Dzień 2.
W niedzielny poranek obudziliśmy się wypoczęci, choć nieco później niż zwykle. Plan na dzień był jasny Rovinj/Rovignone. Raptem 35 km od bazy także nasza późniejsza pobudka nie stanowiła poważnego problemu. Jedziemy zatem. Po pól godzinie wjeżdżamy w uliczki centrum, ale oczywiście znalezienie jakiegokolwiek wolnego miejsca do parkowania graniczy z cudem. Sytuację ratuje parking luksusowego hotelu. Drogi bardzo, ale akceptowalnie. Przynajmniej jednak w zadaszonym garażu. Zadowoleni, że się udało idziemy zwiedzać miasto. Lokalizacja parkingu miała dodatkową zaletę. Wychodzimy na zewnątrz i z moich ust rozlega się wielkie łałłłłłłłłłłłł... Bezapelacyjnie jeden z najpiękniejszych widoków jakie widziałem.
Cudowna panorama miasta! Idziemy zatem do centrum rozkoszując się widokami.
Interesujące... Zdecydowanie częściej słyszymy język włoski niż chorwacki! Ponoć taki stan jest nawet usankcjonowany prawnie. Tak jak wspominałem wcześniej to konsekwencje dominacji Republiki Weneckiej, której Rovinj było jedną z najważniejszych części.
W końcu dochodzimy do jednej z bram miasta.
Kierujemy się do samego centrum. Jego centralną częścią jest niewielki placyk, który był wszakże kiedyś najważniejszym placem miasta.Jest niewielki z racji tego, iż w wiekach średnich Rovinj było wyspą i każdy kawałek gruntu był na wagę złota.
To było fajne miejsce, na krótki odpoczynek i małe co nieco w nastrojowej kawiarence.
Po krótkim odpoczynku, malowniczymi uliczkami kierujemy się w stronę najwyższego punktu miasta, którym jest Kościół Św.Eufemii. Znajdują się w nim relikwie Św. Eufemii, patronki Rovinj.
W końcu jesteśmy. Ze wzgórza roztacza się wspaniały widok na morze i leżące nieopodal wysepki.
Nie wiem czemu, ale nie zrobiłem zdjęć samego kościoła. Widać go jednak, choć z oddali na dwóch pierwszych zdjęciach.
Po obejrzeniu kościoła od środka (tuż za ołtarzem znajduje się sarkofag Św. Eufemii) schodzimy aby obejrzeć mury miasta, które niczym w Wenecji łączą się bezpośrednio z morzem.Po krótkim odpoczynku, malowniczymi uliczkami kierujemy się w stronę najwyższego punktu miasta, którym jest Kościół Św.Eufemii. Znajdują się w nim relikwie Św. Eufemii, patronki Rovinj.
Robi to naprawdę niesamowite wrażenie.
Kilka godzin mija błyskawicznie. Młodsza latorośl domaga się kąpieli. Dlatego wracamy na hotelowy parking, raz jeszcze spoglądając na przecudowne Rovinj i jedziemy kapać się.
Mam wielką chęć jechać tam na dłużej.My raptem liznęliśmy tego miasta...
To nie był jednak koniec zwiedzania tego dnia. Późnym popołudniem pojechaliśmy jeszcze do Puli. Amfiteatr robi po prostu, nota bene,kolosalne wrażenie! Bardzo dawno temu byłem w Rzymie, ale jakoś faktycznie chyba aż tak nie bylem po wrażeniem. Może dlatego, że cały czas jesteś tuż obok tej budowli.
Doskonale zachowane są piwnice amfiteatru, w których znajduje się niewielkie, acz bardzo ciekawe muzeum opisujące jego historię.
Niestety z racji tego, że cały czas w amfiteatrze organizowane są komercyjne imprezy (w tym wypadku przygotowywano się do jakiego turnieju tenisowego) UNESCO grozi, że usunię amfiteatr w Puli ze swojej listy.
Po całym dniu byliśmy już dość mocno zmęczeni. Zjedliśmy tylko po lodach i wróciliśmy do domu nie zwiedzając innych ciekawych miejsc w Puli.