było, mieliśmy tylko samochody zabrać. Przysiedliśmy zmęczeni na schodach, przyszedł Władek i chwilę porozmawialiśmy. Wtedy ciężko było zrozumieć Jego mowę, jak po góralsku nawijał.
Jedziemy jutro z Beatą na pogrzeb. Władek był gospodarzem pod nieobecność właścicieli, wszystkich domów letniskowych w sąsiedztwie, z tego co wiem, wszyscy mają przyjechać. Jeszcze dwa tygodnie temu spędziliśmy razem Sylwestra, wspominaliśmy zlot sprzed roku. Władek był zawsze małomówny, ale jak się okazało pamiętał prawie wszystkich. Wydrukuję zdjęcie ze zlotu, na którym jesteśmy wszyscy razem w sali bilardowej i powieszę w domku. Dziękuję Wam za wyrazy współczucia.
Termin ostatniej tury konkursu ustalimy w weekend.
Dolina Małej Łąki znajduje się dokładnie na wprost drogi prowadzącej do domku TomaszKa. Aby znaleźć się na szlaku nie trzeba więc podjeżdżać nigdzie samochodem. Wystarczy krótki, kilkuminutowy spacer w kierunku głównej szosy i oto jesteśmy u wylotu Doliny.
W sobotni mroźny poranek Hanka, Agnieszka Czesiowa i ja postanowiliśmy przespacerować się fragmentem szlaku Doliny Małej Łąki.
Dom TomaszKa fot. Czesio1
Dom TomaszKa fot. Czesio1
Tatry w oddali fot. Czesio1
Giewont fot. Czesio1
Czerwone Wierchy fot. Czesio1
Ubraliśmy się ciepło stosownie do panujących warunków pogodowych i ruszyliśmy w drogę. Razem z nami wyszli również Maciek i Wiktoria ale oni tylko z zamiarem dotarcia na „tor saneczkowo–jabłuszkowy pod szosą”.
„Tor saneczkowo–jabłuszkowy pod szosą”. fot. kadr z filmu zlotowego
Czesio1 z Agnieszką na trasie fot. kadr z filmu zlotowego
Szusująca Hanka fot. kadr z filmu zlotowego
Tu zostawiliśmy Maćka z Wiktorią a sami przeszliśmy na drugą stronę szosy. Byłem ciekaw czy przy takiej pogodzie (jakby nie patrzeć ponad 20 stopni na minusie) będzie ktoś siedział w drewnianej budce przy wejściu na szlak i sprzedawał bilety. Nie jest to przecież najpopularniejszy szlak w Tatrach i do tego ten mróz. A jednak kasa biletowa była czynna!! Cóż nam pozostało? Mimo, że chcieliśmy przejść się tylko kawałek w górę to musieliśmy uiścić pełną opłatę.
Szlak był przetarty, po chwili minęła nas dwójka turystów na nartach. Czasem trafił się jeszcze jakiś wędrowiec. Ale poza tym pustka na szlaku. Cisza, spokój.
Agnieszka z Hanką na szlaku fot. kadr z filmu zlotowego
Agnieszka z Hanką na szlaku fot. kadr z filmu zlotowego
Czesio1, Agnieszka i Hanka fot. Czesio1
Czesio1, Agnieszka i Hanka fot. Czesio1
Zaskoczył mnie bardzo widok płynącego Małołąckiego Potoku, który towarzyszył nam obok szlaku. Górska bystra woda nie boi się siarczystych mrozów, jak ma płynąć to płynie.
Małołącki Potok fot. Czesio1
Małołącki Potok fot. kadr z filmu zlotowego
Małołącki Potok fot. kadr z filmu zlotowego
Szlak w Dolinie Małej Łąki fot. Czesio1
Szlak w Dolinie Małej Łąki fot. Czesio1
Czesio1 z Agnieszką fot. Czesio1
Podziwiając zimowe widoki dotarliśmy leśnym szlakiem do pierwszego rozwidlenia szlaków. Niebieski szlak odbijał w prawą stronę na Przysłop Miętusi, żółtym szlakiem w lewą stronę można było dojść na Wielką Polanę.
