Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Oficjalne zloty Miłośników Samochodzikowej Przygody
Awatar użytkownika
Yvonne
Moderator
Moderator
Posty: 13383
Rejestracja: 09 lip 2013, 16:01
Miejscowość: Bydgoszcz
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 14 razy
Otrzymał podziękowań: 303 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Yvonne »

Mysikrólik pisze: 15 cze 2026, 10:20 Tylko że prowokacja też powinna mieć swoje granice, a ja się przez chwilę zastanawiałem czy ktoś się na konto nie włamał.


 
Ja podobnie. 
Odebrałam ten wpis jako bardzo dziwny.
Podczas poprzednich złotów mieliśmy bardzo dużo przygód, które w niczym nie były gorsze od tych żeglarskich.

Dla mnie KAŻDY zlot jest samochodzikowy. 
Nie widzę sensu w gloryfikacji jednych, a ummiejszaniu innym.
Każdy zlot wymaga ogromnego zaangażowania organizacyjnego, związanego z wyszukaniem bazy, przygotowaniem programu, zrobienia rezerwacji w restauracjach, umówienia spotkań z przewodnikami, władzami miasta itp.

Ja doceniam każdy zlot i każdego Organizatora  :)
 
 
Za ten post autor Yvonne otrzymał podziękowanie:
irycki (15 cze 2026, 14:44)
Awatar użytkownika
TomaszL
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 2291
Rejestracja: 14 lip 2016, 10:19
Miejscowość: wielkopolskie
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 843 razy
Otrzymał podziękowań: 290 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: TomaszL »

Mysikrólik pisze: 15 cze 2026, 10:20 Tylko że prowokacja też powinna mieć swoje granice, a ja się przez chwilę zastanawiałem czy ktoś się na konto nie włamał.

 
Może przy trydniejszych wpisach na forum wyślę SMSa do Czesia z potwierdzeniem, że to ja. Czesio będzie miał wszystko pod kontrolą.
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
Mysikrólik
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 5525
Rejestracja: 16 lip 2013, 14:37
Tytuł: harcerz
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 58 razy
Otrzymał podziękowań: 194 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Mysikrólik »

TomaszL pisze: 15 cze 2026, 10:59
Mysikrólik pisze: 15 cze 2026, 10:20 Tylko że prowokacja też powinna mieć swoje granice, a ja się przez chwilę zastanawiałem czy ktoś się na konto nie włamał.


 
Może przy trydniejszych wpisach na forum wyślę SMSa do Czesia z potwierdzeniem, że to ja. Czesio będzie miał wszystko pod kontrolą.

 
Po prostu nie do końca pasują do Ciebie te wpisy, ale potem podałeś takie szczegóły, które mógł znać tylko ktoś kto wie o co chodzi. 
Tym bardziej jestem zaskoczony. TomaszL się zbiesił.
Stworzyliśmy potwora.
 
Awatar użytkownika
oldmalarz
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 1097
Rejestracja: 15 lis 2016, 12:26
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 60 razy
Otrzymał podziękowań: 118 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: oldmalarz »

 
 
 
 
 
 
 
Ostatnio zmieniony 16 cze 2026, 10:07 przez oldmalarz, łącznie zmieniany 1 raz.
Żeglarstwo - nie yachting :-)
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
oldmalarz
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 1097
Rejestracja: 15 lis 2016, 12:26
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 60 razy
Otrzymał podziękowań: 118 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: oldmalarz »

Yvonne pisze: 14 cze 2026, 14:11 Ja też dołączam się do podziękowań dla Hanki i Czesia, ale muszę dodać jeszcze podziękowania dla Oldmalarza, bez którego na pewno ten zlot by się nie odbył.

To on od kilku lat pisał o zlocie żeglarskim, to on nas zachęcał, to on zarażał bakcylem żeglarskim, to on wreszcie wyrażał niezadowolenie (słusznie!) naszym brakiem chęci i entuzjazmu.

Żałuję, że ostatecznie nie pływał z nami :(
 

 
Tak było🙂👍...   

Niestety jako kapitan musiałem w pierwszej kolejności zadbac  i dobrostan i bezpieczenstwo mojej zalogi .. w tym jednego czlonka ktory nawet nie umial plywać ... 
I Gdybym mial łajbę z Siemian pewnie też bylo by  inaczej ...
 
Żeglarstwo - nie yachting :-)
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
PawelK
Moderator
Moderator
Posty: 6830
Rejestracja: 27 lip 2013, 10:25
Podziękował;: 353 razy
Otrzymał podziękowań: 253 razy
Kontakt:

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: PawelK »

Się wtrącę bo się nie znam i nie bywam (albo rzadko)...
TomaszL pisze: 15 cze 2026, 10:54 U Nienackiego zawsze są niezaplanowane perypetie i na końcu, gdy już wszyscy tracą nadzieję ... sukces. To jest przygoda. Bez przygód jest ... nudno i niesamochodzikowo.

 
I tak i nie, bo niezaplanowane perypetie w 99% wynikają z faktu, że jest przeciwnik, którego działania nie do końca bohaterowie są w stanie przewidzieć.
Idąc Twoim tropem odwiedzanie miejsc związanych ze Stawką czy CzPiP jest do niczego, bo Ruscy nie zabijają żadnego Niemca, a Niemcy nie rozwalają gości uciekających z łapanki.
oldmalarz pisze: 15 cze 2026, 13:16 ..TOMASZKUL..z calum szacunkiem ..
ŻAGLE TO NIE JEST  ZABAWA ! 
Co roku ginie na zaglach ok.40 ludzi..
Ciesz się że  WSZYSCY WRÓCILI CAŁO DOMU..!!   
to co jest najwazniejsze to ..BEZPIECZENSTWO..  a mieliście 3/4. "ZIELONEJ"  zalogi. ..Kapitonowie sa odpowiedzialni za ich zycie i bezpieczenstwo ..

             A ty miales za malo "przygody" ?..... 🙄
 
Chyba nie do końca zrozumiałeś wpis TomaszaL, według jego teorii na innych, wcześniejszych zlotach, było za mało przygody.



 
Za oknem skoro świt Kilimandżaro...
Awatar użytkownika
oldmalarz
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 1097
Rejestracja: 15 lis 2016, 12:26
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 60 razy
Otrzymał podziękowań: 118 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: oldmalarz »

  
oldmalarz pisze: 15 cze 2026, 13:16 ..TOMASZKUL..z calum szacunkiem ..
ŻAGLE TO NIE JEST  ZABAWA ! 
Co roku ginie na zaglach ok.40 ludzi..
Ciesz się że  WSZYSCY WRÓCILI CAŁO DOMU..!!   
to co jest najwazniejsze to ..BEZPIECZENSTWO..  a mieliście 3/4. "ZIELONEJ"  zalogi. ..Kapitonowie sa odpowiedzialni za ich zycie i bezpieczenstwo ..

             A ty miales za malo "przygody" ?..... 🙄

 
Chyba nie do końca zrozumiałeś wpis TomaszaL, według jego teorii na innych, wcześniejszych zlotach, było za mało przygody.



 
 
Masz racje ..Nuda Nuda i jeszcze taz nuda ....przesłoniła mi dalszy chaos tych wypowiedzi ..jeszcze jakies problemy z kojowym mi sie rzuciło w oczy.. problem ze słońcem ze spieklo za mocno kpnfoturka ..trudno sie w tym polapać..
 
Za ten post autor oldmalarz otrzymał podziękowanie:
PawelK (16 cze 2026, 10:52)
Żeglarstwo - nie yachting :-)
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 9434
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 88 razy
Otrzymał podziękowań: 684 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: TomaszK »

(bez związku z powyższą dyskusją)
oldmalarz pisze: 15 cze 2026, 13:16 ŻAGLE TO NIE JEST  ZABAWA ! 
Co roku ginie na zaglach ok.40 ludzi..
Myślałem że Oldmalarz przesadza ale sprawdziłem te liczby i rzeczywiście tak jest. W poście Oldmalarza który zniknął, było jeszcze że ktoś utopił się na Jezioraku w tych dniach. To też sprawdziłem i naprawdę w sobotę w trakcie naszego zlotu utonął mężczyzna, mieszkaniec któregoś z tych ładnych domków na Bukowcu, pływający między wyspą a lądem. Z kolei rok temu utonął mężczyzna nocujący na jachcie, gdzieś bliżej Iławy.
To dlatego (może to skrzywienie zawodowe) kupiłem sobie kapok i nosiłem go w czasie wszystkich rejsów. W ostatnim dniu byłem już w tym osamotniony, bo na innych jachtach kapoka nie nosił nikt ! Nawet dzieci, co widać na zdjęciach.
Konfiturek
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 584
Rejestracja: 10 lip 2013, 20:25
Tytuł: Degustator porzeczek
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 26 razy
Otrzymał podziękowań: 74 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Konfiturek »

Przyznaję się, że już od dwóch dni jestem w domu. Także ja też jestem już po zlocie. Niestety, nie udało się dojechać do domu rowerem. W okolicach Koszalina skapitulowałem w obliczu potęgi przyrody. Deszcz jeszcze zniosę. Wiatry i burze też. Ale gdy woda atakuje w namiocie od dołu, to już mnie przerasta :)
Zlot, oprócz klasycznych walorów krajoznawczo-poznawczo-towarzyskich, wniósł do mojego życia kilka cennych doświadczeń. Między innymi takie, że idealnie nadaję się do żeglarstwa, głównie w charakterze balastu. W tym rzeczywiście mogę być dobry. No i fajnie było zrozumieć, na jakiej zasadzie można płynąć na żaglu do celu, który leży w kierunku, z którego akurat wieje wiatr.
Z korespondencji, która napływała jeszcze długo po samym zlocie, wnioskuję, że organizacyjnie temat był dosyć koszmarny. Dużo zmiennych, jeszcze więcej niespodzianek na miejscu. Tym większe moje podziękowania dla organizatorów.

