Jeszcze kilka słów podsumowania.
Łagów zauroczył mnie jako spokojna i urocza mieścina wakacyjna.
Jest tam sporo miejsc nadających się na długie spacery.
Życie toczy się tam leniwie.
Mieszkańcy są bardzo sympatyczni i chętnie opowiadają o swojej miejscowości i historii domów.
Bardzo miła jest właścicielka tego dużego domu z zielonymi okiennicami.
Ucięłyśmy sobie miłą pogawędkę, podczas której dowiedzieliśmy się, że dom obchodził swoje stulecie w roku ubiegłym. Zatem spóźniliśmy się na obchody
Ale są też minusy.
Nie ma żadnej porządnej restauracji godnej polecenia.
Z tych ,w których byliśmy, najlepsza jest gospoda przy zamku joannitów, przy którym w weekendy odbywa się jarmark ze starociami.
Podobno najlepsza jest restauracja Ważka, ale nie udało nam się tam zjeść. Próbowaliśmy dwa razy. Dowiedzieliśmy się o niej w sobotę wieczorem. W niedzielę niestety nie było szans zjeść tam bez uprzedniej rezerwacji stolika, o czym nie wiedzieliśmy, natomiast w poniedziałek była nieczynna, o czym też nie wiedzieliśmy. Swoją drogą, bardzo mnie to zdziwiło, że w takiej stricte turystycznej miejscowości restauracja jest w jakiś dzień nieczynna. Duży minus. We wtorek rano już wyjeżdżaliśmy i nie mieliśmy szansy spróbować dań w tym miejscu.
Nie ma też żadnej porządnej, dobrze utrzymanej plaży, która byłaby dostępna dla wszystkich.
Jest jedna duża piękna plaża, właśnie przy tej restauracji Ważka, niestety płatna. I to sporo. 20 zł. od osoby.
Być może jakaś ładna duża plaża jest, ale nie znaleźliśmy takiej.
Chociaż przyznam, że nie szukaliśmy jakoś mocno, bo pogoda była słaba.
Korzystaliśmy głównie z plaży w ośrodku, gdzie rezydowała rodzina
Mysikrólików.
Ja na pewno chętnie wrócę do Łagowa.
I na pewno do tej samej miejscówki.