Polszczyzna

Dział poświęcony sprawom ogólnym dotyczącym wolnych dyskusji o wszystkim
Awatar użytkownika
panna Monika
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 907
Rejestracja: 04 sie 2013, 14:53
Miejscowość: Łódź
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 93 razy
Otrzymał podziękowań: 87 razy

Polszczyzna

Post autor: panna Monika »

Brunhilda pisze:No! Gratuluje Johny! Zaczęłam prace, zeby naowic moje młodsze dziecko do przeczytania Templariuszy. Pomyślałam, ze występuje tam zagraniczna Karen wiec moze tak troche swojsko. Na razie mam trudności duże. A dobrze byłoby bo Bedzie zdawała maturę z polskiego tez. To juz osiągnięcie, ze udało mi sie toprzeprowadzic. Starszy tez zdawał. To jest duża pokuta wozenie dzieci do polskiej szkoły. U wszystkich tak jest, nie to, ze moich. Ile sie trzeba nasluchac! Ze po co, ze kto tu mowi po polsku, ze w sobote, ze rano, ze nudno, ze niepotrzebny jezyk. slyszalam nawet ze jestem Hitlerem! :-D :-D :-D Rodzice powinni dostawać medale naprawde. Miło było na Balu Maturalnym bo Pani Konsul, nowoprzyslana z Polski zreszta, podkreśliła to, ze to ze strony rodziców tez osiągnięcie. No tak. Bo komu sie chce przy sobocie budzić i wysluchiwac tego wszystkiego. Rezultat jest taki, ze w zeszłym roku 9dzieci zdawało. A przecież Polaków jest dużo wiecej. Tak wiec kontynuuje prace nad namawianiem. Jak Ty to Johny zrobiłeś?
Bruniu, jeżeli udało Ci się dwoje dzieci na końcu świata przekonać do polskiej szkoły, to jest to Twoje niesamowite osiągnięcie i naprawdę chylę czoła. Rozmawiałam kiedyś z pewnym panem, byłym żołnierzem AK, który po wojnie osiadł w Kanadzie i wspaniale ułożył sobie życie, ale z jednym wyjątkiem - jego córka odmówiła chodzenia do polskiej szkoły i jej dzielny tata, mimo wielu prób, w końcu skapitulował. Zaczęłam się wtedy zastanawiać, jak ciężko jest, mimo najszczerszych chęci, wychować dziecko w polskości na emigracji. Ale może rzeczywiście Twoje dzieci sięgną po "Samochodziki" i stwierdzą, że warto było chodzić do polskiej szkoły?
Ostatnio zmieniony 20 lut 2014, 07:43 przez panna Monika, łącznie zmieniany 3 razy.
Awatar użytkownika
Kynokephalos
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 1066
Rejestracja: 07 sie 2013, 14:01
Miejscowość: z dużego miasta
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 0
Otrzymał podziękowań: 0

Post autor: Kynokephalos »

panna Monika pisze:Zaczęłam się wtedy zastanawiać, jak ciężko jest, mimo najszczerszych chęci, wychować dziecko w polskości na emigracji.
Dlaczego, Waszym zdaniem, warto/powinno się starać na emigracji o wychowanie w polskości? Nie staję po przeciwnej stronie i nie mówię, że nie warto - ale ciekawi mnie jakich użylibyście argumentów gdyby ktoś polemizował. Brunhilda, czy możesz podzielić się doświadczeniem, jak uzasadniałaś dzieciom sensowność tej nauki?

Wszelkie komentarze na ten temat będą mile widziane.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
Obrazek Obrazek
Wonderful things...
Awatar użytkownika
johny
Moderator
Moderator
Posty: 12056
Rejestracja: 09 lip 2013, 14:30
Miejscowość: Łódź
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 383 razy
Otrzymał podziękowań: 299 razy

Post autor: johny »

Kynokephalos pisze:
panna Monika pisze:Zaczęłam się wtedy zastanawiać, jak ciężko jest, mimo najszczerszych chęci, wychować dziecko w polskości na emigracji.
Dlaczego, Waszym zdaniem, warto/powinno się starać na emigracji o wychowanie w polskości? Nie staję po przeciwnej stronie i nie mówię, że nie warto - ale ciekawi mnie jakich użylibyście argumentów gdyby ktoś polemizował. Brunhilda, czy możesz podzielić się doświadczeniem, jak uzasadniałaś dzieciom sensowność tej nauki?

Wszelkie komentarze na ten temat będą mile widziane.

Pozdrawiam,
Kynokephalos
Dlaczego? Ano dla tego, że jestem Polakiem i zawsze będę nim bez względu na to co się ze mną będzie działo i gdzie będę mieszkał. Jestem związany z Polską i ta Polska jaka by nie była jest moja! Nie chciałbym żeby moje dzieci nie znały swoich korzeni i swojej historii. Chciałbym aby wiedziały o tym, że pradziadek walczył z Bolszewikami a prapradziadek działał w komitecie plebiscytowym na Mazurach. Nota bene po przegranym referendum w wieku 73 lat wrócił do Polski zamieniając się na domy z Niemcem. Nie wyobrażam sobie aby to poszło w niepamięć. A niestety nie pielęgnując polskości ludzie się wynaradawiają, Polacy szczególnie szybko. Mój brat od lat 80 - ych mieszkał w Niemczech. Tam na świat przyszedł jego syn. Mój brat tak go wychował, że mówi w języku polskim bez żadnego akcentu, nie wstydzi się tego, że jest Polakiem. Może dla kogoś to są jakieś nieistotne rzeczy a liczy się tylko to zapewnić sobie odpowiedni byt materialny. Dla mnie sa to jednak rzeczy bardzo istotne. W końcu tak jak mawiał Marszałek:

"Naród, który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości."

Jeżeli nie czułbym się Polakiem to kim byłbym? Czy cieszyłbym się np teraz ze złotego medalu Bródki na Igrzyskach? Zapewne nie. To taki prozaiczny przykład ale jednak.

To teraz jest modne, zrobić z UE Stany Zjednoczone Europy, być kosmopolitą ale ja myślę, że jest to utopia, nie mająca żadnej przyszłości przed sobą.

Oczywiście piszę to z pozycji osoby, która mieszka w Polsce ale wydaje mi się, że moje podejście nie byłoby inne gdybym był emigrantem.
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
Awatar użytkownika
Anna
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 311
Rejestracja: 15 lip 2013, 22:56
Miejscowość: z Krainy Deszczowców
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 0
Otrzymał podziękowań: 0

Post autor: Anna »