Obrazek

Obrazek
 
 
 
 
Za ten post autor Konfiturek otrzymał podziękowania (total 2):
Barabasz (17 cze 2026, 21:59) • irycki (18 cze 2026, 07:55)
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Dorośli bardzo rzadko przeżywają takie przygody jak Pan Samochodzik. Nie mają na to czasu.
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16882
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 665 razy
Otrzymał podziękowań: 328 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Czesio1 »

Super Konfiturku, że już wróciłeś do domu. To czekamy teraz na Twoje zdjęcia.
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16882
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 665 razy
Otrzymał podziękowań: 328 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Czesio1 »

A w oczekiwaniu na zdjęcia od Konfiturka i ewentualnie jeszcze od innych uczestników zlotu, chciałbym, żebyśmy powoli tworzyli naszą relację. Otrzymałem już relację od TomaszKa, jak ubiorę w zdjęcia to wstawię tylko na razie jestem mocno zarobiony. Jest też relacja od TomaszaL, jeszcze coś pewnie dopisze glaca, lub pani glacowa.
Tym razem ustaliliśmy bowiem, że każda łajba opisuje swoje wrażenia z rejsu. 
Relacja z Pinezki jest trochę obszerna. Na razie ubrałem w zdjęcia dwa pierwsze dni zlotu. Zapraszam do lektury.
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16882
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 665 razy
Otrzymał podziękowań: 328 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Czesio1 »

1. Czesio1


Pinezka – Czesio1


3 czerwca 2026r. (środa)

Środowy poranek. Godzina 8:00. Załoga lubelska w składzie Czesio i Kika podniosła kotwicę, choć jeszcze na kołach, i obrała kurs na Jeziorak. Przed nami blisko 450 kilometrów lądowej żeglugi, a nawigacja bezlitośnie wyliczyła pięć i pół godziny walki z asfaltem.
Plan był prosty: dotrzeć do Iławy na umówione spotkanie i nie zgubić się po drodze. Już na początku wyprawy nawiązaliśmy łączność z glacą, który jako świeżo upieczony forowicz również zmierzał na swój pierwszy zlot. Jak się okazało, nasze ekspedycje dzieliło zaledwie osiem kilometrów. Podaliśmy współrzędne oraz opis naszego pojazdu i po chwili zostaliśmy wyprzedzeni przez Outlandera z ekipą glacy na pokładzie. Nastąpiła wymiana pozdrowień przez szyby, a przy najbliższym MOP-ie odbyło się pierwsze spotkanie załóg. Krótkie zapoznanie, kilka słów rozmowy i od tej chwili już wspólnie podążaliśmy ku jeziornej przygodzie.
Do Iławy dotarliśmy punktualnie około 14:00. Mysikrólik z Cecylią, TomaszL i Ater byli już na miejscu. Jako awangarda zlotu wykonali rekonesans gastronomiczny i wyznaczyli restaurację, pod którą mieliśmy się stawić.
Kiedy zajechaliśmy na parking, wydarzyło się coś, czego nie potrafię wyjaśnić ani mapą, ani nawigacją. Mimo że ruszaliśmy z różnych stron Polski, niemal równocześnie dotarli również Konfiturek, panna Monika i Hanka. W rezultacie w krótkim czasie przy restauracyjnym stole zebrała się czternastoosobowa ekspedycja ludzi, których łączyły trzy rzeczy: forum, Jeziorak i narastające uczucie głodu.


Obrazek
Pierwsza narada w restauracji Stary Tartak przed wyruszeniem ku przygodzie
fot. Hanka

Menu było równie różnorodne jak nasze forowe zainteresowania. Na stole pojawiły się rosoły, zupy rybne, sałatki, makarony, schabowe i sandacze. Nikt nie prowadził szczegółowych notatek, ale jednogłośnie uznano, że wszystko smakowało znakomicie. Najedzeni i w doskonałych humorach mogliśmy ruszać dalej.
Po kilkunastu minutach dotarliśmy do Siemian – miejsca, które przez najbliższe dni miało stać się naszą bazą wypadową i portem macierzystym. Część załogi skierowała się do Restauracji u Dzidka, gdzie czekały pokoje, a kapitanowie Hanka, Mysikrólik i Ater wyruszyli odebrać swoje jednostki pływające.
Dla mnie był to moment przełomowy. Pomosty, owszem, znałem. Zacumowane jachty również. Ale wejście na pokład i perspektywa nocowania na wodzie były dla mnie równie egzotyczne jak rejs przez Przylądek Horn. Byłem żeglarskim żółtodziobem pełną gębą. Kika zaciągnęła się do załogi Mysikrólika, a mnie przydzielono do jednostki o bojowo brzmiącej nazwie „Pinezka”, dowodzonej przez kapitan Hankę.


Obrazek
Marina Kurka wodna nad Jeziorakiem - brama do jeziornych przygód
fot. Czesio

Obrazek
Jeziorak
fot. Czesio

Obrazek
Nasza łajba "Pinezka"
fot. Czesio

Obrazek
Przygodę czas zacząć
fot. Czesio

Zanim jednak przystąpiliśmy do zasiedlania Pinezki, armator Grzegorz przeprowadził krótkie szkolenie, które Hanka uzupełniła o kilka praktycznych wskazówek. Dla większości załogi były to rzeczy oczywiste, ale dla mnie stanowiły pierwszy kontakt z żeglarskim słownikiem.
Dowiedziałem się, że przód jachtu to dziób, tył to rufa, a boki to burty. Co więcej, na wodzie nie wystarczy powiedzieć „lewa” albo „prawa” strona. Lewa burta to bakburta, a prawa sterburta. Nad pokładem góruje maszt, do którego przymocowany jest bom podtrzymujący żagiel. Wokół zaś rozciąga się prawdziwy świat lin i linek. Jedne, zwane wantami i sztagami, utrzymują maszt w pionie, inne – fały i szoty – służą do podnoszenia oraz ustawiania żagli. Były jeszcze kabestany pomagające wybierać liny, choć wtedy wszystkie wyglądały mi mniej więcej tak samo.
Po tym krótkim kursie rozpoczęła się operacja „Upchnąć wszystko na jachcie”. Torby, plecaki, reklamówki, zapasy żywności oraz płyny niezbędne do utrzymania morale załogi szybko zajęły każdy wolny centymetr przestrzeni. Następnie rozdzielono koje. Zaliczka objęła sektor dziobowy, ja z Psychologiem ulokowaliśmy się przy stoliku, a Hanka przejęła rufę. Ku powszechnej radości obyło się bez buntów, protestów i walk o najlepsze miejsca.
Tego dnia nie planowaliśmy jeszcze wypływać. Czekaliśmy na pozostałych uczestników zlotu. Wkrótce zaczęły pojawiać się kolejne załogi. Nadjechał TomaszK, potem Barabasze, johny z Michałem i iryccy. Od strony jeziora przypłynął oldmalarz ze swoją ekipą. Pomost ożył niczym mrowisko. Wszyscy oglądali swoje jednostki, porównywali warunki bytowe i zaglądali sąsiadom przez ramię, sprawdzając czy przypadkiem nie trafili lepiej.
Wieczorem przenieśliśmy się pod zadaszenie przy restauracji. Połączone stoliki szybko zamieniły się w centrum dowodzenia całego zlotu. Rozpoczęła się najważniejsza część programu – rozmowy, śmiechy, degustacje przywiezionych specjałów i nadrabianie zaległości towarzyskich.


Obrazek
Pierwszy wieczór, pierwsze rozmowy, pierwsze historie
fot. Czesio

Obrazek
TomaszK i Czesio
fot. Czesio

Powoli kończył się pierwszy dzień zlotu. Dzień przyjazdów, odbierania jachtów, pierwszych spotkań i pierwszych wspólnych toastów. Siemiany zasypiały. Jeziorak cichł. A my, delikatnie kołysani przez wodę, zastanawialiśmy się, jakie przygody przyniesie kolejny dzień i czy z żeglarskich nowicjuszy uda nam się choć trochę awansować na wilki jeziorne.


4 czerwca 2026r. (czwartek)

Czwartek. Boże Ciało. Za nami pierwsza noc na wodzie, przed nami pierwszy pełny dzień naszej jeziornej ekspedycji.
Pinezka przez całą noc dzielnie kołysała załogę do snu niczym matka usypiająca niesforne dzieci. Poranek przywitał nas jednak mało wakacyjną aurą. Powietrze było rześkie, a prognozy pogody, niestety, postanowiły nie zrobić nam psikusa i sprawdziły się co do joty. Od rana z nieba sączył się drobny deszcz. Na szczęście meteorologowie obiecywali poprawę około południa, więc nie pozostawało nic innego jak cierpliwie czekać.
Część zlotowiczów udała się do pobliskiej kaplicy na mszę świętą. Pozostali oddawali się aktywnościom równie ważnym: dosypianiu w kojach, niespiesznym spacerom po pomoście lub kontemplowaniu jeziora z kubkiem gorącego napoju w dłoni.
Po porannej toalecie przystąpiliśmy do przygotowywania śniadania. I wtedy spotkała mnie pierwsza prawdziwa próba charakteru, jaką żeglarskie życie postanowiło rzucić pod moje nogi. Otóż popełniłem niewybaczalny błąd nowicjusza. Ugryzłem kanapkę przed oficjalnym rozpoczęciem śniadania. Nie zdawałem sobie sprawy, że na pokładzie obowiązuje surowy morski ceremoniał. Zanim wszyscy nie zasiądą przy stole i zanim kapitan nie wyda sakramentalnej komendy „Smacznego!”, żaden członek załogi nie ma prawa rozpocząć konsumpcji.
Tymczasem ja, człowiek obudzony przed szóstą rano i od kilku godzin prowadzący nierówną walkę z narastającym głodem, przygotowałem sobie kanapkę z mięsiwem ze słoika i w przypływie nieostrożności zdążyłem ją nawet nadgryźć. Wtedy nastąpiła interwencja dowództwa. Przez krótką chwilę rozważałem bunt, dezercję albo przynajmniej odłączenie się od załogi i powrót drogą lądową do domu. Ostatecznie jednak zwyciężył zdrowy rozsądek. Usiadłem więc pokornie przed nadgryzioną kanapką i przez dłuższy czas patrzyłem na nią wzrokiem człowieka, który widzi ląd po wielu dniach dryfowania.
Kanapka leżała przede mną. Ja leżałem prawie na niej wzrokiem. A czas płynął. Moja cierpliwość została wystawiona na ciężką próbę, ale cóż było robić. Nikt nie obiecywał, że życie wilka jeziornego będzie usłane płatkami róż i plasterkami szynki.
Wreszcie jednak nadeszła długo wyczekiwana chwila. Kapitan Hanka uznała najwyraźniej, że załoga została już dostatecznie zahartowana i wydała upragnioną komendę:
– Smacznego!
Nigdy wcześniej jedno słowo nie zabrzmiało dla mnie tak pięknie. Chwilę później kanapki, pomidory, serki i pozostałe śniadaniowe specjały zaczęły znikać w tempie godnym załogi przygotowującej się do wielkiej wyprawy. Głód został pokonany, morale wzrosło do właściwego poziomu, a nasze żołądki zostały należycie zaopatrzone na czas rejsu.