Ekipa spacerowa na rozwidleniu szlaków fot. Czesio1
Tu zrobiliśmy sobie przerwę. Nie zabrakło zimowych szaleństw jak za dawnych dziecięcych lat.
Trzymamy się mocno... fot. Czesio1
...hop do tyłu... fot. kadr z filmu zlotowego
...i leżymy w śniegu... fot. kadr z filmu zlotowego
...noga w górze... fot. kadr z filmu zlotowego
...i toniemy w białym puchu fot. kadr z filmu zlotowego
Jest super!! fot. kadr z filmu zlotowego
Ponieważ dziadek mróz nie odpuszczał postanowiliśmy już wracać do domku TomaszKa.
Sople lodu na skałach fot. Czesio1
Sople lodu na skałach fot. Czesio1
Szlak w Dolinie Małej Łąki fot. Czesio1
Do TomaszKa już niedaleko fot. Czesio1
Godzinka spaceru minęła dość szybko a mimo to porządnie zmarzliśmy się. Jak to dobrze, że kominek u TomaszKa wesoło buzował. Ogrzanie zmarzniętych policzków przy płonących drwach w takiej górskiej scenerii to sama przyjemność.
A to przecież nie koniec atrakcji na dziś.
Ostatnio zmieniony 04 lip 2018, 14:21 przez Czesio1, łącznie zmieniany 2 razy.
Zlot zaczynał się w piątek, w święto Trzech Króli, ale większość zlotowiczów przybyła już poprzedniego wieczora. Jako pierwsi TomaszK i Zbychowiec, mając w planie odmiatanie śniegu z parkingu. Okazało się jednak, że mój nieoceniony sąsiad, Władek, nie tylko odśnieżył ogród, ale także rozpalił kominek, więc przywitał nas ciepły dom.
TomaszK fot. zbychowiec
zbychowiec fot. zbychowiec
Domek powoli się zaludniał, najpierw przyjechali Czesiowie...
Czesio1 fot. zbychowiec
Agnieszka Czesiowa z Mają fot. zbychowiec
Czesio1 sprawdza co się dzieje na forum fot. zbychowiec
... i Mysikróliki
Mysikrólik z Robasem fot. zbychowiec
Agnieszka Mysikrólikowa fot. Czesio1
Mysikrólik fot. zbychowiec
Mogliśmy zatem zrobić pierwsze grupowe zdjęcie.
Pierwsza grupa Zlotowiczów, od lewej: zbychowiec,
Mysikrólik, Robas, Agnieszka Mysikrólikowa, TomaszK,
Kinga, Agnieszka Czesiowa, Maja i Czesio1 fot. zbychowiec
Jeszcze tego samego wieczora przyjechali całą czwórką Vandelorowie i jako ostatnia Hanka, która miała po drodze kłopoty z samochodem.
Ostatnio zmieniony 01 sty 1970, 01:00 przez TomaszK, łącznie zmieniany 4 razy.
Dziękuję wszystkim za opublikowanie napisanych wcześniej relacji z Kościeliska. Kolejną pełną opowieść mamy zatem ukończoną. Czy robimy foto-album z Kościeliska? Czy są chętni?
Czesio1 pisze:Czy robimy foto-album z Kościeliska? Czy są chętni?
Ja poproszę.
A przy okazji, pamiętam, że było na moją prośbę robione zdjęcie akumulatora z samochodu Mysikrólika, rozgrzewającego się w zlewozmywaku. Kto ma to zdjęcie ?
A tu odgrzane kotlety mojej cioci, dodatek do sałatki i żuru.
TomaszK pisze:A przy okazji, pamiętam, że było na moją prośbę robione zdjęcie akumulatora z samochodu Mysikrólika, rozgrzewającego się w zlewozmywaku. Kto ma to zdjęcie ?
Niestety na takie atrakcje w Boże Ciało raczej nie mamy co liczyć...