To moze wstawie i moje "trzy grosze", nie mieszkam wprawdzie na "emigracji" chociaz mieszkam od dwudziestu kilku lat, za granica. Tu urodzily sie moje dzieci. Mowia w trzech jezykach, w szkole ucza sie dodatkowo niemieckiego i francuskiego.Sama mowie biegle w 4 jezykach. To tytulem wstepu. Nie znam sytuacji polskich dzieci w ogole, jest to b. malo Polakow, ich glowne skupiska sa w miastach, i jest to emigracja wojenna, teraz troche moze nowszych osob, ale i tak niewiele, w por. np. z Anglia. Moje dzieciaki -od poczatku byly wychowywane dwujeczycznie, dla nich to byl "jeden" jezyk. Tak zreszta bylo od pokolen w mojej rodzinie, wszyscy byli conajmniej dwu jezyczni. Moj maz uczyl sie polskiego na dlugo przedtem zanim mnie poznal.
Nie bede dyskutowac nad "sensem" lub jego brakiem wychowywania dzieci dwujeczycnie. Dla mnie jest to bowiem dyskusja bezprzedmiotowa.
Moge jedynie dodac, ze sama uwazalam nauke angielskiego za kompletna strate czasu, jezyk glupi, idiotycznie brzmiacy i nigdy nie przydatny, bo jakiez mialabym kiedykolwiek szanse pojechania do kraju w ktorym sie nim mowi, prawda?! A tak to wlasnie wygladalo w czasach mojego dziecinstwa.... Koniec retrospekcji. Oczywiscie teraz ...wszystko to wyglada inaczej. W szkole -sredniej, jak tylko dowiedziano sie ze starsza pociecha jest "wielo jezyczna" od razu zaproponowano mi pomoc w zorganizowaniu egzaminow jezykowych. Takich wielo jezycznych dzieci jest tu calkiem sporo, z przeroznymi "kombinacjami" jezykowymi (japonski, chinski-mandarynski, holenderski, francuski etc. etc. NIKT NIGDY nie odnosil sie do nas inaczej jak z podziwem. To tubylcy. A Polacy, ci nieliczni jakich spotkalam? Cale spektrum -od mowienia tragicznym jezykiem do dzieci, do calkowitego odciecia sie od tubylcow i uznawania tylko "Polskich" znajomych.
I ostateczny argument: jak juz kiedys -niedaj bog- zapomne jezyka tubylcow-to bede sie przynajmniej mogla z wlasnymi dzieciakami dogadac.
Moj maz, geriatra, mial kilka przypadkow pacjentow, ktorzy (chorujac na demencje); zapomnieli jezyka tubylcow...ich wlasne dzieci zas jezyka nie znaly. I ...mogly sie uczyc, albo zatrudnic tlumacza. Nie wymyslilam tej historii, po raz pierwszy spotkalam sie z tym, kiedy mieszkalismy w Anglii, ja chodzilam na lektorat wloskiego; a moj maz mial pacjentke Wloszke, (maz -tez Wloch); a dzieci (czworo) tylko po angielsku. Ta pani juz nic nie mowila po angielsku, maz zmarl a dzieci...mialy duzy problem.Pomoglam-znalazlam tlumacza ;-)
Potem, takich sytuacji bylo jeszcze kilka, najbardziej absurdalna, byla z ...bardzo starym juz panem, Polakiem, z ktorym maz rozmawial po Polsku, a obok siedziala corka, i pytala: "panie doktorze co ojciec powiedzial?"... :-?

Przypomne Wam to co powiedzial Goethe: Ile znasz jezykow tyloma (wiecej) stajesz sie osobami. O mozliwosci poznania nowych ludzi, czytania olbrzymiej ilosci czasami calkowicie niedostepnej literatury nie wspominajac G:)
Awatar użytkownika
panna Monika
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 907
Rejestracja: 04 sie 2013, 14:53
Miejscowość: Łódź
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 93 razy
Otrzymał podziękowań: 87 razy

Post autor: panna Monika »

Kynokephalos pisze:
panna Monika pisze:Zaczęłam się wtedy zastanawiać, jak ciężko jest, mimo najszczerszych chęci, wychować dziecko w polskości na emigracji.
Dlaczego, Waszym zdaniem, warto/powinno się starać na emigracji o wychowanie w polskości? Nie staję po przeciwnej stronie i nie mówię, że nie warto - ale ciekawi mnie jakich użylibyście argumentów gdyby ktoś polemizował. Brunhilda, czy możesz podzielić się doświadczeniem, jak uzasadniałaś dzieciom sensowność tej nauki?

Wszelkie komentarze na ten temat będą mile widziane.
Też czekam z ciekawością na odpowiedź Brunhildy. A co do pytania zasadniczego - odrywanie się od korzeni jest dla mnie troszeczkę zaburzaniem własnej tożsamości. Ujmując rzecz bardzo subiektywnie, nie wyobrażam sobie, żeby moje dzieci nie mówiły po polsku albo nie znały Polski (gdyby mnie rzuciło na emigrację). A z punktu widzenia pana pułkownika, o którym pisałam, i ogólnie całej emigracji czasu wojny i tuż po wojnie - myślę, że dla nich to był koszmarny dramat, oni oddali Polsce wszystko, a ich dzieci często nie czuły się Polakami.
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 9298
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 80 razy
Otrzymał podziękowań: 610 razy

Post autor: TomaszK »

panna Monika pisze:Bruniu, jeżeli udało Ci się dwoje dzieci na końcu świata przekonać do polskiej szkoły, to jest to Twoje niesamowite osiągnięcie i naprawdę chylę czoła.
Osiągnięcie tym większe, że to nie tylko opanowanie języka, ale nawet zdawanie matury z tego języka. Ja też jestem pełen podziwu.
Awatar użytkownika
Anna
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 311
Rejestracja: 15 lip 2013, 22:56
Miejscowość: z Krainy Deszczowców
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 0
Otrzymał podziękowań: 0

Post autor: Anna »

Hm...machnelam caly elaborat, i nawet nikt nie przeczytal?!
A prosiliscie o komentarze... g:((
Mnie zas interesuje cos innego: pytanie do ludzi z Polski: dla czego uwazacie, ze dzieci ludzi pochodzacych z danego kraju, a urodzone/wychowane w innym; powinny sie czuc przynalezne do kraju rodzica/rodzicow?
(...)
myślę, że dla nich to był koszmarny dramat, oni oddali Polsce wszystko, a ich dzieci często nie czuły się Polakami.
Dla czego mialby to byc dramat?! Rodzice wybrali emigracje, w porzadku. Ale przeciez ich dzieci NIE wybieraly. Urodzily sie poza Polska. Moga, ale NIE MUSZA czuc sie Polakami. Moim zdaniem, to nie kwestia dramatu, a wolnego wyboru. Nie mozna nikomu narzucac tego, czy ma sie czuc czlonkiem danej narodowosci.
Mialam kolezanke w klasie, mama byla Greczynka, dzieci czuly sie Polakami. Podobnie z innym naszym przyjacielem, etnicznie w 3/4 Niemiec, a trudno o kogos bardziej kochajacego Polske.
O losach, wyjatkowo zakreconych mojej wlasnej rodziny nie wspominajac;
praktycznie poza moim sp. ojcem,nikt wiecej sie w Polsce nie urodzil (!), ale wszyscy i byli i czuli sie Polakami. A gdyby rozumowac w/g powyzszego schematu -to nie powinni?! A z kolei przodkowie ojca byli Tatarami i...Szwedami! Moja druga prababcia, wiedenka, wychowala dzieci -na polskich patriotow, mimo iz wychodzac za maz slowa po polsku nie mowila. A w/g powyzszego rozumowania, powinna za wszelka cene wychowywac Austriakow, prawda?


