Sposób na zagospodarowanie resztek wędlin, które zostały po świętach. Z założenia miał powstać smalec ze skwarkami, który tradycyjnie jest przygotowywany u mnie w pracy, na zakładową wigilię. Ta wigilia odbywa się zwykle tydzień przed prawdziwą, dlatego nie jest postna, a smalec ma takie wzięcie, że znika jeszcze przed smażoną rybą i pierogami. Tak wygląda na stole wigilijnym:
Tak naprawdę to nie jest smalec, tylko raczej potrawa mięsna i dlatego pierwszy raz spróbowałem zrobić go sam. Ze świąt zostało około kilograma wędlin, które utraciły już urok świeżości, ale ciągle były jadalne
Podstawą smalcu jest słonina, powinno jej być więcej niż resztek wędlin, ja użyłem 1,5kg.
Słonina została zmielona z użyciem sitka o dużych oczkach
A następnie stopiona z jednym dużym jabłkiem, obranym ze skórki i pokrojonym w mniejsze kawałki
Po stopnieniu skwarki zostały wyłowione do drugiego garnka
A do płynnego smalcu zostały wrzucone zmielone grubo resztki wędlin. W oryginalnym przepisie to są tzw. „skrawki”, które można kupić na stoiskach mięsnych w każdym supermarkecie. W oryginalnym przepisie powinno się je pokroić w drobną kostkę ale mi się nie chciało, więc zmieliłem. Obecnie stwierdzam, że jednak pokrojenie dałoby lepszy efekt.
Do tego znów dorzucamy pokrojone jabłko i smażymy
Po usmażeniu wyławiamy usmażone mięso i dodajemy do wyjętych wcześniej skwarek
Teraz cebula, powinno jej być więcej niż słoniny, w moim przypadku 1,5kg (to na zdjęciu to tylko połowa),
należy ją pokroić w kostkę i wrzucić do stopionego smalcu z kolejnym jabłkiem (to już trzecie) i usmażyć na zloty kolor
Teraz należy wszystko wymieszać, doprawić przyprawą maggi
I przełożyć do słoików
Wyszło siedem słoików, de facto konserwy mięsnej. Myślę że można to zapasteryzować ale poszedłem na łatwiznę i dałem wszystko do zamrażarki. Wyciągnę jak będzie zlot, o ile coś dotrwa. W smaku jest genialne.