Mniej więcej wiedziałem, że Bruce będzie opowiadał historie opisane na kartach książki, jaka będzie struktura spotkania. A zatem w auto i po pracy obieramy kierunek Warszawa!
Byłem na miejscu - dojazd z małymi przygodami w postaci szukania hali Global Expo - ok. 18.30. Jedno piwko i parę minut po 19. wszedłem na salę.

Przede mną duża scena z banerem reklamowym. Nie obyło się bez pamiątkowych fotek.


Do początku show zostało ok. 40 min. Usiadłem na swoim miejscu w 3 rzędzie a oczekiwanie umilała mi muzyka naszego bohatera - jednak tylko ze swej solowej kariery. Road To Hell, Teaes Of The Dragon, Omega... Absolutne cudeńka.
Punktualnie o 20 zgasły światła i na scenę wkroczył On...




Zaczęło się od początku, od opowieści o narodzinach i trudnym dzieciństwie... Nie ma sensu po kolei opowiadać co było dalej. Ważne jest to jak Bruce to robił. Ten facet to wulkan energii! Jego swada, poczucie humoru są nieprawdopodobne. Sala co chwilę spadała ze śmiechu z krzeseł.
Jedną z lepszych anegdotek była opowieść o tym jak wylano go ze szkoły... Stało się wskutek oddania przezeń moczu do zupy, którą spożywał dyrektor tejże szkoły. Na zdjęcia krótka notatka o Brusie.

Było też oczywiście o całej karierze. Tu jedno z pierwszych zdjęć po dołączeniu do Maiden.

Boki zrywaliśmy również jak opowiadał o pierwszym pobycie za Żelazną Kurtyną i grze na polskim weselu w Poznaniu.
Tu akurat Bruce pod łódzką Halą Sportową

Wiedziałem, że Dickinson to człowiek renesansu, muzyk, pilot, szermierz etc. Z pewnością jednak spokojnie mógłby się odnaleźć w aktorstwie. To jak przedstawiał, parodiował swego kumpla z zespołu Nicko McBraina czy Ozzy'ego to mistrzostwo świata. Oskarowa rola normalnie! Facet skończy w tym roku 62 lata, niewiarygodne.
Dwie godziny minęły błyskawicznie. Ok. 30 min. przerwy i część 2. w której Bruce odpowiadał na pytania fanów, które spisywaliśmy przed wejściem na specjalnie przygotowanych karteczkach. Oczywiście nie były takie zwykłe standardowe odpowiedzi.
Oprócz rzeczy śmiesznych Bruce opowiadał o rzeczach poważnych. o swoje walce z rakiem, o tym że zawsze trzeba pozostać sobą, że pewnych rzeczy nie da się wyuczyć, ze zawsze we wszystkim co się robi trzeba angażować serce, o tym, że łatwo ulec pokusie spełnienia i zatraceniu się.
Minęła kolejna godzina. W ostatnim pytaniu poproszono go o to aby a capella zaśpiewał Tears Of The Dragon. Oczywiście zrobił to! Ale jak!!!! Ciarki przeszły mi od stóp do głów! Maskara!!! Skończył, powiedział dobranoc i zszedł ze sceny. Wiedziałem, że nie będzie autografów, zdjeć etc. Ale to nie istotne.
Naprawdę dał show! Wysiedzieć 3 godziny na niewygodnym krześle i słuchać konusa gadającego po angielsku. Nie nudzić się przy tym zupełnie! taki rzeczy tylko z Dickinsonem!
Żyj nam 100 lat Bruce!






