Mialam kiedys studenta, ktory jak dowiedzial sie, ze jestem Polka, powiedzial mi ze jego ojciec byl Polakiem. Byl to tzw. student dojrzaly (ludzie ktorzy ida na studia pozniej, niz dzieciaki po maturze). Zapytalam go, czy czuje sie Polakiem powiedzial mi ze nie, ale rownoczesnie przyznal, ze zaluje ze ojciec nie uczyl go polskiego. Byl w Polsce, zwiedzal, interesowal sie kultura etc. Mamy tutaj sasiadow malzenstwo japonsko-chinskie. I mala coreczke ktora nie czuje sie ani Japonka, ani Chinka, tylko jest "stad" jak sama o sobie mowi.

To teraz ja jestem ciekawa Waszego zdania.

P.S. Nie znam Australijskiej matury z polskiego, jesli Brunhilda poda linki chetnie obejrze. Brytyjska wyglada tak (gcse to tzw. mala matura w wieku 16 lat; A2/Alevel to duza w wieku 18 lat-ale przydaje sie tylko w przypadku jesli ktos chce studiowac taki kierunek na studiach, tzn. jest jakby wstepem na studia); AQA tutaj:
http://www.aqa.org.uk/subjects/polish
sa tam przykladowe testy, odp. etc. etc.etc.
Zobaczcie sami, nijak sie to ma do polskiej matury;
W GB, matury z jezykow obcych (poza niemieckim/francuskim i hiszpanskim, oraz Walijskim/Gaelic); przeznaczone dla osob ktore ucza sie danego jezyka jako obcego, czyli ktos, kto ma powiedzmy rodzicow uczacych go mowic w danym jezyku od razu jest w uprzywilejowanej pozycji. Zdawalam taka mature z niemieckiego i wloskiego, i byla (moim zdaniem) duzo prostrza niz porownywalna wtedy matura w Polsce.
Awatar użytkownika
Kynokephalos
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 1066
Rejestracja: 07 sie 2013, 14:01
Miejscowość: z dużego miasta
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 0
Otrzymał podziękowań: 0

Post autor: Kynokephalos »

Anna pisze:Hm...machnelam caly elaborat, i nawet nikt nie przeczytal?!
A prosiliscie o komentarze... g:((
Przeczytał z uwagą, to co napisałaś wcześniej i to, co poniżej. To nie są łatwe sprawy i nie chciałem odnosić się do Twoich słow pospiesznie, jak na czacie. Wnosisz dużo ciekawego do rozmowy, więc należy to rzetelnie przemyśleć. Liczę też, że odezwą się jeszcze inni.

Bardzo dziękuję za Twój głos i pozdrawiam,
Kynokephalos
Obrazek Obrazek
Wonderful things...
Awatar użytkownika
Anna
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 311
Rejestracja: 15 lip 2013, 22:56
Miejscowość: z Krainy Deszczowców
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 0
Otrzymał podziękowań: 0

Post autor: Anna »

Uff, troche mi ulzylo.

To dodam jeszcze cos, "teoretycznego". Zanim mialam dzieci, interesowalam sie teoria wychowywania dzieci dwu i wielo jezycznie. Jestem jednak scislowcem, a tu przyszlo mi sie zmierzyc z humanistyka i to do tego stosowana.... Wiekszosc prac, ktore wtedy przeczytalam, zwracala uwage na b. pozytywne aspekty takiego wychowania, dokladnie wrecz odwrotne od "mitow" jakie sie czasami slyszy typu: bedzie mu latwiej w zyciu jak bedzie lepiej znal jeden jezyk, etc. Wrecz przeciwnie, dzieciaki wielojezyczne wykazywaly lepsze wyniki z przedmiotow scislych, latwiej uczyly sie nowych jezykow i operowaly pojeciami abstrakcyjnymi. To wszystko byly prace publikowane GB, czyli w kraju, w ktorym nauka j. obcych nie jest takim priorytetem, jak np. w krajach Skandynawskich (moje wlasne doswiadczenia z Finlandii dokladnie to potwierdzaja).
Jedna z najciekawszych ksiazek jaka wtedy przeczytalam (i w zaden sposob nie moge sobie przypomniec tytulu G:(( ); byla napisana przez Australijczyka, ktory byl wykladowca j. niemieckiego. Nie byl "native" ale zdecydowali z zona, ze dzieci wychowaja dwujezycznie. I to zrobili. Opisywal w tej ksiazce wszystkie wynikajace z tego perypetie, niektore przezabawne. Bylo to na dlugo przed era internetu, ale to co napisal na dlugo utkwilo mi w pamieci. Dzieci w koncu byly absolutnie dwujezyczne. A druga historia: bylam w ciazy, wlasciwie juz pod koniec pracy, i rozmawialam z inna studentka (tez starsza) Niemka. I ona, wlasnie owa Niemka, powiedziala mi cos takiego: wychowalam moje dzieci dwujeczycznie, czasami bylo b. trudno. Czasami nie chcialy sie uczyc, tlumaczyly mamo po co, przeciez wszyscy znaja angielski. Nie bylo nas stac na prywatna szkole, wiec tylko jeden syn poszedl do grammar school (cos tak jak nasze liceum). Uczylam sama, tak jak umialam. Ale teraz -dzieci sa dorosle, wyksztalcone, syn jest inzynierem, i pracuje w Niemczech, drugi syn humanista, ozenil sie z ...Niemka -zostal wykladowca, na uniwersytecie. Obydwoje mi podziekowali-dopiero teraz. Pamietaj, musisz nauczyc dzieci polskiego!
Nigdy juz wlasciwie jej nie spotkalam, wyjechalam z Anglii -ale zostalo mi to-jakze mile wspomnienie!


Teraz juz niestety musze znikac, do uslyszenia...
Awatar użytkownika
panna Monika
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 907
Rejestracja: 04 sie 2013, 14:53
Miejscowość: Łódź
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 93 razy
Otrzymał podziękowań: 87 razy

Post autor: panna Monika »

Hm...machnelam caly elaborat, i nawet nikt nie przeczytal?!
A prosiliscie o komentarze... g:((
Ja przeczytałam Twój elaborat z ciekawością, zresztą pewnie nie tylko ja.
Mnie zas interesuje cos innego: pytanie do ludzi z Polski: dla czego uwazacie, ze dzieci ludzi pochodzacych z danego kraju, a urodzone/wychowane w innym; powinny sie czuc przynalezne do kraju rodzica/rodzicow?
(...)
myślę, że dla nich to był koszmarny dramat, oni oddali Polsce wszystko, a ich dzieci często nie czuły się Polakami.
Dla czego mialby to byc dramat?! Rodzice wybrali emigracje, w porzadku.
Może nie wyraziłam się precyzyjnie, jeżeli chodzi o emigrację wojenną i tuż po wojnie, to tysiące polskich emigrantów nie wybierało emigracji, musieli (jak ten pan, o którym wspominałam) uciekać z Polski, bądź też nie mogli do niej wrócić. Naprawdę nie widać tu dramatu? Najpierw byli gotowi umrzeć za Polskę, potem z tej Polski musieli uciekać, żeby nie zostać zatłuczonym, a potem ich dzieci się do tej Polski nie poczuwały. Czytałam kiedyś wiersz Polaka, też zresztą żołnierza AK, który po wojnie został w Anglii (bo nie mógł wrócić do Polski), w którym to wierszu zastanawiał się, kto jest winien m. in. temu, że "po angielsku swoje sny śnią moje dzieci". Czyli chyba również nie mógł się z tym pogodzić. I ja też bym nie mogła.


