Wietnam 2014

Dział poświęcony relacjom z naszych wypraw
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

No to jedziemy z dniem czwartym.

Wieczorem jedziemy do Sapa.
Krótki spacer po starym mieście, żeby wrócić do hotelu, spakować się i przygotować rzeczy na wyjazd w góry. Bagaże zostawiamy w hotelu, bo do niego wracamy.
Później wybieramy się zobaczyć Operę i dalej do parku im Lenina. Wejście do parku jest płatne. Jakieś grosze, nie pamiętam, ale coś rzędu 10 tysięcy dongów. Niedziela więc park jest pełen dzieci i młodzieży. Dzieci bawią się na placach zabaw, młodzież ćwiczy, głownie przy muzyce - zumba, nauka tańca z instruktorkami. Spotykamy lokalnego białasa - Kanadyjczyk z Quebec'u, który uczy tutaj angielskiego w szkole. Trochę dziwaczny, więc podchodzimy do niego z rezerwą. Przez jakieś piętnaście minut stara się nam przekazać informacje o tym, co jeszcze warto zobaczyć w mieście :-) Dziękujemy bardzo i... wreszcie udaje się nam urwać.
Wracamy do wyjścia i okrężną drogą wracamy do hotelu.
Mijamy więzienie zwane Hanoi Hilton, więzienie wybudowane przez Francuzów, w którym jest teraz muzeum. Będziemy je zwiedzać później. Wypijamy jeszcze smoothies w kawiarni jakiejś amerykańskiej sieci i do hotelu.
Przed katedrą tłum ludzi, msza odprawiana w języku wietnamskim.
Przed ósmą boy hotelowy zabiera nas taksówką na dworzec.Zostajemy w poczekalni, on idzie odebrać bilety. Komunikaty tylko po wietnamsku, ale na szczęście dla tych, którzy próbują podróżować samodzielnie, nie odjeżdżają tam dziesiątki pociągów. Wszyscy oczekujący jadą tym jednym. W poczekalni siedzą trzy kobiety z plemienia Red Dao, w charakterystycznych, czerwonych, nakryciach głowy. Jedna z nich wychodząc z poczekalni uśmiecha się do nas i wtedy widzę błysk z jej ust. Później dowiedziałem się, że plemiona z Sapa wstawiają sobie sztuczne zęby z miedzi.
Wreszcie komunikat i wszyscy ruszają do pociągu. Nasz opiekun oczywiście idzie z nami. Dojście do pociągu przez dziury i doły bo cały dworzec jest w trakcie przebudowy. Dochodzimy do naszego wagonu, kontrola biletów przy wejściu, boy odprowadza nas do przedziału. Żegnamy się. Przedział delux to sypialny czteroosobowy, z miękkimi łóżkami. Wygląda to elegancko ale trochę staroświecko. Każde łóżko zaopatrzone w poduszkę i prześcieradło do przykrycia. Dla każdego pasażera jest butelka wody i wilgotna chusteczka do rąk. Toaleta w wagonie zużyta ale czysta, z mydełkiem i bielutkim papierem toaletowym.
Do naszego przedziału dosiada się małżeństwo z Bahrajnu. Okazuje się, że kojarzą Polskę bo chcieli wysłać córkę na studia właśnie do naszego kraju ale... okazało się, że kierunek, który wybrała nie jest prowadzony w Polsce w języku angielskim. Polskę kojarzą z Lechem Wałęsą. Wymieniamy się monetkami, bo pani, tak jak ja, zbiera :-) I idziemy spać.
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

