W życiu czasami przychodzi czas na zmiany, i właśnie przyszedł ten czas. Po 7 latach ujeżdżania dotychczasowego motóra przesiadłem się na nowy. Zmieniłem nie tylko motocykl jako taki, ale i „stajnię”, i spod znaku trzech kamertonów przeniosłem się pod skrzydła bogini zwycięstwa *).
W zasadzie to nowy motór mam od początku czerwca, tysiąc z hakiem już zdążyłem nakręcić, trochę też go doposażałem. A wczoraj odwiozłem moją starą Yamaszkę nowemu właścicielowi, czyli ostatecznie zamknąłem tamten rozdział historii.
Mój nabytek to Honda VTX 1800 w wersji Custom, w niesamowitym malowaniu.
1795 cm3, 340 kilo, 107 koni.
Yamaszka miała 64 konie przy masie 330 kilo, więc różnica jest znaczna. Choć Yamaszka ciągnęła od samego dołu, Hondzia wymaga pokręcenia manetką, ale jak się już pokręci…
Na części fotek Hondzia jeszcze bez kuferka i dużych sakw. Wnikliwy obserwator zauważy też, że zamieniłem podnóżki na podesty.
*) Przynajmniej takie jest jedno z wytłumaczeń, skąd skrzydła.




















