Dla mnie był to strzał w "10".


Mimo średnio turystycznej pory zwiedzających było sporo. Po krótkim filmie pokazującym historię tego miejsca zjechaliśmy 40 metrów pod ziemię.

Nasz przewodnik, pan Marian, który sam 18 lat pracował na przodku opowiadał nam o specyfice i trudach pracy w tej kopalni.


A ta była tytanicznie ciężka. Pracowało się 12 h, prawie w całkowitej ciemności, zimnie, w pozycji pól leżącej, w okropnej wilgoci.
Im głębiej tym więcej wody pojawiało się w drążonych korytarzach. Początkowo wodę wyciągano wiadrami, później robiono to mechanicznie, część z korytarzy zamieniało się w rzeki.

Stąd fajną atrakcją jest pokonanie części trasy specjalnymi łódkami.


Cały urobek transportowano siłą ludzkich mięśni.



Ciekawe, że wśród górniczej braci na kopalnie jedynym dopuszczalnym powitaniem są słowa Szczęść Boże!, a kult Św. Barbary jest wszechobecny. W każdej kopalni znajdziecie podobne kapliczki.

Zwiedzanie całości trwało koło 2 h. Mnie podobało się bardzo. Serdecznie podziękowałem p. Marianowi za przekazaną wiedzę.

Po zwiedzeniu kopalni pojechaliśmy do centrum Tarnowskich Gór na bardzo przyjemny rynek.
Ratusz


Kosicół ewangelicki.

Kult górnictwa jest wszechobecny.

W restauracji z tradycjami SEDLACZEK zjedliśmy przepyszny śląski obiad.


Po obiedzie nie zostało już nam nic innego jak pojechać na kwaterę w Pszczynie. Tą mieliśmy w takim miejscu, że po 10 minutach spaceru byliśmy pod pałacem. Mimo, że już się ściemniało wybraliśmy się na spacer.
Rynek pszczyński.


Pałac w wieczornej poświacie.

Wracając zaszliśmy do herbaciarni. Ja wziąłem kawę, a Ania pyszną herbatę i ciasto.

W takich okolicznościach przyrody smakowało nam to wybornie.


Koło 20 w całkowitej ciemności wróciliśmy alejami książecego parku do domu...








































































[/url
[/url
[/url
[/url
[/url
[/url
[/url
[/url
[/url
[/url
[/url
[/url
[/url
[/url
[/url
[/url
[/url
[/url
[/url
[/url
[/url
[/url
[/url



