Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
- TomaszL
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 2192
- Rejestracja: 14 lip 2016, 10:19
- Miejscowość: wielkopolskie
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 789 razy
- Otrzymał podziękowań: 258 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Też na facebooku "Lubniewice sprzed lat" z 19 grudnia 2021 jest info o CPNie w Lubniewicach. W 2013 jeszcze był ślad po nim (po Orlenie) (data zdjęcia wrzesień 2013 na Google Maps)
-
TomaszK
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 9298
- Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 80 razy
- Otrzymał podziękowań: 610 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Pamiętam że Tadeusz Kalinowski zmarł jeszcze w trakcie kręcenia serialu i w ostatnich odcinkach dubingował go inny aktor. A miejscowość chyba była wtedy popularna wśród aktorów, bo jak tam byliśmy w 1974, widzieliśmy innego aktora, Wieńczysława Glińskiego.
- TomaszL
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 2192
- Rejestracja: 14 lip 2016, 10:19
- Miejscowość: wielkopolskie
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 789 razy
- Otrzymał podziękowań: 258 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Kalinowski (General) zmarł w 1969 a serial kończono jeszcze w 1970 (wg. wikipedii). Dubingował go na końcu Józef Nowak, słynny AS z Hydrozagadki (wikipedia: Czterej pancerni i pies).
Z tego co czytam o Lubniewicach w latach 70-tych i wczesniej, to była to bardzo poularna miejscowość wypoczynkowa dla osób z całej Polski. Nie tylko FWP ale też indywidualnie przyjeżdżali.
- TomaszL
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 2192
- Rejestracja: 14 lip 2016, 10:19
- Miejscowość: wielkopolskie
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 789 razy
- Otrzymał podziękowań: 258 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Barabasz tym linkiem oraz innymi uwagami o Gliśnie zainspirował mnie do dalszych poszukiwań informacji o tej miejscowości. Na razie przejrzałem częściowo nasze Forum i analizuję dokument o którym wspomniał swego czasu PawełK. Coś mam, ale pozwolę sobie sprawdzić wszystko dokładnie pamiętając o źródłach informacji, by je zacytować.Barabasz pisze: ↑21 cze 2025, 21:51 Stare fotki naszego pałacu: https://zamkilubuskie.pl/glisnogleissen/
Na razie dokończę kwestię stacji CPN. W Gliśnie przy głównej drodze - CPN. Zamknięty. A jeszcze niedawno, w listopadzie 2020 był czynny. Zwróćcie uwage na logo
-
seth_22
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 538
- Rejestracja: 23 maja 2016, 22:15
- Miejscowość: Dolny Śląsk
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 60 razy
- Otrzymał podziękowań: 40 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
@TomaszK, pewnie już o tym mówiłeś, a ja zapomniałem, ale jak to się stało, że w 1974 roku roku posiadaliście kamerę?
-
TomaszK
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 9298
- Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 80 razy
- Otrzymał podziękowań: 610 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Kamera była czeska, kupiona w NRD chyba dwa lata wcześniej. Nagrane filmy wysyłało się do do wywołania, do jakiegoś przedsiębiorstwa we Wrocławiu. Wbrew pozorom to nie była taka rzadkość, od czasu do czasu w miejscach turystycznych widywało się ludzi z kamerą, były książki o technice filmowania dla amatorów.
Taka kamera pojawia się także w "Tajemnicy tajemnic".
-
seth_22
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 538
- Rejestracja: 23 maja 2016, 22:15
- Miejscowość: Dolny Śląsk
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 60 razy
- Otrzymał podziękowań: 40 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Czyli mogliście mieć taka samą kamerę jak Ludmiła. Raptem chyba 2 lata różnicy. Nieźle
-
TomaszK
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 9298
- Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 80 razy
- Otrzymał podziękowań: 610 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Ale Nienacki kamery nie miał. Gdyby miał to wiedziałby, że filmu nie dało się zatrzymać w czasie wyświetlania, tak jak zrobiła to Ludmiła prezentując nagranie z cmentarza żydowskiego. W chwili zatrzymania taśmy , np. zahaczenia mechanizmu o miejsce klejenia, film się topił, pokazywała się plama która zajmowała po chwili cały obraz, a w końcu taśma się przerywała. Zatrzymanie obrazu było możliwe tylko w tzw. przeglądarce, która służyła do montażu filmów.
-
TomaszK
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 9298
- Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 80 razy
- Otrzymał podziękowań: 610 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Co z rozpisem relacji ? Ja mogę napisać wstępną część "Dlaczego Lubniewice to Jasień" i może jeszcze o opuszczonym campingu.
A poza tym każdy rozdział do którego nie będzie chętnych.
A poza tym każdy rozdział do którego nie będzie chętnych.
- TomaszL
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 2192
- Rejestracja: 14 lip 2016, 10:19
- Miejscowość: wielkopolskie
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 789 razy
- Otrzymał podziękowań: 258 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Ja proponuję małą modyfikację nazwy: "Dlaczego Jasień to Lubniewice"
Wprawdzie zasada "rzeczy najważniejsze najpierw" (first things first) dotyczy zarządzania czasem i priorytetami, ale my tu cały czas Jasień, Jasień, Jasień i ta nazwa (moim zdaniem) powinna być pierwsza by nawiązać do problemu i zainteresować odbiorcę. A jak walniemy po "Dlaczego" nazwę "Lubniewice", to część osób sobie odpuści czytanie dalej po tych 2 słowach
Szukajmy piękna w tym co robimy. Tworzmy piękno. Szanujmy piękno.
Podsumowując: TomaszKu, Twój propozycja "Dlaczego .... to .... " jest bardzo dobra, ale "Nie zaczynajmy (tutaj wpisz cokolwiek) od dupy strony bo .... z tego wyjdzie"
PS1. oczywiście mogę się mylić i nie musisz mi robić łaski zmieniając kolejność.
PS2. specjalnie Ciebie wszędzie woziłem i była to dla mnie przyjemność, bo:
a) był to Twój powrót do miejsc które odwiedziłeś po 50 latach i później w wojsku
b) było to wspólne z Tobą odkrywanie Twojego Jasienia
PS3. Czesiowi tez chciałem podziękować za forum i organizację Zlotów zabierająć Go z córką. Fajnie było w takiej grupie
-
TomaszK
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 9298
- Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 80 razy
- Otrzymał podziękowań: 610 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Zapisałem. Oczywiście się zastosuję o ile Czesio mi to rozpisze.
- VdL
- Zlotowicz