Parę zdjęć z niedzieli

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek

Po kolei, Tomaszu, to wołowina karmelizowana, ale na ulicy, więc palce lizać tylko dlatego, że trzeba jeść łapkami, później Opera, Hilton w Hanoi, nazywany Hanoi Opera Hilton, bo nazwę Hanoi Hilton stosowaną standardowo przez sieć Hilton przywłaszczyło sobie więzienie, w którym siedzieli lotnicy amerykańscy i tak właśnie nazwali jeden z bloków więziennych, dalej Park Lenina. Na uwagę pań zasługuje ostatnie zdjęcie, na którym widać ćwiczącą kobietę - na wzór hula-hop pani kręci tymi 'koralikami' a jednocześnie esemesuje :-)
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 9298
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 80 razy
Otrzymał podziękowań: 610 razy

Post autor: TomaszK »

A ja myślałem, że ona jest przywiązana łańcuchem do pnia drzewa :-D . Szkoda, że nie zrobiłeś zdjęcia tych miedzianych zębów. Miedź w teorii nie nadaje się na implanty bo się rozpuszcza, a w dłuższej perspektywie jest szkodliwa.
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

TomaszK pisze:Szkoda, że nie zrobiłeś zdjęcia tych miedzianych zębów
Historia z miedzianymi zębami była śmieszna, bo widocznie akurat światło tak padło, że błysk był jak amerykańskiej komedii ale głupio by mi było prosić o uśmiech do aparatu. Tym bardziej, że to są ludzie z bardzo lokalnych plemion, więc trudno wyczuć co wolno, czego nie i jakie mogą być ewentualne konsekwencje za obrazę.
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

Kolejny secik zdjęć:

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Po kolei - pozwoliłem sobie zrobić zdjęcie pokazujące jeszcze stare kolonialne budynki na tle nowoczesnych biurowców, kolejne to ozdoby nad ulicami - sierp i młot, to symbol komunistycznej partii Wietnamu, dalej msza wieczorna w Katedrze, dworzec kolejowy i kilka zdjęć z pociągu. Przedział był typu DeLux - soft bed, cztery osoby w przedziale. W niektórych pociągach są jeszcze droższe - dwójki. Ten standardowo kosztuje 40-45 dolarów od osoby w jedną stronę, na trasie 300 km, pociąg jedzie 11 godzin.
Rzućcie okiem na poczekalnię - na ławeczce, w czerwonej czapeczce siedzi pani z plemienia Red Dao, to właśnie ona błyskała miedzianymi zębami.
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

Jedziemy w góry, czyli dzień piąty (chyba)