O losach, wyjatkowo zakreconych mojej wlasnej rodziny nie wspominajac;
praktycznie poza moim sp. ojcem,nikt wiecej sie w Polsce nie urodzil (!), ale wszyscy i byli i czuli sie Polakami. A gdyby rozumowac w/g powyzszego schematu -to nie powinni?! A z kolei przodkowie ojca byli Tatarami i...Szwedami! Moja druga prababcia, wiedenka, wychowala dzieci -na polskich patriotow, mimo iz wychodzac za maz slowa po polsku nie mowila. A w/g powyzszego rozumowania, powinna za wszelka cene wychowywac Austriakow, prawda?
A czy żyjąc w dwóch kulturach nie można pewnych spraw łączyć? Bo chyba nikt z nas nie napisał, żeby się, broń Boże, nie asymilować i żyć w getcie. Można chyba być np. australijskim patriotą z polską maturą?
Absolutnie nikogo do niczego zmusić nie możne, ale jeszcze raz moje wyrazy uznania dla Brunhildy. I dla Ciebie, Anno, rownież (czy dobrze zrozumiałam, że Twoje dzieci też mówią po polsku?).+
Brunhilda
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 7454
Rejestracja: 10 lip 2013, 04:07
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 108 razy
Otrzymał podziękowań: 142 razy

Post autor: Brunhilda »

1. Przede wszystkim dziekuje pannie Monice I Tomaszkowi za mile slowa. Plawie sie wrecz w nich :-D Powaznie dzieki. Kto nie przeszedlprzez wozenie dzieci w soboty rano na 8.30 do sobotniej szkoly nie wie ile sie trzeba nasluchac. Kiedy inne dzieci graja w pilkealbo wrecz sobie spia w najlepsze!A my jezdzimy, tracimy czas ( 4 godziny!), ktory mozna uzyc na rzeczy daleko bardziej interesujace jak npgry komputerowe i to na co? Na nikomu w Australii niepotrzebny jezyk, ktorym mowi sie TYLKO w Polsce. A w ogole po angielsku mozna sie wszedzie...no prawie! porozumiec wiec po co? Czy nie mozemy poprzestac na szkolnym japonskim albo chinskim? Ty mama wystarczajaco nas nauczylas juz. Po co wiecej?
2. Biore przyklad z Kyno i musze pomysec,zeby ubrac w slowa to co mysle- dlaczego w ogole to robie.
3. zaproponwalam Czesiowi, zeby zrobic osobny temat o jezyku polskim bo to temat rzeka. Jestwm pewna, ze pieknymi historiamio zaslyszanych kwiatach mowy polskiej kazdy z nas moze zapelnic przynajmniej strone!
Awatar użytkownika
Anna
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 311
Rejestracja: 15 lip 2013, 22:56
Miejscowość: z Krainy Deszczowców
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 0
Otrzymał podziękowań: 0

Post autor: Anna »

Postaram sie doprecyzowac moja wypowiedz.
Rozumiem dramat ludzi, ktozy utracili swoja ojczyzne. Tego nikt, absolutnie nie bedzie negowal!!! W takiej samej sytuacji byli moi dziadkowie, i calkowicie swiadomie wybrali pozostanie w Polsce, i to do tego komunistycznej -a oni jak malo kto mieli okazje na wlasnej skorze przekonac sie co to jest komunizm. Kiedys zapytalam dziadka dla czego, odpowiedzial, ze jesli cala ocalala z wojny i z pogromu inteligencja wyjedzie -to kto bedzie odbudowywal polski narod. Czy zalowal tej decyzji? Na zdrowie mu ta decyzja nie wyszla, to jest pewne, ale czy zalowal? Nigdy sie do tego nie przyznawal.
Wracajac jednak do opisywanej przez Ciebie sytuacji:
Czym innym jest bycie powiedzmy Polakiem, mieszkajacym poza granicami Polski, a czym innym zmuszanie swoich dzieci, urodzonych w danym kraju do czucia sie Polakami. Maja one -takie jest moje zdanie -prawo czuc sie czyms/kims innym.
Wiec teraz "rozdzieranie szat" bo moje dzieci nie czuja sie Polakami?! A dla czego mialy by sie czuc?
Przeciez zastanowmy sie: urodzily sie poza Polska. Znaja te Polske tylko z opowiadan, i te opowiadania, wiadomo, pamiec jest zawodna. Jesli do tego dochodzi zmiana kraju i ustroju (tak jak bylo na kresach); to mowimy o kraju ktorego juz po prostu nie ma. Dla czego wiec mialyby sie te dzieci czuc jego czescia? Bo rodzice stamtad pochodza?Ale jak napisalam poprzednio, miejsce urodzenia to jedno. Przynaleznosc to drugie. Mam kuzynow urodzonych w Zairze. Bialych. Czy mieliby sie z tego powodu czuc, no nie wiem "Afrykanczykami"?! Przypadkiem urodzili sie w takim to a takim miejscu, wychowali sie i mieszkaja zupelnie gdzie indziej. I z tym "nowym" miejscem sie identyfikuja.
Czy na prawde nie dostrzegacie tu pewnego paradoksu?

Czy tez - jest to po prostu: zalowanie, ze sie tych dzieci samemu - nie nauczylo swojego wlasnego jezyka -bo i tak mozna odczytac przytoczony przez Ciebie wiersz, prawda?
O ile nauczenie lub nie danego jezyka jest to decyzja ktora podejmuja rodzice, o tyle poczucie jednosci z danym narodem to jest to, co kazdy podejmuje samodzielnie. Nie mozna na kims tej decyzji wymuszac. Zwlaszcza, jesli dochodzi do idealizowania tej nie instniejacej ojczyzny. A tak sie niestety dzieje. Wiem o czym pisze, bylam dokladnie tak wychowywana.
To, ze moje wlasne dzieci, nie tylko mowia ale czytaja i pisza po polsku to jedno. Wlozylam w to duzo pracy, i uwazam ze bylo warto. A to, ze nie czuja sie Polakami, i maja do tego pelne prawo -to drugie. Nie mam prawa narzucac im ani poczucia przynaleznosci narodowej, ani powiedzmy religii. Moge jedynie pokazac, ze takich to a takich maja przodkow, opowiedziec troche o naszej historii, i to tyle. Decyzje dotyczace samo stanowienia - wszyscy podejmuja sami .
Byly w Polsce, podobalo im sie, uwieliaja polskie potrawy czy slodycze. Czytaja polskie ksiazki, maja zaprenumerowane polskie czasopisma. I to tyle.
Mamy szczescie do szkol, w ktorych dba sie -o to zeby dzieciaki poznawaly nawzajem swoje kultury, stad dni danych krajow, skosztowanie potraw, zaintereswania jezykami, wyjazdy etc.
Sprawy matury, czy egzaminow z jezyka, to zupelnie odrebna kwestia, nie ma chyba nic wspolnego z poczuciem narodowym, a bardziej z tym, jakie konkretnie przedmioty sa potrzebnne zeby dostac sie na konkretne studia. Tak to przynajmniej wyglada tutaj.

To chyba wszystko co na ten temat moglabym napisac.