- Posty: 4838
- Rejestracja: 29 maja 2014, 23:05
- Miejscowość: dokąd
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 143 razy
- Otrzymał podziękowań: 119 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Nie widziałem te wcześniej na forum.
Znalazłem film WFO z 1965 ,,Moryń".
Widzieliście już?
Znalazłem film WFO z 1965 ,,Moryń".
Widzieliście już?
-
TomaszK
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 9298
- Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 80 razy
- Otrzymał podziękowań: 610 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Jak tam idzie pisanie relacji ze zlotu ? Ja moje rozdziały już napisałem i wysłałem Czesiowi. Gdyby ktoś nie miał możliwości, chętnie wezmę jego temat i napiszę.
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16785
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 599 razy
- Otrzymał podziękowań: 308 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Oprócz Twoich TomaszKu, mam jeszcze jedną która do mnie dotarła. W weekend postaram się opublikować to co mam już.
Zachęcam wszystkich do pisania relacji, jak się sprężymy przed końcem miesiąca to może będzie szansa na odbiór fotoalbumów w Kościelisku.
-
TomaszK
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 9298
- Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 80 razy
- Otrzymał podziękowań: 610 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
1. TomaszK
Dlaczego Jasień to Lubniewice
Nienacki ukrył przed czytelnikami jaka miejscowość była pierwowzorem książkowego Jasienia. I zrobił to celowo, pisząc już na pierwszej stronie książki „(…) wielbiciele pięknego krajobrazu zapewne zdołają odnaleźć jezioro Jasień (nawet jeśli okaże się, że w rzeczywistości nazywa się ono inaczej)”. Czy istnieje zatem pierwowzór książkowego „Jasienia”?
Najpierw kryteria jakie miałaby spełniać ta miejscowość:
1) popularna miejscowość letniskowa położona nad jeziorem. To, że popularna wynikało z pierwszych zdań książki, zacytowanych powyżej
2) ośrodek wczasowy dla obcokrajowców mieszczący się w dawnym, poniemieckim pałacu
3) pałac przypominający sopocki Grand Hotel
4) ruiny obserwatorium,
5) młyn „Topielec”
6) bliskość miejsc, których nazw Nienacki nie ukrył.
Od razu zrezygnowałem z kryteriów geograficznych, np. rzekomo szczegółowo opisana droga Tomasza z Warszawy do Jasienia, która nijak nie chce się ułożyć w logiczny ciąg. Zrezygnowałem też z poszukiwania „jeziora w kształcie rozciągniętej litery S”, bo jest ich mnóstwo, oraz jeziora „o nazwie takiej jak miejscowość”, bo też jest ich mnóstwo. Od początku nie wierzyłem w istnienie pojedynczej miejscowości spełniającej cechy książkowego Jasienia, bo wszyscy wiemy, że zazwyczaj składał miejsce akcji, z kilku realnych miejsc, nawet położonych daleko od siebie. Sam zresztą napisał to na zakończenie „Uroczyska”.
Najwcześniej odnalazł się młyn „Topielec”, który jak się okazało był zlokalizowany w Brześciu Kujawskim.

Młyn Topielec w Brześciu Kujawskim
fot. internet
Młyn już obecnie nie istnieje, ale funkcjonował przez dwieście lat na rzeczce Zgłowiączce. Znalezienie było proste – po wrzuceniu w wyszukiwarce internetowej słów „młyn” i „topielec”, jest to jedyny młyn w Polsce, który funkcjonował pod taką nazwą własną, a nie jako miejsce z legendą o utonięciu młynarza. Wiemy, że Nienacki był w Brześciu Kujawskim pisząc „Wyspę Złoczyńców”, musiał wtedy zetknąć się z tą nazwą, może nawet oglądał ruiny?
Kolejnym punktem poszukiwań, było znalezienie popularnej w latach 60–tych miejscowości letniskowej położonej gdzieś na ziemiach zachodnich. W tym celu pomogła kupiona na Allegro mapa campingów z tamtego okresu. Kiedyś miałem w domu własną, ale rozleciała się ze starości. Ze spisu na odwrocie mapy, wypisałem teraz wszystkie miejscowości z kempingami położonymi nad jeziorem, zlokalizowane na ziemiach zachodnich, czyli tam, gdzie były szanse na poniemiecki pałac. Następnie korzystając z Internetu, miejscowości te zostały sprawdzone, pod kątem istnienia ośrodka wczasowego w dawnym pałacu. Jedyny był w Lubniewicach, z tym, że nie był to pałac, ale zamek (właściwie pałac, ale wystylizowany na zamek), niestety nie przypominający sopockiego Grandu, ale za to goszczący głównie obcokrajowców.

Zamek nad jeziorem
fot. TomaszK
Z kolei jedyny, poza tym poniemiecki zamek/pałac położony na ziemiach zachodnich, a przerobiony na hotel, był jeszcze w Rynie na Mazurach, ale nigdzie w pobliżu akcji książki. Pozostają zatem Lubniewice.
W dalszej identyfikacji pomogły już własne wspomnienia i film nakręcony kamerą 8mm w czasie wakacji w Lubniewicach w 1974 roku, na którym widać pałac przypominający sopocki Grand i sztuczne ruiny obserwatorium.

Pałac przypominający Grand Hotel
fot. TomaszK
O pałacu (poniemieckim) stojącym w miejscowości Glisno, położonej 6 km od Lubniewic, rzeczywiście przypominającym sopocki Grand Hotel w miniaturze oraz o sztucznych ruinach w parku pałacowym, można było przeczytać w „Przewodniku po Polsce”, pojawiającym się w książce Nienackiego. W tym samym parku jest też mauzoleum dawnych właścicieli, z pseudogotyckimi granitowymi wieżyczkami (obecnie leżącymi na ziemi), a więc kolejny szczegół znany z „Księgi strachów”. Żaden z tych obiektów sam w sobie nie jest dokładnie taki jak w książce, ale tak duże nagromadzenie tylu szczegółów w jednym miejscu, nie może być przypadkowe. Zresztą co do wyglądu pałacu Haubitzów, Nienacki chyba nie był zdecydowany, skoro raz ma przypominać sopocki Grand, a w innym miejscu książki ma mieć dwie strzeliste wieże.
Skoro już wiemy, że młyn Topielec został wzięty z innego miejsca, to mamy blisko siebie prawie wszystkie składowe Jasienia:
1. Poniemiecki zamek – pałac przerobiony na ośrodek wczasowy, położony nad jeziorem niedaleko kempingu. To obecny pałac Lubomirskich w Lubniewicach, dawny ośrodek FWP dla dewizowych turystów. Z tamtych czasów, w pałacu pozostał tylko luksusowy bar w jednej z komnat, w pozostałych przywrócono przedwojenny wygląd.