a raczej w doliny. Ale od początku.
Jedziemy pociągiem King Express z Hanoi do Lao Cai. Pociąg jedzie niemiłosiernie wolno i jednocześnie stuka, puka i buja. Spać jest trudno, żeby nie powiedzieć, niemożliwe. Coś tam udaje się przymknąć oko, ale to są chwile.
Do Lao Cai mamy przyjechać ok 7 rano, już o 5 głośniki w korytarzu zaczynają nadawać na pełen regulator - wpierw muzyka, później teksty, po wietnamsku a na końcu po angielsku. Jakiś bełkot na temat Lao Cai i okolicy. Trudno zrozumieć, po pierwsze dlatego, że Wietnamczycy zjadają końcówki, po drugie dlatego, że dźwięk jest ogłuszający. Po ok 30 minutach audycja zakończona.
Wjeżdżamy na dworzec w Lao Cai. Przed dworcem kłębi się tłum z karteczkami oczekujących na turystów przewoźników i przewodników. Szukamy naszego, tak jak nam powiedziano w hotelu i... zonk. Nie ma. Wracamy jeszcze na peron, czy tam ktoś nas nie szuka. Dupa. Też nie ma. Anka zaczyna panikować. No nic, pierwsza myśl - trzeba kupić kartę SIM i zadzwonić do hotelu. Idziemy w stronę centrum miasteczka, wlecze się za nami grupka kierowców, którzy chcą nas zawieźć do SaPa ale my chcemy SWOJEGO przewoźnika. Żeby się odczepili wchodzimy do pierwszej napotkanej kawiarni i pytam, czy koleś może zadzwonić do naszego hotelu w Hanoi i powiedzieć, że nikt na nas nie czeka. Koleś próbuje ze stacjonarnego i komórki ale cały czas jest sygnał niedostępności. Zamawiam kawę, a ponieważ na voucherze na bilety była podana nazwa hotelu gdzie mamy odebrać powrotne stwierdzam, że tam mogą wiedzieć więcej. Hotel jest 50 metrów dalej. Zostawiam bagaż i Ankę na kawie i idę do hotelu. Tam pani nie ma problemu z dodzwonieniem się. Opieprzam recepcjonistkę, ta twierdzi, że się dowie i oddzwoni. Czekam 10 minut i nic. Chcę iść do kawiarni, więc proszę recepcjonistkę, żeby przyjęła wiadomość jak ktoś oddzwoni, ona dzwoni raz jeszcze i... okazuje się, że nasz opiekun pomylił pociągi i już czeka na nas.
Wracam do kawiarni a tam już jest opiekunka, która smsem dostał na nas namiary i jakimś psim swędem znalazła Ankę w kawiarni. Trochę nie wierzę, ale po przeczytaniu smsa i rozmowie przez telefon dajemy się zabrać do busika. Nadjeżdża następny pociąg, do busika dobijają ludzie i jedziemy.
Z Lao Cai do Sa Pa jedzie się ok godziny, ale nasz kierowca nadrabia stracony czas - wyprzedza na zakrętach i tnie jak głupi.
Wjazd do Sa Pa przypomina wjazd do szwajcarskiego kurortu - jezioro i domy i pensjonaty wokół. Gdzieś zostawiamy pierwszą grupę, podjeżdżamy pod jakiś obskurny hotel, gdzie kierowca twierdzi, że my wysiadamy. Syf niemiłosierny. Mówimy, że chcemy wziąć prysznic. Dostajemy ręczniki i kolo prowadzi nas do "pokoju służbowego". Wyraźnie hotel przed remontem, ściany brudne, z zaciekami, podłoga odstaje, prysznic lejący wodę w każdym kierunku. Po kąpieli schodzimy na śniadanie. Skromne, ale głodni też nie jesteśmy. Niby szwedzki stół, jest żółty ser, jakaś wędlina, owoce, jajecznica, kawa, herbata, woda. Ale to wszystko takie byle jakie. Zaczynamy się gotować bo hotel miał być 3*. Wchodzimy na górę - przedstawia się nam nasz przewodnik. Dostajemy plan okolicy i... dowiadujemy się, że nasz pokój w innym hotelu będzie od 13, więc teraz pójdziemy do restauracji, gdzie później zjemy obiad, tam możemy zostawić rzeczy i hulamy na wycieczkę.
Restauracja sympatyczna. Zostawiamy bagaże, bierzemy tylko wodę, czekamy na ulicy chwilę na współtowarzyszy wycieczki (Lankijczyk z córką, studiującą w Szwajcarii) i idziemy. Dzisiaj tylko 4-5 km. Schodzimy w dół do wioski Czarnych Hmongów - Cat Cat. Za wejście się płaci. Przewodnik kupuje wejściówki i możemy iść. Początek to sklepy z pamiątkami. Czarne Hmongi trudnią się między innymi rękodziełem. Oprócz standardowych pamiątek można kupić makatki, czapeczki i inne tkane i wyszywane gadżety typowe dla nich. Po drodze przewodnik opowiada, my słuchamy i pytamy. Czarne świnie pasące się przy drodze, ubijaki do ryżu napędzane siłą strumienia wody, suszenie ryżu, produkcja kardamonu. To wszystko można zobaczyć. Wchodzimy do domu - niewiele mebli, dużo rzeczy do produkcji żywności i telewizor lampowy podłączony do dekodera satelitarnego.
Pytam przewodnika o jedzenie psów. Jest Wietnamczykiem, który przyjechał tu do pracy. Twierdzi, że psy jada ok 10% mieszkańców Wietnamu, mięso jest smaczniejsze od wołowiny i drogie, więc nie jada się go codziennie i na 100% nie na ulicy. Nie są to również psy byle jakie, tylko hodowane specjalnie na mięso. Kotów nie jedzą...
Schodzimy na sam dół doliny żeby zobaczyć piękny wodospad a przy nim, w budyneczku pokaz tańców plemiennych. To co mnie jednak zachwyca to motyle wielkości dłoni dorosłego mężczyzny, których tu jest sporo.
Teraz pod górkę do miasteczka. Nasi współtowarzysze w połowie drogi wymiękają i pakują się na 'bike taxi' czyli dosiadają się na motorki czekających na zmęczonych turystów Wietnamczyków.
Awatar użytkownika
Nemsta
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 2098
Rejestracja: 13 wrz 2014, 23:23
Tytuł: Łajza archeologiczna
Miejscowość: Wyk
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 0
Otrzymał podziękowań: 0