Obrazek
Załoga "Pinezki" gotowa do wypłynięcia ku przygodzie
fot. Czesio

Obrazek
Załoga Jeziorak 2026 gotowa tropić ślady Pana Samochodzika
fot. Czesio

Oczywiście z tym buntem i dezercją trochę przesadzam. Perspektywa pierwszego rejsu była zbyt kusząca. Nawet gdyby kazano mi wypłynąć o suchym pysku, i tak zostałbym na pokładzie.
Niestety, zanim jeszcze rozpoczęliśmy nasz pierwszy rejs, dotarła do nas mniej wesoła wiadomość. Z dalszego udziału w zlocie musiał zrezygnować johny. Jego syn Michał zmagał się z dolegliwościami żołądkowymi na tyle dokuczliwymi, że zapadła decyzja o powrocie do Łodzi.
Szkoda było, tym bardziej że johny od dawna wypatrywał tego żeglarskiego zlotu. W końcu przyjechał nad Jeziorak, zamieszkał na łajbie, praktycznie miał już przygodę na wyciągnięcie ręki, a jednak los postanowił napisać dla niego inny scenariusz.
Nie było jednak nad czym się zastanawiać. Zdrowie zawsze stoi wyżej niż nawet najpiękniejszy rejs. Jeziorak przecież nigdzie nie odpłynie. Wyspy nie znikną z mapy, łajby nie rozpłyną się we mgle, a przygoda potrafi cierpliwie poczekać. Wierzę więc, że jeszcze kiedyś spotkamy się z johny’m na pokładzie – czy to tutaj, na Jezioraku, czy na jakimś innym jeziorze, gdzie znowu podniesiemy żagle i ruszymy ku nowym przygodom.
Wreszcie około godziny jedenastej deszcz odpuścił. Chmury zaczęły się rozsuwać, a zza nich coraz śmielej wyglądało słońce. Kapitan Hanka uznała, że nie ma na co dłużej czekać.
Zanim jednak mogliśmy odbić od pomostu, należało przygotować Pinezkę do rejsu. Padła komenda „załoga na pokładzie”, po czym rozpoczęły się czynności, które dla starych wilków jeziornych były codziennością, a dla mnie stanowiły kolejną lekcję żeglarstwa. Trzeba było zrobić klar na jachcie, czyli doprowadzić wszystko do porządku i zabezpieczyć rzeczy przed rejsem. Przygotowaliśmy również silnik do uruchomienia oraz żagle do późniejszego stawiania – grot i fok czekały już tylko na odpowiedni moment.
Dopiero wtedy cumy zostały odwiązane, silnik zagadał, a Pinezka powoli oddaliła się od pomostu. Gdy znaleźliśmy się już na bezpiecznej odległości od brzegu, schowaliśmy odbijacze, które do tej pory chroniły burty przed obijaniem o pomost i sąsiednie łajby. Teraz mogliśmy już w pełni skupić się na rejsie.


Obrazek
Kapitan Hanka za sterem, Psycholog przy silniku, "Pinezka" opuszcza port
fot. Czesio

Przyznam, że towarzyszyła mi lekka niepewność. W końcu jeszcze dzień wcześniej byłem człowiekiem, który znał jachty głównie z oglądania ich z pomostu. Teraz znajdowałem się na jednym z nich i miałem uczestniczyć w prawdziwym rejsie. Człowiek zaczyna wtedy zadawać sobie różne pytania. Czy damy radę? Czy dopłyniemy do celu? Czy przypadkiem nie zrobię czegoś, co zostanie wspominane na forum przez następnych dziesięć lat?
Po wyjściu na otwarte wody zwolniliśmy silnik, ustawiliśmy jacht pod wiatr i rozpoczęliśmy rozwijanie żagli. Oprócz stałej załogi zabraliśmy dziś na pokład także Vitrasa, który posiadał doświadczenie żeglarskie. Jak się później okazało, jego obecność była nie tylko pomocna, ale momentami wręcz bezcenna. Jednak o tym jeszcze będzie okazja opowiedzieć.


Obrazek
Grot złapał wiatr, a my obraliśmy kurs na przygodę
fot. Czesio

Obrazek
Załoga Pinezki w komplecie na wodach Jezioraka
fot. Czesio

Ja tymczasem, korzystając z faktu, że załoga doskonale radziła sobie bez mojej „fachowej” pomocy, powróciłem do roli, którą znam najlepiej – operatora kamery. Ktoś przecież musiał uwiecznić heroiczną walkę Pinezki z bezkresem Jezioraka.
Wiatr tego dnia był dla nas raczej sprzymierzeńcem niż przeciwnikiem. Żagle napełniły się powietrzem, a nasza dzielna jednostka zaczęła spokojnie pruć taflę jeziora. Dla mnie, wychowanego na przygodach Pana Samochodzika, był to moment szczególny. Nagle nazwy znane dotąd tylko z książki zaczęły pojawiać się nie na kartkach papieru, lecz za burtą naszej łajby. Lipowy Ostrów, Bukowiec, Łąkowa... a potem Gierczak Duży i Mały. Brakowało tylko pana Tomasza, harcerzy i jakiejś tajemnicy do rozwiązania. Wtedy przypomniał mi się fragment „Nowych przygód Pana Samochodzika”:


„W południe wiatr ustał, jezioro wygładziło się.
Opłynąłem dalsze cztery wyspy, zatrzymując się na nich i zwiedzając je. Mała, ale bardzo ładna, o suchym trawiastym wnętrzu, okazała się wysepka Lipowy Ostrów. Nikt na niej nie biwakował, na gałęziach dzikich malin dojrzewały czerwone, słodkie owoce. Za to na wyspie Łąkowej dużej i górzystej - aż rojno było od wczasowiczów. U zachodniego i południowego brzegu kołysało się mnóstwo jachtów, motorówek, łodzi i kajaków, a na łagodnej pochyłości wyspowego wzgórza rozbito wiele różnokolorowych namiotów o najróżniejszych kształtach. Namioty małe i duże, podobne do indiańskich wigwamów, do chatek z altanami, namioty bogate i ubogie, ciasne i przestronne, o dachach płaskich i stromych - królowały na wyspie, a przed każdym z nich smażono coś na kuchenkach. Jeszcze rojniej było na ogromnej, połączonej z lądem wyspie Bukowiec. Dzięki grobli, która łączyła wyspę z drogą do wsi Wieprz, mogli tu dojechać turyści zmotoryzowani. Na wschodnim brzegu wyrosło sporo namiotów, odkryłem tam również kilka osad domków kempingowych z pomostami wchodzącymi w głąb zatoczki, z kąpieliskami ogrodzonymi sznurami. Od tej strony napływały nad jezioro dźwięki muzyki z tranzystorów, przemówienia, pogadanki rolnicze.
(...)
Przy świetle dnia rozejrzałem się po wyspie i stwierdziłem, że jej położenie oraz wygląd odpowiadają zaznaczonej na mapie wysepce Gierczak, która ma podłużny kształt z silnym przewężeniem pośrodku, jak napisano w przewodniku. To przewężenie było tak głębokie, że wdarła się w nie woda i nawet przy dość niskim stanie tworzyła cieśninę, spławną dla kajaków i łodzi. Cieśnina rozdzielała Gierczak na dwie oddzielne wysepki - południową i północną. Ja właśnie nocowałem na południowej.”


I to Gierczak Mały był celem naszego pierwszego rejsu. Gdy wyspa rosła przed dziobem Pinezki, coraz trudniej było mi oddzielić rzeczywistość od literackich wspomnień. W końcu od lat znałem to miejsce z kart „Nowych przygód Pana Samochodzika”, a teraz miałem za chwilę postawić na nim stopę.

Obrazek
Wyspa Lipowy Ostrów na horyzoncie
fot. Czesio

Obrazek
Zmiana na stanowisku sternika, Vitras za sterem "Pinezki"
fot. Czesio

Obrazek
Bukowiec. Tę wyspę również odwiedzał Pan Samochodzik
fot. Czesio

Obrazek
Gierczaki - pierwszy cel wyprawy coraz wyraźniej rysował się przed dziobem
fot. Czesio

Obrazek
Przewężenie między Gierczakiem Dużym a Gierczakiem Małym
fot. Czesio

I właśnie wtedy okazało się, jak cennym nabytkiem dla naszej załogi był Vitras. W pewnym momencie fok, czyli żagiel znajdujący się na dziobie jachtu, postanowił najwyraźniej rozpocząć samodzielne życie. Pod naporem wiatru wysunął się z forsztagu i z głośnym łopotem zaczął wić się nad pokładem niczym rozjuszony smok. Jeszcze chwila, a mógłby rozerwać się o stalowe liny olinowania.
Vitras natychmiast zarządził przejęcie steru przez Hankę, po czym wraz z Psychologiem ruszył do walki z niesfornym żaglem. Obaj wyginali się nad dziobem, próbując opanować szarpiącą się na wietrze płachtę materiału. Hanka z kolei starała się ustawić Pinezkę dziobem pod wiatr, co miało ułatwić całą operację. Teoria była prosta. Praktyka, jak to zwykle bywa na wodzie, okazała się nieco bardziej skomplikowana.
Przez kilka minut wyglądało to tak, jakbyśmy zamiast spokojnego rejsu uczestniczyli w zawodach siłowych z udziałem żagla. Ostatecznie jednak doświadczenie zwyciężyło. Fok wrócił na swoje miejsce, załoga mogła odetchnąć z ulgą, a Pinezka ponownie obrała kurs na Gierczak Mały.
Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że dobrze mieć na pokładzie ludzi, którzy wiedzą, co robią. Zwłaszcza gdy człowiek sam dopiero uczy się odróżniać fok od grota.