Lada baru ośrodka FWP (po prawej), w obecnej jadalni pałacu
fot. kadr z filmu zlotowego
2. W odległości 6 km pałac w Gliśnie, przypominający sopocki Grand Hotel,
3. W tym samym miejscu mauzoleum i ruiny „obserwatorium”

Mauzoleum
fot. Czesio1

Ruiny obserwatorium
fot. Czesio1
4.TomaszL odnalazł w Lubniewicach „Diabelski kamień”, głaz narzutowy pojawiający się na początku książki jako miejsce sprawdzane przez harcerzy. Głazów o takiej nazwie jest w Polsce kilka, no ale ten rzeczywiście jest w Lubniewicach!

Diabelski amień
fot. TomaszL
5. Wszystko w odległości 60km od Morynia
6. Ponadto seth_22 zauważył, że w maszynopisie pierwszej wersji książki znajdującym się w muzeum w Olsztynie, jest skreślony później fragment, że Jasień leży w województwie zielonogórskim, podczas gdy pozostałe miejsca akcji znajdowały się w szczecińskim. A tak było do roku 1975.
Nie ma pojedynczej miejscowości spełniającej wszystkie kryteria książkowego Jasienia, ale skoro wiemy już, że Nienacki składał miejsce akcji swoich książek z wielu miejsc, to ich największe nagromadzenie jest w Lubniewicach i ich okolicach. Można sobie wyobrazić, że Nienacki przyjechał na wczasy do Lubniewic i mieszkał w zamku FWP. Na pewno było to możliwe nie tylko dla dewizowców, ale także dla rodzimych celebrytów, skoro wiemy, że mieszkała tam Michalina Wisłocka. Możemy sobie wyobrazić, że nasz autor zwiedzał okolice zaproponowane przez „Przewodnik po Polsce” i odkrył pozostałe miejsca, umieszczone później w książce.
Ostatnio zmieniony 12 paź 2025, 20:33 przez TomaszK, łącznie zmieniany 4 razy.
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16785
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 599 razy
- Otrzymał podziękowań: 308 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
2. Czesio1
Początek zlotu
Rankiem, 18 czerwca o godzinie 6:45, ekipa lubelska w osobach Kiki i Czesia, ruszyła w drogę na kolejną forową wyprawę. Tym razem czekała nas wyprawa na zachodni kraniec Polski — do miejscowości Glisno w województwie lubuskim, gdzie czekała nas nowa przygoda.
Droga wiodła szybkimi trasami – najpierw S17 do Warszawy, a następnie autostradą A2 przez Stryków w stronę Poznania. W czasie jazdy utrzymywaliśmy kontakt z pozostałymi uczestnikami zlotu, chcąc dowiedzieć się, czy są już w drodze i o której planują dotrzeć do celu. Okazało się, że najprawdopodobniej to my będziemy pierwsi na miejscu. Nie śpiesząc się więc, zatrzymaliśmy się po drodze na obfite śniadanie w przydrożnym barze. Najedzeni i w doskonałych humorach zjechaliśmy z autostrady, by dalszą część trasy pokonać szosą przez Pniewy. Dzięki temu mogliśmy poczuć się trochę jak Pan Tomasz z "Księgi strachów", który tak właśnie opisywał swoją drogę:
"Wkrótce mój dziwaczny wehikuł pędził już szosą w kierunku Poznania. Wyjechałem o czwartej po południu, wieczorem minąłem Poznań. Przenocowałem w lasach między Pniewami a Skwierzyną na rozkładanych siedzeniach swego samochodu. O świcie ruszyłem na Gorzów Wielkopolski. O dziewiątej rano znalazłem się obok przydrożnej stacji benzynowej oddalonej o piętnaście kilometrów od Jasienia.".
Jak się okazało, nasze przeczucia były słuszne – do Glisna przybyliśmy pierwsi. Znak przy drodze wskazał nam kierunek ku wąskiej starej bramie, prowadzącej do niewielkiego parku. W głębi, pośród drzew, dostrzegliśmy barokowy pałac z końca XVIII wieku – zgrabny, pełen uroku, jakby zatrzymany w czasie. To właśnie on miał stać się naszą bazą noclegową podczas tegorocznego szachownicowego zlotu.

Pałac w Gliśnie
fot. TomaszK

Pałac w Gliśnie
fot. Czesio1
Zatrzymaliśmy samochód u podnóża pałacowych schodów. Wysiedliśmy i ruszyliśmy w górę po szerokich, kamiennych stopniach, które prowadziły nas wprost do wnętrza rezydencji. Już po przekroczeniu progu pierwszej sali ogarnęło nas wrażenie, że przenieśliśmy się w czasie. Przed nami rozciągała się wielka, okrągła sala balowa, która zdawała się witać nas jak gości przybyłych na ucztę sprzed wieków. Długi rząd stołów i ustawione wzdłuż nich krzesła pobudzały wyobraźnię i dodawały miejscu niezwykłego uroku.

Sala balowa pałacu
fot. TomaszK
Zaczęliśmy ostrożnie rozglądać się za osobą, z którą mieliśmy się spotkać, by odebrać klucze. Korytarz w lewo – ślepy zaułek ze schodami. Korytarz w prawo – sekretariat! Tam czekała na nas pani, która po szybkim meldunku wręczyła nam klucze i zaprosiła do obejrzenia pokoi.
W trakcie rozmowy usłyszeliśmy wiadomość, która sprawiła, że dzień od razu stał się jeszcze lepszy: przez cały weekend będziemy jedynymi gośćmi! Cały pałac tylko dla nas! Nie mogliśmy się oprzeć wrażeniu, że właśnie zostaliśmy nowymi właścicielami tego miejsca.
Nie zdążyliśmy nawet rozpakować walizek, gdy pod pałac podjechała Hanka swoim nowym, błyszczącym wehikułem. Niedługo potem pojawiła się panna Monika z wesołą ekipą – Zaliczką, Olą, Sonią, oraz TomaszK. Zmęczony podróżą Tomaszek postanowił uciąć sobie krótką drzemkę, a my, czekając na pozostałych uczestników zlotu, pojechaliśmy na mały rekonesans do Lubniewic.
Wybraliśmy się na spacer wzdłuż jeziora Lubiąż — od tafli wody unosił się przyjemny chłód, po drugiej stronie połyskiwała w słońcu wieża Zamku Książąt Lubomirskich, górując nad drzewami jak z bajkowej pocztówki. Zwiedzanie zamku mieliśmy zaplanowane na sobotę, więc tym razem poprzestaliśmy na podziwianiu jego wieży z drugiego brzegu jeziora.