Post autor: Nemsta »

Ten telewizor mnie ciekawi :D
Kolejny dzień super relacji.
:564:
Obrazek
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

Roch pisze:Ten telewizor mnie ciekawi :D
Kolejny dzień super relacji.
:564:
Oni tam mają dużo takiego sprzętu, który Ty już zbierasz jako "historyczny".
To dopiero pół dnia (no może 2/3) ale już nie miałem czasu kończyć. Dalsza część będzie później.
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

Parę zdjęć z pierwszej części

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
Nemsta
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 2098
Rejestracja: 13 wrz 2014, 23:23
Tytuł: Łajza archeologiczna
Miejscowość: Wyk
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 0
Otrzymał podziękowań: 0

Post autor: Nemsta »

O tym nie wiecie, bo nie pisałem, ale tak jak misia kocha samoloty, tak ja kocham kolej. Wiem, kolejna pasja, na którą trochę brak czasu, ale jak mam okazję to robię zdjęcia, filmy. Także, za wszelkie tego typu, będę bardzo wdzięczny.
Obrazek
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 9298
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 80 razy
Otrzymał podziękowań: 610 razy

Post autor: TomaszK »

PawelK pisze:Pytam przewodnika o jedzenie psów. Jest Wietnamczykiem, który przyjechał tu do pracy. Twierdzi, że psy jada ok 10% mieszkańców Wietnamu, mięso jest smaczniejsze od wołowiny i drogie, więc nie jada się go codziennie i na 100% nie na ulicy. Nie są to również psy byle jakie, tylko hodowane specjalnie na mięso. Kotów nie jedzą...
Mimo mojego zafascynowania egzotycznym jedzeniem, psa ani kota bym chyba jednak nie tknął.
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

TomaszK pisze:
PawelK pisze:Pytam przewodnika o jedzenie psów. Jest Wietnamczykiem, który przyjechał tu do pracy. Twierdzi, że psy jada ok 10% mieszkańców Wietnamu, mięso jest smaczniejsze od wołowiny i drogie, więc nie jada się go codziennie i na 100% nie na ulicy. Nie są to również psy byle jakie, tylko hodowane specjalnie na mięso. Kotów nie jedzą...
Mimo mojego zafascynowania egzotycznym jedzeniem, psa ani kota bym chyba jednak nie tknął.
Na propozycję przewodnika, spróbowania psa, ja też odmówiłem. Lubię ciekawe rzeczy ale w granicach normy.
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

Kolejny secik zdjęć

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek
Brunhilda
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 7454
Rejestracja: 10 lip 2013, 04:07
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 108 razy
Otrzymał podziękowań: 142 razy

Post autor: Brunhilda »