Obrazek
Fok postanowił sprawdzić, jak wygląda wolność, Vitras z Psychologiem przywraca porządek
fot. Czesio

Wyspa najwyraźniej postanowiła oprzeć się upływowi czasu. Płynąc wzdłuż Gierczaków bez trudu odnaleźliśmy opisywane przez Nienackiego charakterystyczne miejsca. Między wyspami nadal widoczne było wąskie przesmykowe zwężenie, choć pewnie z roku na rok coraz skuteczniej próbują przejąć je we władanie trzcinowe zastępy.
Opłynęliśmy wyspę od południa i skierowaliśmy się ku niewielkiemu pomostowi. Szczęśliwie znalazło się przy nim dość miejsca dla wszystkich pięciu naszych jednostek. Po zacumowaniu zeszliśmy na ląd, rozprostowując nogi po rejsie.


Obrazek
Pomost na Gierczaku Małym naszą pierwszą przystanią
fot. Czesio

Obrazek
Załoga PiTTa szykuje się do zajęcia miejsca przy pomoście
fot. Czesio

I wtedy odniosłem wrażenie, że czas na chwilę cofnął się o kilkadziesiąt lat. 
Przy wygasłym palenisku siedziała na leżakach czwórka starszych turystów. To właśnie Yvonne jako pierwsza zwróciła uwagę, że wyglądają jak żywcem wyjęci z kart „Nowych przygód Pana Samochodzika”. I rzeczywiście – im dłużej się im przyglądałem, tym bardziej widziałem w nich pana Anatola, pana Kazia oraz ich małżonki. Brakowało tylko Wacka Krawacika, Brodacza i panny Edyty. Być może właśnie wypłynęli na połów sandacza albo ruszyli tropem kolejnej jeziorakowej tajemnicy.
Sama wyspa również wyglądała tak, jakby niewiele zmieniło się od czasów, gdy odwiedzał ją Pan Samochodzik. A przynajmniej takie odniosłem wrażenie, przypominając sobie fragment książki, w którym Nienacki opisywał Gierczak Mały:


„Przed maską samochodu coraz bliżej miałem czarną kępę wysokich drzew na dość dużej wyspie. Pominąłem ją w czasie swej drogi do Iławy, gdyż leżała blisko wschodniego brzegu, a ja płynąłem zachodnim. Obiecałem sobie, że zwiedzę ją podczas drogi powrotnej, i teraz chciałem swój zamiar zrealizować. Ciekawiło mnie, czy i tutaj znajdę szałas Kapitana Nemo.
Wkrótce usłyszałem szum drzew i głośny szelest przybrzeżnych trzcin. I może to właśnie ciemności nocy, jęk wiatru i plusk fal spowodowały, że wyspa ta wydała mi się ponura i najmniej gościnna ze wszystkich, jakie dotąd odwiedziłem.
Opłynąłem ją dookoła i przekonałem się, że ma kształt podłużny, ze zwężeniem pośrodku, tworzącym z dwóch stron zatoczki. Wpłynąłem w jedną z nich i znalazłem się na wąskiej, piaszczystej łasze, po której bez trudu mógłbym samochodem wyjechać na brzeg. Ale, jak już wspomniałem, wolałem nie ujawniać właściwości swego pojazdu.
(…)
Brzegi wyspy porastały drzewa i krzaki, natomiast wnętrze było gołe, trawiaste, pełne ogromnych kretowisk. Pasły się tam owce. Hałas wiatru pochłaniał i głuszył wszelkie odgłosy, lecz prawie byłem pewien, że wyspa jest bezludna. Jacyś ludzie - ci chyba, którzy pozostawili na piasku krwawą plamę - odpłynęli stąd na krótko przed wieczorem.”


Na samym Gierczaku niewiele się zmieniło. Rozległa polana wciąż porasta środek wyspy, dokładnie tak jak przed laty. Jedynie owiec nie udało nam się dostrzec. Być może byliśmy za wcześnie. A może owcza załoga zakończyła już służbę na wyspie i przeszła na zasłużoną emeryturę.

Obrazek
Jeziorak - woda, niebo i odrobina świętego spokoju
fot. Czesio

Obrazek
Jeziorak - w takich chwilach nigdzie nie trzeba się spieszyć
fot. Czesio

Po krótkim rekonesansie każdy wrócił do swoich obowiązków. Kapitan Hanka przejęła dowodzenie nad kuchnią polową i rozpoczęła operację pod kryptonimem „obiad”. Dziewczynki wybrały najbardziej wymagające zajęcie dnia, czyli odpoczynek na dziobie. Psycholog, jak to Psycholog, szybko znalazł sobie jakieś tajemnicze zajęcie. Ja natomiast wraz z panną Moniką przystąpiliśmy do kompletowania obsady do pierwszych scenek inspirowanych książką.
Nie było w tym nic przypadkowego. To właśnie tutaj, na Gierczakach, rozegrała się jedna z najzabawniejszych scen opisanych w „Nowych przygodach Pana Samochodzika”. Skoro znaleźliśmy się w miejscu wydarzeń, grzechem byłoby nie przypomnieć sobie tego fragmentu. Nienacki opisał go tak:


„Zapuściłem silnik wehikułu i wydostałem się z trzcin. Opłynąłem wysepki tuż przy brzegach, przyglądając im się z ciekawością.
Nagle od północnej części Gierczaka doleciał mnie czyjś rozpaczliwy krzyk:
- Ratunkuuuuu! Ludzie, ratunkuuuu!... Na poooomoooc!...
„O Boże - westchnąłem - czy ta seria przygód nigdy się nie skończy?”
Szybko skierowałem swój wehikuł w stronę brzegu. Ale kiedy zobaczyłem, co się tam dzieje, wybuchnąłem śmiechem. Śmiałem się, choć widok, jaki ukazał się mym oczom, był w gruncie rzeczy żałosny i powinien obudzić współczucie.
Na rosnącym nad brzegiem jeziora drzewie, rozgałęziającym się na wysokości człowieka, siedziało czworo ludzi. Oni to właśnie wołali o pomoc i ratunek. A w najbliższym sąsiedztwie namiotu pasł się spokojnie ogromny czarny buhaj.
Sytuacja była jasna. Wczoraj wieczorem przybyła tu łodzią czwórka turystów. I zapewne nie zwrócili uwagi na stado krów i buhaja, postawili namiot i zabrali się do przyrządzania posiłku. A wtedy nadszedł buhaj i rozgniewany czymś przystąpił do szturmu.
Czwórka turystów znalazła się na drzewie, a namiot został stratowany. Siedzieli biedacy o dziesięć metrów od swej łodzi, ale żadne z nich nawet w nocy nie odważyło się opuścić bezpiecznej kryjówki na drzewie.
No tak. Rozpoznałem ich i przestałem się dziwić aż takiemu brakowi odwagi. To byli pan Anatol i jego przyjaciel pan Kazio, dwaj rycerze spinningu, oraz ich małżonki.
- Niech pan wezwie pomoc, żeby odegnano tego straszliwego potwora! - krzyczał z drzewa pan Anatol. - Jesteśmy półżywi z zimna i niewyspania!
Powoli zbliżałem się do wyspy. Ogromny buhaj podniósł łeb i zlustrował mnie bacznym spojrzeniem. Wyglądał rzeczywiście przerażająco ze swym grubym karkiem, z przekrwionymi oczami i potężną sylwetką. Nie chciało mi się jechać do wsi po pomoc.
Lecz również rola toreadora zupełnie mi nie odpowiadała, tym bardziej że ten buhaj wcale nie przypominał byczka Fernando.
Wyjechałem więc swoim wehikułem z wody na niski w tym miejscu brzeg i naciskając klakson, popędziłem wprost na buhaja. Ustąpił mi z drogi, a ja kierując samochód to w lewo, to w prawo przegnałem go wreszcie w drugi koniec wyspy. Potem wróciłem pod drzewo. Czwórka nieszczęśników ładowała już w pośpiechu do łodzi stratowany namiot i rozrzucone graty.
- Wszystkie kości mnie bolą - jęczał pan Kazio.
A pan Anatol coraz to spoglądał w stronę, w którą odegnałem buhaja.
- Jak pan myśli? - zwrócił się do mnie. - Czy on tu nie wróci? Zacznie szarżować i co wtedy?
- O Boże, Boże, prędzej! - przestraszyła się na nowo Myszka i uciekła na łódkę.
Tak byli wstrząśnięci nocnymi przeżyciami i możliwością powrotu buhaja, że nawet mi nie podziękowali za pomoc. Pan Anatol na chwilę tylko przystanął przed moim wehikułem i stwierdził:
- Myślałem, że on ma motocyklowy silnik...
To było wszystko, na co się zdobył, nie należał bowiem do ludzi, którzy potrafią przyznać się do błędu. Była w nim nieustanna potrzeba pouczania innych, czuł się od wszystkich mądrzejszy, sprytniejszy i rozważniejszy. I nawet teraz, zlazłszy zaledwie z drzewa, pouczył mnie na pożegnanie:
- Niech pan płynie pod fale, bo się pan wywróci i utopi. Ale nie za blisko trzcin i wodorostów. Okręcą się na śrubie i zatrzymają pana...”


Nie pozostało nam nic innego, jak sprawdzić, czy po tylu latach scena ta nadal będzie bawić równie mocno. Rozpoczęły się więc przygotowania do wielkiej rekonstrukcji wydarzeń z Gierczaków.
W rolę pana Anatola wcielił się Antek, pana Kazia zagrał Zdenek Blacha, a ich małżonkami zostały Kika i Zaliczka. Tomaszem, zgodnie z forową tradycją, został Ater. Największe wyzwanie aktorskie przypadło jednak iryckiemu, któremu powierzono rolę buhaja. Jak się okazało, poradził sobie z nią nad wyraz przekonująco.