Wieża zamku w Lubniewicach
fot. Czesio1

Jezioro Lubiąż
fot. Czesio1
Po powrocie do Glisna postanowiliśmy odwiedzić pobliskie mauzoleum, miejsce niezwykle istotne z punktu widzenia fabuły książki. To właśnie tutaj stary Johan von Haubitz ukrył „rzecz najcenniejszą” – pamiętnik swojego syna, Konrada.

Hanka panna Monika na tle mauzoleum
fot. Czesio1
„Las przerzedził się raptownie i zobaczyliśmy na polanie prostokątną sylwetkę mauzoleum Hermanna von Haubitz.
Zbudowano grobowiec z materiału, jakiego wszędzie tu było pełno, a więc z granitu. Tylko narożniki i obramowania malutkich okien wymurowano z czerwonej cegły. Mauzoleum miało kształt kwadratowego pudła i strzelisty dach z szarej dachówki, upstrzony kilkoma pseudogotyckimi wieżyczkami. Na żelaznych drzwiach wisiała ogromna kłódka.”
W powieści bohaterowie zdobyli klucz do mauzoleum od przewodniczącego gromadzkiej rady narodowej w pobliskiej wsi. Nam jednak nie udało się go zdobyć, więc podczas naszej pierwszej wizyty mogliśmy jedynie zajrzeć do środka przez żelazne kraty, próbując oczami wyobraźni dostrzec miejsce po niegdyś wiszącej tablicy nagrobnej z herbem Haubitzów, szachownicą, która wciąż zdawała się unosić w powietrzu niczym cień przeszłości.

Wnętrze mauzoleum
fot. Czesio1
„– Spójrzcie na tę ścianę – wyjaśniłem powód swego wzburzenia. – Są tam cztery dziury po śrubach, które w tym miejscu kiedyś przytrzymywały jakąś tablicę. Właśnie tu zapewne wisiała płyta nagrobkowa z imieniem i nazwiskiem, datą urodzenia i zgonu oraz... No, z czym jeszcze? – zapytałem.
– Z herbem — odpowiedział Tell.
– Tak, z herbem Haubitzów, a więc z szachownicą. A teraz spójrzcie poniżej, na posadzkę. W tym miejscu brakuje czterech kafelków. Zamiast nich widać ślady gipsu. Przyjrzyjcie się. Niedawno ktoś wydłubał ten gips scyzorykiem. Czy widzicie odciśnięty w dolnej warstwie gipsu ślad? Tu był pamiętnik, moi kochani, w metalowej kasecie. Tu leżał pamiętnik Konrada von Haubitz, który zabrał nasz prezes, Kuryłło.”
Z mauzoleum skierowaliśmy kroki ku ruinom obserwatorium – kolejnemu miejscu, które odegrało ważną rolę w książce. Z perspektywy pałacu ich mury rysowały się malowniczo na tle nieba.
„W parku pałacowym, w najodleglejszym jego zakątku, na szczycie dużego wzgórza, znajdują się ruiny dziwacznej budowli zarośnięte krzakami i młodymi drzewami. Są to pozostałości prywatnego obserwatorium astronomicznego zbudowanego przed siedemdziesięciu laty przez ówczesnego dziedzica tej ziemi, grafa Volkmara von Haubitz, który pasjonował się astronomią i podobno miał w tej dziedzinie nawet duże sukcesy, stał się odkrywcą jakiejś gwiazdy czy też planety.”

Ruiny obserwatorium
fot. Czesio1

Ruiny obserwatorium
fot. Czesio1
Znaczenie tego miejsca nie jest przypadkowe – to tu Johann von Haubitz ukrył swoje najcenniejsze skarby, po które później chciwie sięgnął Platzek.
Było to na początku 1945 roku, kiedy to nad Odrę zbliżała się Armia Czerwona i I Armia Wojska Polskiego. Wówczas to stary Johann von Haubitz, który był zwolennikiem Hitlera i w armii hitlerowskiej miał swego jedynego syna, Konrada, postanowił ukryć w tajnym schowku najcenniejsze swoje rzeczy. Wsiadł w samochód i objechał dobra Haubitzów, zabierając z kilku swych dworów i pałacyków wspaniałą kolekcję obrazów, srebrne zastawy stołowe, świeczniki i tym podobne przedmioty. Wszystkie te rzeczy przywiózł następnie do pałacu w Jasieniu i ukrył w schowku w ruinach obserwatorium astronomicznego.
Po ukryciu najcenniejszych rzeczy postanowił, uzbroiwszy służbę, bronić się w swym pałacu. Lecz służba rozpierzchła się, gdy tylko usłyszano warkot nadjeżdżających czołgów rosyjskich. Stary Haubitz tak przejął się zdradą służby, że dostał ataku serca i wkrótce zmarł. Ale przed śmiercią zdążył wyjawić zaufanemu lokajowi, nazwiskiem Platzek, miejsce ukrycia swoich skarbów, rozkazując mu, aby tę informację przekazał w przyszłości młodemu Konradowi von Haubitz. Graf kazał również przekazać synowi wiadomość, że „najcenniejszej rzeczy strzeże ich rodowy znak szachownicy”.
Po śmierci starego grafa i wkroczeniu Armii Czerwonej ów Platzek postanowił skorzystać z udzielonej mu informacji i przywłaszczyć sobie skarby Haubitzów. Odnalazł schowek w ruinach obserwatorium i zaczął wydobywać z niego cenne przedmioty. Na tej czynności nakryli go żołnierze, Platzek powędrował do więzienia, a skarby Haubitzów trafiły do polskich muzeów.”
Nasyceni wrażeniami z odwiedzonych książkowych miejsc powróciliśmy do naszego pałacu, niosąc w pamięci obrazy miejsc znanych z książki. Nad schodami rozwiesiliśmy forowy baner, a potem, czekając na przyjazd kolejnych uczestników zlotu – raczyliśmy się zacnymi trunkami i wesoło gwarzyliśmy na pałacowym tarasie. Zlot dopiero nabierał rozpędu, a przed nami rysowała się zapowiedź wspaniałej przygody.