Fajne te dzieciaki :-)
Ale wiesz? Te miedziane zęby to mi spokoju nie dają. Naprawdę powiedzieli, ze miedziane? Moze nie znali słowa? Moim zdaniem najprędzej to bedą z tego metalu galwanizowanego na złoty, tak jak w Rosji na przykład. Twardy jak diabli. Gniotsa nie lamiotsa. WxPolsce zreszta tez podobne robili. Pewnie jeszcze do tej pory maja , specjalnie w mniejszych miejscowościach. No bo złoto pewnie nie....chociaż? W pół-wsch Azji tak jak i w Rosji, czy na wyspach Pacyfiku, złote zęby to oznaka bogactwa. Imitacja tez jest dobra, stad te galwanizowane złote. A nór
Niektorzy oszczędzają, zeby sobie takie złote wstawić, zeby status podwyższyć. To większy szacunek maja. Tak jak ludzie większych rozmiarów. Nie wiem już czy pisałam, ze w Kambodży kierowca łódki na tej śmierdzącej rzece przyglądał mi sie cała drogę ( rozmiar....) w końcu nie wytrzymał , podszedł i pyta prosto z mostu: ile ty wazysz? Bedzie ze 100 kg? No powiedz! Bedzie? Myślałam, ze go trzasne od razu. Opedzalam sie od tej muchy natretnej a on nic. ALE!!!! To było Z PODZIWEM. Z nabożeństwem, w przykleku niemal. Rozanielony. Zachwycony. No bo duża, znaczy bogata. Kto ma tyle pieniędzy, zeby jeść!!! Gdyby był starszy to pewnie oświadczyłby sie. Po raz drugi w życiu poczułam sie pocieszona, ze nie jest tak złe z tym rozmiarom. Pierwszy raz, chyba o tym pisałam , ksiądz misjonarz z Papua Nowa Gwinea, wpadł do nas pozałatwiać sprawy i podleczyć sie i powiedział, ze kobiety w PNG liczą sie na świnie. Powiedział, ze miałabym szanse pójść za nawet za 5 :-D :-D :-D :-D sorry. Przydługa ta dygresja. Wracając do zębów. Rzeczywiście to chyba nie moze byc miedź.
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

Brunhilda pisze:Te miedziane zęby to mi spokoju nie dają. Naprawdę powiedzieli, ze miedziane?
Pytałem przewodnika i powiedział bez namysłu 'copper', upewniałem się, że nie złoto, ale powiedział, że nie.

Jeszcze parę zdjęć z pierwszego dnia w górach.

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

I druga część dnia, czyli czas wolny.

Wracamy do miasteczka, jemy obiad w restauracji - zestaw obiadowy to kilka potraw, ryż i zamawiamy napoje (ekstra płatne). Całkiem to fajne. Zabieramy bagaże i idziemy do hotelu i... wow. Hotel na stoku, z widokiem na góry. Pełen wypas.
Rozpakowujemy się, szybki prysznic i idziemy do miasta. Mi, przed odejściem informuje, że będzie po nas o 19 na kolację. Wprawdzie w ofercie nie było kolacji, ale ok, skoro tak mówi.
Miasteczko przypomina kurorty w Austrii czy Szwajcarii. Na ulicach czysto, Czarnych pań już prawie nie ma, widzimy jak jeszcze kilka jest zabieranych przez facetów na skuterkach.
Na początek zaglądamy do sklepu z butami, oczywiście North Face. Miałem sobie kupić tutaj buty górskie, ceny powalają - za buty należy zapłacić od 15 do 25 dolarów. Szkoda tylko, że wszystkie modele są skrojone jednakowo i nie współpracują z moją stopą :-( Kolejny etap to bazar, Ania musi kupić skarpetki, bo zmarzła w pociągu a gdy wracaliśmy z wycieczki to widziała fajne. Skarpetki trekkingowe targujemy z 3,5 dolara na 1,5 i kupujemy. Dalej idziemy przez miasteczko - centralny plac, oczywiście kościół katolicki ale my chcemy zobaczyć jezioro (pięknie wyglądało z autobusu). Rzeczywiście jest bajkowe. Siadamy na chwilę, a później standardowo spacer wokół. Po drugiej stronie trafiamy na supermarket. Trzeba kupić picie więc zaglądamy. Tutaj działają dwie metody bezpieczeństwa zakupów - podobnie jak w Hanoi trzeba zostawić bagaż, w związku z czym wchodzimy pojedynczo, żeby nie zostawiać plecaczków z dokumentami ale przy wyjściu są pakowacze - po zapłaceniu idzie się do takiego pakowacza z rachunkiem, pakowacz porównując z rachunkiem przekłada rzeczy z koszyka do reklamówek. Pełna profeska.
Wracamy do centrum, zachodzimy do kościółka, tak jak inne katolickie, zadbany ale skromny. Jeszcze włóczymy się po uliczkach i idziemy do hotelu bo czas na kolację. Mi zabiera nas do tej samej restauracji gdzie możemy zamówić wszystko, w cenie wycieczki. Ja biorę sałatkę kurczak z ananasem, Anka sajgonki, które wyraźnie jej podpasowały. Na deser bierzemy lody z owocami. Wypasik :-)
Wracamy do hotelu i idziemy spać - noc po ciężkim dniu (i jeszcze cięższej nocy)
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 9298
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 80 razy
Otrzymał podziękowań: 610 razy