Obrazek
"- Ratunkuuuuu! Ludzie, ratunkuuuu!... Na poooomoooc!..."
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
"- Niech pan wezwie pomoc, żeby odegnano tego straszliwego potwora! Jesteśmy półżywi z zimna i niewyspania!"
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
"(...)popędziłem wprost na buhaja. Ustąpił mi z drogi"
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
"- Wszystkie kości mnie bolą"
fot. kadr z filmu zlotowego

Nasze przedstawienie wzbudziło niemałe zainteresowanie wśród wspomnianych wcześniej turystów odpoczywających na wyspie. Z zaciekawieniem przyglądali się poczynaniom grupy dorosłych ludzi biegających po polanie, wygłaszających jakieś kwestie i wcielających się w bliżej nieokreślone postacie. Nie mieli jednak pojęcia, że uczestniczą właśnie w rekonstrukcji scen z „Nowych przygód Pana Samochodzika”. Sądząc po rozbawionych minach, uznali nas raczej za nieszkodliwych pasjonatów niż uciekinierów z jakiegoś ośrodka terapeutycznego.
Gdy pierwsza scena została pomyślnie odegrana, poszliśmy za ciosem. W końcu, skoro już znaleźliśmy się na kartach książki, należało wykorzystać okazję. Chwilę później zabraliśmy się za rekonstrukcję kolejnego fragmentu, który Nienacki opisał następująco:


„Pan Anatol i pan Kazio wyjaśnili mi, że swoje samochody pozostawili na podwórzu jakiegoś rolnika we wsi Siemiany. Odtąd poświęcą czas tylko wędkowaniu. Rozbili obok mojego dwa małe namioty, zjedli kolację, a po ten pan Anatol wyciągnął duży, zagraniczny spinning.
- Muszę zdobyć rybę na jutrzejsze śniadanie - oświadczył takim tonem, jak gdyby od jego połowu zależało, czy żona i przyjaciele nie umrą z głodu.
- A pan nie spróbuje łowić? - zapytał.
Rozłożyłem ręce.
- Nie znam się na wędkarstwie. Zresztą, nie mam nawet żadnego sprzętu.
Znalazł wspaniałą okazję, aby mnie pouczyć.
- Wędkarstwo, proszę pana, to wspaniały relaks. I jednocześnie pożyteczny sport. Nie ma nic wspanialszego nad rybę, którą się samemu złapało i samemu przyrządziło. Jeśli pan chce, pożyczę panu wędkę - wskazał wędkę w łodzi. - Dziś, proszę pana, zapolujemy na szczupaka. Będę rzucał spinningiem wzdłuż trzcin, gdyż szczupak lubi przebywać w pasie nadbrzeżnym, polując tu na mniejsze rybki.”


Obrazek
"- Muszę zdobyć rybę na jutrzejsze śniadanie"
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
"- Nie znam się na wędkarstwie. Zresztą, nie mam nawet żadnego sprzętu."
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
"Wędkarstwo, proszę pana, to wspaniały relaks. I jednocześnie pożyteczny sport."
fot. kadr z filmu zlotowego

Na więcej rekonstrukcji zabrakło już tego dnia czasu. Zresztą nawet najwięksi miłośnicy przygód Pana Samochodzika muszą kiedyś coś zjeść. Tym bardziej, że z pokładu Pinezki zaczęły dochodzić niepokojące dla pustych żołądków odgłosy. Kapitan Hanka, uzbrojona w patelnię, ogłosiła koniec zajęć kulturalno-oświatowych i wezwała załogę na obiad.
Nie tylko u nas trwały przygotowania kulinarne. Wkrótce nad Gierczakiem zaczął unosić się aromatyczny zwiastun uczty. Każda załoga wyczarowywała coś na swoich kuchenkach, a wyspa, która jeszcze chwilę wcześniej była sceną literackich rekonstrukcji, zamieniła się w plenerową restaurację pod gołym niebem.
A smak obiadu w takim miejscu trudno porównać do czegokolwiek. No dobrze, jest jeden wyjątek. Zlotowa jajecznica. Ta od lat zajmuje osobne miejsce w forowej hierarchii kulinarnych doznań i do dziś nie doczekała się godnego konkurenta.


Obrazek
Gierczak Mały. Tu nikt nigdzie się nie spieszył
fot. Czesio

Po napełnieniu baków naszych organizmów przyszła pora wracać do portu macierzystego.

Obrazek
Żaglówki rozsiane po wodach Jezioraka
fot. Czesio

Obrazek
Załoga Pinezki w trybie wypoczynkowym
fot. Czesio

Obrazek
Patrząc na Gierczak Duży, trudno nie wrócić myślami do książki
fot. Czesio

Obrazek
Wyspa Łąkowa - kolejna z jeziorakowych wysp opisanych przez Nienackiego
fot. Czesio

Obraliśmy kurs na Siemiany, choć oczywiście nie byłoby naszą ekipą, gdybyśmy płynęli najkrótszą drogą. Skoro pogoda dopisywała, a czasu nie brakowało, postanowiliśmy jeszcze trochę powłóczyć się po Jezioraku i skierowaliśmy Pinezkę nieco bardziej na północ.
Gdy Siemiany były już na wyciągnięcie ręki, rozpoczęły się przygotowania do wejścia do portu. I znów okazało się, że dopłynięcie do przystani jest znacznie bardziej skomplikowane, niż wydawało mi się jeszcze kilka dni wcześniej.
Najpierw zwinięty został fok, potem uruchomiliśmy silnik, a chwilę później zrzuciliśmy również grot. Na burty powędrowały odbijacze, przygotowane zostały cumy, a kapitan przydzieliła każdemu konkretne zadania na czas manewru. Ktoś miał obsłużyć cumę dziobową, ktoś inny rufową, jeszcze ktoś pilnować odbijaczy.
Dopiero wtedy Pinezka mogła spokojnie podejść do kei. Cała operacja przebiegła sprawnie i bez strat w ludziach oraz sprzęcie.
Miejsca przy pomoście zajęliśmy jako ostatni, pozostałe załogi zdążyły już zacumować. Ale ponieważ nie ścigał nas ani czas, ani harmonogram, ani tym bardziej zdrowy rozsądek, nikt nie widział w tym najmniejszego problemu. Większość zlotowiczów udała się później do pobliskiego Jerzwałdu na imprezę „Raz w roku w Jerzwałdzie”. Ja jednak pozostałem w bazie, więc nie będę udawał kronikarza wydarzeń, których nie widziałem. Być może tajemnice tego wieczoru zostaną opisane przez członków innych załóg.
Skoro już mowa o zlotowych tradycjach, to obok legendarnej jajecznicy swoje stałe miejsce w forowym menu wywalczył również żurek. Nie byle jaki żurek, lecz żurek przygotowywany przez Hankę przy wydatnej pomocy licznych ochotników, którzy zwykle pojawiają się wtedy, gdy trzeba coś pokroić, zamieszać albo po prostu przeszkadzać kucharzowi dobrymi radami.


Obrazek
Naczelna Żurkowa Jezioraka przy pracy
fot. Hanka

Obrazek
Tajemnica smaku tkwi podobno w odpowiednim mieszaniu
fot. kadr z filmu zlotowego

Obrazek
Gar, który budził większe emocje niż prognoza pogody
fot. kadr z filmu zlotowego

Pomagając tego wieczoru przy przygotowywaniu składników, przypomniałem sobie jeden z najbardziej niezwykłych żurków w historii naszych zlotów. Było to podczas spływu tratwami po Biebrzy. Cztery połączone tratwy dzielnie walczyły wtedy z silnym wiatrem na wodach Biebrzańskiego Parku Narodowego. Podczas gdy jedni zajmowali się żeglugą, inni prowadzili równie odpowiedzialną operację kulinarną.
Na środku chybotliwej tratwy stała turystyczna kuchenka, a na niej gar z żurkiem. Problem polegał na tym, że gar nie miał najmniejszej ochoty pozostawać w pionie. Przez cały czas musiał być podtrzymywany przez kolejnych ochotników, którzy zmieniali się niczym warta przy najcenniejszym skarbie ekspedycji. Gdyby choć na chwilę pozostawiono go bez opieki, zupa zapewne zakończyłaby swój żywot na deskach tratwy, ku rozpaczy całej załogi.
Tamten żurek przeszedł do historii, ale trzeba uczciwie przyznać, że tegoroczny również trzymał wysoki poziom. Jak zwykle wyszedł znakomity i szybko znikał z talerzy.
Na szczęście część zlotowiczów, która wybrała się do Jerzwałdu, zdążyła posilić się tamtejszą grochówką. Dzięki temu nieco żurku ocalało. Co więcej, wystarczyło go jeszcze na następny dzień, co w zlotowych realiach należy uznać za wydarzenie niemal równie niezwykłe jak bezpieczne ugotowanie żurku na tratwie podczas sztormowego rejsu po Biebrzy.

Gdy zapadł zmrok, część uczestników udała się do pokojów, ale załogi jachtowe dopiero się rozkręcały. Szczególnie „Pinezka”, która jeszcze długo po północy przypominała bardziej klub żeglarski niż miejsce noclegowe. Były rozmowy, śmiechy, degustacje przywiezionych specjałów i napitków, a glaca dbał o oprawę muzyczną, dzielnie walcząc z gitarą i repertuarem. Choć powierzchnia użytkowa jachtu nie była projektowana z myślą o szesnastu osobach jednocześnie, jakoś się zmieściliśmy. Forowicze od lat potrafią bowiem naginać prawa fizyki, jeśli wymaga tego integracja.

Obrazek
Wieczorna integracja na pokładzie Pinezki
fot. Czesio

Jak zwykle w takich chwilach czas płynął zdecydowanie szybciej niż powinien. Jeszcze przed chwilą wypływaliśmy z Siemian na pierwszy prawdziwy rejs, a już trzeba było myśleć o kolejnym dniu.
Powoli kończył się drugi dzień naszego jeziornego zlotu. Jeziorak cichł, na wodzie gasły kolejne światła, a Pinezka coraz łagodniej kołysała swoich mieszkańców. Jedni zasypiali niemal natychmiast, inni jeszcze przez chwilę wsłuchiwali się w odgłosy jeziora.

