"Obudziłem się o szóstej rano. Pośpiesznie zwinąłem namiot i zapakowałem go do „sama”. Zbiegłem potem na brzeg Wisły i umyłem się w lodowato zimnej wodzie. Obóz antropologów jeszcze spał, a w każdym razie nie dochodził stamtąd żaden głos. Wróciłem do „sama”, uruchomiłem silnik i pojechałem drogą do miasteczka. Zatrzymałem się obok studni w rynku, napełniłem wodą pięciolitrową banieczkę, którą miałem wśród turystycznego sprzętu. Później przybyłem przed stację benzynową i napełniłem bak. Teraz znowu skierowałem się w stronę lasu. Po drodze rzuciłem okiem na obóz antropologów i zauważyłem, że nad wodą myje zęby wysoka kobieta o jasnych włosach. Odwróciła ku mnie głowę i odprowadziła mnie spojrzeniem, dopóki mój dziwaczny pojazd nie zniknął w lesie.
Znalazłem się na rozstaju, gdzie stał pochylony drewniany krzyż. Gdybym skręcił w prawo - dojechałbym do Wisły. Droga na lewo doprowadziła mnie do głębokiego wąwozu. Jego brzegi porastała trawa i niskie krzaki jeżyn, a tylko na szczytach był wysokopienny las. Po lewej stronie w wysokiej ścianie lasu była jakby duża wyrwa. „To chyba tutaj” - pomyślałem. Wyjąłem z kieszeni kartkę papieru, na której w Łodzi jeden z mych przyjaciół naszkicował mapkę okolicy.
Zgasiłem silnik „sama” i po pochyłości wąwozu zacząłem się piąć w górę. Buty ślizgały się po zroszonej trawie za nogawki spodni chwytały kolczaste gałązki jeżyn. Lecz gdy już stanąłem na szczycie, roztoczył się przede mną piękny widok, choć niezbyt rozległy, ograniczały go bowiem ściany lasu. Widziało się tylko drogę biegnącą wąwozem, o stokach urwistych i zielonych od traw. Zieleń ta miała jednak tak piękną barwę, tyle w niej było świeżości, że miejsce to wydawało się jakby wspaniałym ustroniem, oazą ciszy i spokoju.
Tu, gdzie stanąłem, wykarczowano ongiś kawałek lasu i zbudowano niewielką zagrodę. Był tu chyba i ogród, bo pozostało kilka zdziczałych jabłoni i wielka, stara grusza. Otaczał to miejsce gęsty las, ślady domu pokryła trawa. Lecz mieszkańcy tej zagrody - wnioskowałem - chyba nie wspinali się po urwistej krawędzi wąwozu?
W lesie odnalazłem bez trudu wąską przesiekę. „Zapewne droga na dnie wąwozu zatacza łuk i wspina się na wzgórze - myślałem - a na wzgórzu łączy się z nią przesieka”.
Zszedłem na dół do „sama”. Ujechałem najwyżej pół kilometra po dnie wąwozu i rzeczywiście droga skręciła jeszcze bardziej w lewo, jednocześnie nieznacznie podnosząc się w górę. Potem był zakręt, a za zakrętem zobaczyłem skraj lasu i ogromną połać pól uprawnych.
Jadąc wzdłuż skraju lasu wkrótce odkryłem przesiekę. Zatoczyłem więc jakby ogromne koło, aby znowu znaleźć się w tym samym miejscu. Ale tym razem byłem tu wraz ze swoim „samem”, który nie wspiąłby się po stromej ścianie wąwozu.
Zanim rozstawiłem namiot, ugotowałem na kocherze trochę wody w garnuszku, zaparzyłem sobie mocnej kawy i zjadłem kilka pajd chleba, posmarowanych topionym serem. Przy okazji jeszcze raz obliczyłem swe zapasy żywnościowe i stwierdziłem, że mogę tu zostać przynajmniej trzy dni.
Rozstawiłem namiot. Skończyłem tę pracę około południa. Słońce stało już wysoko i mocno przygrzewało. Nadmuchałem materac, rozebrałem się. Ległem na materacu i począłem się opalać.
(…)
- W tym miejscu stała kiedyś jakaś zagroda - stwierdził Tell
