Nie przesadzacie trochę z tą krzywdą z ramienia systemu edukacji?
Kanon lektur jest jaki jest. Zapewne można byłoby go zmodyfikować, ale ile osób tyle pomysłów na tytuły. Pewne książki po prostu TRZEBA znać, a kto ma nas zmusić do ich przeczytania, jak nie nauczyciele polskiego czy panie z biblioteki? Podejrzewam, że gdyby nie szkoła, to nigdy nie przeczytałabym wielu ciekawych powieści, dramatów czy wierszy. Zatem ja jestem wdzięczna szkołom i uczelni, że pewne tytuły zostały mi narzucone. W wolnych chwilach można czytać książki dowolne, przecież nikt tego nikomu nie broni. Tak też ja robiłam.
Kanon ojczystej literatury znać trzeba, tak jak trzeba znać historię i geografię swojego kraju.
Powiem wprost - podczas mojej szkolnej i uniweryteckiej edukacji nie przeczytałam tylko jednej lektury. JEDNEJ przez te wszystkie lata.
"Chłopów". Nie dałam rady przebrnąć przez ten język.
Wszystkie inne przeczytałam w całości. Oczywiście niektóre chętnie i z zapałem, inne mozolnie i denerwując się. Ale uważam, że warto było je wszystkie przeczytać.
Co do nauki fragmentu
"Pana Tadeusza" na pamięć. Też chyba przesadzacie. To piękne wersy, warte tego, aby się ich nauczyć i powtarzając je podziwiać melodię języka mickiewiczowskiego.
Poza tym takie zadania świetnie ćwiczą pamięć!
W liceum miałam polonistkę, która wymagała od nas cytatów z każdej lektury i utworu, który przerabialiśmy. Uważała, że kto nie zna cytatu, to nie zna lektury
Ale wiecie, że ja do dzisiaj pamiętam piękne rozbudowane porównania homeryckie, motta do książek itp.?
Kto wie, może właśnie dlatego, że tak chętnie się tego wszystkiego uczyłam, mam do dzisiaj bardzo dobrą pamięć i wszystko łatwo zapamiętuję?

No, prawie wszystko
Inną kwestią jest dopasowanie lektury do wieku, ale tu też nie ma złotego środka, bo dzieciaki bardzo się różnią dojrzałością i wiedzą.