Jest jeszcze post scriptum, wlasciwie dotyczy sytuacji, w ktorych sie znalazlam. Ale to byly czasami dosc dziwne sytuacje, dosc powiedziec, ze wielu ludzi zrobilo sobie swoisty "sposob na zycie" z opisywania swoich cierpien, przy czym to wszsytko oparte jest niestety o jedno wielkie klamstwo. A to ze, nie dalam sie nabrac, to raczej chyba kwestia przypadku -czy umiejetnosci liczenia [np.bojowniczka z powstania -w wieku lat ...3] ; Tyle, ze odpowiednio "przyprawione" takie poprawione zycie -doskonale sie jak widac sprzedaje.
Obnoszenie sie ze swoim cierpietnictwem i martyrologia narodowa, to nie tylko nasza specjalnosc, chociaz chyba doprowadzilismy to do perfekcji. Jak mawiala moja sp. Tesciowa, najwiekszych irlandzkich patriotow znajdziesz w dniu sw. Patryka w USA. I miala racje...


P.S. probowalam sformatowac ten wpis, ale jedyne co uzyskalam to uciekl mi kawalek tekstu. NIe mam niestety teraz czasu przepisywac, najwazniejsze rzeczy na szczescie zostaly.
Mam nadzieje, ze wyjasnilam swoj punkt widzenia. Pozdrawiam,
Anna
Awatar użytkownika
Anna
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 311
Rejestracja: 15 lip 2013, 22:56
Miejscowość: z Krainy Deszczowców
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 0
Otrzymał podziękowań: 0

Post autor: Anna »

Hm Brunchildo...niestety nic z tego co piszesz nie bylo moim udzialem. Uczylam dzieci sama, przy pomocy polskich podrecznikow, sprowadzonych z Polski.
Polakow w okolicy nie ma, kiedys slyszalam, ze noszono sie z zamiarem otworzenia jakiejs polskiej szkoly, ale uczylaby j. polskiego (=dla dzieci ktore NIE mowia po polsku). A moje dzieci po polsku mowia od urodzenia -wiec raczej niewiele moglyby sie nauczyc. To bylo dla mlodszych dzieci, i nie przygotowywalo do zadnych egzaminow.
Nie znam tez zadnych polskich "kwiatkow" -wiec nie wiem o co Ci chodzi.
Jesli moglabys podac odnosniki do odpowiednika polskiej matury-ciekawilo by mnie to -szukalam w internecie-ale nie moglam trafic, nie wiem jak to sie bedzie nazywac, trafilam jedynie na egzaminy dopuszczajace do przyjecia na studia; ale to nie to o to chyba chodzi. J. polski nie figurowal.
Innymi slowy mamy absolutnie odmienne doswiadczenia.
Awatar użytkownika
panna Monika
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 907
Rejestracja: 04 sie 2013, 14:53
Miejscowość: Łódź
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 93 razy
Otrzymał podziękowań: 87 razy

Post autor: panna Monika »

Przede wszystkim dziekuje pannie Monice I Tomaszkowi za mile slowa. Plawie sie wrecz w nich :-D Powaznie dzieki. Kto nie przeszedlprzez wozenie dzieci w soboty rano na 8.30 do sobotniej szkoly nie wie ile sie trzeba nasluchac. Kiedy inne dzieci graja w pilkealbo wrecz sobie spia w najlepsze!A my jezdzimy, tracimy czas ( 4 godziny!), ktory mozna uzyc na rzeczy daleko bardziej interesujace jak npgry komputerowe i to na co? Na nikomu w Australii niepotrzebny jezyk, ktorym mowi sie TYLKO w Polsce. A w ogole po angielsku mozna sie wszedzie...no prawie! porozumiec wiec po co? Czy nie mozemy poprzestac na szkolnym japonskim albo chinskim? Ty mama wystarczajaco nas nauczylas juz. Po co wiecej?
Dziękować nie ma za co, napisałam szczerą prawdę, odwaliłaś kawał dobrej roboty. My mieszkający w Polsce na stałe powinniśmy docenić to, w jak komfortowej sytuacji (pod względem wychowywania dzieci) jesteśmy.
Biore przyklad z Kyno i musze pomysec,zeby ubrac w slowa to co mysle- dlaczego w ogole to robie
.
Zgadzam się z Kyno i z Tobą, że ciężko jest ubrać w słowa rzeczy niby od dawna przemyślane. Tak samo ciężko jest odpowiedzieć mi na pytanie, dlaczego chcę wychować dzieci patriotycznie. Niby oczywiste, ale jak na to odpowiedzieć?
zaproponwalam Czesiowi, zeby zrobic osobny temat o jezyku polskim bo to temat rzeka. Jestwm pewna, ze pieknymi historiamio zaslyszanych kwiatach mowy polskiej kazdy z nas moze zapelnic przynajmniej strone!
I to jest świetna myśl.
Awatar użytkownika
Milady
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 1437
Rejestracja: 09 lip 2013, 14:49
Miejscowość: Bezludna Wyspa
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 0
Otrzymał podziękowań: 3 razy

Post autor: Milady »

Ja w ogóle nie mam dzieci więc nie bardzo mogę się wypowiedzieć w tym temacie, natomiast po przeczytaniu wszystkich wypowiedzi zgadzam się z Anną w poniższej kwestii (cytat), choć sama zapewne chciałabym, aby moje dzieci wiedziały skąd pochodzą i jaka jest polska kultura. Hmmm... trudny temat, bo jakby nie patrzeć to jednak krew w żyłach płynie polaków z pochodzenia. Ale co innego uczyć tego dzieci, przybliżać im kulturę, uczyć języka a co innego wymagać, aby się utożsamiały z danym krajem. Tak mi się wydaje.
Anna pisze:Czym innym jest bycie powiedzmy Polakiem, mieszkajacym poza granicami Polski, a czym innym zmuszanie swoich dzieci, urodzonych w danym kraju do czucia sie Polakami. Maja one -takie jest moje zdanie -prawo czuc sie czyms/kims innym.
Wiec teraz "rozdzieranie szat" bo moje dzieci nie czuja sie Polakami?! A dla czego mialy by sie czuc?
Lubimy towarzystwo, ale nie mo?emy znie?? ludzi ca?y czas ko?o siebie. Wi?c gdzie? si? gubimy, potem wracamy i znów znikamy w diab?y.

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Brunhilda
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 7454
Rejestracja: 10 lip 2013, 04:07
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 108 razy
Otrzymał podziękowań: 142 razy

Post autor: Brunhilda »

Taaaaak....tyle tu wątków, ze nie wiadomo od czego zacząć...może od tego....akurat tez temat aktualny u nas... Z innych powodów co prawda ale.....
To wyjątek z naszej polonijnego gazetki internetowej....

Jak już wcześniej wspominaliśmy, jeden z najbardziej zacnych polonijnych działaczy w Australii - Józef Drewniak skończył w styczniu 90 lat. Dziś specjalnie dla Bumeranga Polskiego mówi swój ulubiony wiersz Feliksa Konarskiego "Polskie dziecko", stanowiący niejako kwintesencję jego emigracyjnych odczuć.