- To było nie dalej jak przed dwudziestu laty - dodał Sokole Oko.
- Skąd wiesz, że nie przed dziesięciu laty? - spytałem. Wskazał mi kilka sosen.
- Nie mają więcej niż dwadzieścia lat. Ja się na tym znam, bo mój ojciec jest leśniczym. A ponieważ te sosny urosły w dawnym sadzie, więc można przypuszczać, że kiełkowały dopiero wówczas, gdy sad został porzucony.
(…)
- A co się stało z gajówką? Dlaczego poszła w ruinę?
Znowu poczęli myszkować, Po chwili przynieśli kilka drewienek.
- Gajówka spaliła się. Widzi pan, te kawałki drewna są nadpalone. Zresztą, proszę spojrzeć na starą gruszę. Rosła tuż przy chałupie. Gdy zapalił się dach gajówki, płomień objął również i część gruszy. Od strony dachu grusza jest sucha, okaleczona przez ogień. Nigdy już z tej strony nie wypuściła nowych pędów.
- Zgoda - kiwnąłem głową. - To wszystko, co mówicie, jest prawdą. Jednego tylko nie można wywnioskować, oglądając to miejsce. Kto mieszkał w gajówce?
Uśmiechnęli się od ucha do ucha.
- I to także wiemy, proszę pana. Obozujemy w tej okolicy dwa tygodnie i historię o Barabaszu i gajowym Gabryszczaku każdy z nas słyszał po kilka razy. Tu mieszkał Gabryszczak. Barabasz uprowadził go stąd i gajówkę spalił.
(…)
- Czy nie zechciałby pan przewieźć nas swym samochodem? - poprosił Borówka.
- Bardzo chętnie - powiedziałem - lecz całą piątkę nie sposób zabrać od razu. Lękam się także zostawić w lesie namiot i swoje rzeczy.
Zdecydowali, że dwóch harcerzy pozostanie, aby pilnować mojego namiotu, trzech zaś, to znaczy Wilhelm Tell, Sokole Oko i Borówka, przejedzie się „samem”.
- W którą stronę pragniecie odbyć przejażdżkę? - zagadnąłem ich, gdy wyjechaliśmy z przesieki.
- Na cmentarz wojskowy. Tam jest tak pięknie - zachwycał się Wilhelm Tell.
Należało najpierw skierować się drogą prowadzącą przez wąwóz, nad którym stał mój namiot. Potem, zgodnie ze wskazówkami chłopców, skręciłem w dość szeroką przesiekę po lewej ręce. I oto po kilkunastu minutach jazdy ukazała się nieduża polana pokryta krzakami. Sterczały tu pochylone krzyże brzozowe, na kilku z nich wisiały stare, poprzestrzelane, wojskowe hełmy polskie.
- Tak - przytaknął Tell - to jest cmentarz żołnierzy polskich, poległych w walce z Niemcami w 1939 roku. Nasz hufiec harcerski podjął wczoraj zobowiązanie uporządkowania tego cmentarza.
- A był pan na Wyspie Barabasza? - zapytał mnie Borówka.
- Nie słyszałem o takiej wyspie - rzekłem.
- Ona jest na Wiśle. Tam zginęła banda Barabasza. Na środku wyspy znajduje się wspólna mogiła bandytów."
Wrzuciłem charakterystyczne punkty na mapę i oto co mi wyszło:

1.
- cmentarz wojenny w lesie2.
- droga wehikułem wzdłuż głębokiego wąwozu3.
- droga na cmentarz wojenny4.
- droga przez las5.
- gajówka Gabryszczaka6.
- trzeci obóz Pana Tomasza7.
- pola uprawne widoczne sprzed gajówki Gabryszczaka8.
- wspinaczka Pana Tomasza po pochyłości wąwozu



























- drewniana szopa na boje
- grób bandy Barabasza na wyspie złoczyńców
- czwarty obóz Pana Tomasza
- ścieżka wijąca się po wyspie
- topole na wyspie
- krzaki wikliny
- zatoczki na wyspie od strony odnogi







- prace antropologiczne nad stawem
- prace antropologiczne nad rzeczką koło mostu
- szeroki przekop pagórka
- miejsce w którym stała stara karczma
- miejsce w którym znaleziono kości
- dąb i głazy na pagórku