Forowy baner na tle pałacu w Gliśnie
fot. Czesio1
Kiedy w Gliśnie zebrała się już niemal cała ekipa zlotowa (brakowało jedynie PiTTów, którzy tradycyjnie mieli dotrzeć o świcie) i mrok ogarnął wszystko dookoła, wyruszyliśmy razem na zwiedzanie mauzoleum oraz ruin obserwatorium. Nocne odkrywanie takich miejsc ma w sobie coś magicznego. Latarki pląsały po murach jak świetliki, a każdy trzask gałązki potrafił przyspieszyć tętno. Śmiech i żarty mieszały się z lekkim dreszczykiem emocji, w końcu nocne ruiny mają w sobie coś z przygody i odrobiny grozy.

Ruiny obserwatorium nocą
fot. TomaszL

Ruiny obserwatorium nocą
fot. Czesio1
Glisno powoli zasypiało, otulone miękkim mrokiem nocy, lecz my jeszcze długo nie potrafiliśmy rozstać się z rozmową i śmiechem. Chcieliśmy nacieszyć się sobą, chwilą, atmosferą zlotu. W końcu jednak i nas zmorzyło zmęczenie – czas było udać się na spoczynek. Przed nami przecież kolejny dzień i nowe przygody.
-
seth_22
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 538
- Rejestracja: 23 maja 2016, 22:15
- Miejscowość: Dolny Śląsk
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 60 razy
- Otrzymał podziękowań: 40 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
@TomaszK, pięknie Pan poskładał te puzzle. Przeczytałem z ogromną przyjemnością. Drobiazgowo pozbierane argumenty i logiczny wywód - gratulacje. Dobra robota!
PS Jak strome jest podejście pod te sztuczne ruiny? Jak duża może być różnica poziomów?
PPS Nocna wyprawa do ruin "obserwatorium" musiała być fantastyczna.
PS Jak strome jest podejście pod te sztuczne ruiny? Jak duża może być różnica poziomów?
PPS Nocna wyprawa do ruin "obserwatorium" musiała być fantastyczna.
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16785
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 599 razy
- Otrzymał podziękowań: 308 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Ruiny stoją na łagodnym pagórku, zaledwie wyższym od otaczającej okolicy. To zdjęcie zrobione sprzed samych ruin z widokiem na pałac.
I zdjęcie z drugiej strony (sprzed pałacu) autorstwa Barabasza:
Tak, nocne odkrywanie takich miejsc, w tak wyjątkowym gronie, ma w sobie coś niezwykle klimatycznego.
-
seth_22
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 538
- Rejestracja: 23 maja 2016, 22:15
- Miejscowość: Dolny Śląsk
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 60 razy
- Otrzymał podziękowań: 40 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Na zdjęcia widać, że wzniesienie jest spore. Przewyższenie może mieć z 10 lub więcej metrów.
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16785
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 599 razy
- Otrzymał podziękowań: 308 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Z mapy turystycznej wynika, że różnica wysokości wynosi około 30 metrów, co jak na wzgórze stanowi niewielkie przewyższenie.
-
seth_22
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 538
- Rejestracja: 23 maja 2016, 22:15
- Miejscowość: Dolny Śląsk
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 60 razy
- Otrzymał podziękowań: 40 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Około 30 metrów ma dziesięciopiętrowy wieżowiec. Możliwe to?
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16785
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 599 razy
- Otrzymał podziękowań: 308 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Przy takim porównaniu to już nie jestem pewien czy ta mapa turystyczna pokazuje prawidłową różnicę wzniesień.
-
TomaszK
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 9298
- Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 80 razy
- Otrzymał podziękowań: 610 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
7. TomaszK
Gądno
Camping w Gądnie po raz pierwszy pojawił się jako miejsce samochodzikowe, podczas poprzedniego zlotu poświęconego „Księdze Strachów” w 2013 roku. Camping znajduje się nad Jeziorem Morzycko, do którego przylega miasteczko Moryń opisane w książce. Odwiedzając wtedy to miejsce uznaliśmy, że najbardziej pasuje na camping w Jasieniu, w którym zatrzymał się Tomasz. 
Zlotowicze na campingu w Gądnie w 2013 roku
fot. misia

Camping w Gądnie w 2013 roku
fot. misia

Wnętrze domku na campingu w Gądnie w 2013 roku
fot. misia
Wtedy, w 2013 roku było to miejsce tętniące życiem. Co prawda infrastruktura pochodziła jeszcze z głębokiego PRL-u, ale ciągle było tu pełno wczasowiczów, działała stołówka, umywalnie i prysznice. Część domków była już wtedy pozamykana, bo nie spełniały norm sanitarnych, ale gospodarze otwarli nam domek, który wytypowaliśmy jako zajmowany przez Tomasza – ostatni w szeregu. Pamiętam, że wtedy w 2013 roku, zaprosiliśmy do zbiorowego zdjęcia starsze małżeństwo biwakujące w namiotach naprzeciwko. Byli bardzo tolerancyjni dla naszych dziwacznych interpretacji znaczenia tego akurat domku i nie dopytywali się o szczegóły. Widać było, że jeździli na ten upadający już wtedy camping, przez sentyment do dawnych biwaków.
Minęło 12 lat.
Camping jest już od dawna zamknięty i popada w ruinę, ale w bardzo malowniczy sposób. Naszym przewodnikiem jest Adam Nowiński, z którym mieliśmy przyjemność poznać się w 2013 roku w Moryniu. Wtedy zatrzymaliśmy się w prowadzonym przez niego schronisku młodzieżowym, które stało się naszą bazą wypadową.

Zlotowicze wsłuchani w głos przewodnika Adama
fot. Barabasz
Budynek stołówki został rozebrany, zawartość domków została rozszabrowana, a pozostała infrastruktura zarasta zielskiem wysokim na metr i krzakami wysokimi na kilka metrów. Ciągle jeszcze są widoczne latarnie promenady prowadzącej nad jezioro, chociaż samej promenady już nie ma. Drewniany prostokąt na metalowym słupku wystający ponad gąszcz wskazuje, gdzie było boisko do koszykówki.