 
Za ten post autor Czesio1 otrzymał podziękowanie:
Hanka (17 cze 2026, 23:46)
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Hanka
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 2057
Rejestracja: 05 maja 2014, 20:31
Tytuł: Hanka
Miejscowość: Brześć Kujawski
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 188 razy
Otrzymał podziękowań: 178 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Hanka »

Cudownie się to czyta.
po tym opisie najchętniej ponownie ruszyłabym do Siemian by powtórzyć ten fantastyczny zlotowy czas.
Za ten post autor Hanka otrzymał podziękowanie:
Czesio1 (18 cze 2026, 08:11)
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16882
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 665 razy
Otrzymał podziękowań: 328 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Czesio1 »

Zdjęć innych uczestników zlotu na razie mało w mojej relacji ale liczę, że pojawią się w kolejnych relacjach z innych załóg.
Tu ponawiam prośbę o wrzucanie zdjęć z waszych pokładów. Glaca, PiTT, Yvonne, jeśli coś macie to bardzo proszę o foty.
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
Yvonne
Moderator
Moderator
Posty: 13383
Rejestracja: 09 lip 2013, 16:01
Miejscowość: Bydgoszcz
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 14 razy
Otrzymał podziękowań: 303 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Yvonne »

Czesio, na kiedy są potrzebne te zdjęcia?
Jesteśmy na wakacjach.
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16882
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 665 razy
Otrzymał podziękowań: 328 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Czesio1 »

Yvonne pisze: 18 cze 2026, 09:05 Czesio, na kiedy są potrzebne te zdjęcia?
Jesteśmy na wakacjach.

 
No jak dostanę od Was relację.
 
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 9434
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 88 razy
Otrzymał podziękowań: 684 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: TomaszK »

Czesio1 pisze: 17 cze 2026, 21:38Relacja z Pinezki jest trochę obszerna. Na razie ubrałem w zdjęcia dwa pierwsze dni zlotu.  
Rzeczywiście sporo tego, pomimo że to tylko środa i czwartek. Może niepotrzebnie piszemy nasze relacje ? Czesio zrobi to doskonale za nas  ;-) 
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16882
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 665 razy
Otrzymał podziękowań: 328 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Czesio1 »

TomaszK pisze: 18 cze 2026, 20:45 Rzeczywiście sporo tego, pomimo że to tylko środa i czwartek. Może niepotrzebnie piszemy nasze relacje ? Czesio zrobi to doskonale za nas


 
Absolutnie nie. Bo ja nie wiem co się działo na Waszych łajbach. 
No przepraszam, że tak dużo, ale jakoś mnie tak naleciało na obszerną opowieść. 
 
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16882
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 665 razy
Otrzymał podziękowań: 328 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Czesio1 »

5 czerwca 2026r. (piątek)

Trzeci dzień naszej jeziornej wyprawy przywitał nas pogodowym rewanżem za wczorajsze deszcze. Tym razem od samego rana niebo było błękitne, słońce przygrzewało, a Jeziorak prezentował się dokładnie tak, jak powinno wyglądać jezioro marzeń każdego żeglarza. Problem polegał na tym, że prognozy były równie optymistyczne tylko do godziny szesnastej. Potem meteorolodzy zapowiadali opady, a nawet burze.
A z burzami, jak wiadomo, nie ma żartów. Wiedziałem to nawet ja, człowiek mający większe doświadczenie w górach niż na wodzie. Pioruny nie pytają przecież, czy człowiek stoi na szczycie czy płynie po jeziorze.
Z tego powodu od rana panowała pełna mobilizacja. Plan był prosty: wypłynąć wcześniej, wykorzystać dobrą pogodę i wrócić do przystani zanim niebo postanowi urządzić nad Jeziorakiem pokaz fajerwerków.
Ja oczywiście obudziłem się o swojej zwyczajowej porze. Mój wewnętrzny budzik od lat ignoruje takie drobiazgi jak urlop, weekend czy zdrowy rozsądek. Ponieważ jednak zdawałem sobie sprawę, że reszta załogi nie podziela mojego entuzjazmu do oglądania świata przed szóstą rano, cierpliwie czekałem na pobudkę współtowarzyszy.
No i na śniadanie. A właściwie na komendę „Smacznego”, bez której – jak już zdążyłem się przekonać poprzedniego dnia – spożywanie posiłków na Pinezce mogło zostać uznane za ciężkie naruszenie prawa morskiego.
Na szczęście pani kapitan wykazała się tym razem większą wyrozumiałością. Być może dlatego, że oprócz zwyczajowego śniadania ciągnęło mnie jeszcze do pozostałości słynnego zlotowego żurku. Trudno bowiem przejść obojętnie obok potrawy, która przeżyła już więcej zlotów niż niejeden forowicz.
Na stole pojawiła się również jajecznica. Jajek mieliśmy tyle, że spokojnie moglibyśmy otworzyć sezonową fermę drobiu na Jezioraku. Jest coś wyjątkowego w tych wspólnych śniadaniach na łajbie. Szkoda tylko, że nie dało się zgromadzić wszystkich uczestników zlotu przy jednym stole. Ale trudno się dziwić – łajba ma swoje ograniczenia, a każdy organizm budzi się według własnego rozkładu jazdy.
W czasie gdy jedni kończyli śniadanie, a inni dopiero dopijali poranną kawę, na Pinezce odbyła się narada sztabu. Hanka rozłożyła mapę Jezioraka i niczym admirał dowodzący wielką flotą wskazywała kolejne punkty naszej dzisiejszej wyprawy. Omawiano kurs, postoje i miejsca warte odwiedzenia. Na szczęście nikt nie zgłosił wniosku o rejs do Szwecji, więc plan udało się szybko zatwierdzić.


Obrazek
Strategiczne centrum dowodzenia flotyllą
fot. Czesio

Obrazek
Narada przed kolejnym etapem jeziorakowej wyprawy
fot. Czesio

Obrazek
Ela i Jaga - za kilka lat to one będą organizować zloty
fot. Czesio

O godzinie dziesiątej padła długo wyczekiwana komenda:
– Zrzucać cumy!
Pinezka ruszyła pierwsza, a za nią kolejne jednostki naszej flotylli. Dzisiejszy plan zakładał opłynięcie Bukowca i dotarcie do Letniska Chmielówka, gdzie zamierzaliśmy zatrzymać się na obiad. Czy miał on pochodzić z miejscowej gastronomii, czy z pokładowych zapasów – to miało się dopiero okazać.


Obrazek
Zaliczka i Ola - w stronę przygody z pierwszego rzędu
fot. Czesio

Jak zwykle jednak Jeziorak miał wobec naszych planów własne pomysły.
Kurs obraliśmy podobny jak dzień wcześniej, z tą różnicą, że tym razem postanowiliśmy przepłynąć pomiędzy Lipowym Ostrowem a Bukowcem. Za sterem zasiadł Vitras, ponieważ naszą kapitan Hankę skutecznie zaatakował Dereniowy Niszczyciel Światów i dowódczyni zmuszona była przejść w stan czasowej niezdolności bojowej, regenerując siły pod pokładem.


Obrazek
Lipowy Ostrów – spokojny z daleka, pouczający z bliska.
fot. Czesio

Obrazek
Phobos25 w drodze ku wyspom, tajemnicom i dobrym historiom
fot. Czesio

Płynęliśmy spokojnie naprzód, aż dotarliśmy w okolice przesmyku między wyspami. Tam naszym oczom ukazała się pomarańczowa boja ostrzegająca przed mielizną. Nie była to pierwsza boja na naszej drodze. I właśnie dlatego nie wzbudziła należytego respektu. Zamiast ominąć ją od strony Bukowca, skierowaliśmy się pomiędzy boję a Lipowy Ostrów.
Historia zna wiele złych decyzji. Ta może nie należała do największych, ale z pewnością była jedną z bardziej mokrych. Po chwili Pinezka stanęła. Silnik pracował. Miecz został podniesiony. Załoga patrzyła z nadzieją. A jacht ani drgnął.
Najwyraźniej postanowiliśmy zostać pierwszą załogą, która spróbuje zamienić jacht w obiekt stacjonarny. Co gorsza, pora obiadowa była jeszcze daleko, więc nie można było nawet udawać, że specjalnie zatrzymaliśmy się na piknik pośrodku Jezioraka.
Pod pokładem Hanka smacznie chrapała, nieświadoma dramatu rozgrywającego się nad jej głową. Tymczasem Vitras i Psycholog przystąpili do akcji ratunkowej. Cała załoga przeniosła się na dziób, aby odciążyć rufę. Vitras bez chwili wahania wszedł do jeziora niemal po pas i rozpoczął walkę o uwolnienie steru. Psycholog obsługiwał silnik, a pozostali kibicowali, udzielali fachowych porad i starali się nie przeszkadzać.
Po kilku minutach ciężkiej pracy Pinezka niechętnie, ale jednak zgodziła się wrócić na głębszą wodę. Całą akcję obserwowali turyści biwakujący na Lipowym Ostrowie. Byłem niemal pewien, że zastanawiają się, skąd przypłynęła ta grupa śmiałków i czy przypadkiem nie pomylili znaków nawigacyjnych z oznaczeniami szlaku turystycznego.
Przyznam, że jedyną osobą naprawdę rozczarowaną byłem w tej sytuacji ja. W całym zamieszaniu nie udało mi się bowiem nagrać Vitrasa brodzącego w jeziorze i walczącego z mielizną. Zaproponowałem nawet, że moglibyśmy wrócić i nakręcić całą scenę jeszcze raz. Pomysł został przyjęty salwą śmiechu. Jak się jednak później okazało, los miał dla nas jeszcze kilka własnych scenariuszy. Ale nie wyprzedzajmy wydarzeń.
Po uwolnieniu się z pułapki opłynęliśmy Bukowiec od południa, następnie Łąkową od północy i obraliśmy kurs na Chmielówkę.


Obrazek
Po prawej burcie mijała nas Wyspa Łąkowa
fot. Czesio

Obrazek
Po lewej stronie rejsu płynął z nami Bukowiec
fot. Czesio

Obrazek
Mijając północny kraniec Łąkowej skierowaliśmy się ku Chmielówce
fot. Czesio

Niestety nasze wcześniejsze przygody kosztowały nas trochę czasu. Gdy zbliżaliśmy się do celu, załoga Atera przekazała przez telefon niezbyt optymistyczną wiadomość. Pomost był całkowicie zajęty. Nie było najmniejszych szans, aby przycumować tam naszą flotyllę.

