Wracam w tropiki, miłe to, szczegolnie, ze zimno u nas sie zrobiło! Rano było wczoraj 8 stopni :shock: :shock: normalnie mróz!
Bardzo długo w tym roku było ciepło w Sydney zreszta. Rekordowy maj i kwiecień. Podobno wynik efektu El Nino....
Tak wiec jestesmy ciagle w Port Douglas. W Iron Bar. W koncu zaczyna sie wyścig żab. Zrobiłam z panem, ktory ten wyścig prowadzi krotki wywiad, sprostował, to nie żaby , tylko ropuchy! Juz nawet sama nazwa" ropucha" jest odrażająca! Brrrr.... Otóż wyścig polegał na tym, ze zgłaszali sie ochotnicy. Każda ropucha, było ich z siedem, miała imie, została przypisana ochotnikowi. Należało ja najpierw, i tu jest najgorsza czesc wyścigu, pocałować....... YUK! Panie całowały nawet, bo a nóż zamieni sie w księcia? I tu zeznam, ze kwestia tej ewentualnej zamiany w księcia, podziałała jak zaczadzenie jakies na mój mózg i zgłosiłam sie! ................ Na szczescie za pozo. Tym samym przegrałam zakład z moimi towarzyszkami podróży.....

no cóż. Przegrałam. I tak chyba lepiej bo jednak nie zdobyłabym sie, zeby to paskudztwo do ręki wziąć, co dopiero pocałować..... Co prawda cena była wysoka ale to innym razem....