Szudziałowo (rodzinna wieś mojej żony) to senna wioska gdzieś na skraju. Tak było przynajmniej jeszcze w wakacje. Żeby lepiej zobrazować zagadnienie niżej mapka z odległością Szudziałowa od słynnego Usnarza Górnego.

Jak widzicie w linii prostej to raptem 8 km.
A tak okolice Usnarza wyglądały w lipcu.


Cisza, spokój, wiele opuszczonych niszczejących domów, ale i sporo jeszcze zadbanych domostw.
Od września, a szczególnie od momentu wprowadzenia stanu wyjątkowego wszystko zmieniło się radykalnie! Szudziałowo to ostatnia większa miejscowość, która nie jest nim objęta.

Zdjęcie wyżej przedstawia centrum wsi. W oddali widać wieżę kościoła. Patrząc na lewo od wieży, dzisiaj na pogeesowskim terenie rozlokowane jest wojsko. o ile za dnia nie jest to może specjalnie dostrzegalne, może oprócz zielonej kolejki do kas w jedynym sklepie ( na zdjęciu na pierwszym planie, po lewo ), to wieczorem Szudziałowo przypomina jakąś poligonową miejscowość. Na okrągło jeżdżące ciężarówki, samochody terenowe, żołnierze w pełnym rynsztunku z długą bronią. W większości to bardzo młodzi ludzie, a wśród nich jest wiele dziewczyn, często bardzo atrakcyjnych.
W środę wieczorem po pogrzebie kupiliśmy ze szwagrem zgrzewkę piwka, zrobiliśmy lekki podkład i jako że pogoda była bardzo fajna uskuteczniliśmy wieczorny marsz. Mamy swoją trasę, którą z reguły pokonujemy. Tak się składa, ze akurat wypada ona po części w miejscu gdzie aktualnie stacjonuje armia. Normalnie chyba byśmy się nie odważyli, ale jako że %% trochę zaczęły buzować we krwi poleźliśmy tam. Z piwami w rękach, ja w swojej widzewskiej bluzie. Żołnierzy był multum, chyba mieli jakąś zmianę, jedni wsiadali na auta, inni z nich zsiadali, a my wężykiem między nimi przeciskaliśmy się. W pewnym momencie usłyszeliśmy chyba jakiegoś dowodzącego:
- A ci dwaj skąd się tu k**** wzięli?
Ale jakoś nikt nas nie zatrzymał i nie skontrolował. Poszliśmy dalej, za chwilę widzimy biegnącą w pełnym oporządzeniu drużynę, chyba ze 12 żołnierzy. Jeden z nich nagle do nas:
- Dobry wieczór Panowie! Miłego spaceru!
A ja mu na to:
- Dziękujemy! Chłopaki jesteśmy z wami, dzięki, ze jesteście!
Za chwilę mijamy kolejny oddział, obok strażnicy SG też spory ruch. obyło się jednak bez żadnych nieprzewidzianych zdarzeń.
Tak jak wspomniałem, tego dnia miałem pogrzeb. Pożegnalny obiad był zarezerwowany w miejscowości Krynki, już w strefie stanu wyjątkowego.

Oczywiście byliśmy kontrolowani przez policję jakieś 500 m przed tablicą z nazwą miejscowości. Bez problemu jednak wjechaliśmy. Nie jest to takie oczywiste, bo był przypadek, ze ekipa TVN wynajęła samochód z miejscową rejestracją, a na punkcie oświadczyli, że jadą do kościoła na mszę. Zamiast mszy zrobili za to materiał. I teraz bywa tak, że policjanci każą wychodzić z auta, a nawet otwierać bagażniki.
Już na miejscu prawie w ogóle nie widać, że dzieją się tutaj jakieś niezwykłe rzeczy. Ale to złudzenie. Ciotka mej szwagierki przeżyła kiedyś traumę, widząc obok swojej posesji busa na berlińskich numerach rej., skutych kilku murzynów, obok żołnierzy z bronią gotową do strzału, a nad głową latający śmigłowiec.
Ludzie tam generalnie są zadowoleni z tego, że jest tam tyle wojska, policji, SG. Czują się po prostu zagrożeni.

Gdzieś w tych lasach niejaki Franiu S. uskuteczniał berka ze SG. Żenujące i straszne zachowanie. Ci ludzie i tak są już kłębkiem nerwów, ostatnio 2 żołnierzy trafiło do szpitala po atakach na granicy. Porównywanie ich do SS czy Gestapo to sk******* zasługujące na plaskacza w mordę.
Tak jak wspomniałem wyżej ja im za to dziękuję, ze tam są.
Mam nadzieję, że przy kolejnej mej wizycie tam już takich atrakcji nie będzie.

















