Post autor: TomaszK »

A kto to Mi ?
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

TomaszK pisze:A kto to Mi ?
Rzeczywiście nie napisałem, nasz przewodnik.
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

A tak dla misi - moje statystyki przelotów, ale wstecz jeszcze nie wszystko zarejestrowałem, wyglądają tak:

Obrazek
Awatar użytkownika
misia
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 1252
Rejestracja: 10 lip 2013, 22:32
Miejscowość: miasto Łódź
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 2 razy
Otrzymał podziękowań: 8 razy

Post autor: misia »

PawelK pisze:A tak dla misi - moje statystyki przelotów, ale wstecz jeszcze nie wszystko zarejestrowałem, wyglądają tak:

[url=http://my.flightmemory.com/pic/Edgarek.gif]Obrazek[/url]
No nieźle, ale jak się chce zobaczyć szczegóły, to już nie widać g:\

A moje skromne tutaj g;)

http://flightdiary.net/misia
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
"Praw­da leży pośrod­ku - może dla­tego wszys­tkim za­wadza" - Arystoteles
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

misia pisze:No nieźle, ale jak się chce zobaczyć szczegóły, to już nie widać
Nie wiem czy tam można udostępnić szczegóły, popatrzę :-)
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

Parę zdjęć z pierwszego dnia w Sa Pa, po powrocie z wycieczki.

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

Na pierwszym zdjęciu bazar, później standardowo lokalne piwo - tutaj nazywa się dla odmiany Lao Cai. Obiadek - wieprzowinka, zielsko, ryż i kurczak na gorącym półmisku.
Dalej widok z naszego okna, pokój w hotelu i wreszcie parę widoczków z miasta.

No i kolacja: sałatka z kurczakiem, sajgonki i lody z owocami.

Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

misiu, tutaj widać więcej

[hide]http://my.flightmemory.com/edgarek/pl[/hide]
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 9298
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 80 razy
Otrzymał podziękowań: 610 razy

Post autor: TomaszK »

Czytając kolejne relacje, coraz bardziej nabieram ochoty, żeby złamać dietę i wybrać się na sajgonki :-D
A widok z okna hotelu na góry rzeczywiście piękny.
Awatar użytkownika
misia
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 1252
Rejestracja: 10 lip 2013, 22:32
Miejscowość: miasto Łódź
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 2 razy
Otrzymał podziękowań: 8 razy

Post autor: misia »

