Yvonne pisze:Teraz czekam na posty od przeciwników Paryża, którzy napiszą, że "to się nie uda" :-D
Ja nie jestem "przeciwnikiem Paryza"; ale podtrzymuje to, co napisalam poprzednio: w Paryzu WSZEDZIE sa barierki i podwyzszony stan gotowosci zandarmerii. I tlok, wiekszy niz nawet kilka lat temu.
Praktycznie wszedzie czeka sie w kilometrowych kolejkach -nawet jesli ma sie wykupiony bilet na dana godzine, sa opoznienia.
Bilety (niektore) mozna kupic przez internet, wiec to ulatwia troche sprawe.
Dodatkowo: pamietajcie, ze to jest srodek lata. Jest upiornie goraco, jeszcze bardziej niz w Polsce. Bylam we Francji dokladnie w takim terminie 1-21 sierpnia -czysty koszmar. NIe chcialam nic zwiedzac, nic ogladac, chcialam pic i cienia. I mialam duzo lat mniej niz teraz!
NIe traktujcie prosze tego co napisalam, jako krakania Kassandry; ale prosze wezcie to pod uwage podczas planowania pobytu!
A co do jezyka -jesli moje doswiadczenia moga sie komus przydac: sprawe zalatwia nauczenie sie na pamiec -i prawidlowe zadeklamowanie, z najladniejszym akcentem na jaki nas stac -calego jednego zdania, zaczynajacego sie od: " je sui desolee...a konczacego sie tym jezykiem obcym ktory jako tako znacie.
Osoby Francusko jezyczne -w moim przekonaniu - (nie tylko we Francji) zazwyczaj staraja sie dogadac jesli tylko wykaze sie minium inicjatywy.
W dalszym ciagu zglaszam sie na zlot +2 szt. potomstwa, ale tylko na te czesc nad Loara.
NB. Ja nie przepadam za angielskim, ale skoro przyszlo mi zyc w takim a nie innym miejscu to po prostu go uzywam. W Polsce razi mnie poslugiwanie sie ang. przez osoby ktore kompletnie tego jezyka nie znaja, ale sa gleboko przekonane, jak to dobrze sie nim posluguja. Trudno sie nie smiac.
Moje pociechy od kilku lat tworza slownik polsko- polski na wlasne potrzeby; a w nim sa takie kwiatki jak stripsy, czipsy i nugetsy, a ostatnio dodaly: "krak stone" , "nudesy" i "na outdoorze". Wiecie jak to sie nazywa po ang.?! g;)