Camping w Gądnie
fot. TomaszK

Dawne boisko do koszykówki
fot. TomaszK
W budynku dawnej recepcji, nasz gospodarz opowiedział, dlaczego camping upadł, a przy okazji odczytaliśmy relację ze zwiedzania tego miejsca w 2013 roku.

Budynek dawnej recepcji
fot. Czesio1

Jeden z pokoi na piętrze dawnej recepcji
fot. Czesio1

Sala kominkowa w recepcji
fot. Czesio1

Zlotowicze słuchają z zaciekawieniem opowieści o Gądnie sprzed 12 lat
fot. Barabasz
Potem poszliśmy odszukać domki, które kiedyś wytypowaliśmy jako zamieszkałe przez bohaterów książki. Domki są ledwie widoczne spomiędzy krzewów które je otoczyły, a zielone gałęzie wchodzą do wnętrz przez otwarte drzwi i okna. Przed każdym domkiem szczątki drewnianej ławki, na których kiedyś wypijano poranną kawę.

Domki wczasowe na campingu
fot. TomaszK

Domki wczasowe na campingu
fot. Czesio1
Ale wnętrza, paradoksalnie zachowały się bardzo dobrze. Podłogi i boazerie w przyzwoitym stanie, podobnie tapczaniki (niektóre z nich wciąż przykryte są starymi kołdrami), szafy i szafki na ubrania, szyby w oknach całe, tylko lampy pozdejmowane i tablice z bezpiecznikami. W ścianach przetrwały jeszcze stare gniazdka, lecz kable zostały wyrwane, jakby ktoś odciął ostatni ślad dawnego życia budynku.

Wnętrza domków w ośrodku wczasowym
fot. TomaszK

Wnętrza domków w ośrodku wczasowym
fot. TomaszK

Ostatni domek w ośrodku wczasowym
fot. TomaszK
Następnym punktem było przejście resztkami promenady i przedarcie się przez dziurę w siatce do jeziora Morzyckiego.

Zlotowicze w drodze nad jezioro Morzycko
fot. Czesio1
Plaża bardzo wąska, tak jak kiedyś, a na plaży obudowane źródełko z płaskorzeźbą – pamiątka po czasach świetności tego kąpieliska.

Plaża nad jeziorem Morzycko
fot. Czesio1

Jezioro Morzycko
fot. Czesio1

Źródełko z płaskorzeźbą nad jeziorem Morzycko
fot. kadr z filmu zlotowego
Wracając z campingu jeszcze tylko tradycyjna zbiorówka, tym razem na tle baneru kierującego na Polanę Pana Samochodzika.

Zlotowicze przy drogowskazie kierującym na Polanę Pana Samochodzika
fot. Adam
Na koniec zwiedzania Gądna nie mogło zabraknąć pamiątkowego zdjęcia z naszym niezwykle życzliwym i pełnym pasji przewodnikiem, Adamem Nowińskim.

Pamiątkowe zdjęcie uczestników zlotu za Adamem Nowińskim
fot. Adam
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16785
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 599 razy
- Otrzymał podziękowań: 308 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
4. Czesio1
Łagów
Po wizycie w Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym, miejscu, w którym historia dosłownie kryje się pod ziemią, ruszyliśmy w stronę Łagowa. Wciąż pod wrażeniem ogromu podziemnych korytarzy i opowieści o żołnierzach, którzy niegdyś tu stacjonowali, liczyliśmy na chwilę odpoczynku przy wspólnym posiłku.
Zegar nieubłaganie odmierzał kolejne minuty do umówionego obiadu, a przed nami wciąż pozostawało wyzwanie – znalezienie miejsca parkingowego dla naszej całej kawalkady samochodów. Łagów, urzekający o każdej porze roku, tym razem w długi weekend przyciągnął tłumy spragnionych odpoczynku turystów. Parking miejski pękał w szwach, o wolnym miejscu można było tylko pomarzyć.
Po krótszym lub dłuższym krążeniu po Łagowie w poszukiwaniu miejsca parkingowego, w końcu wszyscy szczęśliwie zaparkowali swoje pojazdy i ruszyli do Karczmy Podzamcze. Tam czekał na nas zasłużony, dwudaniowy obiad – aromatyczny rosół z domowym makaronem, a potem do wyboru: klasyk, czyli schabowy z frytkami, chrupiący kurczak, delikatne naleśniki z twarogiem albo pierogi ruskie.

Danie obiadowe w Karczmie Podzamcze
fot. Czesio1
Po obiedzie nadszedł czas na chwilę oddechu – każdy z uczestników zlotu dostał trochę wolnego, by na własną rękę odkryć uroki Łagowa. Nasza grupa, w której i ja miałem przyjemność maszerować, zgodnie stwierdziła, że najwyższy czas na kawę i coś słodkiego.
Ruszyliśmy więc ulicą Kościuszki w dół, w stronę Bramy Marchijskiej. Tuż za nią, po prawej stronie, nieco schowana w zieleni, czekała na nas kawiarnia o intrygującej nazwie „Cafe Warsztat”. Już sam klimat miejsca nas urzekł – stary stolarski warsztat przerobiony na przytulną kawiarnię, gdzie zapach świeżo mielonej kawy mieszał się z aromatem ciast.
Jak mówią właściciele, stawiają na naturalne, lokalne produkty, a kawa pochodzi z rzemieślniczej palarni w Zielonej Górze. I faktycznie – smak potwierdził każde słowo. Doskonała kawa, świetne desery i spokojna atmosfera sprawiły, że to czerwcowe popołudnie minęło nam wyjątkowo przyjemnie. Idealny przystanek w środku przygody.