PawelK pisze:misiu, tutaj widać więcej

[hide]http://my.flightmemory.com/edgarek/pl[/hide]
No tak, trochę więcej tak, ale nie można powiększyć ani doczytać szczegółów g:\
Jak na rekonstrukcję to i tak dużo udało Ci się odtworzyć. Na bieżąco wpisywanie jest lepsze, bo więcej szczegółów się pamięta, włącznie z tym czy siedziałeś przy oknie g;)
Ja ze swoją niewielką ilością trochę się namęczyłam...
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
"Praw­da leży pośrod­ku - może dla­tego wszys­tkim za­wadza" - Arystoteles
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

misia pisze:Jak na rekonstrukcję to i tak dużo udało Ci się odtworzyć.
Robię to w oparciu o zdjęcia, które wcześniej oddałem do skanowania z klisz :-)
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

Dzień drugi w Sa Pa zaczął się kiepsko. Obudziłem się, wyjrzałem przez okno i... nic nie widzę. Chmury zeszły tak nisko, że widać było tylko mleko. Na szczęście mieliśmy iść w doliny, więc nawet lekka mżawka to nie problem. Jemy śniadanie, pakujemy bagaże, odstawiamy do recepcji i czekamy na wycieczkę. Dzisiaj to ma być 12 km spacer - 8 do wioski Czarnych Hmongów Lao Chai i kolejne 4 do wioski Dzay Lao Van. Tym razem grupa jest większa - 7 osób - my, wczorajsi Lankijczycy, dwóch Francuzów i Meksykanka. Oprócz naszej ósemki (razem z przewodnikiem) idzie z nami grupka pań Hmongów. śmigają w klapkach, z parasolkami ale wcale nie idzie im to gorzej niż naszym towarzyszom w butach trekkingowych. My w Crocsach :-) Wpierw idziemy szosą, później schodzimy na ścieżki pomiędzy pola ryżowe. Ryżu już prawie nie ma, czasami pojedyncze stopnie z ryżem mocno lepiącym (tak twierdzi przewodnik). Udało mi się wdepnąć w jakąś zdradliwą kałużę, ale po 30 minutach skarpetka już jest sucha. Starszy pan (Lankijczyk) zaczyna zwalniać, już jakiś czas temu oddał swój plecak Hmongom i pomagają mu schodzić i wchodzić na górki. Dał im potem za to 15 dolarów a panie się awanturowały, że mało. Skandal, co? Po 3 godzinach spaceru docieramy do wioski Lao Chai. Tam zatrzymujemy się na obiad. Standardowa zasada - wszyscy przy stole i dania do podziału. Tym razem kurczak, wieprzowina, sajgonki, zielsko i zupa z ziemniakami i mięsem (coś na kształt gulaszowej). Co chwila, niestety, podchodzą Hmongi próbując coś nam sprzedać. Na szczęście nie wyrażaliśmy zainteresowania, grupa przy stoliku obok była ciekawa i wszystkie sprzedawczynie oblepiły ich jak muchy. U nas tylko starszy pan kupuje dwie bransoletki i koniec. Dalej idziemy sami, panie zostały u siebie w wiosce. Po drodze widzimy hodowlę canabis w ogródku i obserwujemy zwyczajne ludzkie życie - suszenie ryżu, roboty na polach. W szkole jest przerwa, dzieci bawią się na boisku, więc wchodzimy obejrzeć klasy, bardzo kolorowo :-)
4 km dalej dochodzimy do wioski Dzay. Tam panie chodzą w kolorowych nakryciach głowy. Bardzo specyficzne plemię, którego nie można spotkać w miasteczku (Sa Pa) bo... nie opuszczają wioski. Mówią innym językiem niż Hmongi (oba plemiona mają swoje języki, nie wietnamskie). Na początku trafiamy do punktu produkcji wina ryżowego, które okazuje się zwykłym bimberkiem, który później rozcieńczają. Próbujemy z przyciętego w kieliszek bambusa. Niestety starszy pan już nie daje rady, więc zostawiamy go po drodze, przewodnik obiecuje, że ktoś po niego