Józef Drewniak przybył do Australii w 1948 roku. Jako żołnierz II Korpusu uważał za naturalne, by swoim życiem, postawą i zaangazowaniem dawać wyraz swej polskości i dumy z bycia Polakiem.
Za swoją pracę społeczną w dziedzinie szerzenia kultury polskiej Józef Drewniak został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, Orderem Odrodzenia Polski "Polonia Restituta" i Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi RP. Troską Pana Józefa było zawsze utrzymanie języka polskiego i pielęgnowanie kultury i tradycji polskiej.
W swoje 90-te urodziny nagrał specjalnie dla Bumeranga Polskiego wiersz Feliksa Konarskiego - autora słynnych"Czerwonych maków na Monte Casino" pt. "Polskie dziecko". Monolog powstał na ziemi amerykańskiej ale nieco przerobiony przez Pana Józefa świetnie wpisuje się również w emigracyjne odczucia polskich Australijczyków.
www.youtube.com/watch?v=tIFg0lyn_qs


Feliks Konarski (pseud. Ref-Ren) - (1907 - 1991)
Poeta, piosenkarz, także kompozytor i pianista, aktor, popularny odtwórca ról operetkowych, reżyser, autor tekstów kabaretowych i piosenek. Ukończył Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. W czasie studiów zainteresował się teatrem i estradą. Jako wykonawca, kompozytor i aktor współpracował z teatrzykami Qui Pro Quo, Mignon, Wesoły Murzyn i Morskie Oko.
Lata okupacji spędził w szeregach II Korpusu Armii Polskiej generała Władysława Andersa. Jako żołnierz II Korpusu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie był członkiem Teatru Żołnierza Polskiego, stacjonującego w Campobasso pod Monte Cassino. Był szefem artystycznym Czołówki Teatralnej Polish Parade, z którą przeszedł cały szlak bojowy. Jest autorem wielu pieśni żołnierskich, w tym sławnych, napisanych w nocy z 17 na 18 maja 1944 r. we Włoszech, Czerwonych maków na Monte Cassino do muzyki Alfreda Schütza. Po wojnie przebywał w Wielkiej Brytanii, Francji i Kanadzie. Z żoną, aktorką Niną Oleńską, prowadził w Londynie Teatr Ref-Rena.
W 1965 r. osiadł w Chicago, gdzie kontynuował działalność estradową z własnym kabaretem. Prowadził także teatrzyk „Pod antenna”. Komponował, pisał monologi, skecze i wiersze. Koncertował dla Polonii w USA i Kanadzie. Przygotowania do prezentacji swojej twórczości w kraju przerwała mu śmierć.
Najciekawsze i najbardziej znane jego utwory przypomniano w Polsce w programie estradowym Piosenki Ref-Rena (reż. Andrzej Strzelecki) i dwuczęściowym programie telewizyjnym Ref-Ren pieśniarz II Korpusu.

Może o tym wierszu pisałas panna Moniko?
Brunhilda
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 7454
Rejestracja: 10 lip 2013, 04:07
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 108 razy
Otrzymał podziękowań: 142 razy

Post autor: Brunhilda »

Tak... Brzmi nutka nostalgiczna.... Nie bylabym tak szybka jednak w ocenie tych, którzy nie nauczyli/ nie mogli nauczyć dzieci po polsku....to często, przynajmniej u nas bardzo złożony problem.
Przede wszystkim często kiedy matka nie była/nie jest Polka, a tylko ojciec, dziecko mówi językiem matki. Polskiego ojca juz prawie nigdy nie. Jakoś ojcowie mniej przekładają sie, widzę:)
Poza tym w tamtych latach, powojennych, tutaj nie było dobrze widziane, żeby mówić innym językiem na ulicy na przykład. Zwracano uwagę nawet! W autobusie, pociągu, na ulicy.... Pewnie dlatego tez powstały Polskie Kluby. ludzie chcieli spotykać sie w swoim gronie, rozmawiać po polsku. Czasem, żeby nie odstawac od społeczeństwa, rzeczywiście nie uczyli dzieci po polsku. To pewnie zależało wszystko od przeżyć wojennych, od tego jak bardzo byli wystraszeni. Czasem chcieli jak najszybciej sie zasymilowac. Matka Galczynskiego ( wywiad jeszcze nieobrobiony sorry ...) nawet zmieniła mu nazwisko na bardziej kryjace bo co i rusz chodziły pogłoski, ze bedą emigrantów wysiadlac z Australii.
To raczej teraz spotykam czasem Polaków, którzy są bardziej australijscy od Aborygenow i specjalnie nie uczą dzieci polskiego. To jednak nieczesto widzę teraz.
Ci starsi, z powojennej emigracji rzeczywiście przeżywali dramaty, jak pisała panna Monika. Walczyli o Polskę, musieli uciekać, żyli pozniej Polska, idealizowali ja... i tak ułożyło sie, choć niekoniecznie są temu winni, ze dzieci nie mówią nic. Tez myśle, ze to dramat jest. I tez u nas zdarza sie, ze w domu starców staruszek z demencji z własnymi dziećmi nie może porozumieć sie. Chociaż mało znam takich przypadków. Generalnie jednak uczyli dzieci. Teraz mamy raj pod tym względem. Rząd dofinansowuje etniczne szkoły sobotnie. Tm bardziej dziwie sie nowym emigrantom z Polski, ze ichdzieci nie chodzą o polskich szkół. Mamy kółka taneczne, gdzie dzieci spotykają sie np Syrenka. Moje młodsze dziecko tez tańczyło. To jednoczy bardzo. Przyjaźnie z tych zespolow tanecznych zostaja na zwaze czsto. i fajnie, ze maja swoje, polskie kolko znajomych. poza tym warto utrzymywac narodowa tozsamosc, jestesmy wyedy silniejsi jako grupa narodowa. mamy zawsze akcje przed spisem ludnosci, zeby pisac, ze mowi sie w domu po polsku, ze uwazamy sie za Polakow, a moze Australijczykow polskiego pochodzenia. rzad przydziela w zaleznosci od rezultatow fundusze na utrzymanie tozsamosci narodowej.

To moje osobiste dziecko w stroju góralskim.

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/i ... 624704.jpg medium= large= group=9051][/gimg]
A tu kujawskim

[gimg small=http://pansamochodzik.org.pl/przygoda/i ... 625197.jpg medium= large= group=9051][/gimg]
Brunhilda
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 7454
Rejestracja: 10 lip 2013, 04:07
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 108 razy
Otrzymał podziękowań: 142 razy

Post autor: Brunhilda »

Może dodam jeszcze, ze ciekawe jest to, ze nieczesto zdarza sie tutaj, żeby w drugim czy trzecim pokoleniu dzieci zachowały jeszcze język polski.... Inaczej ma sie sprawa z Polonia na wschód od Polski. Oto Stas. Robiłam z nim wywiad. Brilliant, gra na saxophonie. Przyjechał niedawno do Australii. Jego prapradziadkow zesłali na Syberie po Powstaniu Stuczniowym. Stas uczył sie polskiego. Trochę mówi. N pytanie czy czuje sie Polakem czy Rosjaninem odpowiada: trudne pytanie..... Postaram sie wrzucić ten wywiad do Posłuchania...
Jestem zaborcza chyba bo jednak...mimo, ze oczywiście wiem, ze dzieci czuja sie Australijczykami to oczekuje, ze jednak jakąś cząstką są tez Polakami. Ze kiedy w wiadomościach usłyszą coś o Polsce to serce im drgnie. I tak jest. Przynajmniej na razie. Pytałam ich na użytek forum właśnie. Młodsze dziecko stanowczo stwierdziło, ze kawałek Polki w niej jest. Bo ty mama jesteś polska, powiedziała.... :-D starsze zaczęło sie wymadrzac.. :-D jest w takim wieku. Muszę nad nim popracować..... :-D
Ostatnio zmieniony 23 lut 2014, 13:58 przez Brunhilda, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

