No nie, też nie on. Mój bohater i wielkość i małość nosił w swoim imieniu. Czy był "wielki duchem, mały ciałem" jak ci, których podaliście? Chyba nie. Po prostu - człowiek.
Kynokephalos pisze:No nie, też nie on. Mój bohater i wielkość i małość nosił w swoim imieniu. Czy był "wielki duchem, mały ciałem" jak ci, których podaliście? Chyba nie. Po prostu - człowiek.
Jack Crabb grany przez Dustina Hoffmana w filmie "Mały wielki człowiek". To film z mojej młodości i był wtedy wyświetlany w Polsce, ale wstyd powiedzieć - nie oglądałem go.
Brawo, wygrałeś. Mały Wielki Człowiek, który walczył (po stronie Indian) nad Małym Wielkim Rogiem.
Jeśli mogę radzić: książkę przeczytaj, film sobie daruj.
Rozważę Twoją propozycję. Na razie jadę na urlop i planuję przeczytać "Krwawą Jutrznię" Mariusza Wollnego i "Tajemnicę Starych Dunajczysk" Jaksa-Czoby.
A teraz zagadka: Powieść antywojenna. Mój ojciec był na początku lat 70-tych na adaptacji teatralnej i opowiadał, że od połowy spektaklu ludzie już nie mieli siły się śmiać, tylko trzymali się za brzuchy.
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
Herkules Poirot i James Bond w jednym! Tyle tylko, że czasy nie te! Któż to taki?
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
Hahaha, nie! A myślałem ,że dla Ciebie to będzie bułka z masłem!
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
TomaszK pisze:Na razie jadę na urlop i planuję przeczytać "Krwawą Jutrznię" Mariusza Wollnego i
"Tajemnicę Starych Dunajczysk" Jaksa-Czoby.
Aaa... to bardzo mi przyjemnie.
autor tej drugiej
Łukasz Jaksa – tropiciel śladów przeszłości przypadkiem dowiaduje się o tajemniczych
zdarzeniach rozgrywających się w malowniczym zakątku Dolnego śląska. Ktoś za wszelką
cenę usiłuje odstraszyć śmiałków penetrujących poniemiecką sztolnię. Ktoś strzela do
obcych w mrocznym wąwozie. Czyjeś oczy z ukrycia nieustannie śledzą poczynania przybyszów.
Podobno pod koniec II wojny światowej w tej górzystej okolicy zniknęła bez śladu
kolumna niemieckich ciężarówek… Zawalone wyrobisko znajduje się w lesie, na skraju wsi
Stare Dunajczyska. Jaksa postanawia spędzić w tej okolicy wakacje, podejrzewając, że
za zagadkowymi wypadkami kryje się Wielka Tajemnica. Nie myli się...
TomaszK pisze:Na razie jadę na urlop i planuję przeczytać "Krwawą Jutrznię" Mariusza Wollnego i
"Tajemnicę Starych Dunajczysk" Jaksa-Czoby.
Aaa... to bardzo mi przyjemnie.
autor tej drugiej
Witaj Łukaszu. Zapraszam do przywitalni, gdzie możesz napisać kilka słów o sobie: http://www.pansamochodzik.org.pl/viewforum.php?f=8
Oraz oczywiście zapraszam do czynnego udziału w naszym forowym życiu.
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
Pracownik pewnego bardzo ciekawego miejsca związanego z kulturą, jakże "różnorodnego" w nazwie.
Z natury raczej ponury, a jego nastrój jeszcze się pogarsza, kiedy dowiaduje się o swoim bliskim nieuniknionym końcu przepowiedzianym mu przez kogoś, komu można w tej kwestii wierzyć.
Kto to i jak nazywa się instytucja, w której pracuje?
Yvonne pisze:kogoś, komu można w tej kwestii wierzyć
Diabeł?
"Mistrz i Małgorzata"?
A tu do opisu, bardziej niż zdekapitowany Michał Aleksandrowicz Berlioz, pasuje Andrzej Fokicz Soków - bufetowy w teatrzyku Varietes.
Kynokephalos pisze:Diabeł?
"Mistrz i Małgorzata"?
A tu do opisu, bardziej niż zdekapitowany Michał Aleksandrowicz Berlioz, pasuje Andrzej Fokicz Soków - bufetowy w teatrzyku Varietes.
W starym piecu diabeł pali i nie nalewa się młodego wina do starych bukłaków. Na co mu to było? Tylko swary wśród najbliższych, a wino i tak podpijali inni. Wino skończyło na wysypisku zaś naszemu bohaterowi do ostatnich chwil zdawało się, że wykonuje pożyteczną pracę - ale była to, jak mawiają, głupiego robota, jako że w głowie mu się poprzestawiało.