Czyli, oderwaliśmy się na chwilę od codziennego kotła w pracy i obrzydliwej pogody i wyskoczyliśmy na krótki wypad do Zakopanego.
Tak, wiem, zlot itd. Ale my po pierwsze nie mieliśmy do ostatniej chwili pewnych terminów, po drugie ja miałem mecz w niedzielę wieczorem a Wy już we wtorek wracaliście do domów a poza tym wszystkim my rzeczywiście chcieliśmy znaleźć trochę spokoju natomiast 40 osób na zlocie z natury rzeczy nie pozwalało na chwilę spokoju
Tak jak napisałem - mecz był w niedzielę wieczorem więc... w poniedziałek rano byłem w Zako. Tym razem nie męczyłem się Polskim Busem tylko zafundowałem sobie kuszetkę
O godzinie 9 wsiedliśmy do busika w kierunku Łysej Polany. Półtora kilometra przed rondem stanęliśmy w korku. W pierwszej chwili spanikowałem - 6 km do Palenicy... to ten kawałek do Wierchu Poroniec, gdzie standardowo wysiadamy i tak daleko. Na szczęście się okazało, że to przedwczesna panika - policja na rondzie prywatne samochody kierowała w dół do Zakopanego. Później okazało się, że w Palenicy większa część parkingu była nieczynna.
Trasa prawie standardowa, bo już raz Ania z Milady ją robiły, tyle że w drugą stronę - Wierch Poroniec, Rusinowa, Gęsia Szyja, Rówień Waksmundzka, Psia Trawka i Toporowa Cyhrla - razem 12,7 km.
A teraz parę zdjęć - pogoda żyleta i po wyjściu z Rusinowej niezbyt tłoczno a po zejściu z Gęsiej Szyi prawie wcale.

















































