I od razu pierwszy temat:
Otóż niedawno zostałam zaproszona do szkoły językowej, ponieważ pewne osoby z tej szkoły zainteresowane są współpracą z Towarzystwem Francuskim, w którym aktywnie działam. Ale nie to jest najważniejsze w tym wątku. Poszłam na jedno ze spotkań integracyjnych w tejże szkole i akurat trafiłam na pokaz kosmetyków firmy
TianDe. Dodam, że nigdy wcześniej nie słyszałam tej nazwy i byłam zdziwiona, że taka firma w ogóle istnieje. Dodam również, że jestem sceptycznie nastawiona do wszelakich pokazów, podczas których wychwala się pod niebiosa zalety pokazywanych produktów. Szczerze mówiąc, nawet takich pokazów nie lubię.
Cóż, muszę przyznać, że tym razem było inaczej. Po tym, jak Pani Konsultantka zrobiła mi zabieg pielęgnacyjny na dłonie, zaczęło rodzić się we mnie zainteresowanie, które im dalej w las, tym bardziej przeradzało się w zachwyt.
Ostatecznie, kupiłam na próbę kilka kosmetyków i po kilkudniowym ich używaniu stwierdzam, że są rewelacyjne. Naprawdę. Polecam Wam między innymi peeling gruboziarnisty, kremy do rąk i maseczki. Są świetne.
TianDe to rosyjskie kosmetyki, które bazują na tradycji Wschodu, są naturalne, delikatne i zapachowo dość neutralne, co jest ich zaletą. Zwłaszcza te nienachalne zapachy bardzo mi się podobają. Myślę, że zostanę stałą klientką. A wszystko to przez przypadek, który chyba naprawdę bardzo często rządzi naszym życiem