Brunhilda pisze:Może dodam jeszcze, ze ciekawe jest to, ze nieczesto zdarza sie tutaj, żeby w drugim czy trzecim pokoleniu dzieci zachowały jeszcze język polski....
No niestety. Brat stryjeczny mojej mamy tańczył i śpiewał w zespole polonijnym ale polskiego nie znał. Z tym, że on urodził się już nie w Polsce i tylko ojciec był Polakiem.
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 9298
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 80 razy
Otrzymał podziękowań: 610 razy

Post autor: TomaszK »

Fajna ta Twoja córka, zwłaszcza w wersji góralskiej :-D
Brunhilda pisze: Młodsze dziecko stanowczo stwierdziło, ze kawałek Polki w niej jest. Bo ty mama jesteś polska, powiedziała.... :-D starsze zaczęło się wymądrzać..
Ale maturę z polskiego zdał. Coś w nim zostało zasiane i zostanie już na zawsze.
Brunhilda
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 7454
Rejestracja: 10 lip 2013, 04:07
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 108 razy
Otrzymał podziękowań: 142 razy

Post autor: Brunhilda »

Teraz ja. ....Widzę, ze mamy podobne widzenie swiata z Johnym :) i z Marszałkiem. I z panna Monika :) Na to kim jestem składa sie tyle czynników. I czasem nawet ńie zdajemy sobie sprawy, ze cos tam kiedys zapadło w nas głęboko i moze jakos uksztaltowalo.. Ostatnio wspominalismy sobie z jednym z reżyserów Pana Wolodyjowskiego, który tu mieszka, scenę pogrzebu, kiedy ksiadz Kaminski zawolal: panie pulkowniku Wolodyjowski! Larum graja! Wojna! nieprzyjaciel w grańicach! a ty si nie ztywasz? za szable nie chwytasz? ....ta scena zrobiła na nas obojgu wrazenie. na zawsze....i podobnie jak Johny, mimo, ze mieszkam daleko mogę spytać : kim byłabym gdybym nie czuła sie Polka? Dzieci są jakby moim przedłużeniem, kim byłyby gdyby nie składało sie na ich wychowanie to wszystko kim i skąd ja jestem? Bez znajomosci języka nie byłoby możliwe to wszystko im przekazać....kiedy dzieci były małe i...średnie :-D było łatwo. Po prostu mówiliśmy po polsku i juz. Dzieci tutaj sie urodziły, w Polsce były tylko dwa razy jak na razie. Daleko jest.... Z reguły starsze dziecko w rodzinach etnicznych zwykle mowi lepiej bo tylko po polsku w domu, potem idzie do szkoły, zasób słów angielskich poszerza sie, z młodszym zaczyna rozmawiać po angielsku, młodsze idzie do szkoły, i juz tak zostaje, ze miedzy sobą mówią częściej po angielsku niz po polsku. No ale to dom. Wypchajc je do szkoły polskiej to, jak juz pisałam wyższa szkoła jazdy....matura jeszcze wyższa :-D

Krótko mówiąc, język polski widzę jako istotna czesc składową naszego identity. To jest kim jestesmy. Nie zamienilabym mojej polskosci na nic innego i to mam nadzieje dzieciom przekazałam. Młodsze dziecko na Hawajach mówiło: mama jak nas spytaja skąd jestesmy ( na okrągło ktoś sie pytał skąd) to mówmy, ze z Polski. To jest bardziej interesujące. I egzotyczne :-D Powiedziało dziecko.

Oczywiście, ze ta matura jest matura z języka obcego. A jak inaczej miałoby być? Cały język, historia i geografia wcissniete są w trzy godziny w sobotę. Nie można jednak powiedzieć,ze sie nie liczy. Wręcz przeciwnie. Córka znajomych zdecydowała, ze chce studiować w Polsce. Dzięki maturze z polskiego byla brana pod uwagę tak jak dzieci po maturze polskiej, nie jak zagraniczna studentka.

Właśnie za dwa tygodnie będzie uroczyste rozdanie dyplomów maturalnych w konsulacie. Spytam tam o to jakie rzeczywiscie znaczenie ma ta matura.
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6758
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 334 razy
Otrzymał podziękowań: 242 razy
Kontakt:

Post autor: PawelK »

Brunhilda pisze: Młodsze dziecko na Hawajach mówiło: mama jak nas spytaja skąd jestesmy ( na okrągło ktoś sie pytał skąd) to mówmy, ze z Polski. To jest bardziej interesujące. I egzotyczne Powiedziało dziecko.
He, coś w tym jest. Polacy podróżujący dla przyjemności - to nie jest typowe dla obcokrajowców, w szczególności dla mieszkańców Stanów. Nie zapomnę śniadania w motelu przy Wielkim Kanionie, gdzie para starszych Amerykanów przez kilka minut zbierała szczęki ze stołu gdy się dowiedzieli, że przyjechaliśmy z Polski na wakacje i nie zajmujemy się sprzątaniem ofisów w Stanach :-D
Brunhilda
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 7454
Rejestracja: 10 lip 2013, 04:07
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 108 razy
Otrzymał podziękowań: 142 razy

Post autor: Brunhilda »

TomaszK pisze:Fajna ta Twoja córka, zwłaszcza w wersji góralskiej :-D
Dzięki, komiczna jest :-D

Pare lat temu jak zaczęła sie uczyć pisać po polsku dopiero napisała do babci jednozdaniowego maila. Babcia odpisala zaalarmowana, ze nie wie o co tam chodzi...

To jeden z takich kwiatkow wlasńie. Chyba przyznam nagrodę jeśli ktoś zgodnie treść listu :-D :-D

Kohana Babchiu. Iak chi idje sjichiem. :-D

Po jakimś czasie przyleciała do domu i mówi, ze juz nie musi uczyc sie sie polskiego bo nawet kolory potrafi napisać. Myślałam, ze chociaż różowy to bedzie... Ale nie. Okazało sie , ze bezbłędnie pisze ...fioletowe! Tam przeciez błędu nie można zrobić! Musiała wrócić do szkoły!
Brunhilda
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 7454
Rejestracja: 10 lip 2013, 04:07
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 108 razy
Otrzymał podziękowań: 142 razy

Post autor: Brunhilda »

Jako kolejny kwiat mowy polskiej podam póki pamietam cytat z kapitana= przewodnika po wyspie Maui. Otóż wyjechaliśmy na szczyt wulkanów,( zdjęcie zamiescilam juz w relacji hawajskiej) a kapitan
( mieszka w Stanach juz 40 lat) nagrywa dla radia o wulkanie i ciagle mówi szczytolek. Ja swoje, żeby go delikatnie naprowadzic, ze jak ten szczyt sie nazywa? A on na mnie, ze nie szczyt tylko szczytolek...
Tak myśle, ze mu sie skrzyżowal wierzchołek ze szczytem po tych 40 latach.... ;-)
Awatar użytkownika
johny
Moderator
Moderator
Posty: 12056
Rejestracja: 09 lip 2013, 14:30
Miejscowość: Łódź
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 383 razy
Otrzymał podziękowań: 299 razy