Deser w "Cafe Warsztat"
fot. Czesio1
Po krótkim odpoczynku przy kawie i deserach ruszyliśmy Bramą Marchijską w stronę zamku. Ta średniowieczna warownia Joannitów w Łagowie to prawdziwa perełka ukryta między dwoma jeziorami. Historia zamku sięga 1350 roku, kiedy to Zakon Joannitów rozpoczął jego budowę. Najpierw powstał potężny, czworoboczny budynek o wysokości 12 metrów, później dodano mury obronne ze strzelnicami. W XVI wieku komandor Liborius von Schapelow kazał wznieść 24-metrową wieżę, z której dziś można podziwiać panoramę całej okolicy. Co ciekawe, mimo licznych wojen i najazdu Szwedów, zamek przetrwał bez większych zniszczeń – prawdziwy twardziel wśród warowni!
W XIX wieku przeszedł w ręce Prus, a później stał się własnością prywatną. Dziś w jego murach działa hotel i restauracja, ale nie stracił swojego historycznego ducha. W środku można zobaczyć komnatę komtura, katownię i salę rycerską, a centralny dziedziniec, otoczony czterema skrzydłami i porośnięty winobluszczem, robi niesamowite wrażenie – szczególnie o zmierzchu.

Zamek Joannitów w Łagowie
fot. Czesio1

Dziedziniec zamku w Łagowie
fot. Czesio1
Oczywiście nie mogliśmy przepuścić okazji, by wejść na wieżę – potężną strażnicę widoczną z wielu kilometrów. Po uiszczeniu 10-złotowego haraczu zaczęliśmy wspinaczkę po krętych schodach.
Widok z wieży zapiera dech – lasy, jeziora i dachy Łagowa wyglądają stamtąd jak z pocztówki. To był moment, kiedy naprawdę czuło się ducha przygody i historii jednocześnie.

Łagów
fot. Czesio1

Łagów
fot. Czesio1

Łagów
fot. Czesio1

Łagów
fot. Czesio1

Łagów
fot. Czesio1

Łagów
fot. Czesio1

Motocykliści też zjechali w weekend do Łagowa
fot. Czesio1
Po zejściu z wieży odnaleźliśmy TomaszKa, który po obiedzie drzemał sobie na zielonej trawce w łagowskim parku. Wsiadamy do gościnnego wehikułu TomaszaL i ruszamy w drogę powrotną do Glisna. Ale to nie koniec atrakcji na dziś. O kolejnej opowie już w następnej części relacji sam TomaszL, który niedawno natrafił na kilka naprawdę ciekawych miejsc.
- TomaszL
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 2192
- Rejestracja: 14 lip 2016, 10:19
- Miejscowość: wielkopolskie
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 789 razy
- Otrzymał podziękowań: 258 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
5. TomaszL
Obiekt umer 3003
W czasach PRL na przełomie lat 60/70-tych, powstały 3 obiekty specjalne (3001, 3002, 3003): schrony radzieckiej broni jądrowej. Obiekt 3001 powstał w Podborsku koło Białogardu, obiekt 3002 koło Jastrowia a obiekt 3003 w Templewie koło Lubniewic. W każdym obiekcie, wg. dostępnych informacji, były 2 schrony typu Mamut pozwalające przechować po 80 głowic. Schrony były wybudowane prostopadle do siebie i miały wejścia z dwóch stron, co stanowiło dodatkowe zabezpieczenie przed atakiem. Głowice atomowe przechowywane w schronach należały do Sowietów, ale w przypadku konieczności użycia miały być przekazane Ludowemu Wojsku Polskiemu. Na przełomie lat 70/80-tych powstał dodatkowy schron typu Granit dla kołowej wyrzutni rakietowej. Obiekty zmieniły wtedy charakter z magazynowego na magazynowo-bojowy.Obiekt 3003 był użytkowany przez jednostki Armii Radzieckiej i ochraniany przez jednostki Specnazu. Obiekt ten po wycofaniu się jednostek Armii Radzieckiej był przez pewien czas nadzorowany przez wojsko a potem przekazany leśnictwu. W 2011 rozebrano największy schron Granit, wcześniej wyburzono część koszarową. Obecnie na terenie obiektu 3003 zostały dwa schrony Monolit.
Dojazd do obiektu 3003 to utwardzona droga prowadząca przez las. Poszukiwanie obiektów latem było utrudnione ze względu na drzewa – udało się nam przejechać dosłownie koło obiektów i ich nie zauważyć, dopiero drugie podejście zakończyło się sukcesem. Wejścia do magazynów były zablokowane płytami i ziemią, ale ciekawość ludzka nie zna granic i natrafiliśmy na potencjalne drogi dostania się do środka.

Obiekt numer 3003
fot. TomaszK

Obiekt numer 3003
fot. Czesio1

Obiekt numer 3003
fot. Czesio1

TomaszK przed obiektem numer 3003
fot. Czesio1

Czesio próbuje zajrzeć do wnętrza obiektu
fot. TomaszK

Wejście do obiektu
fot. TomaszK

Wnętrze obiektu 3003
fot. TomaszK

Wnętrze obiektu 3003
fot. Czesio1

Obiekt numer 3003 z drugiej strony
fot. Czesio1

Obiekt numer 3003 z drugiej strony
fot. TomaszK

Obiekt numer 3003 z drugiej strony
fot. TomaszK
Schron Granit, „długa betonowa rura” został rozebrany i pozostał tylko ziemny wąwóz otaczający ten były obiekt. W terenie można również znaleźć pozostałości okopów.

Ziemny wąwóz pozostałością po Schronie Granit
fot. Czesio1

Ziemny wąwóz pozostałością po Schronie Granit
fot. Czesio1

Ziemny wąwóz pozostałością po Schronie Granit
fot. Czesio1

Ziemny wąwóz pozostałością po Schronie Granit
fot. Czesio1
Przeżycia były niesamowite. Być na terenie obiektu, który pozostawał ściśle tajny przez około 30 lat i gdzie przechowywano głowice broni jądrowej, do potencjalnego użycia w przypadku kolejnej wojny na terenie Europy... mogłoby wtedy nie być tej relacji.