Obrazek
Do Chmielówki dotarliśmy, ale tylko wzrokiem
fot. Czesio

Pozostało więc zrobić dokładnie to, co w podobnej sytuacji zrobiłby Pan Tomasz. Podpłynęliśmy jedynie w okolice zatoki Kraga, po czym zarządziliśmy odwrót.
I właśnie ten fragment jeziora przypomniał mi pewien opis z „Nowych przygód Pana Samochodzika”:


„Z wyspy Łąkowej i Bukowca umknąłem więc w panice, jak z terenu objętego zarazą. Zawahałem się, czy nie skierować wehikułu w Kragę, długą zatokę wrzynającą się w ląd. Ale właśnie stamtąd napływały roje kajakowiczów.
Dlatego ruszyłem dalej na północ.”


Kilka lat później Nienacki ponownie powrócił w swoich książkach nad Jeziorak. Co ciekawe, to samo miejsce w „Złotej rękawicy” opisał już nieco inaczej:

„Wpłynęliśmy w Kragę, długą odnogę Jezioraka. Tu było już mniej jachtów i motorówek. Powitały nas wysokie lesiste brzegi, piaszczyste zatoczki, gdzie tu i ówdzie żółciły się namioty turystów.
Kragę zamykał półkoliście sklepiony most na szosie łączącej Iławę z Borecznem. Za mostem zaczynało się jezioro Dauby, gdzie znajdowało się wejście do Kanału Elbląskiego. Ale – aby przedostać się pod mostem – należało położyć maszt.”


Do godziny szesnastej pozostawało coraz mniej czasu, ale wszystko wskazywało na to, że prognozy tym razem mogą się nie sprawdzić. Niebo wprawdzie zaczynało zbierać chmury, jednak pogoda nadal wyglądała całkiem przyjaźnie. Nabraliśmy więc odrobiny optymizmu i postanowiliśmy wracać do Siemian tą samą trasą, którą przypłynęliśmy. Plan zakładał opłynięcie Łąkowej, przejście między Bukowcem a Lipowym Ostrowem i spokojny powrót do portu.

Po wcześniejszych doświadczeniach szczególną uwagę zwracaliśmy oczywiście na wszelkie boje, mielizny i inne pułapki czyhające na początkujących wilków jeziornych. Wydawało się, że tym razem nic nie może nas zaskoczyć. Jak się okazało, Jeziorak miał na ten temat zupełnie inne zdanie.
Nie zdążyliśmy jeszcze dopłynąć do feralnego miejsca, gdy Pinezka po raz kolejny postanowiła nawiązać bliższą znajomość z dnem jeziora. Przez chwilę nawet zacząłem podejrzewać, że Vitras usłyszał moją wcześniejszą propozycję dotyczącą nakręcenia dubla i postanowił spełnić ją w najbardziej dosłowny sposób. Po raz drugi tego dnia nasz kapitan awaryjny zanurzył się w wodzie, a ja tym razem zdążyłem uwiecznić przynajmniej fragment akcji ratunkowej. Chwilę później cała załoga tradycyjnie przemieściła się na dziób, Vitras rozpoczął walkę z żywiołem, a Pinezka niechętnie dała się odciągnąć od dna.


Obrazek
Vitras sprawdzał osobiście, czy mielizna rzeczywiście istnieje
fot. Kadr z filmu zlotowego

Obrazek
Kiedy sugerowałem nakręcenie dubla, nie sądziłem, że potraktuje to tak dosłownie
fot. Kadr z filmu zlotowego

Tym razem poszło nieco sprawniej niż za pierwszym razem, ale wiatr najwyraźniej postanowił przyłączyć się do spisku. Zamiast pomagać nam w drodze do Siemian, uporczywie spychał nas na południe. Przez pewien czas bardziej przypominaliśmy uczestników przeciągania liny z naturą niż załogę jachtu wracającego do portu.
W końcu jednak udało się opanować sytuację i skierować Pinezkę tam, gdzie od początku chciała płynąć większość załogi. Gdy w oddali pojawiły się zabudowania naszej przystani, niebo gwałtownie zmieniło swoje oblicze. Chmury zgęstniały, zrobiło się wyraźnie ciemniej, a gdzieś nad horyzontem dało się usłyszeć pomruki nadciągającej burzy. Tym razem nie zamierzaliśmy już igrać z losem. Silnik został uruchomiony, a Pinezka ruszyła prosto do bazy.


Obrazek
Jeszcze jeden widok na Bukowiec, zanim obraliśmy kurs na przystań
fot. Czesio

Obrazek
Chmury powoli przejmowały władzę nad Jeziorakiem
fot. Czesio

Był to jeden z tych momentów, kiedy człowiek zaczyna wierzyć, że istnieje jakiś opiekun żeglarzy. Pierwsze krople deszczu spadły dokładnie wtedy, gdy kończyliśmy cumowanie przy pomoście. Jeszcze chwila zwłoki na jeziorze, jeszcze jedno spotkanie z mielizną albo kilka minut dodatkowego błądzenia po wodzie i wracalibyśmy w zupełnie innych okolicznościach.
Tymczasem mogliśmy z satysfakcją uznać, że kolejny etap naszej jeziornej przygody zakończył się pełnym sukcesem. No, może nie licząc dwóch drobnych spotkań z dnem Jezioraka.
Po powrocie do przystani i zwycięskiej ucieczce przed deszczem przyszedł czas na kolejny punkt programu, bez którego trudno sobie wyobrazić jakikolwiek oficjalny zlot forowy.
Konkurs.
Tegorocznej organizacji podjął się TomaszK, który postanowił odejść od rywalizacji indywidualnej i rzucić nas w wir zmagań drużynowych. Zespoły utworzono według obsady poszczególnych łajb. Dodatkowo do zabawy dołączyli nasi goście z innych samochodzikowych forów internetowych, którzy przyjechali do nas z pobliskiego Jerzwałdu.
Berta zasiliła załogę Yvonne, Kustosz zameldował się na pokładzie Mysikrólika, natomiast Teresa von Hagen dołączyła do ekipy Hanki, czyli do naszej Pinezki.
Ja wprawdzie oficjalnie pełniłem funkcję operatora kamery, ale jak wiadomo, operator też człowiek. Kiedy więc pytania trafiały do naszej drużyny, starałem się wspomagać załogę swoją wiedzą, pamięcią i przypadkowymi skojarzeniami.
Zanim jednak rozpoczęły się zmagania umysłowe, Vitras przygotował atrakcję dla najmłodszych uczestników zlotu. Okazało się, że przywiózł w swoim kamperze nowo zakupiony piec do witraży, którego jeszcze nie miał okazji wypróbować. Dzieciaki natychmiast przystąpiły do pracy. Na kawałkach szkła zaczęły powstawać kolorowe kompozycje, układane z maleńkich kolorowych elementów z precyzją godną średniowiecznych mistrzów.


Obrazek
Vitras zamienił się z żeglarza w profesora sztuk pięknych
fot. Barabasz

Obrazek
Lekcja tworzenia witraży. Egzamin miał odbyć się po wypaleniu.
fot. Barabasz

Obrazek
W takich chwilach najlepiej widać dziecięcą kreatywność
fot. Barabasz

Vitras cierpliwie sklejał gotowe projekty, a kiedy część z nich była już przygotowana, nastąpiła chwila prawdy. Piec został uruchomiony. I wtedy okazało się, że instalacja elektryczna mariny nie była przygotowana na spotkanie z nowoczesną sztuką użytkową. Korki skapitulowały niemal natychmiast. Próbowaliśmy różnych rozwiązań. Zmienialiśmy gniazdka, kombinowaliśmy, szukaliśmy sposobów, ale rezultat był zawsze taki sam. Piec ruszał, a po chwili prąd poddawał się bez walki.

Obrazek
Urządzenie, które nie doceniło ambicji naszej młodzieży
fot. Barabasz

Nie chcąc zawieść młodych artystów, Vitras zabrał wszystkie przygotowane prace do domu, obiecując ich późniejsze wypalenie. Mam nadzieję, że uda mu się zrealizować tę obietnicę. Będzie też doskonały pretekst, żeby pojawić się na kolejnym zlocie. Choć szczerze mówiąc, po dwóch dniach wspólnego żeglowania wydaje mi się, że Vitras dodatkowych zachęt nie potrzebuje. Zwłaszcza że gdzieś w tle pozostawał jeszcze Dereniowy Niszczyciel Światów.

Podczas gdy dzieci nadal tworzyły swoje dzieła, starsza część zlotowej społeczności stanęła do konkursowych zmagań. TomaszK przygotował kilka rund pytań za jeden, dwa i trzy punkty. Każda drużyna otrzymała identyczny zestaw możliwości, więc o zwycięstwie miała decydować wyłącznie wiedza.
A właściwie wiedza o Panu Samochodziku. Pytania dotyczyły „Nowych przygód Pana Samochodzika” oraz „Złotej rękawicy”. Trzeba przyznać, że ich poziom był bardzo zróżnicowany. Od ryb pojawiających się na kartach powieści, przez miejsca akcji, aż po nazwiska bohaterów. Niektóre odpowiedzi przychodziły łatwo, przy innych trzeba było solidnie pogrzebać w pamięci.
Muszę przyznać, że ogromne wrażenie zrobił na mnie glaca. Debiutował w konkursie, a odpowiadał z taką swobodą, jakby od lat brał udział w forowych potyczkach.
W pewnym momencie pojawił się jednak nieoczekiwany przeciwnik.
Hałas.
Pod sąsiednim zadaszeniem swój wieczór spędzał armator Grzegorz wraz ze znajomymi. Kilka razy musieliśmy więc prosić ich o ciszę, tłumacząc, że właśnie rozstrzygają się losy najważniejszego konkursu nad Jeziorakiem. Na szczęście wykazali się zrozumieniem i pozwolili nam dokończyć rywalizację.
A zabawa była znakomita. Bo przecież właśnie o dobrą zabawę chodziło najbardziej. Choć nie ukrywam, że satysfakcja ze zwycięstwa również smakowała całkiem dobrze. Ostatecznie najlepsza okazała się załoga Pinezki. Wtedy zrozumiałem, że wyjątkowo trafnie wybrałem łajbę do zamelinowania się na czas zlotu.
Nagrodą główną była wielka mapa łowisk Jezioraka z zaznaczonym miejscem spoczywającej na dnie ciężarówki. I wtedy wszystko stało się jasne. Po latach tajemnica została rozwiązana.
To TomaszK okazał się Brodaczem, który skradł człowiekowi z blizną słynną mapę łowisk!