Post autor: johny »

Brunhilda pisze:Teraz ja. ....Widzę, ze mamy podobne widzenie swiata z Johnym :) i z Marszałkiem. I z panna Monika :) Na to kim jestem składa sie tyle czynników. I czasem nawet ńie zdajemy sobie sprawy, ze cos tam kiedys zapadło w nas głęboko i moze jakos uksztaltowalo.. Ostatnio wspominalismy sobie z jednym z reżyserów Pana Wolodyjowskiego, który tu mieszka, scenę pogrzebu, kiedy ksiadz Kaminski zawolal: panie pulkowniku Wolodyjowski! Larum graja! Wojna! nieprzyjaciel w grańicach! a ty si nie ztywasz? za szable nie chwytasz? ....ta scena zrobiła na nas obojgu wrazenie. na zawsze....i podobnie jak Johny, mimo, ze mieszkam daleko mogę spytać : kim byłabym gdybym nie czuła sie Polka? Dzieci są jakby moim przedłużeniem, kim byłyby gdyby nie składało sie na ich wychowanie to wszystko kim i skąd ja jestem? Bez znajomosci języka nie byłoby możliwe to wszystko im przekazać....kiedy dzieci były małe i...średnie :-D było łatwo. Po prostu mówiliśmy po polsku i juz. Dzieci tutaj sie urodziły, w Polsce były tylko dwa razy jak na razie. Daleko jest.... Z reguły starsze dziecko w rodzinach etnicznych zwykle mowi lepiej bo tylko po polsku w domu, potem idzie do szkoły, zasób słów angielskich poszerza sie, z młodszym zaczyna rozmawiać po angielsku, młodsze idzie do szkoły, i juz tak zostaje, ze miedzy sobą mówią częściej po angielsku niz po polsku. No ale to dom. Wypchajc je do szkoły polskiej to, jak juz pisałam wyższa szkoła jazdy....matura jeszcze wyższa :-D

Krótko mówiąc, język polski widzę jako istotna czesc składową naszego identity. To jest kim jestesmy. Nie zamienilabym mojej polskosci na nic innego i to mam nadzieje dzieciom przekazałam. Młodsze dziecko na Hawajach mówiło: mama jak nas spytaja skąd jestesmy ( na okrągło ktoś sie pytał skąd) to mówmy, ze z Polski. To jest bardziej interesujące. I egzotyczne :-D Powiedziało dziecko.

Oczywiście, ze ta matura jest matura z języka obcego. A jak inaczej miałoby być? Cały język, historia i geografia wcissniete są w trzy godziny w sobotę. Nie można jednak powiedzieć,ze sie nie liczy. Wręcz przeciwnie. Córka znajomych zdecydowała, ze chce studiować w Polsce. Dzięki maturze z polskiego byla brana pod uwagę tak jak dzieci po maturze polskiej, nie jak zagraniczna studentka.

Właśnie za dwa tygodnie będzie uroczyste rozdanie dyplomów maturalnych w konsulacie. Spytam tam o to jakie rzeczywiscie znaczenie ma ta matura.
Bruniu, piękne jest to co napisałaś!
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
Awatar użytkownika
panna Monika
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 907
Rejestracja: 04 sie 2013, 14:53
Miejscowość: Łódź
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 93 razy
Otrzymał podziękowań: 87 razy

Post autor: panna Monika »

Widzę, Brunhildo, że mamy bardzo podobne poglądy. Podziwiam to, że wymogłaś na swoich dzieciach polską szkołę, ale równocześnie jestem bardzo daleka od potępiania osób, którym się nie udało na emigracji przekonać dzieci do polskości. Wcale a wcale nie jest to takie oczywiste, szczególnie w przypadku panów ożenionych z cudzoziemkami. Całe życie mieszkam w Polsce, ale jakoś tak empatycznie podchodzę do rozżalenia ludzi, którzy rzuceni na emigrację nie mogli ze swoim dzieckiem porozmawiać po polsku.

A zdjęcia córki fantastyczne.
Brunhilda
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 7454
Rejestracja: 10 lip 2013, 04:07
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 108 razy
Otrzymał podziękowań: 142 razy

Post autor: Brunhilda »

PawelK pisze:
Brunhilda pisze: Młodsze dziecko na Hawajach mówiło: mama jak nas spytaja skąd jestesmy ( na okrągło ktoś sie pytał skąd) to mówmy, ze z Polski. To jest bardziej interesujące. I egzotyczne Powiedziało dziecko.
He, coś w tym jest. Polacy podróżujący dla przyjemności - to nie jest typowe dla obcokrajowców, w szczególności dla mieszkańców Stanów
Noo to coraz częściej sie widzi! U nas duża emigracja studencka raz zwana jest. Przyjeżdżają, uczą sie i pracują i jeżdżą! Zwiedzają. I to sporo. A ona nie zna czasów, w których nie można było paszportu załatwić. Chodziło jej raczej o to, ze to cool jest bo tak daleko Polska jest.
Brunhilda
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 7454
Rejestracja: 10 lip 2013, 04:07
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 108 razy
Otrzymał podziękowań: 142 razy

Post autor: Brunhilda »

panna Monika pisze:Widzę, Brunhildo, że mamy bardzo podobne poglądy. Podziwiam to, że wymogłaś na swoich dzieciach polską szkołę, ale równocześnie jestem bardzo daleka od potępiania osób, którym się nie udało na emigracji przekonać dzieci do polskości. Wcale a wcale nie jest to takie oczywiste, szczególnie w przypadku panów ożenionych z cudzoziemkami. Całe życie mieszkam w Polsce, ale jakoś tak empatycznie podchodzę do rozżalenia ludzi, którzy rzuceni na emigrację nie mogli ze swoim dzieckiem porozmawiać po polsku.

A zdjęcia córki fantastyczne.
Dzięki :-) , tak. To wszystko nie jest takie proste. Jak sie zastanowie to rzeczywiście, najczęściej te niemowiace po polsku dzieci pochodzą z rodzin gdzie ojciec tylko był Polakiem.
Te pozostałe...to nagromadzenie wielu czynników.
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 9298
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 80 razy
Otrzymał podziękowań: 610 razy

Post autor: TomaszK »

panna Monika pisze:...ale równocześnie jestem bardzo daleka od potępiania osób, którym się nie udało na emigracji przekonać dzieci do polskości...
Nikt nie potępia :-), takie jest życie...
Brunhilda
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 7454
Rejestracja: 10 lip 2013, 04:07
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 108 razy
Otrzymał podziękowań: 142 razy

Post autor: Brunhilda »

:-D :-D :-D :-D wiadomość z ostatniej chwili. W klasie 11 tej, tj młodszego dziecka w szkole polskiej są tylko 3 osoby. Moze ktoś doszlusuje jeszcze.... Robimy akcje, zeby ludzie zapisywali dzieci do szkoły ale jak widać....
ODPOWIEDZ

Wróć do „Forum ogólne”