Betonowa droga przez las prowadząca do obiektów numer 3003
fot. TomaszK
- TomaszL
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 2192
- Rejestracja: 14 lip 2016, 10:19
- Miejscowość: wielkopolskie
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 789 razy
- Otrzymał podziękowań: 258 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
14. TomaszL
Diabelski Kamień
Diabelski Kamień występuje w „Księdze strachów” harcerzy, zaraz po opisie Młyna Topielec. Kamień ten jest opisany jako ogromny głaz narzutowy przy leśnej drodze okrążającej jezioro. Wg. legendy kamień, który miał służyć do budowy grobli przez jezioro, został porzucony przez rozwścieczonego diabła, który spełniał wciąż nowe żądania grafa Hermann von Haubitz a duszy wciąż brak. Żądanie nieśmiertelności przez grafa, który myślał, że przechytrzy diabła, było jego ostatnim życzeniem, które nigdy się nie spełniło.„Kamień Diabelski przy leśnej drodze okrążającej jezioro. Jest to ogromny głaz narzutowy, zapewne przyniesiony tu przez lodowiec. Legenda mówi jednak, że zrobił go diabeł na rozkaz grafa Hermanna von Haubitz, który sprzedał piekłu swoją duszę w zamian za to, że diabeł będzie mu pomagał w jego przedsięwzięciach. Było to przed stu laty, gdy ród Haubitzów jeszcze nie był tak możny, jak później. To właśnie od rządów Hermanna von Haubitz wzrósł on w bogactwo i znaczenie. Wszystko, czego się tknął ów Hermann, zamieniało się w złoto i dostatek. Ludność okoliczna zaczęła wierzyć, że pomaga mu diabeł. Hermann von Haubitz wygrał ciągnące się od wieków procesy z okolicznymi grafami i znacznie poszerzył swoje posiadłości; na jego polach rodziła się niezwykle dorodna pszenica; miał największe w okolicy zbiory ziemniaków; mnożyły się stada krów, owiec i koni. On to rozbudował pałac nad jeziorem i uczynił go wspaniałą rezydencją. Aby uzyskać duszę Hermanna, diabły orały na jego polach, pasły jego stada. Ale graf Hermann stawiał ciągle nowe żądania diabłom i wcale nie śpieszył się z oddaniem im swojej duszy, choć już był bardzo stary. Pewnego razu rozkazał diabłu przynieść ogromny kamień, który miał posłużyć do budowy grobli przez jezioro. Jednocześnie zażądał od diabła eliksiru nieśmiertelności, aby w ten sposób za-bezpieczyć się przed oddaniem piekłu swej duszy. To żądanie tak rozwścieczyło diabła, że porzucił kamień i porwał jadącego konno grafa, żywcem zanosząc go przed oblicze Lucyfera. Porzucony przez diabła kamień nosi ślady jego pazurów.”
Harcerze sprawdzili to miejsce, jednakże poza nabawieniem się kataru nie stwierdzili obecności Diabła ani też jęków dręczonej w piekle duszy grafa Hermanna.
„A więc nocna wycieczka do Diabelskiego Kamienia przyniosła jej uczestnikom tylko katar. Trzy godziny czatowali chłopcy w lesie, w najbliższym sąsiedztwie kamienia. Diabeł nie pokazał się, nie usłyszano także jęków żałosnych, które — według legendy — wydawać miała dręczona w piekle dusza grafa Hermanna.”
Ale my musieliśmy sprawdzić legendę – obecność kamienia i diabła. Tuż przed Zlotem udało się odnaleźć informację o tym kamieniu razem z przebiegiem szlaku wokół jeziora i odnogą do kamienia. W ostatniej chwili padła decyzja – jedziemy. Nie powiem, dokąd dojechaliśmy samochodem, ale na pewno nie pod kamień. Tam się nie da podjechać a dojść latem to cud. Prowadził TomaszeK, bo ja kilkukrotnie chciałem się poddać. Powalone drzewa, krzaki, zanikające oznaczenie szlaku. Jedyna wskazówka to kierować się środkiem krętego wąwozu z nadzieją, że gdzieś dojdziemy. Powiem tak: jak chcecie bawić się w odkrywców, bierzcie koniecznie TomaszKa. Głaz jest niesamowity, leży na samej granicy lasu i pól, jakby faktycznie porzucił go tam rozwścieczony diabeł. Diabelski Kamień jest. Diabła nie stwierdzono. Nie nabawiliśmy się kataru, satysfakcja natomiast niesamowita.

Drogowskaz do Diabelskiego Kamienia
fot. TomaszL

Droga do Diabelskiego Kamienia
fot. TomaszK

Droga do Diabelskiego Kamienia
fot. TomaszK

Diabelski Kamień
fot. TomaszL

TomaszK przy Diabelskim Kamieniu
fot. TomaszK

TomaszK przy Diabelskim Kamieniu
fot. TomaszK

TomaszL przy Diabelskim Kamieniu
fot. TomaszK
- Czesio1
- Administrator

- Posty: 16785
- Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
- Tytuł: Ojciec Prowadzący
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 599 razy
- Otrzymał podziękowań: 308 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
W oczekiwaniu na kolejne relacje ze zlotu, które – mam nadzieję – wkrótce do mnie spłyną, przygotowałem projekt zlotowej ikonki. Zajrzyjcie do mojej stopki
Co sądzicie – może taka być, czy macie inne pomysły?
-
TomaszK
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 9298
- Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 80 razy
- Otrzymał podziękowań: 610 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
A nie można bardziej mrocznie ? Szachownica super, ale może jeszcze jakaś czaszka, albo symbolika SS, tetetka... ?
Diabelski kamień na zdjęciach jest ogromny, na miejscu jakoś nie robił takiego wrażenia. Nic dziwnego że przy nim straszyło.
Diabelski kamień na zdjęciach jest ogromny, na miejscu jakoś nie robił takiego wrażenia. Nic dziwnego że przy nim straszyło.
- TomaszL
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 2192
- Rejestracja: 14 lip 2016, 10:19
- Miejscowość: wielkopolskie
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 789 razy
- Otrzymał podziękowań: 258 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Ten Diabelski Kamień jest duży. On jest większy od człowieka. 920 cm obwodu wg. info ze strony: https://lubniewice.pl/szlaki-turystyczne/
A w Moryniu przy jeziorze jest diabelski fotel. To jest mały kamień: https://mynaszlaku.pl/moryn-atrakcje-turystyczne/
-
TomaszK
- Forowy Badacz Naukowy

- Posty: 9298
- Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
- Płeć: Mężczyzna
- Podziękował;: 80 razy
- Otrzymał podziękowań: 610 razy
Re: Lubniewice w kratkę czyli Zlot Szachownicowy 2025
Pod koniec tego artykułu o Moryniu, jest jeszcze "Czarci głaz", czyli w sumie Diabelski Kamień. Ale obydwa wyglądają na przyniesione przy okazji urządzania ścieżki turystycznej, zresztą nie umywają się wielkością do lubniewickiego.TomaszL pisze: ↑23 paź 2025, 09:27A w Moryniu przy jeziorze jest diabelski fotel. To jest mały kamień: https://mynaszlaku.pl/moryn-atrakcje-turystyczne/












































