Ja też...Yvonne pisze: No ja nie śmiem Cię przekonywać, skoro już podjąłeś decyzję![]()
Ale chęci bym miała ...
A argumenty? Jest jeden. Po prostu uważam, że robienie tatuaży to zaśmiecanie swojego ciała.

To akurat nie jest do końca prawda. Jeśli tatuaż jest zamkniętą całością i coś ma symbolizować to nie ma potrzeby go zmieniać.van de loro pisze:Tatuaż już zrobiony jest nie aktualny i trzeba go poprawić, przerobić, rozwinąć, zwiększyć.

Tatuaże mogą byc naprawdę ciekawe, przyklad rysunku Rocha to potwierdza. Nie mniej jednak kilku moich znajomych zrobilo sobie najpierw mały, teraz im ręki brakuje. Dla mnie tatuaż jest jak koszula, nie chcialhym chodzić 30 lat w jednej koszuli.PawelK pisze:To akurat nie jest do końca prawda. Jeśli tatuaż jest zamkniętą całością i coś ma symbolizować to nie ma potrzeby go zmieniać.van de loro pisze:Tatuaż już zrobiony jest nie aktualny i trzeba go poprawić, przerobić, rozwinąć, zwiększyć.
Zazwyczaj tatuaż robi się albo pod wpływem chwili albo po długich przemyśleniach. Ten drugi przypadek powoduje, że jest on jednak dopracowany i nie wymaga zmian.
Co nie zmienia faktu, że tak wielkiego tatuażu bym sobie nie zrobił za żadne skarby świata.
Dermatologicznie to chyba też nie jest obojętne.


Wierz mi, nie jest to standardem.van de loro pisze:Nie mniej jednak kilku moich znajomych zrobilo sobie najpierw mały, teraz im ręki brakuje.
Nie poci się tak jak koszula a poza tym co masz do starych koszul? No chyba, że: wyciera się, przebarwia i brudzi. Oczywiście może różnić się krojem i wtedy wygląda się staromodnie, ale to akurat nie musi się odnosić do tatuaży, jeśli są przemyślane.van de loro pisze:Dla mnie tatuaż jest jak koszula, nie chcialhym chodzić 30 lat w jednej koszuli.


Konfiturek pisze:Przestaw swoją na wysokość 2504 n.p.m. (żeby mieć metr zapasu) i Rysy są już w Twoim zasięgu!

No proszę, proszę! Naprawdę piękne.Roch pisze:[url=http://naforum.zapodaj.net/thumbs/2f2772dd21cc.jpg]Obrazek[/url]
Wróćmy może do sztuki użytkowej, czyli takiej, którą bardzo lubię a nie budzi tylu emocji.
Dziś straciłem czupryne ale broda została, zatem nadrabiam braki w ekwipunku

Nigdy w życiu.Konfiturek pisze:Yvonne, granice zawsze można przesuwać (Putin nie ma z tym problemu ). Przestaw swoją na wysokość 2504 n.p.m. (żeby mieć metr zapasu) i Rysy są już w Twoim zasięgu!

Jak to się stało że Cię nie widziałem??Yvonne pisze: Byłam kiedyś na świnicy
Yvonne, bo po pierwsze znalazłaś się w niewłaściwym przy niewłaściwej pogodzie i stąd ten strach. A po drugie trzeba było schodzić na stronę świnickiej Przełęczy a nie na Zawrat, tam nie ma łańcuchów.Yvonne pisze:Nigdy w życiu.
Byłam kiedyś na świnicy podczas deszczu i mgły i to, co ja wtedy przeżyłam, mogę nazwać tylko jednym słowem: koszmar. Strach ogromny, a widoków żadnych![]()
Jak zobaczyłam te mokre łańcuchy, to naprawdę chciałam siąść i płakać.
Ja, jak Samochodzik - wolę dolinami ...
P.S. Chociaż przypominam sobie, że na kilku zdjęciach na szczycie nawet się uśmiecham. Chyba, że to grymas jest

Nie mam pojęcia. Ale to było dawno, jak byłam młoda i pięknaCzesio1 pisze:Jak to się stało że Cię nie widziałem??
A skąd ja to miałam wiedzieć? Prowadził mnie mój chłopak, który przysięgał, że zna trasę. Oczywiście nie znał, zeszliśmy ze szlaku, do czego mi się nie przyznał i błądziliśmy .... Nie, góry nie dla mnieCzesio1 pisze: A po drugie trzeba było schodzić na stronę świnickiej Przełęczy a nie na Zawrat, tam nie ma łańcuchów.
Yvonne, a swoją drogą- czy spotkałaś kiedykolwiek faceta, który by się przyznał, że nie zna trasy, albo nie wie, gdzie jest?Yvonne pisze: A skąd ja to miałam wiedzieć? Prowadził mnie mój chłopak, który przysięgał, że zna trasę. Oczywiście nie znał, zeszliśmy ze szlaku, do czego mi się nie przyznał i błądziliśmy .... Nie, góry nie dla mnie

A kto się pytał jak jechalim do Jerzwałdu?Yvonne pisze:Nigdy nie mogę zrozumieć tej niechęci mężczyzn do pytania kogoś o drogę

Tak to jest jak sie w gory idzie z niewlasciwymi chlopcami. Z nami Yvonne nie zabladzisz, trasy nie zgubisz i trafisz prosta droga na RysyYvonne pisze: A skąd ja to miałam wiedzieć? Prowadził mnie mój chłopak, który przysięgał, że zna trasę. Oczywiście nie znał, zeszliśmy ze szlaku, do czego mi się nie przyznał i błądziliśmy .... Nie, góry nie dla mnie