przyjedzie. Trafiamy na kawiarnię, w której można kupić wino z opium. Meksykanka kupuje kubeczek. Smakowo nic atrakcyjnego. Ciekawe ile trzeba wypić, żeby stwierdzić, że jednak jest dobre :-). Dzay nie sprzedają rękodzieła tak jak Hmongi, żyją z wynajmowania pokoi dla turystów, którzy chcą pomieszkać w lokalnych warunkach. Lokalne to dużo powiedziane, bo widać, że domki dla turystów są lepsze niż te, w których mieszkają lokalesi. Okazuje się, że Mi nie załatwił transportu, więc musi wrócić i zabrać starszego pana swoim motobajkiem. Opisuje nam drogę i śmigamy sami. Niestety droga się rozdziela i nie bardzo wiemy którędy iść. Wracamy do najbliższego domostwa z ludźmi, gdzie Francuzi próbują się dogadać po angielsku. Niestety nikt nie mówi w tym języku. Stosuję w związku z tym standardową metodę - mówię Sa Pa? i już wiadomo. Pani z uśmiechem podchodzi z nami do rozstaju dróg i pokazuje właściwą ścieżkę. Po 10 minutach dochodzimy do domu, w którym Lanikjczycy zostają na noc, tam czeka już na nas Mi. Odprowadza nas do busika. Wyjaśnia, że voucher mamy oddać kierowcy, który nas zawiezie do Lao Cai i on załatwi bilety kolejowe. Kierowca ma też przywieźć dla nas kanapki (nie było o nich mowy, ale dlaczego nie). Wracamy busikiem do hotelu. Dostajemy klucze do pokoju, gdzie możemy wziąć prysznic i czekamy w hallu na busik. Trochę pada, więc nie wychodzimy już na spacer. Po 17 przyjeżdża busik. Oddaję voucher i śmigamy do Lao Cai.
Do miasteczka dojeżdżamy już po zmroku. Monitoruję nasz voucher - kierowca oddaje go "kuzynowi", który prowadzi wszystkich do restauracji. Nas usadza przy stoliku przy wejściu, resztę, która ma pociąg później prowadzi do wewnętrznej sali. Za chwilę przyprowadza do nas jeszcze zestresowaną Francuzkę, która nie może się od nich dowiedzieć, kiedy i czym ma jechać. Po paru minutach przychodzi kolejny "kuzyn", który dostaje vouchery i prowadzi nas przez plac. Zatrzymujemy się przy kawiarni, z której wczoraj próbowaliśmy dzwonić. Każe Francuzce tam zostać. Ta zdenerwowana zaczyna krzyczeć, że ona chce zobaczyć swój voucher a najlepiej bilet. Ma już łzy w oczach, bo koleś nie ma jej vouchera. Ale przekonał ją, że bilet będzie w kawiarni. My idziemy dalej, przed dworcem na chodniku siedzi "siostra", która nas wczoraj odbierała z pociągu i rozdaje turystom bilety. Dostajemy nasze i idziemy do pociągu. Przy wejściu na dworzec spotykamy naszych współspaczy z pociagu z Hanoi. Tym razem jadą innym wagonem.
My w przedziale mamy starsze małżeństwo z Australii. Standardowo mieszkają koło Brisbane ale teraz, ponieważ oboje są nauczycielami na emeryturze, uczą charytatywnie w szkole w Phnom Penh w Kambodży. Trochę gadamy, pan parę razy chodzi po wagonie prostować pasażerów, którzy palą papierosy i idziemy spać. Jutro o 5 mamy przyjazd do Hanoi.
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

To teraz kilka zdjęć:

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Po kolei: widok z okna w hotelu, nasza grupa i widoki po drodze :-)
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 9298
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 80 razy
Otrzymał podziękowań: 610 razy

Post autor: TomaszK »

To wino z opium to taka forma sprzedaży narkotyku, czy to jest po prostu wino o smaku makowym ?
ODPOWIEDZ

Wróć do „Relacje z naszych wypraw”