Hmmm... ja tez juz nie planuje... jedna z moich towarzyszek podróży ciężko chora. Musiała coś zjeść. Surowego właśnie. Albo surowego i dodatkowo na ulicy, tzw street food. Niezbyt czysto w takich miejscach bywa. A jadła w takich miejscach właśnie. Zapomniala tez o wodzie, ze się nie pije kranówki. Zębów tez się nie myje kranówką. Dają w hotelu specjalnie wodę w butelce, do mycia zębów itp. No nie wiadomo. Ma bardzo wysoka temperaturę 40 i pół. W lokalnej przychodnio-szpitalu chcieli ja zostawić ale warunki kuriozalne. Ludzie na kaflach leżą, jakieś koty łażą między nimi i w ogóle. Łóżka tez są ale nie zupełnie w stanie jaki się widzi u nas. Trochę pod wieczór lepiej ale gdyby się przedłużało to trzeba do Tajlandii jechać do szpitala. Martwimy się czy nie dengue. W tym roku bardzo dużo przypadków. A coś ja uzarlo pare dni temu. No może tylko silne zatrucie ...
A mnie się wytworzyła obsesja komarowa, wszędzie widzę komary.... i nie zdążę nigdy sprawdzić czy w paski !
Ostatnio zmieniony 18 lut 2019, 19:33 przez Brunhilda, łącznie zmieniany 1 raz.
Zażywa. Ten Kambodżański,lekarz dał jej antybiotyk tez. Gdyby to było bakteryjne zatrucie. Na dengue wiadomo, nie ma lekarstwa, a na malarie za wcześnie. Zreszta bierze przeciwmalaryczne leki. Mam nadziej, ze to nie dengue tylko zatrucie woda albo jedzeniem.
Komary, które roznoszą dengue gryzą w ciągu dnia. I mieszkają w mieście, w domach! Jutro wychodzę na miasto w kombinezonie.
Maniakalnie studiuje cykl zycia komarow Aedes aegypti, nie moge sie doliczyć ile żyje dorosły osobnik. Nie chce przywieźć w walizce do domu... tak jakby u nas nie było....😁😁😁😁
Ostatnio przyszedł pacjent i mówi, ze wychodzi właśnie z gorączki dengue. Pytam czy bulw Kambodży czy Wietnamie czy gdzieś w tropikach. A on mówi, tak, w Sydney, u siebie w ogródku....
Dziewczyna jadąca na smoku. XVII wiek. Ni cóż smoka nie mogę zidentyfikowac chyba, ze te owale równe to zęby. Widzę natomiast, ze ona trzyma się zamiast jakiejś uzdy to za biust. Wiec w gruncie rzeczy mam podejrzenia, ze ta rzeźba co innego przedstawia....
I dwie rzeźby w kamieniu , IX-X wiek, Tańczące dziewczyny. Grupa etniczna ludzie Champa. Ci ludzie byli bardzo waleczni, ciagle kogoś napadali, z Khmerami, czyli obecnymi Kambodzanczykmi ciagle walczyli. Raz nawet przez cztery lata okupowali Angkor. mieli tez ciekawy zwyczaj pochowku. Najpierw grzebali ciało na rok. Potem odkopywali. Z czaszki wycinali kwadracik, myli go w wodzie czy mleku kokosowym i zakopywali osobno. Nikt nie może mi wyjaśnić po co.
No ale tymczasem Tańczące.
Wujek Ho ( tak napisane jest ) w walce. Ciekawostka, rycina w lakierze.
No i „Picasso” ale wyłącznie w celach propagandowych! Bo tez co za pomysły na tym zgniłym zachodzie! Uwaga! Tytuł brzmi: Efekt wina.... z 1951.
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
I to nie jest prosta sprawa. Z takich gałęzi jak na dole, gotuje sie wyawar, taki smolisty lakier z tęgi wychodzi i specjalnymi łopatka i nakłada się na zeby wieczorem już, poprawia się przez pare dni i tak się ten lakier trzyma jakiś czas.
johny pisze:Przeżywam piękną wycieczkę po Wietnamie!
Dzięki Johny! Cieszę się, ze moja pisaninę czytasz !
Co więcej, na bieżąco mamie pokazuję! Ciągle się dopytuje czy coś nowego wrzuciłaś.
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
POLEXIT!
... To live is to die... - Cliff Burton
volenti non fit iniuria!
When you walk through a storm, Hold your head up high, And don`t be afraid of the dark. At the end of a storm, There`s a golden sky...
Bruniu, też śledzę Twoją relację. Podoba mi się Twoje pisanie. Teraz mi wstyd, że dopiero teraz to piszę . Skoro jesteś w Wietnamie to domyślasz się, że składam samokrykę
johny pisze:Przeżywam piękną wycieczkę po Wietnamie!
Co więcej, na bieżąco mamie pokazuję! Ciągle się dopytuje czy coś nowego wrzuciłaś.
Ojej! Ale mi przyjemność zrobiłeś! Teraz będę i dla Twojej Mamy pisała! Dziękuje!
Pozdrowienia dla Mamy!
Przepraszam, ze od razu nie odpisałam ale zaraz po powrocie do Sydney, i musiałam jechać do Canberry samochodem. W y k o n c z o n a po Kambodzaniskiej wycieczce tym razem. Pewnie dlatego, ze wspoltowarzyszka zachorowała i się wszyscy denerwowaliśmy. A tu jeszcze był okropny wypadek na trasie i zamiast trzech godzin jechałam 6.5!! Powrót z Canberry tez okropny bo zasypiałam za kierownica niemal. Trzymał mnie tylko audiobook Gniew Zygmunta Miloszewskiego. Ale ledwo. Jakoś dojechałam i dzisiaj w końcu odespalam wiec od razu pisze!
Podziękowania dla Mamy!
Ostatnio zmieniony 24 lut 2019, 02:15 przez Brunhilda, łącznie zmieniany 1 raz.