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
TomaszK pisze:
A przy okazji, pamiętam, że było na moją prośbę robione zdjęcie akumulatora z samochodu Mysikrólika, rozgrzewającego się w zlewozmywaku. Kto ma to zdjęcie ?
Ponowię pytanie TomaszKa czy ma ktoś zdjęcie akumulator Mysikrólika rozgrzewającego się w zlewozmywaku? Bo kończę robić projekt foto-albumu z Kościeliska i to ostatnia szansa na dodanie tego zdjęcia.
TomaszK pisze:A przy okazji, pamiętam, że było na moją prośbę robione zdjęcie akumulatora z samochodu Mysikrólika, rozgrzewającego się w zlewozmywaku. Kto ma to zdjęcie ?
Niestety na takie atrakcje w Boże Ciało raczej nie mamy co liczyć...
Coś się wymyśli
Największe atrakcje, jakie tam się zdarzyły, to np. brak prądu przez kilkanaście godzin (nie można było nawet spuszczać wody w toalecie bo pompa jest na prąd); stwierdzenie po przyjeździe, że mrozy uszkodziły rurki z wodą, co skutkowało wodospadem przeciekającym przez drewniane stropy; rozbicie głowy przez moją córkę, z koniecznością pukania o północy do wszystkich sąsiadów z prośbą o zawiezienie na Izbę Przyjęć; skończenie się w zimie drewna do kominka, co spowodowało konieczność spalenia kilku pieńków-stołków z sali bilardowej bo temperatura w domku spadała; niespodziewane obfite opady śniegu we wrześniu, kiedy wszyscy zaproszeni goście mieli jeszcze letnie opony...
Tak, tak, atrakcji na pewno nie zabraknie
Ale na ile zdążyłem Was poznać - damy radę !
TomaszK pisze:A przy okazji, pamiętam, że było na moją prośbę robione zdjęcie akumulatora z samochodu Mysikrólika, rozgrzewającego się w zlewozmywaku. Kto ma to zdjęcie ?
Niestety na takie atrakcje w Boże Ciało raczej nie mamy co liczyć...
Coś się wymyśli
Największe atrakcje, jakie tam się zdarzyły, to np. brak prądu przez kilkanaście godzin (nie można było nawet spuszczać wody w toalecie bo pompa jest na prąd); stwierdzenie po przyjeździe, że mrozy uszkodziły rurki z wodą, co skutkowało wodospadem przeciekającym przez drewniane stropy; rozbicie głowy przez moją córkę, z koniecznością pukania o północy do wszystkich sąsiadów z prośbą o zawiezienie na Izbę Przyjęć; skończenie się w zimie drewna do kominka, co spowodowało konieczność spalenia kilku pieńków-stołków z sali bilardowej bo temperatura w domku spadała; niespodziewane obfite opady śniegu we wrześniu, kiedy wszyscy zaproszeni goście mieli jeszcze letnie opony...
Tak, tak, atrakcji na pewno nie zabraknie
Ale na ile zdążyłem Was poznać - damy radę !
O tak. Sąsiad pokazał mi kolejne zdjęcia uli zniszczonych przez niedźwiedzia. Jeżeli zostawimy otwartą bramkę i jeszcze wystawimy śmieci na zewnątrz domu, tatrzańskie misie na pewno nas odwiedzą. Trzeba tylko czatować w oknie (w nocy) z przygotowanym aparatem fotograficznym.
TomaszK pisze:VdL napisał/a:
Kościelisko, to magiczne miejsce.
O tak. Sąsiad pokazał mi kolejne zdjęcia uli zniszczonych przez niedźwiedzia. Jeżeli zostawimy otwartą bramkę i jeszcze wystawimy śmieci na zewnątrz domu, tatrzańskie misie na pewno nas odwiedzą. Trzeba tylko czatować w oknie (w nocy) z przygotowanym aparatem fotograficznym.
Jakby się udało misia namówić na siłowanie na rękę, to pierwszy jestem.