Obrazek
Nagroda główna konkursu i jednocześnie dowód, że TomaszK znał miejsce zatopienia ciężarówki
fot. Czesio

„Teraz już domyślam się wszystkiego. To on był zaplątany w fałszerstwo znaczków pocztowych i powędrował do aresztu. A Brodacz ukradł mapę z jego mieszkania i poszedł z nią do Wacka Krawacika, któremu mama ciągle zarzucała, że tyle pieniędzy od niej bierze, a niczym się nie wykazuje. Więc Wacek postanowił mamie zaimponować zrobieniem „wspaniałego interesu”. Przypuszczam, że zeznania Wacka Krawacika i Brodacza potwierdzą moje domysły.”

Czy jednak TomaszK zdążył już wydobyć skarby z jeziornego przesmyku i zagarnąć je dla siebie? Tego mieliśmy dowiedzieć się dopiero następnego dnia. W planach był bowiem rejs w stronę Jeziora Płaskiego, a więc w okolice, gdzie niejedna samochodzikowa tajemnica wciąż zdawała się czaić między trzcinami.

Obrazek
Komisja śledcza do spraw „Nowych przygód” i „Złotej rękawicy”
fot. Kadr z filmu zlotowego

Obrazek
Reprezentacja załogi PiTTa
fot. Kadr z filmu zlotowego

Obrazek
Drużyna Atera w pełnym skupieniu
fot. Kadr z filmu zlotowego

Obrazek
Ekipa Mysikrólika na tropie mapy łowisk
fot. Kadr z filmu zlotowego

Obrazek
Załoga Yvonne podczas zmagań konkursowych
fot. Kadr z filmu zlotowego

Obrazek
Drużyna Pinezki gotowa do walki o zwycięstwo
fot. Kadr z filmu zlotowego

Po zakończeniu konkursu Hankę i mnie spotkała jeszcze bardzo miła niespodzianka. W imieniu uczestników zlotu podziękowano nam za organizację całego przedsięwzięcia. Hanka otrzymała przepiękną busolę oraz elegancki naszyjnik. Przyznam, że gdy tylko go zobaczyłem, natychmiast wróciła do mnie historia zatopionej ciężarówki. Czyżby TomaszK rzeczywiście zdążył wcześniej odnaleźć jej ładunek? A może część skarbów już od dawna krążyła po Jezioraku, czekając na odpowiednich właścicieli?
Mnie natomiast przypadła w udziale koszulka z napisem „Czesio – zdobywca górskich szlaków”. Trudno o bardziej trafiony prezent dla człowieka, który wiele dni spędzał na górskich ścieżkach, a dopiero teraz odkrywał, że przygody można przeżywać również na wodzie.


Obrazek
Podziękowania od zlotowiczów, które wzruszyły organizatorów
fot. Marysia

Tymczasem nad Jeziorakiem zapadł zmrok. Dla zwykłych turystów oznaczałby zapewne koniec dnia. Dla uczestników zlotu był to jedynie sygnał do rozpoczęcia kolejnej części programu.
Pogoda zrobiła się chłodniejsza, a z nieba zaczął padać deszcz, więc centrum życia towarzyskiego ponownie przeniosło się na pokład Pinezki. Wkrótce zrobiło się tłoczno, gwarno i bardzo wesoło. Rozmowy płynęły szerokim strumieniem, na stole pojawiały się kolejne przysmaki i napitki, a oprawę muzyczną zapewniał tym razem Kustosz. Wspólnie śpiewaliśmy wszystko, co tylko przyszło nam do głowy. Nie zabrakło oczywiście nieśmiertelnej „Jolki”, która najwyraźniej należy już do obowiązkowego repertuaru wszystkich spotkań przy gitarze. Był również nasz zlotowy hymn.


Obrazek
Pinezka ponownie przystąpiła do testów maksymalnej pojemności
fot. Czesio

Obrazek
Jeszcze jedna noc pełna rozmów i wspólnego śmiechu
fot. Czesio

A potem nadszedł moment, na który – choć nigdy się do tego nie przyznajemy – wszyscy po cichu czekamy. Gdy TomaszK postanowił zakończyć wieczór i udać się na spoczynek, zatrzymał się jeszcze na chwilę i krzyknął do całego towarzystwa:
– Kocham was!
I wiecie co? To właśnie jest piękne w tych naszych spotkaniach. Bo właśnie dla takich chwil wracamy na zloty. Dla ludzi, którzy po wielu miesiącach potrafią usiąść przy jednym stole i po pięciu minutach rozmawiać tak, jakby od ostatniego spotkania minął najwyżej tydzień.
Niedługo później nasi goście pożegnali się z nami i wrócili do Jerzwałdu. My jeszcze przez chwilę siedzieliśmy na Pinezce, nie spiesząc się do snu i próbując ukraść dla siebie kilka dodatkowych minut tego zlotowego czasu. W końcu jednak nawet najwięksi miłośnicy przygód muszą kiedyś zamknąć oczy.
Krótko po północy załogi zaczęły rozchodzić się do swoich łajb. Jeziorak uspokajał się po kolejnym dniu pełnym wrażeń, a przed nami czekała następna wyprawa.
Tym razem w stronę Jeziora Płaskiego.

 
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 9434
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 88 razy
Otrzymał podziękowań: 684 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: TomaszK »

Czesio1 pisze: 21 cze 2026, 21:52Gdy TomaszK postanowił zakończyć wieczór i udać się na spoczynek, zatrzymał się jeszcze na chwilę i krzyknął do całego towarzystwa:
– Kocham was!
I wiecie co? To właśnie jest piękne w tych naszych spotkaniach.  
I to jest szczere, no bo co ja bym robił bez Was ? Siedział przed telewizorem i zmieniał kanały ?
Już się cieszę z następnego zlotu. 
Za ten post autor TomaszK otrzymał podziękowania (total 2):
Czesio1 (22 cze 2026, 08:57) • Konfiturek (23 cze 2026, 06:07)
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 9434
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 88 razy
Otrzymał podziękowań: 684 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: TomaszK »

Pogoda na Jezioraku całkiem przyzwoita, od jutra koniec upałów, zaczyna wiać, trochę pokropi ale można pożeglować. 
mgram_pict.png
Wracamy ?
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16882
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 665 razy
Otrzymał podziękowań: 328 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Czesio1 »

TomaszK pisze: 28 cze 2026, 20:33Wracamy ?
I koniecznie z noclegiem na Kępce. 
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Konfiturek
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 584
Rejestracja: 10 lip 2013, 20:25
Tytuł: Degustator porzeczek
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 26 razy
Otrzymał podziękowań: 74 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Konfiturek »

Dłubię pomału sobie te zlotowe zdjęcia (zostały mi już tylko z ostatniego dnia) i żal bierze, że urlop już w tym roku przejadłem :/
Obrazek
 
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Dorośli bardzo rzadko przeżywają takie przygody jak Pan Samochodzik. Nie mają na to czasu.
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16882
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 665 razy
Otrzymał podziękowań: 328 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Czesio1 »

Konfiturek pisze: 29 cze 2026, 22:33 Dłubię pomału sobie te zlotowe zdjęcia (zostały mi już tylko z ostatniego dnia) i żal bierze, że urlop już w tym roku przejadłem :/
Obrazek
 

 
A wrzucisz co masz na forową chmurę?
 
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Hanka
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 2057
Rejestracja: 05 maja 2014, 20:31
Tytuł: Hanka
Miejscowość: Brześć Kujawski
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 188 razy
Otrzymał podziękowań: 178 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Hanka »

Pozdrawiam z Mamerek. Pływam i tak sobie myślę, że podobało by Wam sie tutaj. Tym razem flotylla 7 jachtów i rejs organizowany przez Fundację Chce się żyć. 
Załączniki
IMG-20260630-WA0020.jpg
Za ten post autor Hanka otrzymał podziękowania (total 2):
panna Monika (01 lip 2026, 18:49) • irycki (06 lip 2026, 09:32)
Hanka
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 2057
Rejestracja: 05 maja 2014, 20:31
Tytuł: Hanka
Miejscowość: Brześć Kujawski
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 188 razy
Otrzymał podziękowań: 178 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Hanka »

:-) 
Załączniki
IMG-20260630-WA0039.jpg
Za ten post autor Hanka otrzymał podziękowanie:
TomaszL (02 lip 2026, 21:07)
TomaszK
Forowy Badacz Naukowy
Forowy Badacz Naukowy
Posty: 9434
Rejestracja: 09 lip 2013, 18:42
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 88 razy
Otrzymał podziękowań: 684 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: TomaszK »

Łał, siedem jachtów, nieźle.  I  chyba pogodę też macie udaną. 
Awatar użytkownika
Mysikrólik
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 5525
Rejestracja: 16 lip 2013, 14:37
Tytuł: harcerz
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 58 razy
Otrzymał podziękowań: 194 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Mysikrólik »

Widzę tam sporo niedociągnięć.
Brak obuwia. Już nawet nie odpowiedniego, ale jakiegokolwiek.
Brak kamizelek.
Hanka
Zlotowicz
Zlotowicz
Posty: 2057
Rejestracja: 05 maja 2014, 20:31
Tytuł: Hanka
Miejscowość: Brześć Kujawski
Płeć: Kobieta
Podziękował;: 188 razy
Otrzymał podziękowań: 178 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Hanka »

Mysikrólik, nie czepiaj się. Ty pływałeś i Ciebie w kapoku nie wiedziałam 😛. Gdyby warunki były trudne na pewno byśmy założyły
Awatar użytkownika
Czesio1
Administrator
Administrator
Posty: 16882
Rejestracja: 07 lip 2013, 14:00
Tytuł: Ojciec Prowadzący
Płeć: Mężczyzna
Podziękował;: 665 razy
Otrzymał podziękowań: 328 razy

Re: Zew Jezioraka: Tropem Kapitana Nemo 2026 - propozycja planu forowego zlotu żeglarskiego

Post autor: Czesio1 »

Ja jestem ciekaw czy załoga ma pozwolenie na jedzenie śniadania o uczciwej porze. 
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
ODPOWIEDZ