Brunhilda pisze:Z Kota to musiałyby być chińskie....
Nie wiem jak w innych miastach, ale na krakowskich targowiskach, jak się kupuje tuszkę królika, to zawsze jedną łapę ma pozostawioną z futrem. Spytałem kiedyś po co to i usłyszałem, że to ma udowadniać, że to nie kot, tylko właśnie królik.
Brunhilda pisze:Z Kota to musiałyby być chińskie....
Nie wiem jak w innych miastach, ale na krakowskich targowiskach, jak się kupuje tuszkę królika, to zawsze jedną łapę ma pozostawioną z futrem. Spytałem kiedyś po co to i usłyszałem, że to ma udowadniać, że to nie kot, tylko właśnie królik.
Von Dobeneck pisze:
Powiem ci Czesiu, że nie jadam chińszczyzny, kebabów, ani innych azjatyckich specjałów. Jakoś na sam widok tracę apetyt.
Oj, ja też nie zajadam się tymi daniami. Czasem jednak zdarzy się gdzieś w trasie coś takiego zjeść.
Kiedyś, w Warszawie było mnóstwo gołębi, teraz prawie nie ma, a wszystko dlatego, że klient naś pann. W trasie wolę już wpaść do przydrożnej restauracji niż kebabowni.
Ostatnio zmieniony 02 kwie 2017, 11:28 przez Von Dobeneck, łącznie zmieniany 1 raz.
Von Dobeneck pisze:
Kiedyś, w Warszawie było mnóstwo gołębi, teraz prawie nie ma, a wszystko dlatego, że klient naś pann. W trasie wolę już wpaść do przydrożnej restauracji niż kebabowni.
unas można by wprowadzić ten zwyczaj jest ich zaduzo.
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
U mnie w domu wiosną robi się racuchy z akacją. Znacie to?
Nie chcę pani schlebiać, ale jest pani uosobieniem przygody. Gdy patrzę na panią łowiącą ryby, pływającą po jeziorze, nie wyobrażam sobie, aby istniała bardziej romantyczna dziewczyna.
Kwiaty. Zrywa się kwiaty, te białe. Na porcję racuchów dla całej rodziny trzeba tak ze średniej wielkości reklamówkę. Kwiaty się płucze i po prostu dodaje do ciasta racuchowego jako wypełniacz (na tej samej zasadzie, co jabłka przy racuchach z jabłkami). I voila!
Nie chcę pani schlebiać, ale jest pani uosobieniem przygody. Gdy patrzę na panią łowiącą ryby, pływającą po jeziorze, nie wyobrażam sobie, aby istniała bardziej romantyczna dziewczyna.
irycki pisze:Kwiaty. Zrywa się kwiaty, te białe. Na porcję racuchów dla całej rodziny trzeba tak ze średniej wielkości reklamówkę. Kwiaty się płucze i po prostu dodaje do ciasta racuchowego jako wypełniacz (na tej samej zasadzie, co jabłka przy racuchach z jabłkami). I voila!
Ale to ma jakiś dodatkowy smak czy co? Kwiaty w sensie płatki czy ze środkiem? W którym momencie kwitnienia?
Ale to ma jakiś dodatkowy smak czy co? Kwiaty w sensie płatki czy ze środkiem? W którym momencie kwitnienia?
Płatki. W momencie jak są dobrze rozwinięte.
Ma to taki specyficzny smak. My lubimy . Zawsze na wiosnę idziemy do lasu nazbierac kwiatów akacji. Tych rosnących w mieście raczej nie polecam
Ostatnio zmieniony 06 maja 2017, 19:10 przez irycki, łącznie zmieniany 1 raz.
Nie chcę pani schlebiać, ale jest pani uosobieniem przygody. Gdy patrzę na panią łowiącą ryby, pływającą po jeziorze, nie wyobrażam sobie, aby istniała bardziej romantyczna dziewczyna.
Von Dobeneck pisze:
Czesiu, to może ja Ci zaproponuję placki ziemniaczane, z cebulką?
Dobek, cebulkę mogę zjeść a resztę przez okno.
Czesiu, spoko! Dobek pomylił fora!
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
Czesio1 pisze:Dobek, cebulkę mogę zjeść a resztę przez okno.
Będziesz wygrzebywał?
johny pisze:Czesiu, spoko! Dobek pomylił fora!
Ale Czesia nie pomyliłem, jedyny znany mi osobnik, który nie lubi placków ziemniaczanych. Kiedyś wpadnę do Kszczonowa z całym talerzem placków i będzie musiał zjeść.